0:00
Prawa autorskie: Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.plTomasz Pietrzyk / Ag...
02 września 2022

3010 zł na pracownika dla firm znad Odry. Przedsiębiorcy: "Upokarzająca propozycja"

"3010 zł na pracownika, co ja z tym zrobię? Dwa razy opłacę ZUS i po pieniądzach. A moje straty za sierpień sięgają 70 tysięcy" - mówi Marcin Ważny, właściciel wypożyczalni kajaków w woj. zachodniopomorskim. Sejm głosował w sprawie pomocy dla nadodrzańskich przedsiębiorców

Wydrukuj

Ponad miesiąc od pierwszych sygnałów o martwych rybach w Oławie i prawie dwa miesiące od pierwszych informacji o problemie w Kanale Gliwickim, rząd postanowił pomóc przedsiębiorcom, których praca jest związana z rzeką. Z dnia na dzień nad Odrą umarł ruch turystyczny. Zniknęły kajaki i łódki, nadrzeczne knajpki opustoszały, a zaplanowane imprezy zostały odwołane. Wprowadzono zakaz połowu ryb, więc zamarło też lokalne rybołówstwo.

"Przygotowaliśmy ustawę, która nie pozostawia Polaków samymi sobie. W związku z sytuacją ekologiczną na Odrze wypracowaliśmy projekt, aby wesprzeć przedsiębiorców" - ogłosiła z sejmowej mównicy ministra rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg (projekt można przeczytać na sejmowych stronach).

Jej zdaniem działanie rządu w czasie pandemii uratowało gospodarkę i tak będzie również w obliczu kryzysu odrzańskiego. "Ludzie muszą czuć wsparcie państwa" - mówiła Maląg. Posłanka PiS Urszula Rusecka wtórowała ministrze Maląg, nie tylko chwaląc projekt, ale również zrzucając winę za kryzys na opozycję.

"Przedsiębiorcy przez waszą dezinformację popadli w te kłopoty" - grzmiała z mównicy. To kolejna próba odwracania kota ogonem w sprawie odrzańskiej. Przedsiębiorcy przede wszystkim mają problem przez niewystarczający system monitoringu stanu wody, opieszałość służb i wieloletnie zaniedbania w gospodarce wodnej. To, co o Odrze mówiła opozycja, ma w tej sprawie marginalne znaczenie.

3010 zł na każdego pracownika

Przedsiębiorcy z 34 wyznaczonych w rządowym rozporządzeniu nadodrzańskich powiatów będą mogli elektronicznie zgłosić się do ZUS-u po jednorazową wypłatę na każdego zatrudnionego pracownika. Kwota tego wsparcia to 3010 zł. W rozporządzeniu wymieniono konkretne kody PKD, czyli rodzaje działalności gospodarczej, które są tym wsparciem objęte. To przede wszystkim przedsiębiorstwa związane z gastronomią, turystyką i połowem ryb.

Marlena Maląg podczas swojego wystąpienia w Sejmie podkreślała, że lista kodów PKD jest elastyczna, a rozporządzenie można zmienić w razie potrzeby. Rząd chce również, żeby wsparcie przysługiwało jedynie tym przedsiębiorcom, którzy wykażą, że ich obroty w sierpniu spadły o 50 proc. Mogą sami podjąć decyzję, jak to zrobią. Mogą porównać przychód sierpniowy z tym z lipca, czerwca lub sierpnia 2021.

"Szacujemy, że tych firm jest ponad 10 tysięcy, a pracowników - 68 tysięcy" - wyliczała Maląg. Rząd chce na ten cel przeznaczyć 82 mln zł z Funduszu Pracy.

Opozycja proponuje zmiany

"To nawet trudno nazwać pomocą" - komentowała w Sejmie Katarzyna Kotula, posłanka Lewicy. Podała również przykłady przedsiębiorców, którzy na katastrofie ekologicznej stracili: "Sklep wędkarski w Gryfinie, przychód w lipcu 160 tys. zł., w sierpniu - 15 tysięcy. Zatrudnia dwóch pracowników. Również w Gryfinie działa spółdzielnia rybacka, zatrudniająca dziewięciu rybaków. Ci ludzie żyją z Odry, a teraz muszą czekać, aż życie w niej się odrodzi. Agroturystyki nie mają rezerwacji na jesień, co mają zrobić z trzema tysiącami złotych?".

Lewica postulowała, żeby wsparcie wzrosło do 4515 zł, a przedsiębiorcy musieli wykazać nie 50-procentowy spadek przychodów, tylko 30-procentowy. Jeszcze dalej w propozycjach zmian poszła Koalicja Obywatelska. Poseł KO Arkadiusz Marchewka podkreślał, że wsparcie powinno być nie jednorazowe, a trzymiesięczne. Nie powinno wynosić nieco ponad 3 tys. zł — powinno być na poziomie przynajmniej 6,5 tys. zł. KO również proponuje zwolnienie przedsiębiorców ze składek ZUS i NFZ.

"Prosimy od miesiąca o wprowadzenie stanu nadzwyczajnego i wypłatę świadczeń. To, co proponujecie, nie uratuje ludzi. To jest kropla w odrze potrzeb. Mowa tutaj o ludziach, którzy pracują głównie w wakacje — a wy chcecie im dać minimalne wynagrodzenie na miesiąc" — mówił Marchewka.

Lepsze ławki od wsparcia dla przedsiębiorców

Joanna Mucha z Polski2050 podkreślała z kolei, że konieczne jest znalezienie winnego katastrofy na Odrze. "Tylko w ten sposób zabezpieczycie te biznesy, o których dziś rozmawiamy" - dodała, podkreślając, że bez znalezienia źródła problemu, Odra za jakiś czas znowu może zostać zanieczyszczona.

Posłanka Kotula zwróciła również uwagę na źródło finansowania tego programu wsparcia dla przedsiębiorców. Jej zdaniem środki powinni pochodzić z funduszu na pilne i nieprzewidziane wydatki państwa. "Ale nie. Dla rządu pilnym priorytetem są pseudopatriotyczne ławeczki" - mówiła Katarzyna Kotula. Wirtualna Polska poinformowała wczoraj, że kosztująca 5 mln zł kampania rządu, w ramach której w całym kraju ustawiane są ławki z instalacją w kształcie Polski, będzie finansowana z rezerwy ogólnej budżetu państwa.

Tymczasem środki na pomoc dla przedsiębiorców mają pochodzić z Fundusz Pracy. Tego samego, który ma służyć m.in. promocji zatrudnienia, łagodzeniu skutków bezrobocia oraz aktywizacji zawodowej — czyli zupełnie innym celom.

"Zostawili nas w zawieszeniu"

"3010 zł na pracownika, co ja z tym zrobię? Dwa razy opłacę ZUS i po pieniądzach. A moje straty za sierpień sięgają 70 tysięcy" - mówi w rozmowie z OKO.press Marcin Ważny, właściciel wypożyczalni kajaków, motorówek i łodzi w Siadle Dolnym, 20 minut drogi od Szczecina. Od 2006 roku prowadzi jednoosobową działalność, ma 50 kajaków i osiem łodzi motorowych.

"Jest wciąż sezon, a przyjeżdżają pojedyncze osoby. Nie ma zakazu wchodzenia do wody, sam pływam po Odrze kajakiem, bo nie mam w ciągu dnia co robić. Do Parku Krajobrazowego Dolina Dolnej Odry katastrofa w ogóle nie dotarła. W rzece nie czuć smrodu, nie widać martwych ryb. Odra wygląda jak dawniej. A jednocześnie nikt nie odwołał alertu o zakazie korzystania z wód Odry. Zostawili nas w zawieszeniu" - mówi Marcin Ważny.

"Propozycja takiego wsparcia jest upokarzająca. Takie zdanie podziela pewnie większość przedsiębiorców" - mówi Ryszard Matecki z Zatoni Dolnej (woj. zachodniopomorskie), grafik i właściciel foodtrucka. "Ale oczekiwałbym większej refleksji nad tym, co się wydarzało. Prawdziwym wsparciem dla przedsiębiorców nadodrzańskich byłoby lepsze zadbanie o Odrę. A teraz? Jakoś sobie poradzimy, przekwalifikujemy się, wchłonie nas rynek niemiecki, który mamy tuż obok. Ale jak odejdą stąd ludzie, którzy zaufali, zaczęli inwestować nad Odrą, tworzyć tu ofertę turystyczną i klimat tego miejsca, to powstanie luka w ekosysytemie, niemal tak duża, jak po tych śniętych rybach. Kto teraz zainwestuje w turystykę, skoro nie mamy pewności, czy taka katastrofa się nie powtórzy?" - podkreśla.

Foodtruck idzie na sprzedaż

Matecki o własnym foodtrucku marzył od lat. Zwolnił się z etatu, porzucił na długi czas grafikę, żeby całe swoje siły włożyć w małą gastronomię. Chciał pokazać miejscowym, że da się w Zatoni robić turystykę, a przyjezdnym, że i poza wielkimi miastami można zjeść coś na najwyższym poziomie. Hitem foodtrucka były frytki z ciecierzycy, czyli francuskie panisse. Kiedy do Zatoni dotarły martwe ryby, ruch nad rzeką zniknął z dnia na dzień. Obroty foodtrucka spadły o 80 proc. "Potężny cios finansowy. Miejsca noclegowe jeszcze jakoś sobie radzą, poprzyjmowali robotników, którzy prowadzą prace na Odrze. Ale wypożyczalnie kajaków i łodzi, biznesy nastawione typowo na rzeczną turystykę, pozawieszały działalność" - mówi przedsiębiorca.

Sam planuje zamknąć swój gastronomiczny biznes.

"Ja już przy moście w Siekierkach stać z foodtruckiem nie będę. Raczej wystawię go na sprzedaż, a swoją energię włożę w inne rzeczy. Nie odrzucam Odry, będę razem z innymi mieszkańcami pracować, żeby ją odbudować. Bo tu nie chodzi tylko o zarybienie rzeki, ale o całą zmianę sposobu myślenia o niej" - mówi Matecki.

Ustawa przyjęta, ale niechętnie

Podczas posiedzenia Komisji Polityki Społecznej i Rodziny wszystkie znaczące poprawki opozycji do projektu wsparcia dla przedsiębiorców przepadły. Posłowie i posłanki podczas drugiej sejmowej debaty na ten temat deklarowali, że poprą projekt mimo jego błędów i niedociągnięć. "Lepsze to, niż żadne wsparcie" - argumentowali.

Finalnie ustawę poparło 429 posłów i posłanek, jedna osoba była przeciw.

Teraz ustawa trafi do Senatu.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne