Wiosna chce, by nowa partia o nazwie "Lewica" miała dwóch przewodniczących: z SLD i Wiosny. Razem się nie jednoczy, ale zostanie w koalicji wyborczej i poprze wspólnego kandydata na prezydenta. Sondaż Ipsos dla OKO.press dostarcza argumentów Czarzastemu i Biedroniowi, których partie stawiają na jedność. Zandberg ogólnikowo o współpracy

Według sondażu Ipsos dla OKO.press trzy czwarte (72 proc.) wyborców Lewicy chce zjednoczenia trzech lewicowych partii, które wspólnie poszły do wyborów.

O reakcje na taki wynik poprosiliśmy trzech polityków: Włodzimierza Czarzastego (SLD), Krzysztofa Śmiszka (Wiosna) i Adriana Zandberga (Razem). Rozmawiamy też z nowymi posłami i posłankami oraz działaczami lewicowych partii.

Wyjaśniamy też, jak będzie wyglądało zjednoczenie SLD i Wiosny. Relacjonujemy za co Wiosna krytykuje Zandberga. Pytamy, czy Razem jednak zdecyduje się na wspólny klub parlamentarny z lewicowymi partnerami.

Czarzasty (SLD): Sondaż potwierdza, że będziemy mieć silną lewicę. Widzę, że to się klei

„Wyniki sondażu OKO.press mnie nie zaskakują, też bym oczekiwał, że większość naszego elektoratu chce jednej lewicowej partii, bo ludzie myślą racjonalnie.

Co dalej? My z Wiosną jesteśmy dogadani na zjednoczenie. Zawsze stoję na stanowisku, że im więcej dasz, tym więcej do ciebie wróci. I taka filozofia pomogła mi doprowadzić do wspólnego startu w wyborach SLD, Wiosny i Razem.

Adrian Zandberg ma ogromny sukces – sześciu posłów w Sejmie. Będziemy Razemitów namawiać na jeden klub, może się uda, jak nie teraz, to za pół roku. Nie mogą złamać swej tożsamości, którą budowali latami.

Partia Razem jest najlepiej przygotowana programowo, lepiej nawet od SLD, choć i my jesteśmy przygotowani. Rozmowy trwają. Oczekiwania Razem wobec wspólnego klubu – gdyby mieli do niego dołączyć – są rozsądne, do przegadania. Wiceszefostwo klubu, funkcje w komisjach sejmowych, przedstawiciel w OBWE, lista ustaw, które oni mieliby zgłosić i w jakiej kolejności.

Lewica idzie ku zjednoczeniu, choć jesteśmy tak różni. Na pewno będzie wspólny kandydat na prezydenta, i na wybory parlamentarne pójdziemy znowu razem. Moim zdaniem będą to przyspieszone wybory.

Nasze notowania rosną, już są lepsze niż wynik z 13 października, może dlatego, że pokazujemy, że jesteśmy razem, że się szanujemy i lubimy. Tak jest naprawdę, widzę, że to się klei.

Jak nikt nam tego nie rozpieprzy, jak sami nie zgłupiejemy, to będziemy mieli w Polsce silną lewicę”.

Śmiszek (Wiosna): Nie można stracić tej energii i zaufania

„Wyborcy dali premię tym, którzy potrafili się dogadać. Szkoda byłoby zmarnować zaufanie społeczne i dobrą energię wokół ugrupowań lewicowych, które weszły do parlamentu. W Wiośnie jestem gorącym zwolennikiem wspólnej formuły partyjnej czy federacyjnej.

Doświadczenia ostatnich lat pokazują, że ci, którzy się dzielą, zawsze tracą. Różnorodność jest ważna, ale można ją pielęgnować w jednej formule.

SLD ma innych wyborców, Wiosna – innych, Razem – jeszcze innych. Trzeba pracować, żeby te różne elektoraty był reprezentowane.

Wspólny klub dla nas jest oczywistością. Zarząd, rada krajowa i parlamentarzyści Wiosny jednogłośnie zaakceptowali połączenie klubowe. Jeśli jest się poza klubem, głos w sprawach legislacyjnych jest słaby.

Wspólna partia Wiosny i SLD? Tak, jestem zwolennikiem partnerskiego rozwiązania tego wyzwania. Nastroje w Wiośnie są prozjednoczeniowe”.

Zandberg (Razem): Zrobiliśmy sobie małą Skandynawię

Także Adriana Zandberga poprosiliśmy o komentarz do sondażu i deklarację: co z wspólnym klubem, co ze wspólną partią? Odpowiedział ogólnikowo:

„Lewicowa koalicja dostała w wyborach przyzwoity wynik na start. Wyborcy centrolewicy i lewicy – zarówno ci bardziej socjalni, jak i ci bliżej centrum – będą mieć swoją reprezentację w nowym Sejmie. Koalicyjny start bez wątpienia się sprawdził.

