0:000:00

0:00

Prawa autorskie: prok. Jacek Bilewiczprok. Jacek Bilewicz

Korzystny dla prokuratora Jacka Bilewicza – na zdjęciu u góry – wyrok wydał Sąd Apelacyjny w Warszawie w środę 27 marca 2024 roku. Uchylił poprzedzający go wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, który oddalił roszczenia Bilewicza za degradację. Teraz sprawa wróci do ponownego rozpoznania, ale już ze wskazówkami sądu apelacyjnego.

Jacek Bilewicz, który do niedawna był pełniącym obowiązki prokuratora krajowego i pomógł ministrowi sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu Adamowi Bodnarowi w odpartyjnieniu prokuratury, jest jednym z 113 zdegradowanych w 2016 roku przez Zbigniewa Ziobrę.

PiS po wygranych wyborach zaczął wtedy etapami przejmować kontrolę nad państwem. Na pierwszy ogień poszła prokuratura. Podporządkować ją rządowi i ministrowi Ziobrze pomogła uchwalona przez PiS nowa ustawa o prokuraturze. Pod płaszczykiem reorganizacji pozwoliła ona na czystki personalne na najwyższych szczeblach. PiS zlikwidował wtedy prokuraturę generalną i apelacyjne. Ich miejsce zajęły nowa prokuratura krajowa i regionalne.

Ten ruch pozwolił pozbyć się doświadczonych prokuratorów, których zdegradowano nawet do prokuratur rejonowych. Spotkało to byłych już szefów Lex Super Omnia Krzysztofa Parchimowicza i Katarzynę Kwiatkowską. W sumie z byłej prokuratury generalnej zdegradowano 22 prokuratorów, a z byłych prokuratur apelacyjnych 91.

Wśród nich był Jacek Bilewicz. Z prokuratury generalnej trafił do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Znalazła się tam również była zastępczyni prokuratora generalnego Marzena Kowalska, która stoi obecnie na czele specjalnego zespołu śledczego ds. Funduszu Sprawiedliwości. Miejsce zdegradowanych zajęli szybko awansowani, nawet z najniższych szczebli śledczy – zaufani poprzedniej władzy.

Przeczytaj także:

Część zdegradowanych prokuratorów nie pogodziła się z tym. Aż 50 z nich złożyło skargi do ETPCz na pozbawienie prawa do sądu – od decyzji Ziobry nie można było się odwołać. W 2017 roku Trybunał oddalił ich skargi, ale nie dlatego, że nie mają racji. Uznał, że nie wyczerpali jeszcze drogi sądowej w Polsce.

W międzyczasie w jednej ze spraw SN orzekł, że prokurator może odwołać się do sądu pracy, więc ETPCz uznał, że prokuratorzy najpierw muszą iść do polskiego sądu. Pozwy za degradację złożyli jednak nieliczni. Jak na razie odszkodowanie nieprawomocnie wygrał w 2023 roku stołeczny prokurator Jarosław Onyszczuk. Sąd przyznał, że degradacja była przejawem dyskryminacji, nierównego traktowania i przyznał mu odszkodowanie – 45 tys. zł. Częściowo wygrali sprawy prokuratorzy Krzysztof Wójcik i Stanisław Czarnecki (nieprawomocnie).

Pozew złożył też Jacek Bilewicz, ale jego roszczenie oddalił w 2021 roku Sąd Okręgowy w Warszawie. Na rozpoznanie pozwu czeka też była szefowa Lex Super Omnia Katarzyna Kwiatkowska. A w 2023 roku pozew za degradację złożył jeszcze Krzysztof Parchimowicz (jego spraw już się zaczęła).

Część zdegradowanych przez Ziobrę odzyskała już swoje poprzednie stanowiska. Była to decyzja p.o. prokuratora Jacka Bilewicza. Zrehabilitowano prawie wszystkich wyrzuconych z prokuratury generalnej i część prokuratorów wyrzuconych z prokuratur apelacyjnych. Poprzednie stanowiska odzyskali m.in. Marzena Kowalska, Katarzyna Szeska, czy Bogdan Olewiński z Rzeszowa.

Ten ostatni został zdegradowany za to, że miał odwagę oskarżyć byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego za prowokację wobec szefa Samoobrony Andrzeja Leppera, czyli tzw. aferę gruntową. Status prokuratora krajowego ma od niedawna Jacek Bilewicz oraz Dariusz Korneluk, nowy prokurator krajowy (też był zdegradowany z prokuratury apelacyjnej do prokuratury rejonowej).

Stołeczny prokurator Jarosław Onyszczuk – stoi po lewej – na razie jako jedyny nieprawomocnie wygrał proces o degradację. Tu w roli obrońcy ściganego dyscyplinarnie byłego szefa Lex Super Omnia Krzysztofa Parchimowicza. On też złożył pozew za degradację. Fot. Mariusz Jałoszewski.

Bilewicz żąda odszkodowania, sąd oddala pozew

Jacek Bilewicz pozew za degradację złożył w 2019 roku. Zażądał 76 tysięcy złotych odszkodowania za dyskryminacyjne ukształtowanie stosunku pracy i nierówne traktowanie. Pozwał Skarb Państwa – prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę, Prokuraturę Krajową reprezentowaną wówczas przez Bogdana Święczkowskiego (obecnie sędzia TK Przyłębskiej) i Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga, do której go zdegradowano.

