„Spotykaliśmy się z ludźmi. Chodziliśmy od drzwi do drzwi, mówiąc, że zbliżają się wybory i pytając, czy chcieliby o nich porozmawiać. To samo robiliśmy na ulicach” – mówi jeden z liderów monachijskich Zielonych. Partia mówiąca o kryzysie klimatycznym wygrała tam wybory, zdobywając 31,2 proc. poparcia. W całym kraju byli też ulubioną partią młodych

W wyborach do Parlamentu Europejskiego 2019 Zieloni okazali się czarnym koniem (a może właśnie zielonym?), zdobywając 69 miejsc i stając się czwartą siłą w Brukseli. Spektakularny sukces odniosła w Niemczech, gdzie z 20,5 proc. głosów zostawiła daleko w tyle pozostałe partie opozycji, a rządzącej koalicji CDU-CSU z Angelą Merkel na czele ustępując zaledwie 8,4 punktu procentowego. W pierwszym sondażu powyborczym Zieloni po raz pierwszy w historii wyprzedzili CDU-CSU i wysunęli się na czoło rankingu poparcia partii politycznych.

Komentatorzy nie mają wątpliwości: popularność Zielonych to efekt rosnących obaw związanych z kryzysem klimatycznym.

W polskich wyborach do PE temat kryzysu klimatycznego był obecny niemal wyłącznie w kampanii lewicy (Lewicy Razem) i centrolewicy (Wiosny i Zielonych). Opisaliśmy to w tekście: Klimaty sześciu komitetów. Globalne ocieplenie, dobro zwierząt i węgiel w eurowyborach.

Wyniki wyborów pokazują, że kryzys klimatyczny wciąż jest w Polsce drugorzędną kwestią polityczną, choć po raz pierwszy w ogóle stał się zauważalnym tematem kampanii.

OKO.press spotkało się z Danielem Günthörem, jednym z liderów Zielonych w Monachium, gdzie partia osiągnęła spektakularny wynik 31,2 proc., zdobywając pierwsze miejsce. Günthör, w Zielonych od 26 lat, jest w Polsce częstym gościem, gdyż tutaj mieszka jego córka – stąd jego szczególne zainteresowanie polityką naszego kraju.

Chcieliśmy się dowiedzieć, jak sprawić, by walka z kryzysem klimatycznym weszła do głównego nurtu politycznej dyskusji.


OKO.press: Jak Zieloni stali się drugą siłą polityczną w Niemczech?

Daniel Günthör, przewodniczący dzielnicowego klubu Zielonych w Monachium: W największych miastach, takich jak Berlin, Monachium czy Hamburg, nawet pierwszą siłą! Jednak to pierwszy raz, kiedy tak się stało. Dopiero w ostatnich miesiącach mieliśmy skok popularności – wcześniej poparcie stabilnie utrzymywało się między 7 a 12 proc., ani nisko, ani wysoko.

Co takiego stało się w ostatnim czasie, że poparcie się podwoiło?

Powodów jest kilka. Na szczeblu narodowym to brak zadowolenia z koalicji chadeków i socjaldemokratów (CDU-CSU). Jest jednak pięć głównych partii opozycyjnych, w tym liberałowie i prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), a w wyborach 2017 roku Zieloni zajęli wśród nich ostatnie miejsce. To zatem nie wszystko. W ostatnim roku zmiana klimatu stanowi najważniejszy temat debaty w Niemczech.

Od czasu przemówienia Grety Thunberg w Katowicach, w każdy piątek na ulice niemieckich miast wychodzą uczniowskie demonstracje klimatyczne Friday for Future (ang. Piątki dla przyszłości).

W większych ośrodkach przyciągają kilka tysięcy młodych ludzi, którzy zwalniają się ze szkoły. Myślisz, że coś podobnego byłoby możliwe w Polsce?

W Polsce mamy Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Na razie przyciąga nie tysiące, ale setki młodych i idzie nie co piątek, a raz na kilka tygodni. Myślisz, że to potencjalni wyborcy Zielonych?

W Niemczech Zieloni byli najsilniejszą partią w tej grupie. Wybrało ich 36 proc. głosujących po raz pierwszy. W grupie 60+ mieliśmy kilkanaście procent. Młodzi chcą działania.

Wyniki eurowyborów 2019 w Niemczech. Grupa głosujących po raz pierwszy

Co było pierwsze, jajko czy kura? Ludzie zaczęli dostrzegać wagę kryzysu klimatycznego dzięki Zielonym, czy Zieloni przebili się do głównego nurtu dzięki zainteresowaniu tym tematem w powszechnej świadomości i mediach?

To działa w dwie strony. Zieloni obchodzą 40. urodziny, a od 1983 roku są w niemieckim parlamencie. W latach 80. dużym tematem było wymieranie lasów. W latach 1998-2005 Zieloni współtworzyli rząd z socjalistami, zaczęli wprowadzać w życie postulat odejścia od elektrowni atomowych*, przeciw którym odbywały się wielkie demonstracje – od pomysłu odeszła Angela Merkel, kanclerz od 2005 roku.

Wyniki wyborcze Zielonych w latach 1998-2019

Jednak po katastrofie w Fukuszimie w 2011 Zieloni dostali 25 procent w lokalnych wyborach regionu Badenii-Wirtembergii, zdobywając stanowisko lokalnego premiera [ustrój Niemiec opiera się na federacji samorządnych Landów, czyli krajów związkowych – red.]. Presja społeczna była tak duża, że Merkel rozpoczęła wygaszanie elektrowni atomowych, z których ostatnia ma przestać działać ok. 2038 roku. Niemcy są przywiązani do swojej przyrody – niektórzy mówią, że sięga to jeszcze XIX-wiecznego romantyzmu!

W Polsce 83 proc. z nas uważa zamiany klimatu za poważny problem, z czego 29 – za jedno z największych zagrożeń dla cywilizacji. 72 proc. sądzi, że Polska powinna stopniowo odchodzić od energetyki opartej na węglu i rozwijać inne sposoby produkcji energii [dane za CBOS – red.]. Jak sądzisz, dlaczego u nas nie przekłada się to na decyzje polityczne?

Pamiętajmy, że Zieloni mają dobry wynik, ale nie najwyższy – chociaż w sondażach wychodzi, że klimat to dla Niemców najważniejsza politycznie sprawa. W Polsce nie jest to chyba najważniejszy temat debaty, na pewno nie poza dużymi miastami. Do tego problemy pojawiają się przy konkretach. Jeśli zapytać Niemców o specjalny podatek w tym celu, większość będzie przeciw. W Polsce jest podobnie:

Prawo i Sprawiedliwość przedkłada elektrownie węglowe i miejsca pracy w górnictwie ponad środowisko. A przecież można tworzyć ekologiczne miejsca pracy w ich miejsce. 

Może polscy Zieloni powinni byli wejść w sojusz z Wiosną? To partia Roberta Biedronia umieściła w programie pomoc pracownikom likwidowanego sektora węglowego.

Nawet Wiosna skupia się kwestiach liberalnego społeczeństwa, środowisko kładąc na trzecim czy czwartym miejscu. Europejscy Zieloni zaproponowali Biedroniowi wejście Wiosny do ich klubu w europarlamencie, jednak on postawił na socjaldemokratów. Podejrzewamy, że jego zdaniem w Polsce nie da się zdobyć wielu głosów na zielonych tematach. Może to jeszcze nie czas?

W całej Europie Wschodniej nie udało się Zielonym otrzymać wielu mandatów, w przeciwieństwie do krajów zachodnich,

takich jak Francja czy Wlk. Brytania – gdzie poparcie wynosiło kilkanaście procent.

Dla partii proekologicznej lepiej jest sprzymierzyć się z silnymi graczami, jak w Koalicji Europejskiej, czy z mniejszą partią? Jakie są wasze doświadczenia z Niemiec?

Doświadczenie mówi, żeby iść samemu, na początku godząc się na mniej. Niemieccy Zieloni budowali poparcie stopniowo. Ale nawet przy poparciu 9-10 proc., inne partie podejmowały nasze tematy – jak wspomniana Merkel przy energii atomowej. Polscy Zieloni są najmniejszą partią w Koalicji Europejskiej – nie sądzę, aby udało im się wywrzeć wystarczająco silny wpływ, tym bardziej, że nie dostali żadnego mandatu z listy. Wyzwaniem jest teraz trafienie do ludzi, a w dużej koalicji może to się nie udać, kiedy się jest najsłabszym.

Jak trafiliście „do ludzi” w Niemczech?

Spotykaliśmy się z ludźmi. Chodziliśmy od drzwi do drzwi, mówiąc, że zbliżają się wybory i pytając, czy chcieliby o nich porozmawiać. To samo robiliśmy na ulicach.

W tych dzielnicach, gdzie podejmowaliśmy takie działania, nasz wynik był lepszy. Oczywiście jeśli ktoś nie chciał rozmawiać, szanowaliśmy to. Dziś ludzie są wobec nas przyjaźni, ale jeszcze 20 lat temu widząc nas, niektórzy krzyczeli „Komuniści!”.

Zieloni wygrali w Niemczech nie tylko w największych miastach, ale też w regionie Szlezwik-Holsztyn. To rolniczy Land, prawda? Jak dotarliście do mieszkańców wsi, którzy w Polsce gremialnie zagłosowali na PiS?

Poparcie dla Zielonych na wsi wynosiło 10-15 proc. W Szlezwiku-Holsztynie nasz przewodniczący był wcześniej lokalnym ministrem rolnictwa i dobrze wykonał swoją pracę. Ludzie wiedzą tam, co robimy. Jednak na początku farmerzy byli wobec nas bardzo sceptyczni.

Za sprawą jakiego przekazu zmienili zdanie?

Że nie jesteśmy przeciwko nim. Że nie będą przez nas zarabiać mniej pieniędzy – ale że mogą zarabiać tyle samo, jeśli przejdą na naturalne metody rolnictwa. Trzeba szukać kontaktu. W moim rodzinnym regionie, Bawarii, ważny tematem było dla nas przeciwdziałanie wymieraniu owadów. Rolnicy początkowo byli przeciw, jednak po tym, jak dostaliśmy 10 proc. w wyborach, rządząca koalicja zorganizowała okrągły stół, w którym uczestniczyli oni, rolnicy i my. W wyniku konsensusu na stałe wprowadzono stosowne regulacje.

Z rolnikami trzeba rozmawiać, bo często boją się, że poniosą straty.

Prawica w Polsce buduje narrację, według której na przemianie energetycznej stracimy niemal wszyscy. Niemcy rzekomo straszą kryzysem klimatycznym, by zlikwidować polską samowystarczalność energetyczną i uzależnić od technologii kupowanych z Niemiec, gdy tymczasem niemieckie państwo i firmy wciąż korzystają z węgla. Co odpowiesz na ten argument?

Obrona klimatu to ruch, który idzie z dołu, od ludzi, nie od rządu i przemysłu!

A że są firmy chcące rozwijać gospodarkę tworząc miejsca pracy w sektorze odnawialnej energii? To dobrze, bo w tym jest przyszłość. Polacy też mogą to robić.

*Od redakcji: Niemiecki plan odejścia od energetyki jądrowej budzi duże kontrowersje w środowisku naukowym. Naukowcy wskazują, że wygaszanie działających elektrowni jądrowych oddala nas od podstawowego celu polityki energetycznej, jakim w obliczu kryzysu klimatycznego powinna być szybka dekarbonizacaja (atom jest praktycznie bezemisyjny). OKO.press opublikowało list polskich naukowców i aktywistów w tej sprawie.

 

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Pisze o relacjach między kulturą a sprawami społecznymi, radykalizmie politycznym czy dyskryminacji w dostępie do usług publicznych. Debiutował w „Machinie”, publikował m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Dwutygodniku” i „VICE”. Prowadzi wolontariat „Kotexpol”, który pomaga w opiece nad kotami, promując adopcję ze schronisk.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym