„Po długim okresie intensywnych starań jej leczenie i rehabilitacja zostały nagle przerwane, co niweczy dotychczasowe postępy. Objawy pląsawicy się nasiliły” – przekazuje OKO.press dyrekcja DPS-u nr 1 w Krośnie. Takie są skutki ustawy wygaszającej pomoc uchodźcom z Ukrainy
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyW kolejnym tygodniu obowiązywania ustawy wygaszającej pomoc uchodźcom z Ukrainy do OKO.press docierają nowe historie osób, które w związku ze zmianami znaleźli się w dramatycznej sytuacji.
Słyszeliśmy o starszym mężczyźnie, któremu przerwano zabiegi dializy, o kobiecie z rakiem szyjki macicy, której przerwano chemioterapię, o chłopaku, któremu szpital nie może wydać insuliny, bo choć ten i pracuje, to zdalnie, na ukraińską firmę, i co z tego, że w Polsce wynajmuje mieszkanie i wydaje tu cały swój dochód.
Wcześniej podobne historie można było usłyszeć od ludzi, których leczenie przerwała wojna – osób z terenów przyfrontowych, lub uciekających spod okupacji rosyjskiej, gdzie nie ma dobrej opieki medycznej, brakuje lekarzy i leków. Teraz zapisujemy je w Polsce, gdzie mieli znaleźć bezpieczeństwo w najszerszym znaczeniu tego słowa.
Pani Wiktoria ma 39 lat. Pochodzi z miasteczka Rohań w obwodzie charkowskim. Po pełnoskalowej inwazji Rosji cztery lata temu przyjechała z rodzicami do Polski. Znaleźli schronienie w Krośnie. Wkrótce ojciec Wiktorii zachorował na nowotwór i zmarł. W związku z traumatycznymi wydarzeniami pogorszył się również stan zdrowia matki, potrzebowała kompleksowej opieki, trafiła do hospicjum. Mieszka tam do tej pory.
Wiktoria od początku pobytu w Polsce znalazła pracę w firmie produkującej opakowania kartonowe, zarabiała na swoje utrzymanie. Rok temu trafiła do szpitala z powodu udaru niedokrwiennego lewej półkuli mózgu. Spędziła w szpitalu kilka miesięcy. Po długotrwałym leczeniu MOPS skierował Wiktorię do Domu Pomocy Społecznej nr 1 w Krośnie. Mieszkała tam od września 2025 roku.
„Cały czas była leczona i rehabilitowana, jednak nie udało się jej wrócić do sprawności. Poza skutkami udaru zdiagnozowano u niej również chorobę Huntingtona (pląsawicę) – nieuleczalną chorobę przewlekłą, która dodatkowo utrudnia jej funkcjonowanie” – przekazuje OKO.press dyrekcja DPS nr 1 w Krośnie.
„Aktualny stan zdrowia Pani Wiktorii nie pozwala jej na samodzielne życie, nie jest zdolna do podjęcia pracy. Z uwagi na czterokończynowy niedowład, dyzartrię i dysfagię wymaga ona całodobowej opieki i pomocy opiekunów we wszystkich codziennych czynnościach tj. przygotowanie, podanie i spożywanie posiłków, zmiana ubrania, utrzymanie higieny osobistej (kąpiel, korzystanie z toalety, zmiana pieluchomajtek) oraz podawania leków. Pani Wiktoria korzysta z wózka inwalidzkiego. Nie jest w stanie chodzić i wymaga pomocy opiekunów, aby przesiąść się z łóżka na wózek.
Rokowania w zakresie powrotu do lepszej sprawności i samodzielności są niepomyślne”.
Na podstawie ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa (12 marca 2022 roku) Wiktoria mogła korzystać z bezpłatnego leczenia oraz polskich świadczeń socjalnych, w tym pobytu w DPS.