Dlatego chcemy wystawić wspólnego kandydata na prezydenta. Mamy w tej sprawie uzgodnione plany, będziemy je niebawem ogłaszać.

Lewica jest i będzie różnorodna. Trafiamy do różnych wyborców, mobilizujemy różne grupy. Różnice pomiędzy Razem a SLD są oczywiste i nie znikną. Ale pomimo tych różnic umiemy współpracować – i to się spodobało. To powód, dla którego lewicowa koalicja ma w sondażach kilkanaście procent poparcia, choć przed wyborami żadna z partii nie mogła liczyć na mandaty.

Zrobiliśmy sobie taką małą Skandynawię – tam lewica wygrywa wybory właśnie dlatego, że jest wielobarwna. Mam nadzieję, że utrzymamy te partnerskie relacje w Sejmie. Będziemy na pewno wspólnie działać przy projektach, z którymi szliśmy do wyborów”.

Tyle oficjalnych wypowiedzi. A co mówią politycy i polityczki, kiedy zastrzegają anonimowość?

11,4 miliona złotych rocznie do podziału

„Testem będzie, czy SLD dotrzyma słowa i szefem wspólnego klubu zostanie Krzysztof Gawkowski” – mówi nam jeden z posłów Wiosny. To ma być jeden ze sprawdzianów w negocjacjach dotyczących wspólnej partii.

W wypowiedziach Wiosny słychać sporo obaw, ale też przekonanie o konieczności takiego ruchu.

„Nie mamy pieniędzy” – przyznaje poseł partii Roberta Biedronia.

W wyborach Lewica wystartowała jako Komitet Wyborczy Sojuszu Lewicy Demokratycznej – żeby uniknąć ośmioprocentowego progu wyborczego dla koalicji. Gdyby formalnie stworzono koalicję, każda z partii miałaby udział w państwowej subwencji. Teraz zgodnie z prawem SLD nie może podzielić się pieniędzmi.

Na konto Sojuszu będzie wpływać rocznie 11,4 miliona złotych (w kadencji 2015-2019 było to 6,2 miliona złotych za 7,55 proc. Zjednoczonej Lewicy).

Pieniądze to ważny powód zjednoczenia. Ale nie jedyny.

„Nowa partia to ambicja Włodzimierza Czarzastego. Kiedyś chciał być politykiem, który powróci z SLD do Sejmu, teraz chce być twórcą nowoczesnej lewicowej partii – słyszymy. – Kwaśniewski przeprowadził SLD przez Morze Martwe, Miller wprowadził Polskę do UE, nadszedł czas Czarzastego, nawet jeżeli jego siłą nie jest klasyczna charyzma, lecz umiejętność godzenia i dogadywania się”.

W trakcie kampanii SLD wzięło na siebie sprawy administracyjno-finansowe, Wiosna – komunikację, w tym organizację konwencji i konferencji prasowych. „Ten podział pracy się sprawdził” – mówią politycy obu partii.

Od 30 lat SLD czekało na trzydziestolatków

W partii Biedronia powtarzają anegdotę:

„Podobno w SLD mówią, że od 30 lat w swoim biurze nie widzieli tylu ludzi przed trzydziestką”.

Wymuszona politycznymi okolicznościami koalicja przyniosła korzyści wszystkim. Jedni o wejściu do Sejmu nie mieli co marzyć (Razem), inni byli tego niepewni. Dziś mają spory klub, a poparcie dla Lewicy rośnie.

Co więcej, jak pokazał sondaż OKO.press latem Wiosna była na granicy rozpadu. Po wyniku 6,6 proc. w eurowyborach, niższym od oczekiwanego, w partii nastąpił kryzys. Odchodzili ludzie. Wśród nich Marcin Anaszewicz – prawa ręka Biedronia i szef sztabu wyborczego. Dziś Anaszewicza w Wiośnie nie żałują.

„Kampania robiona z SLD była bardziej profesjonalna i spokojniejsza” – mówi polityk Wiosny.

Partia Lewica: dwóch przewodniczących?

SLD czeka zmiana nazwy. Wspólna partia ma się nazywać tak samo, jak wspólna lista: Lewica. Najważniejsze rozmowy dotyczą sposobu zarządzania.

Wiosna chce, by na wszystkich szczeblach – centralnym i lokalnych – obowiązywało podwójne kierownictwo.

To by oznaczało, że partia będzie miała dwóch przewodniczących. Będzie też parytet w zarządzie.

„Struktury nie wiedzą zbyt dużo, nie wiadomo, jak na to zareagują, potrzebujemy czasu, żeby przedstawić to ludziom” – słyszymy.

Inna polityczka, która bierze udział w negocjacjach, z rezerwą podchodzi do deklaracji, że wszystko jest przesądzone. „Zobaczymy, jak się dogadamy w sprawie klubu, czy wszyscy dotrzymają słowa”.

Data kongresu zjednoczeniowego 14 grudnia, jaką podała TVN24, nie jest zdaniem polityków Wiosny w 100 procentach pewna.

I SLD, i Wiosna chcą uniknąć wewnątrzpartyjnych powszechnych wyborów nowych władz. „SLD by nas we wszystkim przegłosowało” – mówi polityczka Wiosny. „Moglibyśmy zapisać dużo ludzi tuż przed wyborami, ale po co?” – kontruje inny polityk.

Klub razem czy koło Razem?

„Niech te rozmowy już się skończą” – mówi polityczka Razem. Bo dyskusje o tym, czy w Sejmie powstanie jeden klub lewicy, czy Razem stworzy osobne koło, ciągną się już od dwóch tygodni.

To drugie grozi Razem marginalizacją: koło nie może składać projektów ustaw (chyba że zbierze podpisy w innych klubach), ma mniejszą reprezentację w sejmowych komisjach. „I nie będą mieć pokoju w fajnym miejscu” – żartuje polityczka Wiosny.

Z drugiej strony koło ma osobny czas w wystąpieniach plenarnych. „Do minut klubu dokładalibyśmy minuty koła. Dzięki temu lewicowy głos byłby bardziej słyszalny” – tłumaczy posłanka Razem. Zaznacza też:

„Będziemy współpracować, nawet jeśli będziemy w osobnym kole. Będziemy wspierać nawzajem swoje projekty. W przyszłych wyborach znów wystartujemy ze wspólnej listy”.

Ostateczna decyzja w sprawie klubu Lewicy zapadnie prawdopodobnie do końca tygodnia. Negocjacje trwają i nie są proste. Największe napięcie jest dziś między Razem a Wiosną.

„Każdy, kto zdobył mandat, czuje się teraz jak bóg i chce rozdawać karty” – mówi jedna z polityczek z szefostwa Wiosny. Razem wprowadziło 6 posłanek i posłów, Wiosna – 19, ma też senatorkę.

„Razem chce za dużo” – mówią politycy Wiosny i mają za złe Czarzastemu, że za bardzo ustępuje Razemitom. Z kolei Czarzasty, jak sam mówi OKO.press, hołduje filozofii „im więcej dasz, tym więcej do ciebie wróci”.

„Neoliberałowie z Wiosny” – mówią w Razem. Wiosna się rewanżuje: „Oni tylko dyskutują, a trzeba działać”.

Zandberg za mało zjednoczeniowy

To napięcie, wynikające z różnych stylów działania i niezgodności programowych, mogło się pogłębić z powodu rosnącej pozycji Adriana Zandberga. Sondaż OKO.press pokazał, że w elektoracie Lewicy poparcie dla Zandberga jako kandydata na prezydenta (42 proc.) jest zbliżone do poparcia dla Biedronia (49 proc.). Najprawdopodobniej Zandberg zgarnia wielu zwolenników z puli sympatyków SLD.

„Zandberg boi się podjąć jakąkolwiek decyzję” – mówią w Wiośnie o Zandbergu. Jego przeciwieństwem ma być Marcelina Zawisza, doceniana również przez SLD. „Zandberg nie chce się narazić swojemu aktywowi” – mówią politycy Wiosny. I wyrzucają liderowi Razem, że nie prowadził aktywnej kampanii za zjednoczeniem wewnątrz własnej partii.

Zarówno Wiosna, jak i Razem przygotowują projekty ustaw, które mają przedstawić na pierwszym lub drugim posiedzeniu Sejmu. Ma ich być pięć. Jeden dotyczy leków za 5 złotych, inny – bezpieczeństwa pieszych.

Dyrektorką klubu – niezależnie od tego, czy Razem ostatecznie do niego przystąpi – ma zostać Paulina Piechna-Więckiewicz z Wiosny. Startowała z dwójki w Kielcach, za Andrzejem Szejną z SLD. Dostała 6191 głosów, na mandat nie wystarczyło. Jednak drugi mandat w tym okręgu był niezwykle mało prawdopodobny.

Współpraca: Michał Danielewski, Piotr Pacewicz

Kontrolujemy władzę. Prowokujemy opozycję.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Komentarze

  1. Adam Potoczek

    Ciągłe trzymanie się etykietek z XIX wieku, czyli podziałów na „Lewicę / Centrum / Prawicę” plus odmiany skrajne, albo na „Liberałów / Konserwatystów” plus wersje zmieszane, świadczą o uporczywym trzymaniu się wycinkowego rozumienia świata i społeczeństwa. Do tak widzianych „poglądów” różne partie i ruchy społeczne usiłują przekonywać jak najliczniejsze rzesze wyborców, którzy także wyznają jakiś zawężony zestaw poglądów i wartości. Dochodzi nawet do „importowania” pomysłów z obozów przeciwników. Stąd dzielenie elektoratów na „naszych/waszych/ich/tamtych” i kalkulacje ilu zwolenników da się wyrwać dla siebie.
    . O motywacjach osobistych „parcia do władzy” przez polityków nie chcę tu mówić.
    .
    Kiedy wreszcie narodzi się taka siła polityczna, która będzie równocześnie RACJONALNA i HOLISTYCZNA ? Czyli taka, która będzie widziała CAŁEGO człowieka, RÓŻNORODNOŚĆ społeczeństwa, WSPÓLNOTĘ naszej cywilizacji oraz miała szacunek do PRAW NATURY i EWOLUCJI ?
    .
    „Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,
    Smutno mi, Boże! ”
    .

  2. Andrzej Lisiak

    Gawkowski ? „renegat” na szefa klubu ? to czysta zgroza.

    Bajanie w kontekście wspólnego klubu o większym wpływie na procesy legislacyjne to tylko bajanie. Bo jak długo PiS będzie miał większość w parlamencie to i tak w s z y s t k o będzie zależeć wyłącznie od niego.

    SLD nie powinno rezygnować ze swojej nazwy na rzecz wspólnej „Lewicy”, gdyż ta nazwa w takim układzie może się szybko nie tylko zużyć ale i skompromitować. Zaś nazwa Sojusz Lewicy Demokratycznej to już prawie jak Twenty Century Foks – ze światową marką.

    SLD nie powinno się zbytnio utożsamiać z LGBT, gdyż lewica z natury rzeczy MUSI stawać po stronie wszelkich mniejszości – ale WSZELKICH a nie tylko LGBT.

    Zandberga radziłbym odpuścić bo to nowoczesny aparatczyk i karierowicz mający ze swoją partyjką tylko jedno hasło: „G… nas obchodzi jak to zrobicie ale ma być dobrze a nawet jeszcze lepiej”
    Ponadto należy pamiętać, że to dzięki niemu PiS miał w Sejmie poprzedniej kadencji samodzielną większość. Bo to jego partyjka odebrała głosy SLD sama też nie wchodząc do parlamentu. Za co zyskał ksywkę „rozwalaK”

    Pani Agato chciałbym Pani podrzucić ten pomysł na 100 procentowe zwycięstwo opozycji w wyborach prezydenckich, który można by już teraz rozpropagować, ale nie mam kontaktu na Panią, a do fejsbuka w łaskę nie chcę chodzić. Oni mnie zablokowali to oni niech mnie odblokują a nie jak dotąd molestują bym się ponownie zalogował…
    Ja tam wolę być zablokowany i mieć swobodę powiedzenia, – gdy już moja rewolucja w astrofizyce zostanie uznana – że to oni mnie najbardziej prześladowali. Cymbały einstejnowskie.

    • Andrzej Lisiak

      No to teraz otwartym tekstem pytanie: Kto jest największym przegranym w tych ostatnich wyborach ?
      Odpowiedź po godzinie 22. Zaznaczam, że wg, moich obserwacji wszyscy są na to ślepi. A to wprost kłuje w oczy. Trzeba tylko ruszyć głową.

      • Andrzej Lisiak

        Największym przegranym w tegorocznych wyborach jest KK !
        I to twierdzenie warto powtarzać w TV.
        Kiedy zaś padnie pytanie dlaczego ? Należy wyjaśniać to w następujący sposób:
        Kościół Katolicki zawsze twierdził i nadal twierdzi, że stoi za nim – a on reprezentuje – 80 do 90 procent polskiego społeczeństwa.
        I oto tenże kościół stając w tych ostatnich wyborach całkowicie po stronie PiS-u mimowolnie poddał się społecznemu plebiscytowi. Jeśli zaś PiS w wyborach "wygrał" Dontem to przegrał społecznym poparciem, które było jednak o prawie milion osób większe dla opozycji. Czyli w sprawie poparcia społecznego KK też przegrał. Ujawniając dodatkowo, że nie popiera go 80 – 90 procent społeczeństwa ale mnie niż połowa tego społeczeństwa !
        Co było do udowodnienia.

Masz cynk?