0:00
Prawa autorskie: AFPAFP
12 sierpnia 2022

Wypadek pielgrzymki do Medjugorie. PiS i TVP wychodzą z siebie. 5 wykresów tłumaczy ich reakcję

Dlaczego władza okazuje tak ostentacyjną troskę o ofiary wypadku autokaru w Chorwacji? Dlaczego TVP robi z niego tygodniowy spektakl? Dlaczego poszkodowani z trzech miejscowości są tak ważni dla władzy? Zaglądamy do wyników wyborów i do sondaży religijności. Tam jest odpowiedź

Wydrukuj

Relacja w TVP Info z transportu osób poszkodowanych w wypadku autokaru pielgrzymów do Medjugorie porównywalna była do transmisji z lądowania Air Force One Donalda Trumpa w 2017 roku. Stacji udało się osiągnąć tragikomiczny efekt ekscytacji wywołanej tym, że wojskowa Casa wystartowała z wojskowego Okęcia w Warszawie, a potem wylądowała w Zagrzebiu i znowu zaraz wystartuje, już startuje, wystartowała, leci (relacja z Zagrzebia), a potem już się zbliża, zaraz wyląduje, ląduje (znowu z Warszawy).

To tylko jeden odcinek serialu bezprecedensowych reakcji władzy i wspierającego ją medium na ten okropny wypadek, który został podniesiony do rangi narodowej tragedii i spektaklu pomocy władz. Premier Morawiecki natychmiast uczynił z tego sprawę najwyższej państwowej wagi: "Na moje polecenie do Chorwacji udaje się minister zdrowia Adam Niedzielski, wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz, a także medycy i psychologowie" - mówił w dniu wypadku, w sobotę 6 sierpnia. Oficjele okazywali zatroskanie, minister Niedzielski dzielił się swoimi odczuciami. Odbyły się liczne konferencje prasowe.

TVP Info uruchomiło relację na żywo. Temat wypadku przykrył wszystkie inne wydarzenia, z wyjątkiem oczywiście serialu o Tusku, ale ta obsesja polityczna jest poza wszelką konkurencją. Z rozpędu TVP Info zrobiła dużego newsa (z czterema zdjęciami) pt. "Tragiczny wypadek samochodowy. Nie żyją dwie siostry zakonne, seminarzysta i parafianin" (wypadek wydarzył się w Peru).

Wyjaśniamy reakcję władz nie po to, by umniejszać tragedię pielgrzymów, którzy zaufali firmie "U brata Józefa", ale by pokazać działanie systemu władzy-wiedzy, czyli zarządzania świadomością zbiorową w sytuacji kryzysu politycznego, jakim był wypadek z takimi właśnie ofiarami.

Nawiasem mówiąc, firmę prowadzi nie "brat Józef" lecz Jarosław [Miłkowski], który na dodatek tłumaczył się w czwartek 10 sierpnia: "nie organizowałem wyjazdu do Medziugorie, pielgrzymka była organizowana przez siostrę zakonną". Tak czy owak, firma działała bez wymaganego prawnie wpisu do rejestru organizatorów turystyki.

Niesprawiedliwy ranking śmierci w wypadkach

Trzeba dodać, że tragiczny finał pielgrzymki skupił uwagę nie tylko tzw. mediów publicznych. W kwestiach wypadków obowiązują bowiem, nie tylko w Polsce, zasady, które nie są sprawiedliwe z punktu widzenia ofiar i — nazywając to po imieniu — różnicują "medialną wartość" ludzkiej śmierci.

Po pierwsze, liczy się narodowość ofiar. Polacy i Polki mają oczywiste pierwszeństwo. Działa tu zasada bliskości między ofiarą a odbiorcą medium. Poza identyfikacją narodową liczy się także lokalna, która sprawia, że śmierć motorzysty w Redłowie jest ważniejszym newsem dla mieszkanki tej gdyńskiej dzielnicy niż dla osób z Tarnowa (i będzie eksponowana w lokalnych mediach).

Obowiązuje tu także — paskudna moralnie — hierarchia cywilizacyjna, która sprawia, że sześć ofiar katastrofy słynnej linii Amtrack pod Bostonem to "medialnie więcej" niż 40 ofiar wypadku kolejowego pod Suratem w zachodnich Indiach. To także ma związek z identyfikacją i aspiracjami odbiorców.