Od 5 marca, kiedy weszła w życie tzw. ustawa wygaszająca rozwiązania specustawy ukraińskiej, niepracujący uchodźcy z Ukrainy (oprócz osób, które były ofiarami tortur, gwałtu*; do ukończenia 18. roku życia; które posiadają zaświadczenie o zamieszkiwaniu w ośrodku zbiorowego zakwaterowania; w okresie ciąży, porodu lub połogu) stracili dostęp do bezpłatnej opieki medycznej. Jeśli nie są ubezpieczeni, to mogą liczyć tylko na pomoc w sytuacjach nagłych ratujących życie.
*W przypadku ofiar tortur i gwałtu odpowiednie zaświadczenie wydaje Urząd ds. Cudzoziemców.
Według nowych przepisów ukraińscy uchodźcy nie mogą już mieszkać w DPS-ach. Wiktoria ma status UKR oraz polskie orzeczenie o niepełnosprawności w stopniu znacznym, więc kwalifikuje się do zamieszkania w ośrodku zbiorowego zakwaterowania (OZZ), a mieszkańcy ośrodków mają dostęp do służby zdrowia (choć ograniczony – nie mogą korzystać m.in. leczenia uzdrowiskowego, rehabilitacji, leczenia niepłodności, zabiegów endoprotezoplastyki i usunięcia zaćmy oraz podania produktów leczniczych wydawanych świadczeniobiorcom w ramach programów ministra zdrowia, profilaktycznych programów zdrowotnych).
Natomiast – jak podkreśla dyrekcja DPS-u – w Polsce jest zbyt mało OZZ dostosowanych do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, w większości zwykłych ośrodków nie ma personelu, który zapewniłby opiekę, której potrzebuje Wiktoria czy inne osoby z niepełnosprawnością.
„Prowadzone przez Wojewodę Podkarpackiego intensywne poszukiwania dla pani Wiktorii miejsca w OZZ w całej Polsce okazały się bezskuteczne” – przekazuje DPS w Krośnie. Dyrekcja chce pomóc Wiktorii, ale z powodu zmian ustawy ma związane ręce.
Od 5 marca Wiktoria przebywa w schronisku dla bezdomnych kobiet w Jarosławiu. Nie jest to odpowiednie miejsce dla niej. Według dyrekcji DPS-u warunki w schronisku są bardzo trudne. „Budynek również nie jest dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, opiekunów jest mało, w pomieszczeniach jest ciasno, często dochodzi do konfliktów między mieszkankami” – słyszymy.
Co więcej, schronisko nie jest ośrodkiem dla uchodźców z Ukrainy, więc Wiktoria nie ma prawa do bezpłatnego korzystania ze świadczeń zdrowotnych.
Oprócz mamy Wiktoria nie ma bliskich krewnych, nie ma rodzeństwa ani dzieci, ani męża.
„Pani Wiktoria jest zrozpaczona, boi się o swoją przyszłość. Utraciła poczucie bezpieczeństwa i szansę na godne życie. Została wyrwana ze środowiska, w którym mogła liczyć na pomoc przyjaciół. Nie ma żadnych dochodów, zasiłków ani świadczeń. Jest pozbawiona możliwości kontaktu z matką. Po długim okresie intensywnych starań jej leczenie i rehabilitacja zostały nagle przerwane, co niweczy dotychczasowe postępy. Objawy pląsawicy się nasiliły” – podsumowuje dyrekcja DPS-u nr 1 w Krośnie.
Prosi o kontakt osoby, które mogą pomóc w rozwiązaniu sytuacji Wiktorii. Liczy, że znajdzie się Fundacja, która mogłaby sfinansować ubezpieczenie zdrowotne Wiktorii.
Według nieoficjalnych danych podobnych przypadków – osób mieszkających w DPS-ach, które nagle straciły dostęp do leczenia – jest od 70 do 100.
Właściciel OZZ mówi OKO.press, że po ostatnich zmianach są dwa duże problemy dla uchodźców z Ukrainy. Po pierwsze to, że stracili bezpłatny dostęp do opieki medycznej, po drugie, że stracili wsparcie finansowe – świadczenia takie, jak 800+ (od lutego ZUS wstrzymał dla wszystkich uchodźców z Ukrainy wypłatę świadczeń, po złożeniu nowych wniosków ma dwa miesiące na weryfikację aktywności zawodowej), nie mają prawa do świadczeń z pomocy społecznej, nie przysługuje już im zasiłek stały, który w przypadku osób starszych z niskimi ukraińskimi emeryturami był istotnym wsparciem.
Teraz ukraińscy uchodźcy mogą uzyskać od MOPS-u tylko zasiłek celowy, np. na leki, jednak proces może zająć kilka tygodni.
Jak już pisaliśmy –
przepisy dotknęły osoby najsłabsze, niepracujących chorych, osoby starsze, osoby z niepełnosprawnościami.
Jak mówi właściciel ośrodka, w związku z tym w ośrodkach zaczynają się problemy z płatnościami (tak, część osób od dawna płaci za zamieszkanie w ośrodkach, np. za dzieci – 15 złotych dziennie, założenie było takie, że opłata była w pewnym sensie potrącana z 800+), niektóre osoby zalegają, ktoś w ogóle nie ma środków.
Jeśli osoba pracowała nieoficjalnie, co zdarza się uchodźcom, ma nieodprowadzone składki, lub zarabiała mniej niż 50 proc. pensji minimalnej, to nie będzie otrzymywać 800+. Jeśli matki nie będą mogły pracować, nie będą otrzymywać 800+, nie będą mogły płacić za zamieszkanie w ośrodku, będą zalegać pieniądze, ośrodkowi będzie trudno utrzymywać takie osoby.
„Może się okazać, że zaczną się problemy z bezdomnością takich osób” – mówi właściciel ośrodka.
Ponadto ustawa wygaszająca zawęża listę osób, które kwalifikują się do zamieszkania w OZZ (z 9 kategorii osób do 5). Na razie osoby, które utraciły status kategorii wrażliwej – np. dotyczy to pełnoletnich uczniów szkół lub opiekunów tymczasowych – mogą mieszkać w ośrodkach tylko do 30 czerwca. To samo dotyczy matek z dziećmi po roku życia, które mieszkają w OZZ na zasadach komercyjnych.
W strefie ryzyka są też niektóre osoby starsze, bo choć według przepisów w OZZ mogą mieszkać seniorzy – w przypadku kobiet po 60 roku życia, mężczyzn – 65, ale tylko wtedy, gdy spełniają trzy warunki: nie pracują, nie pobierają polskiej emerytury (nie ma znaczenia, że może to być kilkaset złotych, za które nie da się utrzymać samodzielnie) oraz nie mają w Polsce pełnoletnich zstępnych, którzy podlegają obowiązkowi alimentacyjnemu, czyli rodziny.
W związku z tym część ukraińskich seniorów może nie spełniać tych warunków, bo np. dorabia kilka godzin dziennie, sprzątając klatki schodowe. Tych zarobków nie wystarczy na samodzielne życie, ale też w związku z tym, że pracują, nie będą mogli mieszkać w ośrodku.
Nowa ustawa zawiera dużo więcej wzajemnie wykluczających sie przepisów, o czym pisaliśmy na etapie konsultacji społecznych projektu ustawy. To, że nie zostały zmienione, oznacza, że według ustawodawcy nie były to sformułowania błędne, tylko celowe – kolejny etap „zawężenia” pomocy tak, żeby (z myślą o budżecie i oszczędnościach, ale też w związku z nastrojami w polskim społeczeństwie) pozbawić uchodźców możliwości korzystania z różnych rodzajów państwowego wsparcia.
Jak podkreśla właściciel ośrodka, największe skutki ustawy i „fale wyjazdów” z OZZ są przed nami.
„Po 30 czerwca chociażby w samej Małopolsce – gdzie jest najwięcej uchodźców mieszkających w ośrodkach – według szacunków powinno opuścić OZZ około tysiąc osób” – mówi.
Dodaje, że będzie to duże zamieszanie. Trudno sobie wyobrazić, że z miesiąca na miesiąc tyle osób – które są w trudnej sytuacji życiowej i której też często nie są w stanie zmienić ze względu na różne okoliczności – ma znaleźć nowe miejsce zamieszkania, np. matkom z dziećmi nie chcą wynajmować mieszkań. Nie wszyscy też mają pieniądze na wynajem.
„Część osób może się dogadać z ośrodkiem i zostać na warunkach komercyjnych, jeżeli ośrodek się na to zgodzi. Część osób pewnie będzie myśleć o powrocie do Ukrainy, niezależnie od tego, co tam się dzieje” – przypuszcza nasz rozmówca.
Dodaje, że jest to „ostatni dzwonek, żeby się usamodzielnić”. Pomóc w tym może państwowy program „Wspólnie do Niezależności”, które realizują organizacje pozarządowe, który przewiduje w ciągu pół roku dopłaty do wynajmu mieszkań. Jak zaznacza właściciel ośrodka, na razie wśród uchodźców nie obserwuje pospolitego ruszenia do złożenia wniosków.
„Część osób ma przeświadczenie, że urząd przedłuży im pobyt w ośrodku. A urząd już nie przedłuży” – podkreśla.
Do OKO.press docierały informacje, że w związku z tym, że dostęp do usług medycznych nadal przysługuje mieszkańcom OZZ, to niektóre osoby chciałyby przenieść się do ośrodka, mimo że mieszkały prywatnie.
Nasz rozmówca nie obserwuje zwiększonej aktywności w tym zakresie. Mówi natomiast, że ośrodek może nie wiedzieć o takich osobach, ponieważ uchodźcom skierowanie do OZZ wydaje urząd. Dodaje, że były sygnały z innych miast, że do ośrodków nie chcą przyjmować nowych osób.
Można się najwyżej spodziewać przenosin osób, które mieszkają w ośrodkach, które będą zamykane albo uchodźców, którzy mieszkali w DPS-ach (część takich przeprowadzek już się odbyła, natomiast brakuje miejsc z odpowiednimi warunkami dla OzN, co pokazuje przypadek pani Wiktorii).
Transakcyjne traktowanie ukraińskich uchodźców wojennych jako „siły roboczej” – pracujesz, to masz dostęp do usług publicznych i świadczeń, nie pracujesz, to nie masz – ma dużo szersze konsekwencje. W tym kontekście przerażająca jest historia 42-letniej Olgi.
Olga przyjechała do Polski po rozpoczęciu przez Rosję wielkiej wojny. Miała status UKR, pracowała – najpierw w znanej sieci sklepów (gdzie poznała Serhija, przyszłego partnera, który wcześniej przyjechał jako migrant), później w magazynie. Pracowali razem, od czasu do czasu Olga jeździła do Ukrainy załatwiać sprawy.
W pracy Olgę namówiono, żeby zrobiła kartę pobytu.
„Zawsze ochronę tymczasową dla uchodźców przedłużali w ostatnim momencie. Jeśli nie przedłużyliby, to trzeba byłoby zwalniać ludzi, ponieważ na podstawie biometrii można pracować tylko trzy miesiące. I żeby zachować pracowników we wszystkich fabrykach, prosili: »Zróbcie karty«. Żeby nie było tych wszystkich problemów, ponieważ praca normalna była, a my pracowaliśmy” – mówi Serhij, partner Olgi. „W pewnym sensie ludzi zmuszano do wyrobienia kart pobytu”.
Po uzyskaniu karty Olga automatycznie straciła status UKR, (który przed zmianami pozwalałby jej na korzystanie np. ze służby zdrowia).
„Kiedy miała PESEL UKR, to nigdy nie korzystała z usług, które przysługiwały uchodźcom z Ukrainy” – przyznaje Serhij.
Olga pracowała na zleceniu. „Mając umowę o pracę, pracownik jest lepiej zabezpieczony” – mówi Serhij i wyjaśnia, że umowa zlecenia to lepszy wariant dla osób, których sytuacja nie jest stabilna. Kiedy potrzebujesz wyjechać do domu, odwiedzić rodziców czy w innej sprawie, przerywasz pracę, jedziesz, przyjeżdżasz – kontynuujesz w tym samym miejscu pracy. Według Serhija to także z tego powodu wielu Ukraińców pracuje na zleceniu.
Pierwsze niepokojące sygnały, że coś dzieje się źle ze zdrowiem Olgi, zaczęły się trzy lata temu. Po cztery miesiące nie miała okresu. Kobieta zwracała się do ginekologa, wysyłał ją na badania, ciągle było coś nie tak.
„Lekarz wystawiał leki, Olga jechała do domu, wracała, robiła kolejne badania. Jakoś to wszystko się tak ciągnęło…” – opowiada Serhij. Z Olgą nie mogę porozmawiać, jest osłabiona, przebywa w szpitalu na oddziale dla ciężko chorych.
W zeszłym roku spędziła w Ukrainie kilka miesięcy. Po powrocie miała wydzieliny, czuła się coraz gorzej. W grudniu poszła na kolejne badania. Onkologia, zaawansowana stadia. Szpital, 5 radioterapii.
W zeszłym tygodniu Serhij zabrał Olgę do domu. Zaczęły się silne bóle. Karetka zawiozła Olgę z powrotem do szpitala.
„Po zakończeniu umowy osoba jest objęta ubezpieczeniem jeszcze 30 dni. Jeśli człowiek jest samotny – to wyrok, ponieważ ubezpieczenie trzeba kupić” – kontynuuje Serhij. Według NFZ miesięczne ubezpieczenie kosztuje 830 złotych.
Olga miała ubezpieczenie z pracy do początku marca. Serhij nie może podpiąć Olgę pod swoje ubezpieczenie, ponieważ nie są małżeństwem.
„Dobrze, że znaleźli się ludzie, którzy doradzili, wyjaśnili. Nie ma informacji, co robić w takiej sytuacji. Nie wiesz, dopóki sam się z tym nie spotkasz, nie wiesz nawet gdzie się dowiedzieć” – mówi. Dodaje, że też był mile zaskoczony w ZUS-ie i NFZ-ie, że wszystko mu wyjaśnili.
Jako pierwsza zaczęła bić na alarm sąsiadka, starsza pani, która – jak określa Serhij – jest osobą bardzo aktywną, skontaktowała Serhija z Fundacją, która pomagała ukraińskim uchodźcom i opłaci ubezpieczenie zdrowotne dla Olgi na dłuższy okres.
„Jeśli człowiek w Polsce nikogo nie ma i coś się z nim stanie, to aż strach pomyśleć, co go czeka. Jak trafić do lekarza, jeśli minęło 30 dni od zakończenia umowy? Co dalej? Wcześniej, chociaż był PESEL UKR i ludzie mogli się leczyć” – mówi Serhij. Dodaje, że teraz po zmianach może być więcej podobnych sytuacji.
„Człowiek zachoruje, minie 30 dni i?”
I dalej:
„Gdy ktoś zmaga się na przykład z poważną chorobą, brak informacji stanowi duży problem. Każdy dzień, każda godzina jest na wagę złota”.
Wydaje się to oczywiste: jeśli państwo polskie chce czerpać korzyści z pracy uchodźców i migrantów, to powinno o nich zadbać tak, jak dba o własnych obywateli – w sytuacjach trudnych. Zadbać też o najsłabszych – tych, którzy już nie będą mogli podjąć się pracy. Tymczasem zamiast państwa, problemy uchodźców oddolnie rozwiązują przypadkowi ludzie – artyści, sąsiedzi, wolontariusze. „Nieobojętni ” – jak mówi Serhij o osobach, które mu pomogły.
Polityka społeczna
Uchodźcy i migranci
Zdrowie
NFZ
opieka medyczna
pomoc społeczna
służba zdrowia
uchodźcy z Ukrainy
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.
Komentarze