We Włoszech umarło ostatniej doby 427 osób, razem 3405, czyli więcej niż w Chinach. W stosunku do zakażonych Włosi umierają od wirusa dwa razy częściej niż Chińczycy i... 28 razy częściej niż Niemcy. W Polsce do 125 tys. wzrosła liczba ludzi "wirusowo podejrzanych". Chaos opieki zdrowotnej próbują naprawić samorządy, m.in. na własną rękę kupują testy

Czwartek 19 marca 2020, 16. dzień epidemii w Polsce, przyniósł najwięcej nowych zakażeń – 67 (do tej pory rekordowy był wtorek – 61), co dało razem 355. Ogromny jest wzrost liczby osób objętych kwarantanną i nadzorem epidemiologicznym, razem ponad 125 tys., tyle co Opole czy warszawski Ursynów. Testów na obecność wirusa robi się coraz więcej, 11,2 tys. od początku epidemii, ale to wciąż 12 razy mniej niż osób bezpośrednio zagrożonych.

Najbardziej bulwersujące były jednak wiadomości o kolejnych zakażeniach w szpitalach. Słaba ochrona personelu medycznego, wynikająca z braku sprzętu, procedur i szkoleń, może mieć tragiczne skutki dla dalszego przebiegu epidemii. W wielu miejscach panuje chaos (czytaj rozmowę z lekarką).

Słabością systemu jest brak testów na obecność COVID-19 wśród personelu medycznego, a tutaj każdy przypadek transmisji wirusa może mieć fatalne skutki (bo dotyka osób chorych). Państwo wciąż „oszczędnie” stosuje badania, które mogłyby wychwycić osoby zakażone zanim pojawią się objawy chorobowe (tymczasem gęste sito testów przyniosło skutki m.in. w Korei).

Samorządy nie czekają na rząd

W obliczu niedostatecznej pomocy ze strony państwa do walki z koronawirusem przystąpiły samorządy wojewódzkie i miejskie:

  • aż 50 mln z funduszy europejskich na doposażenie szpitali chce przeznaczyć samorząd województwa lubuskiego – z tego 5 mln zł miałoby pójść na jak najszerzej prowadzone testy potencjalnych zakażonych;
  • przesunięcie 50 mln z funduszy unijnych na walkę z epidemią zadeklarował również w czwartek marszałek województwa pomorskiego. Część środków ma trafić do także do rządowego Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku;
  • władze Poznania zakupiły m.in. nową maszynę do analizy próbek dla szpitala miejskiego, gdzie w czwartek ruszyły już pierwsze testy. – „Pokazaliśmy, że można działać i nie patrzeć na to, co zrobi rząd” – komentował prezydent Jacek Jaśkowiak. Samorząd województwa wielkopolskiego chce kupić podobny sprzęt szpitalom w Kaliszu i Koninie;
  • Opolski urząd marszałkowski przekaże tamtejszym szpitalom 16,5 mln zł;
  • Największy i najbogatszy mazowiecki – aż 100 mln, m.in. na adaptacje sal, zakup sprzętu i środków ochronnych dla personelu.
  • Władze samorządowe województwa dolnośląskiego zdecydowały przeznaczyć ponad 6 mln zł dla pięciu dolnośląskich szpitali.

Rekordowe 67 zakażeń. Podwaja się prawie co trzy dni

Według danych ministerstwa i portalu worldometer mamy już:

  • 355 przypadków zakażenia;
  • 337 osób choruje, w tym trzy ciężko lub krytycznie;
  • 5 osób zmarło;
  • 13 nie ma już objawów, w tym jedna wyzdrowiała – i był to „pacjent zero” zdiagnozowany 4 marca w Zielonej Górze, który opuścił szpital.
Od 14 marca epidemia postępuje w tempie wolniejszym niż w naszej „prognozie ostrzegawczej” z 14 marca ekstrapolującej wcześniejsze tempo rozwoju epidemii, a także wolniej niż przewidywał 15 marca minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Do 14 marca liczba wykrytych przypadków podwajała się co dwa dni. Teraz jest nieco lepiej, bardziej typowo dla dużych europejskich krajów, gdzie podwojenie następuje co 2,5 – 3 dni. Na wykresie poniżej rozwój zgodny z zasadą co trzy dni zaznaczamy ma żółto, prognozę ostrzegawczą – na czerwono. Stan faktyczny – na granatowo

 

Opole lub Ursynów. Tylu ludzi w grupach zagrożenia

Ministerstwo zdrowia podało też na Twitterze – pierwszy raz dokładnie – jak należy rozumieć formy kontroli nad osobami „wirusowo podejrzanymi”.

Objęty kwarantanną zostaje ten, kto:

  • miał kontakt z zakażonym lub po 15 marca wrócił z zagranicy;
  • nie wolno mu opuszczać mieszkania („nawet wyjść z psem”);
  • nikt nie może go odwiedzać;
  • naruszenie kwarantanny może być karane grzywną 5 tys. zł.

Objętych kwarantanna są już 76 764 osoby (z tego ponad 48 tys. to wracający z zagranicy, którzy są zapewne mniej zagrożeni niż 28 tys. osób, które miały kontakt z osobą zarażoną).

Nadzór epidemiologiczny obejmuje 48 660 osób, które:

  • były „w tej samej przestrzeni co zarażony, ale nie miały z nim bezpośredniego kontaktu”;
  • przez 14 dni mają ograniczyć wyjścia z domu do minimum;
  • dwa razy dziennie mierzyć temperaturę i
  • telefonicznie informować Sanepid o swym stanie zdrowia.

Ministerstwo z satysfakcją informowało w południe, że wykonało już 11 196 próbek (testów na obecność wirusa), z tego ostatniej doby 1600.

Powyższy wykres pokazuje jednak na

dramatyczną dysproporcję między liczbą przeprowadzonych testów a liczbą osób zagrożonych, których jest ponad 125 tys., czyli 11 razy więcej.

A przecież należy założyć, że wszyscy hospitalizowani – jest ich 871, czyli o 52 osoby mniej niż w środę – zostali przebadani. Test na obecność COVID-19 jest dobrem rzadkim i upragnionym.

Polska mapa wirusa

Najbardziej zakażone jest województwo mazowieckie z Warszawą na czele (82 przypadki), ale to w pewnym stopniu kwestia największej liczby mieszkańców (5,4 mln). Zakażonych na Mazowszu jest 15,2 na milion, w całym kraju – 9,3.

Świat: więcej zarażeń, więcej zgonów – już 10 tys.

Po środowym rekordzie nowych przypadków zakażeń koronawirusem (20 584) w czwartek świat, a przede wszystkim Europa, była dalej na krzywej wznoszącej. Padł kolejny smutny rekord, liczba nowych zakażeń dziennych wyniosła 22 675.

Wykres zachorowań na koronawirus

 

Gdy o 23.:15 kończyliśmy pisać ten tekst, sytuacja globalna wyglądała tak:

  • 244 082 przypadki zakażenia od początku epidemii;
  • wyleczyło się 86 714 osób;
  • umarło 10,003;
  • choruje 147 365, z tego 5 proc. jest w stanie ciężkim lub krytycznym.

Na wykresie poniżej pokazujemy zmieniające się w ostatnich 17 dniach dane globalne. Rosną kolejne słupki, bo są nowe zakażenia, ale co jeszcze gorsze

zwiększa się udział nowych zachorowań, bo przybywa ich szybciej niż osób wyleczonych.

To oznacza, że epidemia jest wciąż w ofensywie.

Koronawirus - statystyki osób chorych i wyleczonych

Rekord nowych przypadków wciąż dzierżą Włochy – aż 5322, ale ponad 2 tys. nowych przypadków zanotowano również w Hiszpanii, Niemczech i USA.

We Włoszech więcej zgonów niż w Chinach. 277 razy częściej niż w Niemczech

We Włoszech na COVID-19 zmarło już więcej ludzi niż w Chinach.

Według komunikatu włoskiej Ochrony Cywilnej z godziny 18:00 w ciągu ostatniej doby zanotowano 427 zgonów, a od początku lutego, kiedy wykryto pierwszy przypadek – 3405. W Chinach zmarło do tej pory 3245 osób. Rzecz w tym, że Chiny wykryły 80 928 – dwa razy więcej przypadków zakażenia SARS-CoV-2 niż Włochy – 41 305.

Odsetek śmierci liczonych wśród zarejestrowanych przypadków wynosi zatem w Chinach 4,1 proc., a we Włoszech 8,3 proc. Nie można tego uznać za wskaźnik śmiertelności, bo nie znana jest wykrywalność zakażenia wirusem, a ponadto epidemia jeszcze trwa i jej bilans będzie się zmieniał.

Ale różnica jest kolosalna, zwłaszcza na tle przykładu Niemiec, gdzie – na wykresie poniżej – nie widać słupka z 44 zgonami, które stanowią tylko 0,3 proc. stwierdzonych zakażeń. To 28 razy mniej niż 8,3 proc. we Włoszech.

Statystyki zgonów z powodu koronawirusa

Eksperci głowią się wciąż, co jest przyczyną takich rozmiarów tragedii na Półwyspie Apenińskim.

Według opublikowanego właśnie raportu Istituto Superiore di Sanità, czyli Najwyższego Instytutu Higieny, przytłaczająca większość zmarłych cierpiała na inne schorzenia.

  • 48,5 proc. miało co najmniej trzy choroby współistniejące;
  • 25,6 proc. dwie choroby współistniejące;
  • 25,1 proc. jedną chorobę współistniejącą;
  • a tylko 0,8 proc. było zdrowych przed zakażeniem.

Nie wiadomo jednak, na ile taki skład osób zmarłych na koronawirusa jest specyficzny dla Włoch. Wykres poniżej to analiza „próbki zgonów” we Włoszech, która pokazuje, że znacznie bardziej zagrożeni są ludzie starsi, a także mężczyźni (Uomi, kolor pomarańczowy), bardziej niż kobiety (Donne, kolor niebieski). Szary słupek – to po wszyscy chorzy (tutti).

 

OKO na koronawirusa: prognozy, raporty, porady.
Wesprzyj nas. Też chcemy przetrwać.

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez ponad 20 lat związana z Gazetą Wyborczą. Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w "Tygodniku Powszechnym", kwartalniku "Książki. Magazyn do Czytania" i serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktor naczelnej kwartalnika Przekrój.

Piotr Pacewicz
Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Komentarze

  1. Monika Borzymowska

    Rekord zakażeń? Z niepokojem obserwujemy, ale w Islandii, gdzie mieszkam, jest taka sama liczba zakażeń przy 10krotnie mniejszej liczbie mieszkańców (populacja niecałe 350tys.), szkoły i przedszkola nadal pracują, licea i szkoły wyższe nie 🤔

  2. Michał Słonimski

    Kolejny świetny raport! Od siebie dodam, że Jaśkowiak zdradził dzisiaj, że test na koronawirusa kosztuje 460zł. Wychodzi na to, że w skali wydatków budżetowych to wcale nie taka droga sprawa (100 tys. testów to koszt 46 mln złotych itd.). Czyli jaki wniosek? Brak mocy przerobowych laboratoriów i/lub brak testów, które – jak zrozumiał laik – nie ograniczają się tylko do zakupu odpowiedniego sprzętu ale również odpowiednich odczynników, których światowa podaż jest bez wątpienia ograniczona. Czy "grzanie" tego problemu jest w takim razie odpowiedzialne? To zapewne właśnie z braku mocy produkcyjnych władza, media ale również WHO forsują absurdalną tezę o rzekomej bezużyteczności (dla osób zdrowych) maseczek. Jak mniemam za taką retoryką stoi troska o "wyższe dobro". Czy w podobny sposób nie powinniśmy potraktować newralgicznego tematu testów?

  3. Rafał Tyloch

    Brak jest rzetelnej informacji o powodach niskiej ilości wykonywanych testów na obecność wirusa. Rozumiem, że przyczyny mogą być różne, w tym spowodowane olbrzymim popytem. Brak informacji rodzi spekulację. Przychodzi mi do głowy taka myśl. Pamiętacie jak w Ewa Kopacz zagrała w ruletkę o zdrowie publiczne i zrezygnował z zakupu szczepionki na A/H1N1? Ryzyko opłaciło się i minister wylansowała się na opanowaną, nie poddającą się panice, jednym słowem z zimną dudą nie wymagającą zaaplikowania sobie lodu do majtek. Obecnie rząd też zagrał w ruletkę i nie zakupił, gdy był na to czas, szeroko rozumianej infrastruktury do wykonywania testów lecz tym razem przegrał – zdrowie i życie nas wszystkich.

  4. Marcin Duda

    Roznica smiertelnosci miendzy niemcami i wlochami ma sie tez ponoc brac z roznicy w lozkach intensywnej opieki. We wloszech nie cale 4 na 100.000 ludnosci a w niemczech 34. Dlatego nie ma takich scen jak we wlochach, ze sie wybiera kto idzie na loszko i dostaje intubacje a kto do kostnicy, jeszcze.

  5. Andrzej Maciejewicz

    1. Możemy być pewni, że poniesione przez samorządy wydatki, zwłaszcza z samorządowych środków unijnych, zostaną pokrętnie uznane przez Morawieckiego za pomoc rządową. 2. Przypuszczam, że przyczyną niewystarczającej liczby testów staje się brak osób do ich wykonywania. Pracownicy służby zdrowia także chorują i także się boją. Mają prawo do odmowy wykonywania testów, zwłaszcza wobec powszechnego kłamstwa w sprawie ich bezpieczeństwa. Znowu zw zaw udowadniają, że mają w d…
    swoich członkow. Milczą też korporacje zawodowe.

  6. Małgorzata Dmytrowicz

    Od kilku dni zastanawiam się nad tym, dlaczego ważne są tylko testy potwierdzające wirusa. Przecież, skoro atakuje on głównie płuca wywołując śródmiąższowe zapalenie płuc, moznaby uruchomić punkty diagnostyki obrazowej i wykonywać rtg płuc. To by w pewnym stopniu dało możliwość wykrycia choroby u osób z objawami, gdyż rtg normalnie chorobę obrazuje. A na wyniki też nie trzeba czekać 36-48 godzin, a są po kilkunastu minutach. Cały czas mnie to gnębi. Może dałoby to rzeczywisty obraz chorych w naszym kraju, bo byliby dokładniej diagnozowani? Nie wiem, nie jestem lekarzem, ale wydaje mi się, że nie jest to tak do końca zły pomysł. Oczywiście dotyczyłby osób już mających większe objawy niż rozbicie i ból mięśni z gorączką.

  7. Jurek Ekonom

    Uwaga
    Ważny komunikat z Gdańskiego Forum Stomatologów

    Każdy może się przebadać na obecność koronawirusa.
    Wystarczy wysłać większą próbkę kału na adres:
    Prawo i Sprawiedliwość Ul. Nowogrodzka 84/86
    02-018 Warszawa

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!