Wyborców można upchnąć albo właśnie rozproszyć. Jak Amerykanie grają okręgami wyborczymi
Amerykanie od dwóch stuleci rysują okręgi wyborcze tak, jak średniowieczni książęta przesuwali granice księstw: po to, żeby wygrać jeszcze przed oddaniem pierwszego głosu. To tzw. gerrymandering. Dziś ta wojna weszła jednak w nową fazę
W Teksasie i na Florydzie mapy przypominają już nie geograficzne podziały państwa, lecz skomplikowane operacje matematyczne projektowane przez sztaby prawników, statystyków i specjalistów od danych. W tle trwa brutalny konflikt o prawa afroamerykańskich wyborców, kompetencje Sądu Najwyższego i sam sens amerykańskiej demokracji. A nad wszystkim unosi się pytanie, które coraz częściej zadają sobie nawet republikanie: czy partia Donalda Trumpa nie przedobrzyła właśnie z manipulowaniem wyborczą geografią?
Jeszcze kilka lat temu większość Europejczyków kojarzyła amerykańskie kryzysy wokół wyborów ze szturmem na Kapitol albo teoriami spiskowymi o fałszowaniu głosów. Tymczasem najważniejsza wojna o demokrację w Stanach Zjednoczonych toczy się dziś wokół map i granic okręgów wyborczych.

Komentarze