Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plFot. Slawomir Kamins...

Przemysław Czarnek, poseł Prawa i Sprawiedliwości oraz aktualny kandydat tej partii na premiera w nadchodzących wyborach parlamentarnych, napisał w mediach społecznościowych:

„Ponad 109 tys. nowych bezrobotnych w Polsce w ciągu dwóch lat, w niektórych powiatach wzrost jest jeszcze większy (…) #WróciłTuskWracaBezrobocie, czas to zmienić!”. Podobną narrację powielali inni parlamentarzyści PiS, w tym np. poseł Janusz Cieszyński oraz europarlamentarzysta Arkadiusz Mularczyk.

PiS uruchomiło też stronę internetową zatytułowaną „mapa bezrobocia”, na której prezentowane są zmiany populacji zarejestrowanych osób bezrobotnych zarówno w skali całego kraju, jak i na poziomie powiatów.

To część intensywnej kampanii medialnej przypisującej rządowi odpowiedzialność za obserwowany w danych wzrost bezrobocia rejestrowanego w Polsce.

Ta kampania ma jednak jeden zasadniczy problem — opiera się na nieprawdzie. Obecny rząd nie może być odpowiedzialny za wzrost bezrobocia w Polsce, ponieważ nie ma przekonujących dowodów na to, że bezrobocie faktycznie wzrosło. Odnotowany wzrost bezrobocia rejestrowanego nie wynika z częstszej utraty zatrudnienia lub większych trudności w jego znalezieniu.

Jest on przede wszystkim skutkiem zmian instytucjonalnych wprowadzonych w czerwcu 2025 roku.

Żeby to dobrze zrozumieć, trzeba najpierw wyjaśnić, czym właściwie jest bezrobocie rejestrowane i co dokładnie mierzą te dane.

Przeczytaj także:

Porównywanie nieporównywalnego

Bezrobocie rejestrowane obejmuje zbiór osób, które zostały zarejestrowane jako bezrobotne w powiatowych urzędach pracy w całej Polsce. Liczba takich osób od czerwca 2025 roku faktycznie znacznie wzrosła.

Zgodnie z danymi udostępnionymi przez GUS w październiku 2023 roku, czyli niemal dokładnie w momencie wyborów, po których obecna koalicja przejęła władzę, odsezonowana (oczyszczona z wpływu stałych wahań okresowych) liczba osób bezrobotnych wyniosła 770,4 tys. W maju 2025 roku wyniosła ona 776,6 tys., co oznacza wzrost o zaledwie 6 tys. przez ponad półtora roku. Z kolei w marcu 2026 roku takich osób było już 949,8 tys. Czyli o nieco ponad 173 tys. więcej.

Problem z takimi zestawieniami polega na tym, że porównują dane, których nie da się bezpośrednio porównać.

Formalnie w każdym z tych przypadków mowa o bezrobociu rejestrowanym. Jednak po zmianach procedur w czerwcu 2025 roku statystyka ta opisuje nieco inną grupę osób.

W ramach ustawy o rynku pracy i służbach zatrudnienia uproszczono procedurę rejestracji online, wprowadzono możliwość rejestracji według miejsca zamieszkania zamiast miejsca zameldowania oraz dopuszczono do rejestracji rolników.

Wyrejestrowanie

Najważniejsze zmiany dotyczą jednak zasad wyrejestrowywania z urzędu pracy.

Do czerwca minionego roku osoba zarejestrowana jako bezrobotna była zobowiązana do comiesięcznego osobistego stawiennictwa w urzędzie w celu potwierdzenia gotowości do pracy. Niedopełnienie tego obowiązku skutkowało wyrejestrowaniem oraz czasowym zakazem ponownej rejestracji. Podobne konsekwencje dotyczyły osób, które odrzuciły ofertę pracy przedstawioną przez urząd. Obecnie wystarczy potwierdzać gotowość do pracy raz na 90 dni, przy czym kontakt nie musi mieć charakteru osobistego, a odmowa przyjęcia oferty pracy nie prowadzi już automatycznie do wyrejestrowania.

Wszystkie te zmiany sprzyjały wzrostowi bezrobocia, ale tylko na papierze, bo sprawiły, że osoby już wcześniej bezrobotne stały się po prostu widoczne w statystykach.

Ktoś, kto przed czerwcem 2025 roku zostałby wyrejestrowany za brak potwierdzenia gotowości do pracy, dziś nadal widnieje w danych.

Podobnie jest z rolnikami czy ludźmi mieszkającymi daleko od miejsca zameldowania (np. studentami) – wcześniej te osoby również były bezrobotne, ale nie pojawiały się w oficjalnych statystykach.

Zwolnienia grupowe – mniejsze niż rok wcześniej

Aby bezrobocie rosło – napływ nowych bezrobotnych musi przyspieszyć albo odpływ do zatrudnienia musi zwolnić. Zgodnie z danymi udostępnionymi przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ani to pierwsze, ani to drugie nie miało miejsca.

Liczba osób, które straciły pracę w ramach zwolnień grupowych (niestety nie ma danych o wszystkich zwolnieniach), od czerwca 2025 roku, czyli od momentu drastycznego wzrostu bezrobocia rejestrowanego, do lutego 2026 roku wynosiła średnio około 2000 miesięcznie. W analogicznym okresie rok wcześniej było to 2804, a więc wyraźnie więcej.

Jednocześnie liczba osób wyrejestrowujących się z urzędów pracy z powodu podjęcia zatrudnienia pozostała praktycznie bez zmian, średnio 55,53 tys. miesięcznie wobec 55,46 tys. rok wcześniej. Spadła natomiast liczba wyrejestrowań z innych powodów, (to wpływ zmiany przepisów), z około 43,4 tys. do 29 tys. miesięcznie.

Czy bezrobocie BAEL pogrąży Donalda Tuska?

Gdy Januszowi Cieszyńskiemu w mediach społecznościowych zarzucono, że odwoływanie się do bezrobocia rejestrowanego jest manipulacją, a bezrobocie Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) wzrosło jedynie nieznacznie, odpowiedział: „Pan myśli, że w dobie internetu nikt nie sprawdzi, że bezrobocie BAEL wzrosło rok do roku o ponad 70 tysięcy osób?”.

Poseł PiS ma rację, jednak dane te bynajmniej nie stanowią dowodu na pogorszenie sytuacji na rynku pracy w Polsce.

Żeby zobaczyć, na czym polega ta manipulacja, warto krótko przypomnieć, czym właściwie jest BAEL.

W ramach Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności przeprowadzonego przez GUS ankieterzy zbierają dane od dużej, w teorii reprezentatywnej próby gospodarstw domowych dotyczące m.in. ich sytuacji na rynku pracy. Na tej podstawie szacuje się poziom zatrudnienia, bezrobocia oraz inne wskaźniki dla całej populacji. Dane te uznaje się za bardziej wiarygodne niż rejestry urzędów pracy, ponieważ są w dużej mierze odporne na zmiany instytucjonalne, z jakimi mieliśmy do czynienia przy zmianie przepisów w zeszłym roku.

Korzystny wzrost?

Według informacji udostępnionych przez GUS bezrobocie BAEL w Polsce rzeczywiście wzrosło. W czwartym kwartale 2024 roku liczba osób bezrobotnych wynosiła 506 tys., a rok później było to już 582 tys., czyli o 76 tys. więcej. Ten wzrost nie jest jednak tak jednoznaczny, jak może się wydawać.

Do bezrobocia mogą trafiać osoby, które wcześniej w ogóle nie szukały pracy, ale zaczęły to robić, na przykład zachęcone poprawą sytuacji na rynku. Z drugiej strony część bezrobotnych może zrezygnować z poszukiwań i przejść do bierności zawodowej. To zmienia interpretację danych. Wzrost liczby bezrobotnych może więc oznaczać większą podaż pracy i lepsze perspektywy, a spadek nie zawsze jest dobrą wiadomością, bo może wynikać z tego, że część osób przestaje wierzyć, że znajdzie zatrudnienie.

Dane GUS wskazują, że wzrost bezrobocia BAEL w Polsce wynikał najprawdopodobniej z tych korzystnych procesów. W analizowanym okresie liczba pracujących wzrosła z 17 mln 197 tys. do 17 mln 287 tys., czyli o 90 tys. osób. Jednocześnie liczba osób biernych zawodowo spadła z 12 mln 649 tys. do 12 mln 499 tys., czyli o 150 tys., co sugeruje, że część z nich zaczęła szukać pracy, a część znalazła zatrudnienie.

Na zdjęciu Adam Suraj
Adam Suraj

Dziennikarz w Obserwatorze Gospodarczym. Ekonomista zarażony miłością do tej nauki przez Ha-Joon Chang. To on pokazał, że ekonomia to nie są nudne obliczenia, a nauka o życiu społecznym.

Komentarze