Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto AFPFoto AFP

Od 17 kwietnia w Libanie obowiązuje 10-dniowe zawieszenie broni. Mimo tego ataki nadal mają miejsce. Amal Khalil – doświadczona 43-letnia dziennikarka lewicowego libańskiego dziennika Al-Akhbar – wraz z fotografką Zeinab Faraj, jechała, by dokumentować atak na miasto Bint Dżubajl, znane jako twierdza Hezbollahu, na południu Libanu przy granicy z Izraelem.

W pobliżu miasta Al-Tayri izraelska rakieta nagle trafiła w pojazd jadący przed nimi. Zginęło w nim dwóch cywilów. Uderzał izraelski dron, wg niektórych źródeł, w tym gazety Al-Akhbar, w atakach brały też udział izraelskie myśliwce.

Dziennikarki uciekły do budynku w pobliżu. Z niego Khalil dzwoniła do rodziny i do libańskiego wojska. Ostatni raz była słyszana o 16.10.

17 minut później izraelskie bomby zamieniły ten budynek w stertę gruzów.

Przeczytaj także:

Kaskadowe ataki dronów

Na miejscu pojawili się cywile, Libański Czerwony Krzyż, ludzie z prasy i wojskowi, by ratować uwięzione w gruzach kobiety. Paramedycy jadący karetką, nie mogli dojechać – zostali ostrzelani przez izraelskiego drona.

Okazało się, że fotoreporterka Faraj przeżyła atak – odniosła ciężkie rany głowy. Gdy zgromadzeni próbowali odnaleźć Khalil, dron zaatakował ponownie. To uniemożliwiło akcję pomocową – ratujący się wycofali. Ale Libańskiemu Czerwonemu Krzyżowi udało się ewakuować żyjącą fotoreporterkę. Izraelskie siły nie dopuściły do udziału w akcji buldożera, który przyśpieszyłby wydobycie Khalil spod gruzów.

Czerwony Krzyż musiał czekać na zezwolenie ze strony Izraela na dalsze działania. Reporterzy Bez Granic – międzynarodowa organizacja wspierająca dziennikarzy na świecie – wezwała w tym czasie międzynarodową społeczność do nacisków na Izrael, by ten dopuścił ekipy ratunkowe do gruzów, w których była Khalil. Gdy po wielu godzinach wojsko izraelskie na ratunek zezwoliło, ratownicy krótko przed północą wyciągnęli z gruzów już nieżyjącą Khalil.

23 kwietnia media potwierdziły śmierć reporterki. Jej gazeta opublikowała na platformie X, krótki filmik wspominający jej pracę — relacjonowanie wojny na południu Libanu.

A photograph shows Amal Khalil, a veteran correspondent for the daily newspaper Al-Akhbar, in the southern Lebanese border village of Jebbayn in 2024. An Israeli airstrike killed the Lebanese journalist and wounded another on April 22, 2026, while they were working near the border with Israel, according to their employer and rescuers. (Photo by AFP)
Amal Khalil, dziennikarka libańska, która zginęła 22 kwietnia 2026 r. w Południowym Libanie w wyniku ataku izraelskiej armii. Na zdjęciu w miejscowości Jebbayn w 2024 r. Foto AFP

Potępienie Izraela

Komitet Ochrony Dziennikarzy (CJP, Committee to Protect Journalists) w specjalnym oświadczeniu po śmierci Khalil przypomina, że utrudnianie akcji ratowniczych i ataki na nie to zbrodnia wojenna. Komitet przypomina, że wcześniej, we wrześniu 2024 r., Khalil dostawała pogróżki od Sił Obronnych Izraela. – To budzi obawy o celowe ataki – pisze CJP w oświadczeniu.

Wg niepotwierdzonych oficjalnie informacji, SMS-y do Khalil miały ją skłaniać do zaprzestania relacjonowania konfliktu – jeśli „chce utrzymać głowę na ramionach”.

Khalil od 2006 r relacjonowała wydarzenia na południu Libanu, gdzie często miały miejsce odwetowe ataki Izraela. Relacjonowała też inwazję izraelskiej armii na tę część Libanu od marca tego roku. Pokazywała zniszczenia, jakich dokonuje Izrael, wysadzając w powietrze całe wioski w strefie buforowej. Wg doniesień, z ziemią zrównano dotychczas 39 miejscowości, by chronić północny Izrael przed atakami Hezbollahu.

W styczniu br. w portalu Public Source ukazał się wywiad opisujący 20 lat wojennego dziennikarstwa Khalil.

W wywiadzie dla telewizji Al Jadeed, szefowa Związku Dziennikarzy Libanu, Elsy Moufarrej, oskarżyła Izrael o celowy atak na Khalil. Wezwała też libański rząd i organizacje międzynarodowe do podjęcia pilnych działań w związku z „powtarzającymi się izraelskimi zbrodniami wojennymi przeciwko dziennikarzom”.