Proces początkowo prowadziło 3 sędziów z wydziału pracy Sądu Okręgowego w Warszawie. Ostatecznie we wrześniu 2021 roku skończył go sędzia Rafał Młyński. Na taką zmianę składu pozwoliła ustawa antycovidowa, uchwalona przez PiS. Młyński wydał wyrok na posiedzeniu niejawnym, bez udziału stron. Na to też pozwalała ustawa antycovidowa.

Sąd okręgowy oddalił pozew Bilewicza głównie z powodów formalnych. Uznał, że źle oznaczył pozwanych i że jego roszczenie się przedawniło. Sąd uznał, że pracodawcą Bilewicza w momencie degradacji była Prokuratura Krajowa, do której był przyporządkowany po likwidacji prokuratury generalnej. Bilewicz wskazał ją w pozwie. Jednak w trakcie procesu sąd wezwał go do określenia, kogo pozywa.

Wtedy Bilewicz doprecyzował, że Skarb Państwa – Prokuraturę Krajową. Sąd na tej podstawie uznał, że dopiero w trakcie procesu prawidłowo oznaczył pozwanego pracodawcę. Zrobił to więc za późno, bo sprawa się już przedawniła. Tymczasem od samego początku Bilewicz wskazywał jako pozwaną Prokuraturę Krajową – reprezentowaną przez Bogdana Święczkowskiego.

Sąd okręgowy orzekł ponadto, że roszczenie Bilewicza jest niezasadne, bo zmiana struktury prokuratury, która umożliwiła czystki personalne, była zmianą ustrojową i Ziobro miał prawo do decyzji degradacyjnych. Decyzję ws. Bilewicza uznał za legalną, gdyż nowe kierownictwo prokuratury nie miało dla niego miejsca w prokuraturze krajowej. Sąd uznał jeszcze, że Bilewicz nie wykazał, że doszło do dyskryminacji i nierównego traktowania.

Prokurator odwołał się do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Tu sprawą też zajął się 3-osobowy skład orzekający. Przed wyborami był on już gotowy do wydania wyroku, ale ogłoszenie orzeczenia odkładano. A potem jeszcze raz otworzono przewód sądowy. Prawomocny wyrok wydano dopiero teraz.

Prokurator Małgorzata Ułaszonek-Grzelak była pełnomocniczką Prokuratury Krajowej ws. Bilewicza. Po upadku władzy PiS nie reprezentuje już prokuratury. Fot. Mariusz Jałoszewski

Sąd apelacyjny: Sprawa degradacji Bilewicza się nie przedawniła

I 27 marca 2024 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił wyrok sądu I instancji i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Ustne uzasadnienie wyroku ogłosiła sędzia Ewa Stryczyńska. Na jego ogłoszeniu był Jacek Bilewicz.

Sąd jego apelację uznał za zasadną. Orzekł, że sąd okręgowy nie rozpoznał istoty sprawy i bezzasadnie przyjął, że sprawa się przedawniła. Sąd apelacyjny uznał, że Bilewicz od początku wskazywał, że pozywa Prokuraturę Krajową. Z tego powodu nie ma też przedawnienia.

Jego błędem było tylko to, że napisał, że jest ona reprezentowana przez Bogdana Święczkowskiego. Nie był to jednak błąd dyskwalifikujący. Sąd podkreślał, że wówczas były wątpliwości, czy prokurator może się odwołać od decyzji o degradacji i do kogo. Rozwiał je dopiero ETPCz i SN uznając, że przysługuje tu droga sądowa.

Sąd apelacyjny odniósł się też do innych zarzutów apelacji Bilewicza. Uznał, że wyrok można było wydać jednoosobowo na posiedzeniu niejawnym, bo pozwalała na to ustawa antycovidowa. Choć uchybieniem jest to, że sąd okręgowy formalnie nie zakończył rozprawy. Strony procesu mogły jednak złożyć swoje stanowisko na piśmie.

Sąd apelacyjny uznał też, że Prokuraturę Krajową mogła reprezentować prokurator Małgorzata Ułaszonek-Grzelak, która była delegowana do pracy w niej (jej pracodawcą była Prokuratura Okręgowa w Warszawie). Sąd przyjął, że przełożonym prokuratorów jest prokurator generalny i może wyznaczać prokuratorów do obsługi prokuratury w sądach.

Sąd apelacyjny uznał jednak zarzut apelacji Bilewicza, że sąd okręgowy nie odniósł się do zasadności jego roszczeń i do tego, czy degradacja miała charakter dyskryminacyjny i nierównego traktowania w pracy. Sąd okręgowy przyjął tylko, że prokurator generalny mógł degradować, bo pozwalała mu na to ustawa o prokuratorze. I, że roszczenie się przedawniło.

Jacek Bilewicz był zadowolony z wyroku sądu apelacyjnego. Mówił po jego ogłoszeniu OKO.press: „Sąd apelacyjny przesądził, że dobrze wskazałem pozwanego i że moje roszczenie się nie przedawniło. Sąd wskazał też, że sąd okręgowy nie odniósł się do moich zarzutów i nie rozpoznał moich dowodów. Ustalenie tego zajęło 5 lat”.

Sędzia Sądu Apelacyjnego Ewa Stryczyńska. Była przewodniczącą 3-osobowego składu orzekającego ws. apelacji Bilewicza. Fot. Mariusz Jałoszewski.
;

Udostępnij:

Mariusz Jałoszewski

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.

Komentarze