Po trzecie, liczy się miejsce katastrofy. Każda śmierć Polaka czy Polki za granicą ma większą "wartość medialną" niż w kraju, bo wzbudza jakiś rodzaj narodowej solidarności z rodakami czy rodaczkami, który zginęli na obczyźnie, zwłaszcza jeżeli jest podejrzenie, że jakaś część winy może spoczywać na osobie czy instytucji zagranicznej. Tutaj nie wchodzi to w grę. "Współpraca polsko-chorwacka przebiega na bardzo wysokim poziomie" - opowiadała reporterka TVP.

Po czwarte, wielkość wypadku, czyli kumulacja ofiar. Liczba ofiar śmiertelnych wśród pielgrzymów - 12 osób (w tym obaj kierowcy) - sama w sobie nie robi wrażenia na tzw. szerszym tle, bo odpowiada liczbie ofiar wypadków dwóch statystycznych dni na terenie Polski. Rannych i ciężko rannych jest znacznie mniej niż statystycznego dnia na polskich drogach.

Jak informuje Policja, w 2021 roku w 22 816 wypadkach drogowych:

  • śmierć poniosło 2245 osób, co oznacza 43 osoby tygodniowo i 6 osób dziennie;
  • rannych zostało 26 415 osób, czyli 508 osób tygodniowo i 73 dziennie;
  • w tym ciężko rannych 8 276 osób, czyli 159 tygodniowo i 23 dziennie.

Wreszcie, szczególną "atrakcyjność" (w sensie moc przyciągania uwagi) mają wypadki związane z wydarzeniami religijnymi. Skłaniają one, zwłaszcza osoby wierzące, do stawiania — w strywializowanej formie — tzw. problemu teodycei: jak pogodzić istnienie wszechmocnego Boga ze śmiercią ludzi, którzy — jak w tym przypadku — jechali się do Niego pomodlić.

Reakcja Prymasa Polski jest głosem rytualnej zgody na niezbadane decyzje Opatrzności:

Mieszkańcy Polski regionalnej, głosującej na PiS

Jak podał rzecznik MSZ, wśród uczestniczek i uczestników wypadku były "osoby z okolic Sokołowa, Konina i Jedlni". Chodzi o Sokołów Podlaski i gminę Jedlnia pod Radomiem.

Miejsce zamieszkania pielgrzymów znamy tylko w przybliżeniu, bo były to "osoby z okolic" Konina (ok. 70 tys. mieszkańców) oraz dwóch mniejszych miejscowości Sokołowa Podlaskiego (18 tys.) i Jedlni (w całej gminie 13 tys. mieszkańców).

Jak wiadomo z sondaży, taki profil sprzyja głosowaniu na PiS. Sprawdziliśmy wyniki wyborów 2019 roku.

Jak podała PKW, w Koninie (okręg 37) w wyborach do Sejmu w 2019 roku wygrywał PiS z poparciem 47.3 proc. (prawdopodobnie "w okolicy" było ono wyższe niż w samym mieście):

W Sokołowie Podlaskim przewaga PiS była wręcz ogromna, czterokrotna nad drugim w kolejności PSL:

W gminie Jedlnia podobnie, PiS wypadł z kolei cztery razy lepiej niż druga KO:

Osoby bardziej religijne, najwierniejszy elektorat PiS

Można przyjąć z niewielkim ryzykiem błędu, że uczestniczkami i uczestnikami pielgrzymki były osoby silnie wierzące, wśród nich osoby duchowne. Wiadomo, że ofiarą wypadku był ks. Grzegorz Radziszewski, kapelan obwodu płockiego ZHR ("Odszedł na wieczną wartę" - pisała wp), ranne zostały dwie siostry zakonne pracujące w przedszkolu Sióstr Nazaretanek im. Jana Pawła II w Łukowie, a także siostra zakonna z Jedlni.

Jak pokazują sondaże, osoby mocniej wierzące stanowią najtwardszy elektorat Prawa i Sprawiedliwości. W swoim programie wyborczym partia stwierdza, że "Kościół katolicki jest depozytariuszem i głosicielem powszechnie znanej w Polsce nauki moralnej. Nie ma ona w szerszym społecznym zakresie żadnej konkurencji, dlatego też w pełni jest uprawnione twierdzenie, że w Polsce nauce moralnej Kościoła można przeciwstawić tylko nihilizm”. Ta deklaracja obowiązuje, nawet jeśli coraz bardziej rozmija się z postawami Polek i Polaków. Szczególnie mocno filar katolicyzmu obecny jest w wystąpieniach Jarosława Kaczyńskiego.