Ataki Izraela potępiło Ministerstwo Informacji Libanu, a premier Nawaf Salam, były prezes Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, także przypomniał, iż to zbrodnia wojenna. Ministerstwo Zdrowia Publicznego podkreśliło, że ostrzelana karetka, która jechała z pomocą, na dachu miała wyraźny znak czerwonego krzyża. Nie ma więc mowy o pomyłce IDF.

Mimo zawieszenia broni, wskutek izraelskich ataków w Libanie zginęło tego dnia 5 osób.

Od 2 marca br. zginęło już co najmniej 2400 osób, a ponad milion musiało opuścić swoje domy w strefach kontrolowanych przez wojska IDF.

Dziennikarze, czyli ... terroryści

W oświadczeniu w związku ze śmiercią Khalil rzecznik sił zbrojnych Izraela IDF tłumaczył, że armia zidentyfikowała dwa pojazdy, które opuściły „obiekt wojskowy” wykorzystywany przez Hezbollah – chodzi zapewne o ich punkt kontrolny. Auta przekroczyły „wysuniętą linię obrony” – to określenie granicy strefy w południowym Libanie wyznaczonej przez wojska izraelskie.

Samochody „zbliżyły się do żołnierzy w sposób stwarzający bezpośrednie zagrożenie dla ich bezpieczeństwa” i dlatego IDF uderzył w cywilny pojazd, a potem w pobliski budynek.

IDF zaprzecza, by utrudniało akcję ratunkową i zapewnia, że nie atakuje dziennikarzy. Ale izraelskiej gazecie Times of Israel, armia oświadczyła, że zaatakowała dom, w którym schowali się terroryści.

Al-Akhbar – gazeta libańska wydawana w Bejrucie od 2006 r., dla której pracowała Khalil, jest postrzegana jako „pro Hezbollah” i przeciwniczka USA oraz Arabii Saudyjskiej.

Zabicie Khalil odbiło się w świecie szerokim echem. Oprócz Komitetu Ochrony Dziennikarzy, informację także opublikowały największe agencje światowe (Associated Press, Reuters), międzynarodowe media (BBC, The Washington Post, The Wall Street Journal, The Guardian, Sky News, DW News) i dziesiątki innych.

Sporo miejsca sprawie poświęcił zwłaszcza The Guardian. Bo to już kolejny dziennikarz zabity przez IDF w Libanie. CPJ doliczył się ich co najmniej 9, inne źródła mówią już o kilkunastu takich ofiarach.

Ali Rida Sbeity – dziennikarz wojenny działający na Bliskim Wschodzie – w komentarzu po śmierci Khalil, opublikował zdjęcie 8 żurnalistów i podpis: „W ciągu zaledwie miesiąca ci libańscy dziennikarze zostali zabici przez izraelskie uderzenia podczas wykonywania swojej pracy. Ich głosy ucichły, ale ich praca pozostała”.

Pod koniec marca, tylko w jednym ataku IDF zginęła trójka dziennikarzy z Libanu, w tym powszechnie tam znany Ali Shoeib. Izrael przyznał, iż atak na niego był celowy, tłumacząc, że dziennikarz był „agentem wywiadu” Hezbollahu. IDF nie przedstawił na to żadnych dowodów.

W 2024 r., w środku nocy, Izrael zbombardował dom gościnny na południu Libanu we wsi Hasbaya, znany z tego, że mieszkali tam dziennikarze, także dużych, międzynarodowych mediów (TRT World, Sky News Arabia, Al Jazeera itd.). Zginęło dwóch dziennikarzy, szereg odniosło rany. Reporterzy Bez Granic uznali to za zbrodnię wojenną, wzywali do międzynarodowego śledztwa, oraz zaprzestania ataków na dziennikarzy w Libanie i Strefie Gazy.

„Bezprecedensowy atak na wolność prasy”

Tylko w Strefie Gazy, od 7 października 2024, czyli od krwawego ataku Hezbollahu na Izraela, w którym zginęło pond 1200 cywili, siły zbrojne Izraela zabiły 259 dziennikarzy. Wiele z tych ataków było celowych, do czego nawet przyznawał się Izrael.

Global Investigative Journalism Network pisał: „Liczba ta przyćmiewa liczbę ofiar śmiertelnych wśród dziennikarzy we wszystkich innych wojnach od 1992 r.. W Strefie Gazy bycie reporterem to nie tylko wybór zawodu; to także potencjalna decyzja o życiu i śmierci”.

Komitet dOchrony Dziennikarzy twierdzi, że „co najmniej 64 dziennikarzy i pracowników mediów zostało bezpośrednio zaatakowanych i zabitych przez siły izraelskie w bezpośrednim odwecie za ich pracę”.

Reporterzy Bez Granic złożyli do Międzynarodowego Trybunału Karnego już kilka skarg dokumentujących celowe ataki Izraela na ludzi mediów.

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze