Chore osoby straciły prawo do lekarza, nie bardzo wiedzą, jak mają sobie poradzić. Osoby starsze straciły ubezpieczenie, nie mają jak wykupić leków. Pracownicy socjalni wywożą pacjentów do noclegowni dla bezdomnych. Oto realia ustawy wygaszającej pomoc dla uchodźców z Ukrainy
Towarzyszy temu ogromny chaos informacyjny – państwowe placówki same nie wiedzą, jakie są teraz zasady świadczenia pomocy dla uchodźców z Ukrainy.
Ustawa wygaszeniowa podpisana przez prezydenta Nawrockiego 19 lutego weszła w życie 5 marca. Prawo tworzono pod polityczną presją, pospiesznie, nikt nie zadbał, żeby instytucje publiczne udzielające w praktyce pomocy uchodźcom poznały nowe zasady i przepisy. W rezultacie i pracownicy instytucji pomocowych i organizacje pozarządowe i same osoby uchodźcze poszukują interpretacji: kto do czego ostatecznie ma prawo.
Ustawa ma dobre strony: uregulowała status prawny osób z Ukrainy na kolejny rok. Osoby pracujące nadal mają możliwość legalnej pracy. Ich status prawny jest uregulowany do marca 2027 roku. Kto dobrze sobie w Polsce radził do tej pory, nadal sobie radzi – i warto to na początku wspomnieć.
W milionowej populacji uchodźców z Ukrainy, którzy przybyli do Polski po 24 lutego 2022 roku, około 80 procent osób w wieku produkcyjnym samodzielnie utrzymuje się w Polsce. Ludzie pracują, zakładają firmy, dokładają się do budżetu państwa na tyle, że generują 2,7 procent polskiego PKB (co zbadała firma Deloitte, na zlecenie UNHCR). Widać zresztą pracujących uchodźców z Ukrainy na każdym kroku: wiozą nas do pracy autobusem, pobierają krew w przychodni, leczą, opiekują się dziećmi i dziadkami, pracują na uczelniach, w IT, w handlu, w biznesie, usługach, wszędzie.
Uchodźcy z Ukrainy to jednak nie tylko osoby zdrowe i zdolne do pracy. Atak Rosji zmusił do ucieczki z kraju różne grupy społeczne, także osoby z niepełnosprawnością, chore, starsze, samotne, niesamodzielne jeszcze przed wyjazdem z Ukrainy.
W pierwszych dniach i tygodniach wojny ewakuowane były przecież i domy dziecka i domy starców.
Wiemy to doskonale, bo to Polki i Polacy dostarczali na granicę wózki inwalidzkie i dziecięce, żeby te osoby mogły być przyjęte już na granicy w godny sposób. Otoczyliśmy wtedy opieką wiele osób słabych, wymagających opieki i wsparcia. Dziś po zmianie prawa to ci ludzie zostali w bardzo trudnej sytuacji.
Dziś znalazłem się w sytuacji krytycznej. Nie mam środków na życie. Nie mam pieniędzy na jedzenie ani na leki. Za chwilę stracę miejsce zamieszkania i zostanę na ulicy.
Przez dwa lata aktywnie szukałem pracy i jestem zarejestrowany w urzędzie pracy, jednak ze względu na stan zdrowia nikt nie chce mnie zatrudnić. W wielu przypadkach wymagane jest polskie orzeczenie o niepełnosprawności, o które obecnie walczę w sądzie. Zostałem bez żadnego wsparcia, bez środków do życia i bez możliwości przetrwania.
Autor maila, którego część przytaczam, mieszka niedaleko Gorzowa Wielkopolskiego. O polskie orzeczenie o niepełnosprawności zabiega od dwóch lat. Zarówno Fundacja Polskie Forum Migracyjne, jak inne organizacje wspierające migrantów i uchodźców w Polsce dostają teraz podobne wiadomości codziennie. Codziennie oglądamy babcie i dziadków, którzy drżącymi rękoma wyciągają z torebek zaświadczenia i kwity: budżet domowy nijak im się nie spina.
Zmieniając prawo, państwo ograniczyło dwa rodzaje pomocy:
Rząd argumentuje: nie może być lepszego traktowania osób z Ukrainy. Leczenie i pomoc społeczna nie powinna być dostępna dla Ukraińców na poziomie lepszym, niż dla Polaków, a przecież wiele osób starszych w Polsce ma ciężkie życie. Wielu żyje samotnie, a osoby polskie nieubezpieczone też nie mają dostępu do wsparcia.
Znalezienie miejsca dla osoby starszej w Domu Pomocy Społecznej faktycznie jest trudne i wiele polskich rodzin nie może z tych placówek skorzystać. Na pewno system wsparcia osób starszych wymaga w Polsce zmiany, zwłaszcza, że odsetek osób starszych w społeczeństwie rośnie. To także prawda, że są w Polsce osoby bez dostępu do ubezpieczenia i ich sytuacja jest bardzo trudna.
Jest też jednak różnica między polskim obywatelem a uchodźcą, który parę lat temu uciekał spod bomb, został przyjęty w sąsiednim kraju, a teraz zostaje praktycznie na ulicy z dnia na dzień. Uchodźcy nie mają w Polsce żadnej własnej sieci wsparcia. W wieku lat 70, 75, 80, bez krewnych, bez dachu nad głową, pozbawieni elementarnej pomocy nie mają gdzie się podziać.
Cudzoziemski pacjent, który dosłownie walczy w Polsce o życie, borykając się z chorobą nowotworową, albo choćby ktoś z cukrzycą, chorobą serca czy złamaną nogą, jest tutaj sam, organizacje pozarządowe są często jedynym życzliwym kontaktem.
Rząd nie planuje pomagać starszym ludziom wrócić do kraju i nie prowadzi na ten temat rozmów z Ukrainą. Taki dialog planują za to ukraińskie organizacje.
Po marcowych zmianach prawa z zakwaterowania finansowanego przez rząd nie mogą korzystać Ukraińcy, którzy nabyli prawa do polskiej emerytury, nawet wtedy, gdy wynosi ona pięćdziesiąt złotych miesięcznie. Osoby bez polskiej emerytury, ale w wieku emerytalnym, nadal mogą korzystać z pomocy w OZZ.
Urzędnicy radzą, aby osoby w potrzebie zawieszały korzystanie z polskiej emerytury – na razie nie wiadomo jednak, ile trwa taka procedura. Uzyskanie prawa do polskiej emerytury potrafi zająć rok i więcej. Trudne jest dla osób z Ukrainy z niej rezygnować, bo do tej pory zapewniała poczucie bezpieczeństwa w postaci ubezpieczenia. Teraz osoby mają zrezygnować z emerytury, żeby zyskać prawo do miejsca zamieszkania – żeby mieszkając w ośrodku rządowym zyskać z powrotem prawo do ubezpieczenia. To trochę skomplikowane. Mocno skomplikowane dla starszych ludzi w obcym kraju.
Największa ukraińska emerytura, z jaką miałem do czynienia na przestrzeni czterech lat pracy, to 11 000 – mówi ekspert Fundacji Polskie Forum Migracyjne, który kieruje zespołem pomocy. Ale nie złotych tylko hrywien. 11 tysięcy hrywien to 933 złote. Nie sposób za tę kwotę zapewnić sobie mieszkanie, leczenie, wyżywić się w Polsce.
A przeciętna ukraińska emerytura to 300-400 złotych. Nie da się przeżyć za tę kwotę.
Rząd lepiej zadbał o dzieci i osoby uczące się – będą musiały opuścić ośrodki zakwaterowania po zakończeniu roku szkolnego, w czerwcu. Po czerwcu z pomocy mieszkaniowej będą mogły korzystać wyłącznie rodziny z polskim orzeczeniem o niepełnosprawności, kobiety w ciąży, matki z dzieckiem do roku życia.
Prawo pobytu w OZZ straciły natomiast samotne matki z trójką i więcej dzieci. Państwo nie przewiduje też pomocy dla osób z niepełnosprawnością, zanim nie uzyskają orzeczenia o niepełnosprawności, choć w urzędach jest świadomość, że uzyskanie tego orzeczenia trwa.
Prawo do pobytu w OZZ mają też osoby po leczeniu szpitalnym – to ważny zapis wprowadzony przez rząd. Nie przewidziano jednak leczenia ambulatoryjnego.
Tymczasem wiele poważnych przewlekłych, zagrażających życiu chorób nie wymaga dziś pobytu w szpitalu. Mieliśmy w Fundacji przypadek pana, który miał dwie złamane ręce w wypadku w pracy. Nie wróci do pracy, nie zarobi na siebie, nie ma gdzie się podziać i do OZZ też nie ma prawa – gips mu zakładali w ambulatorium.
Osoby w trakcie leczenia onkologicznego, dializ, leczenia cukrzycy często nie są już pacjentami szpitalnymi. Skoro nie są – OZZ im nie przysługuje.
Przez blisko dwa ostatnie lata państwo finansowało rozbudowany program pomocowy realizowany przez Polski Czerwony Krzyż i Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej “Wspólnie ku niezależności”. Obie organizacje pomagały mieszkańcom OZZ usamodzielnić się i wyprowadzić z tych placówek.
Mieszkańcom OZZ dofinansowywano czynsz, wspierano w znalezieniu pracy. Państwu zależało na zmniejszeniu liczby mieszkańców OZZ i faktycznie zainwestowało w ten program. Przynosił skutki: liczba osób korzystających z państwowego zakwaterowania spadła o połowę: na początku marca w OZZ mieszkało nieco ponad 13 tysięcy osób w porównaniu do blisko 28 tysięcy półtora roku wcześniej.
Duża część obecnych mieszkańców OZZ nie ma już jednak perspektywy samodzielności. To często osoby przewlekle chore, z niepełnosprawnościami, osoby starsze, takie, które nie podejmą już pracy. Nie zarobią na siebie.
Ekspertów niepokoi też, że wysiłki usamodzielniania osób spełzną na niczym – świeżo usamodzielnieni uchodźcy ponownie znajdują się w krytycznej sytuacji. Tracąc prawo do zasiłku, tracą istotną część budżetu domowego, od którego ich krucha samodzielność zależała. Pozbawieni pomocy społecznej ludzie trafią do systemu państwowego wsparcia osób w kryzysie bezdomności, albo ponownie do OZZ. Taniej raczej nie będzie.
Organizacje pozarządowe wspierające uchodźców wymieniają się opowieściami.
Przemyśl: Pracownice socjalne z DPS zapakowały starszą panią z Ukrainy same do własnego auta, wyposażyły w kołdrę, poduszkę, bo nie chciały, żeby straż miejska czy policja ją wiozły. Nowe panie z noclegowni przyjęły jak najlepiej umiały.
Pomorze: DPS przewiózł osobę do noclegowni. Powiadomił córkę. Gdy przyjechała po ojca, był już brudny, zaniedbany, sponiewierany i zawszony. Córka nie ma możliwości zaopiekować się ojcem i pracować.
Lublin: osoby są przewożone z zakładów opieki leczniczej do noclegowni dla bezdomnych.
Pan blisko 80. lat wylądował w noclegowni mimo, że ma demencję i wymaga stałej opieki.
Mazowsze: pan 76 lat, jeden z tych, który ratował sytuację po wybuchu w Czarnobylu. Mocno schorowany, po leczeniu onkologicznym, amputacji, zawale. Ukraińska emerytura 300 złotych, dodatek za pracę w Czarnobylu 27 złotych, zarobki córki 3000 złotych. Opłata za OZZ 2800 złotych: za córkę i wnuka, bo dziadkowie ze względu na wiek mieszkają bezpłatnie. Mają gdzie mieszkać, ale 500 złotych to ich budżet na miesięczne utrzymanie czteroosobowej rodziny. Jak to ma się udać?
Na Mazowszu ostatnią deską ratunku dla publicznych placówek był rodzaj prywatnego OZZ prowadzonego przez Fundację Leny Grochowskiej. Do placówki dzwonią pracownicy socjalni z całej Polski, szukają godnego miejsca dla swoich podopiecznych. Ale Fundacja Leny Grochowskiej nie jest z gumy. Nie jest w stanie przejąć odpowiedzialności za wszystkie osoby starsze, które nie mieszczą się teraz w systemie w całej Polsce.
Pozostają więc noclegownie dla osób w kryzysie bezdomności. Starzy ludzie, niesamodzielni, leżący, potrzebujący pielęgnacji i spokoju trafiają do wieloosobowej sali, gdzie rzeczy trzyma pod łóżkiem. Kto na tej sali będzie im zmieniał pieluchy? Jak to będzie wyglądało? Jak prawodawca sobie wyobrażał skutki zmian prawnych, które starych ludzi kierują do noclegowni?
Problem z uzyskaniem pomocy mają teraz także osoby, które mają do niej prawo.
Organizacje społeczne obserwują, że wstrzymana jest możliwość skorzystania z OZZ nawet dla osób, które zgodnie z prawem powinny móc z nich skorzystać. Wojewodowie nie kierują do placówek nowych osób. Jeśli sytuacja jest przejściowa – nie wiadomo, jak długo potrwa.
Ustawa zakłada, że osoby mieszkające w OZZ mają prawo do pomocy medycznej na podstawie zaświadczenia. MRPiPS wysłało w tej sprawie stosowne instrukcje – dwa tygodnie po wejściu prawa w życie.
Na poziomie placówek ochrony zdrowia, instytucji pomocy społecznej, samych OZZ nadal panuje ogromne zagubienie: Kto ma wystawiać zaświadczenia? Jak mają wyglądać?
Niektórzy uchodźcy sami piszą sobie oświadczenia, że mieszkają w danym ośrodku, często odręcznie – o dziwo, czasem są one honorowane, gdy pacjent jest znany lekarzowi, gdy kontynuuje leczenie i w tym miejscu mieszka dłuższy czas, albo po prostu gdy ktoś tak zdecyduje. Ale nie powinno tak być.
Niektóre OZZ wystawiają zaświadczenia, nawet z pieczątką. Część administratorów tych placówek zgłosiła swoich mieszkańców ośrodkom zdrowia grupowo – przekazała po prostu listy wszystkich mieszkańców – tak też nie powinno być.
Zgodnie z interpretacją ministerstw, zaświadczenia powinien bowiem wystawiać wojewoda, albo jednostka samorządu terytorialnego, jeśli prowadzi OZZ.
Część samorządów odmawia wystawienia zaświadczeń, choć są do tego uprawnione – bo nie mają tej świadomości. Bardzo nierówny jest poziom wiedzy w placówkach ochrony zdrowia – niektóre są zorientowane w sytuacji, przyjmują pacjentów zgodnie z nowym prawem. Inne na wszelki wypadek nie przyjmują pacjentów z OZZ w ogóle.
Panuje zamieszanie. Nie ma równego traktowania. Ludzie uprawnieni są w stanie skorzystać z lekarza, jeśli mają szczęście.
Natychmiast po wejściu w życie ustawy wygaszeniowej zgłaszały się do organizacji społecznych osoby na skraju rozpaczy, często dziadkowie z wnuczkami pod opieką. Trudnością dla osób, które poszukują odpowiedzi na ich potrzeby, jest brak wiedzy. Wprowadzając nowe regulacje rząd nie policzył solidnie: Ile osób straci ubezpieczenie? W jakiej sytuacji są te osoby? Jakie wyjścia awaryjne możemy im zaproponować? Jakie te wyjścia mogą być?
Prawo, którego myślą przewodnią jest ograniczać, odbierać, likwidować nadużycia i nieprawidłowości, nie widzi ludzi, którzy po prostu potrzebują pomocy, korzystają ze wsparcia Polski, bo inaczej by sobie nie dali rady. Nie nadużywają – żyją dzięki oferowanej im w Polsce pomocy.
Rząd słusznie zauważa, że część osób starszych korzystających ze wsparcia państwa, ma w Polsce dzieci. Obowiązkiem dzieci jest zadbać o starszych rodziców. Pozbawiając osoby niesamodzielne pomocy państwa warto było jednak sprawdzić, czy dzieci są w stanie zapewnić pomoc, na którą państwo liczy: czy są w Polsce, czy mają zasoby, aby wesprzeć rodziców.
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej ma w planie wsparcie osób starszych niesamodzielnych, ma nawet powstać wyspecjalizowany ośrodek – w czerwcu. Brak planu, jak te osoby mają dotrwać do tego momentu tam, gdzie są. Jak 75-letnia leżąca, samotna pacjentka ma przeżyć w Polsce do czerwca, nie mając środków do życia?
Dzień w dzień w organizacjach takich jak PFM pojawiają się ludzie, w tej chwili przede wszystkim ludzie starsi, którzy nie wiedzą, gdzie się mają podziać, jak dalej żyć. Przychodzą, bo dostaną refundację zakupu leków, wizyty lekarskiej, drobne wsparcie.
Tymczasem ataki Rosji na Ukrainę nasilają się. Dwieście dronów w jedną noc, zabici i ranni, kolejne zniszczone mieszkania – bo jak piszą eksperci, Rosja wymierza teraz ataki przede wszystkim w ludność cywilną.
Mimo to ludzie mówią czasem, że chcą wrócić do kraju, bo tam wolą umrzeć – mówi pracownik PFM. – Część ludzi w starszym wieku nie liczy już, że ich życie tutaj się poprawi. Nie pójdą do pracy, nie wyzdrowieją. Nie widzą szansy, że ich życie w Polsce będzie lepsze.
Polityka społeczna
Uchodźcy i migranci
Ukraina
Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji
wojna w Ukrainie
Założycielka i prezeska Fundacji Polskie Forum Migracyjne, jednej z wiodących w Polsce organizacji, która od 2007 roku wspiera uchodźców i migrantów. Autorka licznych programów integracyjnych i tekstów na temat integracji. Współtwórczyni i współprezeska Konsorcjum Migracyjnego, inicjatorka Akademii Migracyjnej - bazy wiedzy o migracjach online.
Założycielka i prezeska Fundacji Polskie Forum Migracyjne, jednej z wiodących w Polsce organizacji, która od 2007 roku wspiera uchodźców i migrantów. Autorka licznych programów integracyjnych i tekstów na temat integracji. Współtwórczyni i współprezeska Konsorcjum Migracyjnego, inicjatorka Akademii Migracyjnej - bazy wiedzy o migracjach online.
Komentarze