0:00
25 listopada 2021

W 2020 wydatki na zdrowie zmalały? Fałsz. Ale wciąż wydajemy o wiele za mało

Dane Eurostatu zmyliły komentatorów i Donalda Tuska: wydatki Polski na zdrowie w stosunku do PKB wzrosły, a nie zmalały. Ale wciąż jesteśmy daleko w ogonie Europy, a PiS nie był w stanie przegłosować sprawiedliwej składki na NFZ

Wydrukuj

Eurostat – europejska instytucja statystyczna – opublikował 23 listopada dane na temat wydatków na zdrowie w Europie w 2020 roku. Jest to szczególnie interesujące ze względu na pandemię – w końcu od półtora roku mamy do czynienia z największym wyzwaniem dla zdrowia publicznego w Europie od II wojny światowej.

Eurostat zebrał już dane dla 20 krajów. Polska w tym zestawieniu wypada fatalnie i zajmuje ostatnie miejsce.

Jako jedyni z tej dwudziestki przeznaczamy na zdrowie mniej niż 5 proc. PKB (4,8 proc.), tylko w Polsce wydatki te spadły. Nad nami są Estonia (5,1 proc.), Litwa i Łotwa (5,2 proc.). A na czele zestawienia:

  • Niemcy – 11,2 proc. PKB
  • Francja – 10 proc. PKB
  • Belgia – 8,8 proc. PKB

Nietypowa kategoria Eurostatu

Dane pochodzą z szacunków podawanych Eurostatowi przez państwa członkowskie, jest to też wczesny szacunek, jest jeszcze czas na poprawki, które mogą być znaczące. Wykres był szeroko komentowany na Twitterze i wnioski były jednoznaczne – to skandal, że w pandemicznym roku wydaliśmy na ochronę zdrowia mniej niż rok wcześniej.

Informacja dotarła nawet do przewodniczącego PO Donalda Tuska. 24 listopada na konferencji prasowej powiedział:

Tylko Polska wydaje mniej na ochronę zdrowia, niż wydawała rok wcześniej
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Konferencja prasowa,24 listopada 2021

I dodawał: "Jesteśmy na ostatnim miejscu jeśli chodzi o wydatki i na pierwszym miejscu jeśli chodzi o śmiertelność. Czy trzeba jakiegoś komentarza w tej sprawie?"

Tak się składa, że potrzeba. Bo - jak napisaliśmy wyżej - pierwsze zdanie wypowiedziane przez Tuska to nieprawda. Komentujący na ogół nie zwracali uwagi na fakt, że mamy tu do czynienia ze szczególną kategorią Eurostatu. Słusznie zauważył to Paweł Lenartowicz w komentarzu pod postem Marii Libury na ten temat na Facebooku.

Social protection sickness & healthcare expenditure” (wydatki na ochronę socjalną związaną z chorobami i opieką zdrowotną) - kategoria w systemie ESSPROS, czyli w europejskim systemie zintegrowanych statystyk na temat ochrony socjalnej - nie oznacza konwencjonalnie rozumianych wydatków na zdrowie. Kategoria ta zawiera zasiłki chorobowe i część wydatków na ochronę zdrowia, np. refundacje leków. Nie znajdziemy tam jednak wydatków np. na laboratoria i badania covidowe, które były przecież częścią wzrostów wydatków w 2020 roku. Nie ma tu szeroko rozumianej profilaktyki, nie ma inwestycji.

„Ochrona socjalna” w systemie ESSPROS to, jak czytamy rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady Unii Europejskiej, "całokształt środków i działań podmiotów publicznych lub prywatnych, mający na celu pomoc gospodarstwom domowym i osobom fizycznym w zakresie określonych rodzajów ryzyka lub potrzeb". Baza została stworzona po to, by porównywać zakres ochrony socjalnej w państwach UE - inne kategorie to m.in niepełnosprawność, starość czy mieszkalnictwo. Do porównywania szeroko rozumianych wydatków na zdrowie w różnych państwach UE właściwszy jest system COFOG, który klasyfikuje wydatki według funkcji — wspomnimy o nim jeszcze w dalszej części tekstu.

To wszystko — oraz wspomniany fakt, że mamy do czynienia ze wstępnym szacunkiem — sprawia, że lepiej powstrzymać się od mocnych wniosków. Z wyjątkiem jednego, do którego wrócimy na końcu.

Gdy PKB spada

Spadek całości wydatków na zdrowie w stosunku do PKB w roku, gdy towarzyszy nam spadek PKB a rządy walczą z pandemią, byłby zresztą mało prawdopodobny.

Wyjaśnijmy to na hipotetycznym przykładzie.

Gdyby fantastyczna Rzeczpospolita Mikropolska przeznaczała na zdrowie 10 złotych, a jej PKB wynosiło 100 złotych, oznaczałoby to, że wydawała na zdrowie równowartość 10 proc. PKB. Ale załóżmy, że kraj zmaga się z problemami gospodarczymi i zalicza w kolejnym roku spadek PKB, np. o 10 proc. Wówczas PKB wynosi 90 złotych. Gdyby nie zwiększyć wydatków na zdrowie i znów wydać na nie tę samą kwotę – 10 złotych – wówczas udział zdrowia w PKB wyniesie ponad 11 proc. Zwiększy się, bez zwiększenia wydatków nawet o jeden grosz. Gdyby z kolei coś dołożyć, to odsetek zwiększy się niewspółmiernie, bo zmniejszyła się baza.

I dlatego wydatki na zdrowie w kryzysowym 2020 roku wobec PKB wzrosły bardzo wyraźnie we wszystkich krajach. Nie oznacza to oczywiście, że nikt wydatków na zdrowie rzeczywiście nie zwiększył — większe wydatki były wszak koniecznością w obliczu kolejnych fali epidemii COVID-19 - ale spadek PKB podbił względną wartość tych liczb.

Wzrost do 5,2 proc.

Nie ulega wątpliwości, że w 2020 roku Polska wydatki na zdrowie zwiększyła. Według rządu: aż o 15,4 mld złotych do 121,4 mld zł. W roku spadku PKB o 2,5 proc., wzrost w stosunku do PKB jest wyraźniejszy. Według tych samych danych publiczne wydatki na zdrowie odpowiadały 5,2 proc. polskiego PKB.

Niestety nie oznacza to, że nasz system ochrony zdrowia stał się w 2020 roku zauważalnie lepszy, nawet gdybyśmy na moment zapomnieli o katastrofalnym dla Polski starciu z II falą COVID-19 jesienią 2020. Dalej jesteśmy na szarym końcu Unii, dalej mamy za mało lekarzy, a ci, którzy pracują w szpitalach, są dramatycznie przepracowani. Od września trwa protest zawodów medycznych, które domagają się większych nakładów na zdrowie.

Jak wyglądamy pod względem wydatków na zdrowie na tle innych krajów?

W bazie OECD znajdziemy dane dotyczące tradycyjnie rozumianych publicznych wydatków na ochronę zdrowia. Dane są nieco podobne jak w przypadku mylącej kategorii Eurostatu, a jednak zauważalnie się różnią. Zamiast 11,2 proc., dla Niemiec mamy 10,7 proc., dla Francji zamiast 10 proc., 9,3 proc.

Polska ma tutaj 5,2 proc. - tyle samo, co w danych rządowych. W tym przypadku za nami jest Litwa z 5 proc., ale to marne pocieszenie.

Spośród 21 krajów OECD, dla których mamy już dane za 2020 rok, w publicznych wydatkach na zdrowie względem PKB wyprzedzamy tylko Litwę i Meksyk.

Jesteśmy ex aequo z Koreą Płd., w której jednak znacznie większą rolę niż u nas odgrywają prywatne ubezpieczenia.

Dodajmy jeszcze, że w bazie Eurostatu znajdziemy pełne porównanie wydatków na zdrowie dla wszystkich 27 krajów Unii za 2019 rok. W relacji do PKB wyprzedzamy tylko Cypr, Łotwę i Węgry z wynikiem 4,9 proc. Będący na podobnym poziomie rozwoju Czesi wydali na zdrowie tego roku 7,6 proc. swojego PKB.

Na tle innych rozwiniętych krajów i tych o podobnym poziomie rozwoju wypadamy po prostu słabo.

Tymczasem średnia unijna w 2019 roku wynosiła 7 proc. Przyjmijmy tę przedpandemiczną wartość, chociaż w 2020 średnia z pewnością będzie wyższa. Gdyby trzymać się 7 proc. (tyle wynosi średnia co roku do 2016), ile musielibyśmy wydawać w poszczególnych latach?

  • 2016 - 130 mld zł - czyli o 46 mld więcej niż w rzeczywistości;
  • 2017 - 139 mld zł - o 49 mld więcej;
  • 2018 - 149 mld zł - o 53 mld więcej;
  • 2019 - 160 mld zł - o 54 mld więcej;
  • 2020 - 162 mld zł - o 41 mld więcej;
  • 2021 - 171 mld zł - o 38 mld więcej.

Dla lat 2016-2020 korzystamy z PKB wg GUS w cenach bieżących, czyli obowiązujących w danych latach. 2021 to prognozy, z których korzysta rząd i NBP. Od europejskiej średniej dzieli nas ogromna przepaść. (Warto odnotować: zmniejszenie tej przepaści w latach 2020-2021 jest nieco mylące, bo odnosi się do europejskiej średniej wydatków w wysokości 7 proc. PKB; tymczasem ta średnia ostatecznie z całą pewnością wzrośnie w związku z pandemią).

Rządowe manipulacje

Rząd wielokrotnie chwalił się, że znacznie zwiększa wydatki na zdrowie i poprawia sytuację w ochronie zdrowia. Stosuje jednak przy tym prostą manipulację. Do obliczania tego, jaką część PKB stanowią wydatki na zdrowie, rząd stosuje PKB sprzed dwóch lat. Czyli wydatki na zdrowie w 2019 roku odnosi do PKB w 2017 roku. Mogłoby to mieć pewne uzasadnienie w momencie planowania – jest np. 2018 rok, mamy twarde dane o PKB tylko z 2017, a musimy zaplanować rok kolejny. Ale można przecież skorzystać np. z prognozy na rok kolejny, które zwykle są bardzo trafne. Wynik tego zabiegu jest prosty – odsetek wydatków na zdrowie wobec starszego PKB jest wyższy.

Ten sam trik stosowano w 2017 roku, gdy ówczesny minister zdrowia Łukasz Szumowski obiecywał protestującym medykom wzrost nakładów na zdrowie.

Gdy spojrzymy na dane OECD, gdzie nie stosuje się żadnych propagandowych tricków, widać wyraźnie, że rządowe sztuczki to w istocie oszustwo. W latach 2015-2019 wskaźnik ten ledwo drga i podnosi się z 4,46 proc. w 2015 do 4,64 proc. w 2019. W 2017 rząd obiecywał medykom 4,86 proc. w 2019 roku. W 2020 mamy wyraźny wzrost. Ale pamiętajmy, z jednej strony nakłady wzrosły, ale z drugiej — spadło też PKB, więc względny wzrost wydatków jest większy, niż byłby w niekryzysowym roku.

Chęci zmian brak

Skąd tak słabe wyniki Polski? Jedną z przyczyn jest sposób finansowania ochrony zdrowia. W 22 krajach Unii mamy składkę zdrowotną (Dania, Hiszpania, Irlandia, Malta i Portugalia finansują system bezpośrednio z budżetu państwowego). Z tych 22 krajów aż 19 ma proporcjonalną do dochodu składkę zdrowotną. Grecja, Polska i Węgry wybrały inne wyjście, tzn. różnego rodzaju ulgi w zależności od wykonywanego zajęcia. Wszystkie trzy kraje mają dosyć niski stosunek wydatków na zdrowie do PKB – w ostatnich kilku latach poniżej 5 proc.

Znacznie spłaszczyć ten system miał Polski Ład, ale po głośnych protestach przedsiębiorców, dalej będą oni płacili niższy odsetek od swoich dochodów. Polska nie zamierza radykalnie zreformować składek. Rządzący skapitulowali wobec oporu samozatrudnionych o wysokich dochodach. Nie zamierzają też podnieść wysokości składki zdrowotnej, nie potrafią też znaleźć innego stabilnego źródła finansowania ochrony zdrowia. Ostatnio PiS odrzucił poprawkę Lewicy, która chciała przeznaczyć na zdrowie wpływy z podnoszonej właśnie akcyzy.

To wszystko składa się na fakt, że w polskiej ochronie zdrowia wciąż jest i będzie za mało. I to wniosek, który wypływa ze wszystkich zestawień, do których odwoływaliśmy się z tym tekście — także wykresu Eurostatu, od którego zaczęliśmy.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne