Choć trudno się pisze, że ludzie giną dziś w Ukrainie, bo Putin próbuje zatrzeć złe wrażenie po bieda-paradzie „zwycięstwa” 9 maja, to analiza rosyjskiej propagandy wskazuje, że tak właśnie jest.
Wskazuje na to kilka rzeczy
Defilada w Moskwie była dla Putina katastrofą – co poznajemy po tym, jak propaganda rozpaczliwie stara się zatrzeć to złe wrażenie.
Putin przez ćwierć wieku panowania zrobił z 9 maja „najświętszy dzień”, kiedy Rosjanie dostają taką porcję dumy z potęgi swojego państwa, że mogą zapomnieć o trudnościach dnia codziennego. 9 maja 2026 nie tylko tego nie dał, ale dostarczył Rosji upokorzenia. Prezydent Ukrainy wydał dekret zezwalający na organizację parady w Moskwie. I Rosję Putina ośmieszył
A jak wiemy, śmiech jest dla dyktatury bronią zabójczą.
Rozejm „na defiladę” poprzedzony był błaganiami o przerwanie ostrzału Moskwy i straszeniem Kijowa starciem z powierzchni ziemi – co Kijów zignorował. Dopiero na kilka godzin przed paradą Putin dostał zapewnienie, że nie musi się bać. Potrzebna była do tego ingerencja Donalda Trumpa i obietnica Moskwy, że zwolni tysiąc jeńców ukraińskich.
Mimo rozejmu defilada była, jak pisaliśmy, mała. Do tego bez sprzętu wojskowego, który był od prawie 20 lat jej główną atrakcją. Ujęcia przelotu czterech samolotów nad Moskwą władze nieudolnie poprawiały przy pomocy AI. Co dosyć szybko wykrył internet.
Moskwa na początku tłumaczyła bieda-pardę tym, że w tym roku rocznica 9 maja 1945 r. nie jest okrągła. Ale każdy wie, że w czasie pełnospektaklowej wojny w Ukrainie rocznic 9 maja było już pięć, a tylko jedna z nich była okrągła. Do tej pory nawet rocznice nieokrągłe Putin ozdabiał czołgami, rakietami i dronami jadącymi przez Plac Czerwony.
Musiało to wyglądać bardzo źle, bo operację ratunkową Kreml zaczął już 9 maja wieczorem. Niestety, elementem tej operacji jest mordowanie ludzi w Ukrainie i masowe ataki na kraj. Czym Rosja niezwykle się szczyci – widać to po frazach „Siły zbrojne Rosji uderzyły…”. Zastąpiły one dotychczasowe bezosobowe „w Kijowie rozległy się wybuchy”.
Krwawe ataki na Ukrainę zaczęły się, podkreślmy, gdy pierwsze metody ratunkowe nie zadziałały.
Jednak pierwszym ruchem propagandy było wprowadzenie na scenę Putina i pokazywanie go „w czasie rzeczywistym”. Już to świadczyło o tym, że sytuacja jest nadzwyczajna, bo normą czasów niepewnych w Rosji jest to, że Putin znika. W telewizji pokazywane są ujęcia archiwalne, a o istnieniu władcy przypominają poddanym komunikaty o podpisanych przez niego ustawach i zarządzeniach.
Tym razem ktoś musiał wyjaśnić Putinowi, że to nie przejdzie. Wystąpił najpierw na niezwykłej, 45-minutowej i sprawozdawanej od razu w telewizji konferencji prasowej 9 maja wieczorem.
Opisaliśmy ją od razu w OKO.press jako zdarzenie zadziwiające.
Potem mieliśmy rzadko wystawiane przedstawienie z cyklu „ludzki Putin”. Telewizja, radio i gazety, pokazały, jak Putin zaprosił do Moskwy z Petersburga na defiladę swoją nauczycielkę niemieckiego, dziś 92-letnią panią Wierę Guriewicz.
Scenki z „serdecznego spotkania z nauczycielką” zostały pokazane w telewizji 12 maja.
Wiera Guriewicz raz na kilka lat obsadzana jest przez propagandę w roli „zwykłego człowieka, który zna Putina”. Opowieść, że Putin „jak każdy człowiek” wchodzi w relacje z innymi, pojawia się zawsze w chwilach niepewności. W czasach zwykłych propaganda tworzy obraz władcy, w którego życiu nie ma nic poza Rosją (żadnej rodziny, przyjaciół czy np. kochanki).
Wiera Guriewicz wyrecytowała do kamery, że Rosja nikogo nie napada, ale zawsze będzie się bronić – co zapewne miało dowodzić, że Putin tych bredni sam nie wymyślił, ale dostał dzięki rosyjskiemu systemowi edukacyjnemu i z domu. (Guriewicz cytowana przez TASS zapoznała nas z warunkami, w których dorastał Putin: „ojciec przyszłego prezydenta, Władimir Spiridonowicz Putin, dobrze wychował syna. Był bardzo wymagający i nigdy nie chciał, żeby jako dziecko był gdzieś w tyle, ale zawsze chciał być przed innymi”).
Ale najważniejsze było to, że wedle Guriewicz „Wołodia” zawsze był najsilniejszym chłopcem w klasie „i nikt nie odważy się mu przeciwstawić”.
Wszystkich tych rewelacji dowiedzieliśmy się dzięki reportażowi z hotelowego lobby, gdyż Putin nie przyjmował nauczycielki w swoim pałacu. Odwiedził ją właśnie „w zwykłym moskiewskim hotelu”, pod który podjechał swoją terenową (więc nieoficjalną) limuzyną, ubrany w sportową kurtkę. Zmylił tym obsługę hotelu, która – jak relacjonowała telewizja – wzięła go początkowo za zwykłego gościa. Podobnie jak i inni przebywający w hotelu – z którymi Putin przyjaźnie porozmawiał.
Miało to, zdaje się, znaczyć, że Putin aż tak bardzo się w Moskwie nie boi – choć na jego defiladę zamknięto pół miasta, wyłączono w nim nie tylko internet, ale także SMS-y.
Niestety, jeszcze tego samego dnia, kiedy telewizja nadała bajkę „o dobrym Putinie i zwykłych ludziach”, okazało się, że „zwykli ludzie” w hotelu należeli do służby Putina, która obsługuje jego liczne pałace. Ulica pod hotelem była zamknięta, a Putin zajechał tam z pełną obstawą.
Słabo to wyszło i raczej nie starło obrazu Putina, który pokazała telewizja 9 maja: jak otoczony przez ochroniarzy pospiesznie oddala się z Placu Czerwonego i wsiada do pancernego wozu.
Kolejnym etapem operacji ratunkowej stało się 12 maja pokazanie Putina w kontekście sukcesów zbrojeniowych Rosji. Tego dnia chwali konstruktorów za udany test rakiety balistycznej Sarmat, której „moc czterokrotnie przewyższa moc odpowiedników zachodnich” (na zdjęciu głównym).
W tym momencie propaganda zaczęła pokazywać wspaniale rosyjskie uzbrojenie, którego Putin nie dowiózł na Plac Czerwony. Trwa to do dziś: telewizja pełna jest obrazów wybuchów i wystrzałów oraz wykresów pokazujących, że rosyjska broń może zniszczyć kulę ziemską.
„Parametry pocisku Sarmat umożliwiają mu przebicie wszystkich istniejących i przyszłych systemów obrony przeciwrakietowej” – oświadczył w telewizji Putin. I pochwalił się wiedzą techniczną: "rakieta Sarmat może poruszać się nie tylko po trajektorii balistycznej, ale także suborbitalnej, co zapewnia zasięg ponad 35 000 kilometrów, a jednocześnie podwaja jej celność. Ogłosił też, że „w Rosji powstają zaawansowane systemy uzbrojenia, które nie mają sobie równych na świecie”.
Niestety i tym razem wredny internet przypomniał, że opowieści o wspaniałości Sarmata Putin snuje nieprzerwanie od kilku lat i od kilku lat Sarmat miał trafić na wyposażenie armii „już w tym roku”. Ale do tej pory nie trafił.
13 maja propaganda wzmocniła więc opowieść o wspanialej rosyjskiej broni, relacjonując osobistą wizytę Putina w Moskiewskim Instytucie Inżynierii Cieplnej. Prowadził on tam rozważania o wyższości rosyjskiej broni nad innymi.
„Rosja będzie nadal rozwijać systemy rakietowe zdolne do przebicia wszystkich obecnych i przyszłych systemów obrony przeciwrakietowej (ABM)”. „To specjaliści Instytutu, we współpracy z innymi przedsiębiorstwami zbrojeniowymi, stworzyli i wdrożyli znane na całym świecie strategiczne systemy rakietowe – Topol-M, Jars i Buława-30. Do dziś pozostają one fundamentem rosyjskiej triady nuklearnej”.
A potem, 13 maja, zaczęły się krwawe ataki na Ukrainę. I trwają. Zginęły 24 osoby.
W ten sposób Putinowi udaje się ukryć, co dzieje się w Rosji. Bo kiedy Rosja ogłosiła zakończenie rozejmu, Ukraina wznowiła ataki 1000 km za linia frontu. I choć te ataki nie są tak krwawe, to są dotkliwe. W piątek 15 maja po raz kolejny trafiona została rafineria w Riazaniu. Dzień wcześniej – zakład przetwórstwa gazu w Astrachaniu.
Po trzech dniach ciszy w trakcie rozejmu rosyjską infosferę wypełniły komunikaty o alarmach dronowych i rakietowych w całej Rosji. Ukraińskie drony z powrotem lecą na Moskwę. To stawia Putina przed dylematem: wycofać spod stolicy część zestawów obrony przeciwlotniczej, które ściągnięto tam przed 9 maja, czy nie? Jeśli zestawy odjadą bronić innych obszarów Rosji, Moskwa zostanie trafiona. A jeśli zostaną, reszta Rosji będzie bardziej bezbronna.
Rozwiązaniem, na jakie władza wpadła 13 maja, jest zakaz fotografowania i publikowania zdjęć po atakach na Moskwę.
„Aby zapewnić bezpieczeństwo publiczne, Moskwa wprowadza ograniczenia w publikacji tekstów, zdjęć i filmów przedstawiających skutki ataków terrorystycznych, w tym skutki ataków dronów. Moskiewska Komisja Antyterrorystyczna przyjęła to rozporządzenie, aby zapobiec rozpowszechnianiu fałszywych informacji”.
W razie ataku dronowego można w Moskwie prosić o pomoc, ale nie można tego robić publicznie (!)
Oprócz ratowania wizerunku Putina Moskwa robi jeszcze coś. Prowadzi grę ze słowem „rozejm” i to potwierdza tezę, że reżim szuka wyjścia z matni, w jaką się wpakował.
Już 9 maja wieczorem Putin w swojej przydługie monologi na konferencji prasowej wplótł zwrot „sprawa dobiega końca”. Nazwał też prezydenta Ukrainy „panem Zełenskim” – do tej pory zaś posługiwał się pojęciami typu „reżim kijowski”.
Część agencji to wybiła słowa o „końcu”, choć chwilę potem analitycy zwrócili uwagę, że żadnych podstaw do tego, by Rosja chciała kończyć wojnę w Ukrainie, nie ma.
Warto jednak zauważyć, że zwrot o „końcu” wyeksponowały także rosyjskie agencje informacyjne – a one nie zrobiły tego przypadkiem. Następnie propaganda zaczęła snuć rozważania, co naprawdę miał na myśli Putin i w jakich warunkach mogłoby dojść do rozejmu.
Wynikałoby z tego ostatniego, że rozejm mógłby nastąpić, dopiero gdy Ukraina się podda. Bo przez „regiony Rosji” Moskwa rozumie ziemie Ukrainy, które Putin sobie anektował, ale przez cztery lata nie zdobył. Ukraina miałaby wycofać się za Dniepr.
Jak by to absurdalnie nie brzmiało, musimy zwrócić uwagę na to, jak sprytnie Kreml podmienił słowo „zwycięstwo” na słowo „koniec”.
Po tej podmianie celem wojny jest koniec wojny. I choć warunki brzegowe się nie zmieniły (Ukraina ma się poddać), to powoli zmienia się sens wojny.
I być może – podkreślmy – być może, propaganda zaczyna powoli przygotowywać poddanych Putina na koniec wojny bez ostatecznego zwycięstwa. Robi to znaną metodą „kanapkowania” – nowy przekaz wsadza między stary. Mamy więc stare wezwania Ukrainy do kapitulacji i trwający piąty rok krwawy ostrzał. Ale pomiędzy to twórcy przekazu Kremla zaczynają wciskać słowo „rozejm” i „koniec”, by ludzi z nim oswoić.
To oczywiście tylko gdybanie – sama operacja podmiany wyrazów trwa ledwie kilka dni i Kreml może się z niej wycofać. Putin jednak wyraźnie próbuje zakończyć wojnę i nie stracić władzy,
Podmiana wyrazów następuje jednak także w sferze gospodarczej. Telewizja pokazała nam 12 maja w prawdziwie komicznym materiale ze spotkania Putina z ministrem „rozwoju gospodarczego” Maksimem Reszetnikowem.
„Maksimie Giennadiewiczu, czy dobrze zrozumiałem, że zasadniczo obserwujemy pewne pozytywne trendy w sferze makroekonomicznej?” – spytał Putin.
„Tak, Władimirze Władimirowiczu” – odpowiedział Reszetnikow. „Jak Pan zauważył, nasz PKB rzeczywiście spadł w pierwszych dwóch miesiącach. Wzrost gospodarczy odbił się w marcu. Oczywiście, prawdopodobnie za wcześnie, aby mówić o ogólnym ożywieniu, ale widzimy, że sytuacja się stabilizuje. Musimy zrozumieć, że gospodarka zawsze rozwija się cyklicznie. Dlatego po okresach tak znaczącego wzrostu – a okres, który przeżyliśmy, jest okresem znaczącego wzrostu – zawsze następuje faza stabilizacji i pewien stopień dostosowań strukturalnych, strukturalnej restrukturyzacji. To właśnie obserwujemy obecnie, ogólnie rzecz biorąc”.
Podmiana wyrazów polega tu na tym, że wcześniej Putin opowiadał, że gospodarka zwalnia, ale wszystko jest pod kontrolą. Teraz władzę nad Rosją przejmuje „niestabilność w światowej gospodarce” i „cykle” niezależne od woli Putina.
Wszystko więc wskazuje na to, że ostatnie ruchy Kremla są próbą ratowania reżimu. Wojna jest sprawą wewnętrzną Putina. Rozpaczliwy przekaz propagandy pokazuje, że coraz więcej wymyka się Putinowi spod kontroli. I że się coraz bardziej boi.
Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?
UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.
Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze