0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AFPAFP

Francja solidaryzuje się z Ukrainą - czego dowodem zarówno działania Emmanuela Macrona, aktywnie zabiegającego o asertywną reakcję Zachodu wobec rosyjskiej agresji, jak i udział tysięcy Francuzów w manifestacjach solidarności z Ukrainą.

Francja to nie Niemcy, gdzie w ciągu ostatnich kilku dni rząd dokonał istnej rewolucji w federalnej polityce zagranicznej. Wstrzymał certyfikację Nord Stream 2, godzi się na nałożenie ciężkich sankcji ekonomicznych na Moskwę, zapowiada wzrost wydatków na obronność, a także decyduje się na wparcie Ukrainy niemieckim sprzętem wojskowym.

Warto jednak odnotować, że również nad Sekwaną nowa sytuacja wymusiła przewartościowania wśród głównych kandydatów do prezydentury.

Przeczytaj także:

Skrajna prawica potępia, choć Putina nadal nazywa patriotą

Największą niespodzianką jest szybkie potępienie rosyjskiej agresji przez trójkę kandydatów do prezydentury wcześniej uchodzących za prorosyjskich.

Wśród skrajnej prawicy, zarówno Marine Le Pen, jak i Eric Zemmour, uznali działania Rosji za niedopuszczalne i zaapelowali o ich wstrzymanie. To bynajmniej nie oznacza zwrotu o 180 stopni w ich podejściu względem Moskwy.

Zemmour dalej powtarza, że Zachód ponosi współodpowiedzialność za trwającą wojnę, Rosja bowiem - w jego opinii - nie mogła czuć się bezpiecznie wobec ekspansji NATO na wschód.

Z kolei Le Pen wciąż uważa, że Francja powinna opuścić zintegrowane dowództwo wojskowe NATO, aby móc zachować bezstronność w takich sytuacjach jak obecna. Oboje uznają Putina za patriotę. Mimo to jednoznaczna niezgoda obojga z nich na rosyjską agresję jest dla wielu pozytywnym zaskoczeniem.

Skrajna lewica wini NATO

Podobnie jak reakcja Jean-Luca Melenchona, lidera skrajnej lewicy, który - tak jak Zemmour - potępia działania rosyjskie, zarazem jednak częściowo usprawiedliwiając je niepotrzebną obecnością NATO w Europie Wschodniej.

Jego receptą na rozwiązanie kryzysu jest porozumienie międzynarodowe, na mocy którego Ukraina miałaby stać się państwem neutralnym i zdemilitaryzowanym, a Rosja zobowiązałaby się do respektowania jej terytorialnej suwerenności.

Pecrese - rozmowy z Putinem bez sensu

Częściową zmianę stanowiska można dostrzec również u Valerie Pecresse, kandydatki mainstreamowej prawicy. Podobnie jak Macron, opowiada się ona za przyjęciem szeroko zakrojonych sankcji w celu powstrzymania dalszej rosyjskiej agresji.

Jest także za wsparciem Ukrainy francuskim sprzętem wojskowym. Natomiast główną kwestią, która w tej chwili odróżnia ją od urzędującego prezydenta, jest jej zwątpienie w sensowność dalszych rozmów z Putinem. Jej zdaniem "czas naiwności się skończył".

Macron wciąż chce rozmawiać

Tymczasem Macron nie zrezygnował z poszukiwania dyplomatycznego rozwiązania kryzysu. Wydawało się, że jego pomysł na Putina poniósł sromotną klęskę. Mimo wielu rozmów i podchodów dyplomatycznych z początku tego roku, Rosja zaatakowała Ukrainę. A jednak jeszcze tego samego dnia, gdy do tego doszło, znów rozmawiał telefonicznie z Putinem.

Dwa dni później przeprowadził rozmowę z białoruskim dyktatorem Aleksandrem Łukaszenką. Był dopiero drugim unijnym liderem (po Angeli Merkel), który nazwał go „prezydentem”, mimo ostracyzmu, jaki otacza Łukaszenkę od sierpnia 2020 roku.

W trakcie obu tych rozmów Macron badał perspektywy deeskalacji. To zgodne jest z francuską tradycją dyplomatyczną, preferującą utrzymywanie kanałów komunikacji nawet z nieprzyjaznymi reżimami.

Możliwe nawet, że podejście Macrona jeszcze okaże się skuteczne: Ukraina zdaje się powoli akceptować pośrednictwo Białorusi w pertraktacjach ze stroną rosyjską. Ale francuski prezydent ryzykuje również to, że jego podejście okaże się naiwne i niereformowalne.

Przewaga prezydenta bezpieczna

Ale nawet jeśli, to raczej nie przeszkodzi mu to w reelekcji. Nie ma jeszcze sondaży, które pozwalałyby ocenić, czy wojna w Ukrainie wpłynęła na notowania głównych kandydatów do prezydentury.

Jednak w kilku sondażach przeprowadzonych tuż przed rosyjską inwazją (lub częściowo już w trakcie jej trwania) Macron cieszy się bezpieczną przewagą nad rywalami.

Z 25 proc. poparcia jest pewniakiem do udziału w drugiej turze wyborów - choć do tej pory formalnie nie ogłosił swojej kandydatury.

Zażarta walka o przejście do dalszego etapu toczy się między Le Pen, Zemmourem i Pecresse. Każdy z tej trójki może liczyć na około 15-16 proc. głosów. Melenchon jest piąty, ze stabilnym poparciem na poziomie 11-12 proc. Żaden z pozostałych kandydatów nie przekracza 5 proc..

Francuzów bardziej interesuje wojna

Mogłoby się wydawać, że tak już zostanie - i że jedyną niewiadomą jest imię rywala Macrona w drugiej turze. W końcu Francuzi interesują się teraz nie kampanią, lecz trwającą wojną i przeważnie pozytywnie oceniają działania Macrona w tym obszarze.

Ale po wydarzeniach ostatniego tygodnia trudno już cokolwiek przyjmować za pewnik. Gdyby, dla przykładu, doszło do wojennej eskalacji lub wyborcy mieli ucierpieć na skutek zachodnich sankcji, wówczas nie można wykluczyć zmiany nastrojów wśród Francuzów.

Podobnie, gdyby wojna miała szybko się zakończyć, wówczas może jeszcze będzie czas na to, aby mniej wygodne dla Macrona sprawy wewnętrzne (jak przestępczość, siła nabywcza, polityka migracyjna) jeszcze zdążyły nadać ton tej kampanii.

Na razie jednak nie ma na nie miejsca. Dostrzec można przede wszystkim solidarność wielu Francuzów z Ukraińcami oraz to, że dogłębnie przejęło ich zburzenie przez Rosję pokoju w Europie. A nad tym trudno będzie przejść do porządku dziennego.

;
Paweł Zerka

Ekspert (Policy Fellow) w paryskim biurze Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR) - https://ecfr.eu/profile/pawel_zerka/

Komentarze