Prawa autorskie: AFPAFP
20 czerwca 2022

Wybory we Francji: świetny wynik lewicy, obóz władzy w panice. Oto scenariusze koalicji

Korzystna dla prezydenta polaryzacja Macron – Le Pen została wysadzona w powietrze, a polityczna szachownica przeszła prawdziwą rewolucję. Zwrot akcji dokonał się dzięki iskrze politycznego natchnienia i determinacji Jean-Luca Mélenchona. Co dalej?

„Attachez vos ceintures. Nous entrons une zone de fortes turbulences“ („Prosimy zapiąć pasy. Wkroczyliśmy w strefę turbulencji“) – ten tweet komentujący wyniki wyborów prezydenckich w dyskusji pod tweedem sondażowni Ipsos to doskonałe podsumowanie nadchodzącej kadencji. Wybory parlamentarne we Francji okazały się żółtą kartką dla prezydenta Emmanuela Macrona, który dopiero co uzyskał drugą kadencję po ciężkim starciu z zyskującą na popularności Marine Le Pen. Jego partia wygrała wybory, ale nie uzyskała większości, w dodatku margines jest bardzo szeroki, więc jasne jest, że Macron będzie musiał się postarać o rząd koalicyjny.

View post on Twitter

Większość parlamentarna wynosi bowiem 289 mandatów, zaś wyniki dają jego koalicji, Ensemble! (Po polsku „Razem!“), ledwie 246 miejsc w izbie niższej (38,6 proc. oddanych głosów). Kolejna na podium koalicja partii lewicowych o nieco sielankowej nazwie Nupes (czasem zapisywana też NUPES: Nouvelle Union populaire écologique et sociale – czyli Nowa Unia Ludowa, Ekologiczna i Socjalna, francuski skrót kojarzy się z przymiotnikiem nuptial, tj. weselny) uzyskuje wynik 142 miejsc w parlamencie (32,6 proc. głosów). Ostatni z górnej trójki Rassemblement National, czyli dawny Front Narodowy, może się poszczycić 89 mandatami. To historycznie najlepszy wynik tej partii, ale jednocześnie te wybory to w jakiś sposób jej wielka przegrana – Le Pen ewidentnie straciła pozycję głównego opozycjonisty na rzecz Mélenchona. W podziale procentowym wygląda to dla niej jeszcze gorzej.

RN zrobił bowiem gorszy wynik niż ona sama w wyborach prezydenckich, choć podwoił głosy w stosunku do 2017 roku – 8,75 proc. zamieniło się w 17,35 proc.

Dość dobry wynik odnotowują Republikanie (Les Républicains), czyli probiznesowa centroprawica. Zmagając się z trudną schedą po Nicolasie Sarkozym, kompletnie zawalili wybory prezydenckie – kandydatka LR, Valérie Pécresse, uzyskała ledwie 4,78 proc. głosów po dość niezręcznej i naznaczonej znaczącym skrętem w prawo kampanii. Jednak dobrze osadzone w regionach osobowości podciągnęły notowania chadeków – partia ta zdobyła mandat w większości okręgów, gdzie jej kandydaci dostali się do drugiej tury. Otrzymali łącznie 64 mandatów (Republikanie przeszli do drugiej tury w 90 okręgach). Sporo mandatów zdobyli kandydaci niezależni z lewicy (22 mandaty), nieco mniej centrowi (4 mandaty). Do Assemblée Nationale nie wejdzie natomiast żaden kandydat z ramienia ultra prawicowej partii Erica Zemmoura Reconquête.

Trzeba przyznać, że imponujący jest zwrot akcji, który dokonał się dzięki iskrze politycznego natchnienia, determinacji i, co tu kryć, zwykłej hucpie Jean-Luca Mélenchona, który pod hasłem „Ich prezydent, nasz premier“ zjednoczył lwią część lewicy i podwoił jej wyniki w stosunku do poprzedniej kadencji.

Smętna, choć zapewne korzystna dla prezydenta polaryzacja Macron – Le Pen została wysadzona w powietrze, a polityczna szachownica przeszła prawdziwą rewolucję. Odzwierciedlają to pełne paniki komentarze prominentnych polityków – dopiero co mianowana premier rządu Elisabeth Borne uznała podczas wieczoru wyborczego, że „obecna sytuacja przedstawia ryzyko dla kraju“, a przecieki z obozu władzy mówią wręcz o planach rozwiązania parlamentu w ciągu najbliższego roku.

Jednak panika polityków niekoniecznie odzwierciedla nastroje obywateli. Bardzo niska frekwencja (w pierwszej turze 47,51 proc. uprawnionych, w drugiej turze 46,14 proc.) tylko w części daje się wytłumaczyć dotkliwymi upałami – większość terytorium Francji odnotowała temperatury przekraczające 35 stopni). Raczej przyczynę zobojętnienia na uroki „święta demokracji“ należy tłumaczyć niewiarą w realne zmiany i niechęcią do całego systemu politycznego. W zależności od tego, który z możliwych scenariuszy ostatecznie się zrealizuje, może się jednak okazać, że obywatelski marazm wykształcił się przedwcześnie…

Scenariusz 1. Koalicja centrystów z prawicą

Choć Republikanie od razu się odżegnali od tego pomysłu, politycy koalicji Ensemble! zdążyli już wyrazić znaczną niechęć pod adresem innych opcji i śmiertelnie obrazić Nupes, odmawiając poparcia w drugiej turze lewicy w starciu nacjonalistami (na szczęście w polityce śmiertelne obrażenia są zwykle śmiertelne tylko do kolejnej znaczącej zmiany okoliczności).

Koalicja z prawicą ma dla Emmanuela Macrona w zasadzie jedną zaletę: możliwość przeprowadzenia osławionej reformy emerytalnej, do której pierwsze podejście zablokowało kraj w miesiącach poprzedzających pandemię.

Potem jednak zablokowanie możliwości reform prospołecznych, nastawienie Republikanów na wielki biznes, oraz sparaliżowanie proeuropejskich wysiłków Macrona doprowadzi do rychłej implozji. Ocena konieczności rozwiązania parlamentu po roku jest w tym scenariuszu realistyczna, jednak będzie oznaczała pogłębienie destabilizacji całego systemu politycznego we Francji i otwarcie drogi dla sentymentów antydemokratycznych, a może nawet konieczność ustąpienia ze stanowiska samego prezydenta.

Warto przypomnieć, że obecna nieciekawa sytuacja we Francji wprost wynika z bardzo złego zarządzania kryzysem i faworyzowania najbogatszych przez kolejne rządy Nicolasa Sarkozy’ego. Dodajmy do tego sympatię dla rozwiązań państwa policyjnego wyrażaną w kampanii przez Valérie Pécresse czy zwieranie szyków przez francuski biznes uderzające w zasady wolnego obiegu osób, towarów i usług Unii Europejskiej, ciągnące się za partią afery z udziałem Sarkozy’ego i jego otoczenia… Wszystko to oznacza, że zawiązując taką koalicję, Macron weźmie na siebie wszystkie grzechy dotychczasowego systemu, a przy inflacji dotykającej całą Europę przyjmie też rolę czarnego luda odpowiedzialnego za pogarszające się warunki życia Francuzów.

Z punktu widzenia polityki europejskiej, czyli jednego z najważniejszych pól politycznej tożsamości Macrona, koalicja z chadekami byłaby przepisem na katastrofę. Uniemożliwiłaby porozumienie z Niemcami i ich socjaldemokratycznym kanclerzem Olafem Scholzem, a odziedziczony po de Gaulle’u republikański wojowniczy temperament mógłby w szczególny sposób skomplikować europejski wspólny front wobec wojny w Ukrainie (niestety widać to już było w okresie kampanii, kiedy to Macron kilkakrotnie starał się forsować ideę zakończenia wojny kosztem Ukrainy i tylko z trudem przyznał w chórze z Scholzem i Draghim, że to Ukraina powinna dyktować warunki pokoju, a nie agresor).

Republikanie niechętnie patrzą na ideę pogłębiania integracji europejskiej, a jeśli chodzi o rozszerzanie UE, to upieraliby się, by Francja miała wyraźny „udział w torcie ukraińskiej odbudowy“, co wzbudziłoby wyraźną niechęć i w samej Ukrainie, i w Polsce, i, co ważniejsze, w Niemczech. Wszystko to podważyłoby wysiłki Macrona, by przebudować Europę wzdłuż osi Paryż-Berlin.

Pojawia się pytanie, czy reforma systemu emerytalnego jest warta tych wszystkich komplikacji i porażek – a jeśli tak, to dlaczego? Z całą pewnością połączenie rozproszonych reżimów branżowych itp. pomoże stworzyć jeden z największych na świecie funduszy, którym Francja będzie mogła posługiwać się do wpływania na sytuację gospodarczą i rynkową na całym globie (pisałam o tym w 2019 roku na łamach OKO.press:

Tyle, że jeśli narzędzie to miałaby odziedziczyć Marine Le Pen lub ktoś jej podobny – a moralne bankructwo macronizmu w sytuacji stowarzyszenia z wielkim biznesem niemal nieuchronnie do tego doprowadzi – to może jednak jest to reforma, której robić nie warto.

Scenariusz 2. Mélenchon jako (wice)premier

Lewica zjednoczyła się na fali bardzo dobrego wyniku Mélenchona w wyborach prezydenckich (mniej niż półtora punktu procentowego gorszego od Le Pen, która weszła do drugiej tury) i entuzjazmu dla pomysłu, by liberalne nastawienie prezydenta równoważyła lewicowa większość w parlamencie, a więc i rząd, a przynajmniej premier.

Premia za jedność była znacząca: lewica podwoiła liczbę miejsc w Assemblée Nationale. Zieloni (Ekolodzy) zyskali dość znaczącą obecność (27 posłów) po kadencji, w której mieli tylko jednego posła, a Socjaliści utrzymali niemal wszystkie mandaty (dziś mają ich według szacunków 26, w poprzedniej kadencji mieli 30, po drodze jednak kandydatka na prezydenta z ramienia PS Anne Hidalgo zdobyła imponujące 2 proc. głosów…). Główną wygraną była Francja Niepokorna (La France insoumise) Mélenchona, ale także to stronnictwo wiele zyskało na zjednoczeniu.

Koalicja z lewicą byłaby dla Macrona ciekawym rozwiązaniem. Mélenchon w tych wyborach, również pod presją zjednoczenia, przeżył coś w rodzaju europejskiego nawrócenia – dawny protekcjonista flirtujący wręcz pod tym względem z ówczesnym Frontem Narodowym, dziś jest przynajmniej przyjazny idei konstrukcji europejskiej, a wśród prominentnych polityków Partii Socjalistycznej wciąż są osoby, które same brały udział w budowie i projektowaniu kolejnych etapów poszerzania UE. Osławiony NATO-sceptycyzm Mélenchona musiał nieco przygasnąć w koalicji i doskonale równoważy się z bezwarunkową empatią lewaków dla ofiar wojny czy euroentuzjazmem Zielonych. Z punktu widzenia celów Macrona, by w kontekście wojny w Ukrainie podnieść międzynarodową pozycję Francji — nie jest to zły punkt wyjścia.

Z perspektywy zwykłego zjadacza chleba „zmiękczona“ lewicą większość mogłaby przynajmniej trochę ulżyć mu w wiązaniu końca z końcem. Program Nupes w wielu miejscach wydaje się radykalny (socjalizacja banków, zakaz zwolnień dyktowanych wynikami na giełdzie, zastopowanie dużych projektów infrastrukturalnych itp.), jednak ma wiele rozwiązań, których przyjęcie mogłoby dla Macrona być bardzo korzystne, a koalicja z lewicą dałaby mu dobrą „przykrywkę“. Przykładem niech będzie wprowadzenie systemu wsparcia dla przedsiębiorców, którzy nadmiernie zadłużyli się w okresie pandemii. Ciekawe są też pomysły lewicowej koalicji na poprawę pozycji Francji w Europie, na przykład lobbing na rzecz bioróżnorodności morskiej czy – proponowane przez zielonych i socjalistów – zarządzanie danymi na poziomie europejskim.

Koalicja z Mélenchonem miałaby także i tę zaletę, że usunęłaby lewicowca z ław opozycji. W sytuacji kruchego i kontrowersyjnego współrządzenia z prawicą silna lewica w opozycji byłaby głównym czynnikiem destabilizującym, zwłaszcza że nie jest to ugrupowanie pozbawione rozpoznania sytuacji społecznej czy pomysłów, jak ją zmienić.

Czy Nupesom udałoby się „przechwycić“ antysystemową energię w razie rozwiązania parlamentu? Trudno powiedzieć. Ale z całą pewnością z ław opozycji walnie by się do owego skrócenia kadencji przyczynili. Zgodnie więc z zasadą, by wrogów trzymać jeszcze bliżej niż przyjaciół, Macron powinien poważnie zastanowić się nad takim właśnie porozumieniem. Jednak jasne jest, że taka koalicja nie pozwoliłaby mu przeprowadzić zakładanej reformy emerytalnej. I w ten sposób wracamy do punktu wyjścia…

Udostępnij:

Agata Czarnacka

Filozofka polityki, tłumaczka, działaczka feministyczna i publicystka. W latach 2012-2015 redaktorka naczelna portalu Lewica24.pl. Była doradczynią Klubu Parlamentarnego SLD ds. demokracji i przeciwdziałania dyskryminacji oraz członkinią Rady Polityczno-Programowej tej partii. Członkini obywatelskiego Komitetu Ustawodawczego Ratujmy Kobiety i Ratujmy Kobiety 2017, współorganizatorka Czarnych Protestów i Strajku Kobiet w Warszawie. Organizowała również akcję Stop Inwigilacji 2016, a także obywatelskie protesty pod Sejmem w grudniu 2016 i styczniu 2017 roku. Stale współpracuje z Gazetą Wyborczą i portalem Tygodnika Polityka, gdzie ma swój blog poświęcony demokracji pt. Grand Central.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne