Internauci odpowiedzieli na apel środowisk kobiecych i na profilach FB posłów opozycji toczą się od kilku dni dyskusje o (nie) głosowaniu nad projektem ustawy "Ratujmy kobiety". "Pana obowiązkiem, jako posła, a nie lekarza, jest wsłuchiwanie się w głos Pana wyborców i praca nad ustawami. Nikt Pana nie namawia do podania niewieście środka na poronienie"

„Przedłożony przez Komitet Ratujmy Kobiety projekt ustawy nie miał i nie będzie mieć w tej kadencji żadnych szans na uchwalenie w obecnym parlamencie, a głosy blisko 60 posłów PiS sprzeciwiających się odrzuceniu projektu w I czytaniu pokazują, jak cynicznie traktują ten temat”, napisał na FB poseł Nowoczesnej Marek Sowa. Odpowiedziała mu internautka Ula: „Nie pójdę głosować, bo projekt nie ma szans? Serio? A potem wszyscy się dziwią, że frekwencja na wyborach jest tak niska. Nie byłem głosować, bo mój głos nic nie zmieni. Brzmi znajomo?”.

Kwestia prawa do aborcji niespodziewanie mocno podzieliła opozycję parlamentarną. 10 stycznia 2018 prawie 30 posłów PO i Nowoczesnej było w Sejmie, ale wyciągnęło karty z czytników podczas głosowania nad projektami „Ratujmy Kobiety” i „Zatrzymaj aborcję”. Sprawa poruszyła wyborców, do czego obie partie wydawały się zupełnie nieprzygotowane. Szefowie partii przepraszali za swoich posłów i zapowiadali kary.

Niegłosujący posłowie tłumaczyli się w mediach i na swoich profilach na FB. Tylko kilku, m.in. Jerzy Meysztowicz, przyznało, że brak udziału w głosowaniu był błędem. Wielu przekonywało, że wyciągnięcie karty było jedyną możliwością, by nie ruszać tzw. kompromisu aborcyjnego, że aborcja to temat zastępczy, że działali zgodnie ze swoim sumieniem, że „Ratujmy kobiety” i tak nie ma w Sejmie szans.

Pod postami na FB toczą się od kilku dni zażarte dyskusje o powinnościach parlamentarzystów, a przedstawiciele opozycji dostają solidną lekcję obywatelstwa od swoich wyborców. I dowiadują się, jak ważną sprawą stało się prawo do przerywania ciąży.

Internauci przypominają, że:

  • głosowanie 10 stycznia nie oznaczało poparcia dla projektu „Ratujmy kobiety”, ale pozwolenie na to, by projekt obywatelski był omówiony w komisjach. Za dalszym procedowaniem zagłosowało aż 58 posłów PiS, którzy liberalizacji prawa do aborcji nigdy nie popierali i popierać nie będą;
  • głosowanie jest obowiązkiem posła i posłanki – taka jest właśnie umowa między nim/nią a wyborcami. My wybieramy, wy uczestniczycie w pracach Sejmu i głosujecie;
  • aborcja nie jest, jak twierdzi większość „wagarowiczów”, tematem zastępczym, ale kwestią zdrowia, wolności i praw kobiet (zresztą wmawianie osobom, które postulują całkowity zakaz aborcji, że przerwanie ciąży to temat zastępczy i awantura ideologiczna, także nie jest dobrym pomysłem);
  • głosowanie jest elementem demokracji, wyrażeniem swojego zdania lub/i zdania wyborców, głosem sprzeciwu lub poparcia. I nawet jeżeli „arytmetyka sejmowa jest nieubłagana”, wyborcy takiej formy wypowiedzi oczekują. Wymówka „mój głos się nie liczy” nie zdobywa uznania;
  • nie biorąc udziału w głosowaniu, posłowie zignorowali 400 tys. podpisów obywateli i obywatelek pod projektem obywatelskim.


„Chowanie głowy w piasek nie przystoi posłowi, na którego głosowałem”

Pod każdym postem Pawła Bańkowskiego z PO internauci do znudzenia powtarzają pytanie: „dlaczego nie było pana na głosowaniu 10 stycznia?”. Bońkowski nie odpowiada. (cytowane wpisy publikujemy w oryginalnej pisowni)

Marcin: „Witam Panie Pośle kwestia poruszona w powyższym poście jest bardzo ważna, ale dlaczego nie było Pana wczoraj na głosowaniu dotyczącym dalszych losów obywatelskiego projektu ustawy zgłoszonego w ramach inicjatywy „Ratujmy Kobiety”? Pozdrawiam”.

Jacek: „Skoro dzisiaj Pan złożył projekt ustawy to jak to się stało że był Pan nieobecny w trakcie głosowania ? Albo jest się za albo przeciw. Chowanie głowy w piasek nie przystoi posłowi na którego głosowałem”.

„Postaram się przy urnie wybierać tak, żeby sumienie mnie później nie bolało”

Z aprobatą internautów, częściowo wyborców, nie spotkało się też oświadczenie Marka Rucińskiego z Nowoczesnej. Przytoczył on w swoim poście starą przysięgę Hipokratesa, która, jak twierdzi obowiązywała w 1977 roku, gdy kończył studia medyczne. W rzeczywistości jest bardzo mało prawdopodobne, by poseł Ruciński składał przysięgę o takim właśnie brzmieniu, biorąc pod uwagę, że zaczyna się ona od słów: „Przysięgam Apollinowi lekarzowi i Asklepiosowi, i Hygei, i Panakei oraz wszystkim bogom jak też boginiom…”. Internauci zareagowali adekwatnie:

Krzysztof: „Dziękuję za to wyznanie. Jako wyborca z Pańskiego okręgu wyborczego będę o nim pamiętał następnym razem przy urnie. Postaram się wybierać tak, żeby sumienie mnie później nie bolało.#RatujmyKobiety #jesteśmywkurwieni”.

Magdalena: „Jako członkini Nowoczesnej jestem zdegustowana Pana postawą. Powoływanie się na przysięgę Hipokratesa przy okazji głosowania przez posła uważam – używając eufemizmu – za nieporozumienie. Przypominam, że głosowanie dotyczyło możliwości dalszego procedowania projektu OBYWATELSKIEGO. A Pana obowiązkiem, jako posła, a nie lekarza, jest wsłuchiwanie się w głos Pana wyborców i praca nad ustawami. Nikt Pana nie namawia do podania „niewieście środka na poronienie”. To celowa hipokryzja, czy niezrozumienie zasad demokracji? Niezależnie od pobudek… Dzięki takim postawom wyborcy będą odwracać się od Nowoczesnej. Wstyd”.

Michał: „Żałuję zmarnowanego głosu. Swojego i tych, którzy nie byli pewni na kogo głosować, a ja przekonałem ich do Pana kandydatury”.



„W środę chodziło tylko o wysłuchanie tego, co 400 tysięcy Polaków podpisało”

Burzliwa dyskusja trwa pod postami na profilu prof. Alicji Chybickiej, wybitnej onkolożki dziecięcej, posłanki PO. Są internauci, którzy bronią lekarki i ci, którzy uważają, że niezależnie od poglądów powinna była wziąć udział w głosowaniu. Nawet jeżeli zagłosowałaby przeciw dalszemu procedowaniu projektu:

Agata: „Dzięki mojej skromnej wpłacie powstała ta klinika !!!! [klinika hematologii prof. Chybickiej, na którą lekarka zbierała fundusze] Bo ja wierzyłam, że moja symboliczna złotówka jest w stanie coś zmienić!!! Ja w to wierzyłam. A co zrobiła profesor ???? Nie uwierzyła, że jej głos może coś zmienić… nie mogę tej kobiety zrozumieć”.

Mirosław: „proszę wybaczyć … niedopuszczalne jest mylenie powinności zawodowych i powinności poselskich. NIKT nie kwestionuje dorobku zawodowego Pani profesor. Nie mniej niedopuszczalne jest lekceważenie obowiązków … ogromny dysonans istnieje pomiędzy dokonaniami zawodowymi a aktywnością poselską po dwóch latach. Samo stwierdzenie o niewierze w znaczenie swego głosu dyskredytuje Panią Chybicką jako posłankę. Dlatego też oczekuję od niej ZŁOŻENIA MANDATU”.

Agnieszka: „Po pierwsze PO nigdy nie było partią lewicową. Owszem, odkąd przegrało wybory romansuje z kim się da, puszcza oko w każdą stronę, bo wróg jest jeden: PiS. Mówienie więc, że swoją decyzją rozczarowała wyborców PO jest mocno naciągane.
Po drugie, dlaczego środowiska lewicowe, walczące o wolność wyboru kobiet w sprawie urodzenia człowieka, odmawiają innej kobiecie, posłance sejmowej, wolności wyboru w głosowaniu?”.

Ania: „To było głosowanie nad sumieniem, ale nie aborcyjnym, tylko nad sumieniem wyrzucania do śmieci projektu ustawy. Do aborcji była jeszcze bardzo długa droga. W środę chodziło tylko o wysłuchanie tego, co 400 tys. Polaków podpisało. Pani poseł ma sumienie wyrzucać do śmieci czyjeś potrzeby, pomysły, 400 tysięcy podpisów”.

Krzysztof: „We Francji skrajna prawica broni praw kobiet, w tym do decydowania o sobie. W USA, które trudno uznać za lewicowe, w wielu miejscach można legalnie dokonać aborcji przez cały okres ciąży, a nie tylko do 12. tygodnia jak w tym kompromisowym projekcie. To nie była ustawa, to był projekt. Pani Chybicka mogła zaproponować w nim zmiany. Gdyby tylko dała mu szansę”.

„Prawa kobiet w Polsce to nie atak na PO, tylko realny problem

Tomasz Głogowski z PO napisał na swoim fb: „Przyjmuję do wiadomości, że są osoby uważające, że Platforma powinna skręcić w lewo (choć takie oczekiwanie od partii centroprawicowej jednak zaskakuje). Tylko czy te osoby nie widzą, że porzucenie wyborców centrowych, żeby walczyć o kilka procent lewicowego elektoratu z SLD, czy Razem to polityczne samobójstwo i otwieranie przed PiS drogi do kolejnej kadencji?”.

I dostał odpowiedzi:

Jakub: „Myślałem, że głównym celem partii PO jest pomoc ludziom i obywatelskim projektom…”.

Artur: „Wykazał się Pan kompletną indolencją polityczną! Właśnie to co Pan zrobił w sejmie przysporzy lewicy wielu nowych wyborców! Dać się rozegrać przez PIS w tak żałosny sposób pokazuje, że kompletnie do polityki się nie nadajecie! Zarzucanie Pani Nowackiej politykierstwa będąc posłem jest po prostu żałosne… Tak Ona rzeczywiście w przeciwieństwie do Was jest Politykiem przez duże „P”. Oddajcie mandat i jedźcie do domu… bo w Sejmie nie macie już co robić!”.



W innym wpisie poseł Głogowski skrytykował Barbarę Nowacką: „Oburzenie wzbudza we mnie cyniczna gra pani Barbary Nowackiej, która przedłożyła projekt, w którym poza prawem do aborcji na żądanie jest parę wartościowych zapisów (dot. edukacji seksualnej, czy antykoncepcji). To politykierskie zagranie, które ma zaszkodzić Platformie – gdyby PO była za odrzuceniem tego projektu w pierwszym czytaniu (ponieważ jesteśmy przeciwni aborcji na żądanie), zaraz lewica (jak „Gazeta Wyborcza”) zaczęłyby awanturę, że nie chcemy rozmawiać o edukacji seksualnej itp. Może jednak lewica niech tak bardzo się nie skupia na próbie walki z PO i pamięta, kto jest prawdziwym wrogiem. A pani Nowacka niech się zastanowi, czy podnoszenie kwestii aborcji w tym parlamencie, nie doprowadzi do zaostrzenia ustawy”.

Ale i tym razem nie spotkał się ze zrozumieniem:

Andrzej: „Nawet nie wiem jak skomentować tak wielki poziom głupoty i żenady. Wy nadal nie wiecie w jaki sposób doprowadziliście do władzy PIS i nadal nie rozumiecie w jaki sposób przerżniecie kolejne wybory, prawda?

(BTW – jeśli dla was obowiązujące obecnie prawo, porównywalne jedynie z maltańskim lub irlandzkim to mądry kompromis, a „Gazeta Wyborcza” to lewica, to do jasnej cholery nazywajcie się tym czym jesteście: skrajną prawicą, a nie żadną partią liberalną. Liberała to może kiedyś Pan poseł w telewizji widział)”.

Kalina: „Panie pośle, prawa kobiet w Polsce to nie atak na PO tylko realny problem w naszym kraju. Może z wygodnej posadki tego nie widać? Mieni się pan strażnikiem prawa, które było kompromisem takich jak pan polityków z Episkopatem. No i stoi pan na straży tego prawa, ale nie zauważył pan, że nie jest ono przestrzegane w Polsce, w której ja żyję. Bo pan żyje chyba w jakiejś innej, PO-wskiej? Może czas wrócić do rzeczywistości i zrezygnować z kariery politycznej, jak nie wie pan, jakie problemy mają pana wyborcy?„.

Wiktor: Może jednak lewica niech tak bardzo się nie skupia na próbie walki z PO i pamięta, kto jest prawdziwym wrogiem. Pamiętamy i jeszcze dobitnie przypomnieliście – problemem jesteście wy i wasz nieogar, który po 8 latach waszych rządów doprowadził do rządów PiS, a teraz gwarantuje im poparcie i kolejną kadencję”.

„Trudniej będzie uzyskać kompromis kiedy jest tylko jedna radykalna ustawa”

Dziwną taktykę przyjęła na swoim profilu posłanka Elżbieta Gelert z PO. Po tym, jak na swoim profilu opublikowała wyjaśnienie do sytuacji z 10 stycznia, zaczęła je wklejać pod każdym komentarzem internautów na fb. Czym ich w końcu zdenerwowała. Zaczynało się od słów „A teraz porozmawiajmy, nie o bieżących politycznych awanturach, tylko o racji stanu”, które niekoniecznie odpowiadały na wypowiedzi komentujących.

Michał: „Przecież nie było to głosowanie za ustawą, a tylko dopuszczenie jej do procedowania! Tylko procedowanie dwóch skrajnie innych ustaw może przynieść kompromis. Trudniej będzie uzyskać kompromis kiedy jest tylko jedna RADYKALNA ustawa i to jeszcze władzy, która ma większość. Już nie ugra pani żadnego kompromisu. Proszę przeprosić, albo nie mówić nic, ale NIE OSZUKIWAĆ po raz kolejny.

A szkoda, bo do tej pory przez lata panią popierałem jako elblążanin. Teraz to już bym wolał na PIS głosować – przynajmniej są szczerzy. Zawiodła pani… zawiodła!”.

Zachęcamy do śledzenia dyskusji na profilach facebookowych posłów PO i Nowoczesnej. Możecie je znaleźć tutaj:

Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Masz cynk?