Analizując lipcowe (2022) badania CBOS, pokazywaliśmy, że ocena rządu PiS jest silnie powiązana z religijnością osób badanych. CBOS stosował tu trzy stopniową skalę:

  • osoby regularnie praktykujące (w ten sposób określiło się 23 proc. badanych);
  • nieregularnie praktykujące (52 proc.);
  • niepraktykujące (24 proc.).

W sondażu Ipsos zastosowaliśmy bardziej rozbudowaną, pięciostopniową kafeterię uczestnictwa w praktykach religijnych: od "kilka razy w tygodniu" (co oznacza postawę dewocyjną) aż po "wcale". Poparcie dla pięciu największych partii pokazuje wyraźnie, że PiS może przede wszystkim liczyć na osoby silnie wierzące.

W sondażu Ipsos osób dewocyjnie praktykujących było tylko 5 proc., regularnie - 38 proc. (w tym 26 proc. co tydzień, a 12 proc. 1-2 razy na miesiąc), a 55 proc. deklarowało praktycznie nieobecność w Kościele - w tym niepraktykujących wcale było 29 proc. a kilka razy do roku - 26 proc.

Propaganda nie pyta o przyczyny

Media publiczne skupiają uwagę na reakcjach władz i akcji pomocy ofiarom wypadku. Same osoby poszkodowane raczej nie zabierają głosu. TVP przekazuje oczywiście doniesienia o ustaleniach prokuratury czy policji, ale nie sięga głębiej. Taką próbę podjęła Agata Kowalska w podkaście OKO.press "Powiększenie".

Już sam opis pielgrzymki daje do myślenia. Zebrali się w piątek, 5 sierpnia o 09:00 rano w Warszawie. Mieszkanki i mieszkańcy okolic Konina (220 km od Warszawy), Sokołowa (105 km) i podradomskiej Jedlni (120 km), prawdopodobnie wyruszyli z domu wczesnym świtem.

Trasa wiodła przez Częstochowę, tam msza, potem jazda w kierunku granicy, obiad w Mszanie i dalej już poza Polskę, na południe. Bez noclegów. Przystanki co trzy godziny. Na miejscu mieli być w sobotę, około 15:00.

Ale około 05:40 w sobotę już w Chorwacji, na prostym odcinku autostrady A4, między miejscowościami Jarek Bisaszki i Podvorec, autokar z 44 osobami na pokładzie zjechał nagle do rowu. Kierowca stracił panowanie nad kierownicą, autokar uderzył w betonowy przepust. Przednią część pojazdu złożyło jak harmonijkę.

Kowalska zwraca uwagę na niską cenę pielgrzymki.

Całość z sześcioma noclegami i posiłkami (po dwa dziennie), oraz 1530 km trasy kosztowała 1820 zł od osoby.

Rozmówca Agaty Kowalskiej, Piotr Rachwalski, zawodowy kierowca, prezes PKS Słupsk i autor bloga „Komunikacja zastępcza”, zwraca uwagę, że

"segment pielgrzymek wymaga niskich cen, bo targetem są ludzie starsi i ubożsi, a przecież zarobić chce i przewoźnik, i organizator".

Rachwalski przypuszcza, że w 11-letniej Setrze (młodej jak na Polskę, która ma najstarszy tabor autokarowy w UE — średnia 18 lat), nie było kosztownego wyposażenia, zabezpieczającego przed mimowolną zmianą pasa (stuknięcie w kolano lub opór, jaki stawia kierownica) czy zasypianiem kierowcy.

Kierowca miał 72 lata, co samo w sobie nie oznacza niczego złego. Wiele wskazuje jednak na to, że nie było trzeciego kierowcy (a wg eksperta powinien być). Nie jest też jasne, czy dwaj kierowcy, którzy wsiedli na granicy, byli odpowiednio wypoczęci (przespali noc w hotelu). Może zatem kierowca miał powody, by odczuwać senność.

Te pytania "Powiększenia" wymagają wyjaśnień.

Wiele wskazuje jednak, że starsi, niezbyt zamożni ludzie zapłacili wysoka cenę za uderzająco tanią realizację swoich religijnych potrzeb.

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne