0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Konrad Kozłowski / Agencja Wyborcza.plFot. Konrad Kozłowsk...

Na zdjęciu: Znicze w miejscu wypadku samochodowego, do którego doszło w rejonie mostu Dębnickiego w Krakowie w nocy z 14 na 15 lipca 2023. W wypadku zginęły cztery osoby.

Większość z nas zapewne słyszała o tym wydarzeniu. Pędzące przez centrum Krakowa renault megane przejeżdża przez aleję Krasickiego. Zwykle to arteria po trzy pasy w jedną stronę, ale akurat trwa remont, wyraźnie zaznaczony słupkami oddzielającymi pas dozwolonej jazdy od tych zamkniętych. Megane uderza w jeden z nich kilkanaście metrów przed miejscem, gdzie jezdnię w niedozwolony sposób chciał przekroczyć pieszy. Samochód wpada na przeciwległą jezdnię, być może próbując skręcić w lewo, w ulicę Zwierzyniecką. Zamiast tego przed wjazdem na Most Dębnicki wypada na Bulwar Czerwieński pod Wawelem. Tam uderza w mur oddzielający zieleń od pasa dla pieszych i rowerzystów.

Kierowcy i wszyscy pasażerowie, mężczyźni w wieku od 20 do 24 lat, zginęli na miejscu w zmiażdżonym, żółtym samochodzie.
View post on Twitter

Sprawca znany policji? Jego dossier to nie „informacja publiczna”

Krakowianie w mediach społecznościowych zauważają, że żółte auto przekraczające dozwoloną prędkość, było częstym widokiem na krakowskich ulicach. Wskazują też na fatalną historię zmodyfikowanego w celu zwiększenia osiągów samochodu w portalu Tablica-rejestracyjna.pl. Można tam anonimowo wskazać na pojazd, którego kierowca przekracza przepisy. Nie da się jednak na sto procent potwierdzić, że chodzi o to konkretne megane. Policja nie udostępniła numeru rejestracyjnego pojazdu. Nie wskazała też na dokładne personalia sprawcy wypadku, przekazując mediom jedynie, że chodzi o Patryka P. Nieco później okazało się, że chodzi o syna celebrytki Sylwii Peretti, co potwierdził jej manager. Krakowska „Wyborcza” wyliczyła, że

auto musiało pędzić z prędkością 163 km/h.

Czy żółty megane mógł wcześniej zniknąć z dróg?

Uprawnienia do prowadzenia pojazdów Patrykowi P. mogła odebrać policja, którą pytamy o sprawcę wypadku. „Dossier w kartotece ruchu drogowego danej osoby to nie jest informacja publiczna” – odpowiada OKO.press rzecznik Małopolskiej Policji Sebastian Gleń, zapytany o wcześniejsze przypadki złamania prawa przez Patryka P. Mimo że „znany policji” często pojawia się w komunikatach prasowych funkcjonariuszy, wraz z listą wykroczeń i przestępstw popełnionych przez zatrzymanych. Glenia zapytaliśmy również o statystyki kierowców zatrzymanych za znaczne przekroczenie jazdy w nocy. Policja nie prowadzi jednak statystyk godzinowych.

Policja nie chce drugiego „Froga”

Trudno jednak powiedzieć, by służby w ogóle nie interesowały się problemem brawurowej nocnej jazdy.

„Policja od czasów afery »Froga« wzięła się za problem i statystyki – przynajmniej te z okolic Krakowa – pokazują z jednej strony skalę zjawiska, a z drugiej, że na miarę możliwości policja walczy z piratami” – mówi nam Dominik Kasperski, ekspert polityki transportowej z Akcji Ratunkowej dla Krakowa, jednej z inicjatyw obywatelskich działających w mieście.

Wspomina w ten sposób sprawę kierowcy dokumentującego swoje wykroczenia i wrzucającego filmy z brawurowych przejazdów do internetu – podobnie zresztą jak Patryk P. O „Frogu” głośno zrobiło się po tym, jak w czasie 12-minutowego przejazdu popełnił ponad 100 wykroczeń. I tym „wyczynem” postanowił pochwalić się w sieci. Jego działalność zauważyły media, krytykujące funkcjonariuszy, którzy długo nie mogli zatrzymać drogowego przestępcy. Wreszcie sąd skazał go na 1,5 roku więzienia, ale „Frog” uciekł do Wielkiej Brytanii. Po ujęciu w Londynie trafił za kratki dopiero w zeszłym roku.

Policja dość często chwali się interwencjami wobec piratów drogowych wyjeżdżających na ulice w nocy. Chodzi między innymi o nielegalne wyścigi. Kierowcy często umawiają się na tak zwane „ćwierć mili”, a więc sprawdzenie możliwości swoich maszyn na dystansie równym 402 metrom prostej drogi. W takim wyścigu biorą udział dwa samochody zajmujące dwa sąsiadujące ze sobą pasy. Może to przypominać sceny z filmów serii „Szybcy i wściekli” czy gry „Need for speed”. Wokół zwykle gromadzi się liczna publiczność. Bywa, że uczestnicy przejazdów umawiają się w internecie na konkretną datę i godzinę, do ostatniej chwili nie wiadomo jednak, gdzie się pojawią.

Na Facebooku można znaleźć wiele grup i profili poświęconych nocnym przejazdom.

W większości od miesięcy są one nieaktywne, co może wskazywać na przenosiny kierowców organizujących nielegalne wyścigi na inne, bardziej dyskretne kanały komunikacji w internecie.

Gdy megane mknęło przez centrum, policja kontrolowała nielegalne wyścigi

Policja zwykle patroluje ulice wcześniej zgłaszane przez mieszkańców jako częste areny takich „zawodów”. Tak było na przykład 9 czerwca, gdy funkcjonariusze nałożyli na kierowców 43 mandaty w łącznej wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych, zatrzymali siedem dowodów rejestracyjnych i zatrzymali jednego kierowcę, który prowadził pod wpływem narkotyków.

Przeczytaj także:

Policjanci krakowskiej drogówki pełne ręce roboty mieli również w noc z 14 na 15 lipca. Gdy po centrum szalał Patryk P., funkcjonariusze interweniowali na przedmieściach, obrzeżach i w okolicach Krakowa. To tereny znacznie częściej wybierane przez uczestników nocnych rajdów.

„Przeprowadzono w sumie 46 kontroli, które zakończyły się 34 mandatami karnymi na łączną kwotę 16 200 zł. Zatrzymano 3 dowody rejestracyjne. W działaniach wzięło udział 15 patroli Policji – 31 policjantów” – informuje Małopolska Policja.

„Staramy się każdorazowo interweniować w miejscach, gdzie może dochodzić do organizacji nielegalnych wyścigów. W tym celu zbieramy informacje w możliwych źródłach. Pomocne są także zgłoszenia nadsyłane do nas przez mieszkańców” – czytamy w komunikacie funkcjonariuszy z Krakowa.

Przez pierwszych sześć miesięcy tego roku wojewódzka drogówka:

  • skontrolowała 36 zlotów posiadaczy szybkich aut, „które potencjalnie mogły przekształcić się w nielegalne wyścigi”;
  • funkcjonariusze zarejestrowali 762 wykroczenia, w tym 368 przekroczeń prędkości;
  • zatrzymali 12 praw jazdy i 74 dowody rejestracyjne;
  • 5 kierowców było pod wpływem alkoholu.

Podobne kontrole prowadziła w ostatnich tygodniach również drogówka z Wrocławia (zatrzymano 11 dowodów rejestracyjnych i dwa dokumenty prawa jazdy), śląskiej Poczesnej (400 skontrolowanych pojazdów, 72 mandaty na 24 tys. zł), czy Lublina (jeden z uczestników zarobił 33 punkty karne, odebranie „prawka” następuje po przekroczeniu 21).

Efektu mrożącego nie ma, nielegalne wyścigi zdarzają się często

To znaczące liczby, jednak czy takie interwencje są skuteczne?

Drogowi piraci i tak wyjeżdżają w miasto – wynika z informacji zebranych przez Akcję Ratunkową dla Krakowa od mieszkańców miasta. Aktywiści na Instagramie postanowili zapytać, na których ulicach najłatwiej natknąć się na drogowych przestępców.

Okazało się, że trudno wskazać dzielnice, gdzie nocnych wyścigów w ogóle nie ma.

Odpowiedzi najczęściej wskazywały na szerokie, proste arterie poza centrum miasta. Wśród nich pojawiła się jednak na przykład biegnąca przez Stare Miasto Starowiślna.

„Bezpieczeństwo na drogach mogłyby poprawić fotoradary, których w Krakowie jest zdecydowanie zbyt mało” – mówi nam Dominik Kasperski z Akcji Ratunkowej. W mieście są ustawione zaledwie trzy takie urządzenia, wszystkie na trzeciej obwodnicy, czyli ciągu dróg okalających obrzeża Krakowa. Dalej jest tylko czwarta obwodnica – czyli ta autostradowa i biegnąca w ciągu drogi S7.

„Zgodnie z prawem, żeby ustawić w danym miejscu fotoradar, Główny Inspektorat Transportu Drogowego musi działać w porozumieniu z zarządcą drogi (czyli z miastem) i policją. Fotoradary podnoszą zdecydowanie »próg wejścia« w wyścigi, ale naszym zdaniem to za mało. Nie postawimy fotoradaru na każdej ulicy, zresztą wystarczy zaklejenie tablicy napisem »para młoda« i po kłopocie” – mówi w rozmowie z nami aktywista.

Nielegalne wyścigi znikną jedynie po zaostrzeniu prawa

Według Kasperskiego zwykłe mandaty drogowe nic nie zmienią. Mrożący efekt miałyby jedynie drastyczne zmiany w prawie na niekorzyść drogowych piratów, w tym te umożliwiające odbieranie im samochodów.

„Uważamy, że przekroczenie prędkości powyżej 80 km/h w terenie zabudowanym powinno być przestępstwem, skutkującym przepadkiem samochodu. Podobnie powinno się wprowadzić znane z zachodu pojęcie »zabójstwa drogowego«” – mówi krakowianin.

Do tej pory konfiskata pojazdu grozi przede wszystkim kierowcom prowadzącym pod wpływem alkoholu. Chodzi o osoby z powyżej 1,5 promila alkoholu we krwi, kierowców powodujących wypadek w stanie nietrzeźwości (bez dolnego limitu promili) i zbiegów z miejsca zdarzenia po spowodowaniu wypadku (nawet trzeźwych). Przekroczenie prędkości – nawet znaczne – w polskim prawie to jedynie wykroczenie.

Niektóre z krajów Unii Europejskiej karzą nieprzepisowo jeżdżących kierowców o wiele bardziej surowo. Utrata pojazdu za jazdę powyżej limitu prędkości grozi w Austrii i Francji (za przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h) oraz Danii (za dwukrotne przekroczenie limitu o 50 km/h). Ponadto we Francji osoby powodujące wypadek śmiertelny pod wpływem substancji odurzających odpowiadają za zabójstwo – i właśnie tam funkcjonuje pojęcie „zabójstwa drogowego”.

Brak torów przyczyną tragedii? To błędna argumentacja

Wreszcie ulice może uspokajać ich przebudowa. Chodzi na przykład o budowę szykan na dłuższych ulicach, czy zawężanie ich do jednego pasa w jednym kierunku (szczególnie w miejscach z dużym zagęszczeniem przejść dla pieszych). To rozwiązania stosunkowo łatwe do wprowadzenia bliżej centralnych dzielnic miast. Trudniej w ten sposób poradzić sobie z problemami na zatłoczonych wylotówkach, gdzie często odbywają się nielegalne wyścigi.

Amatorzy szybkiej jazdy często narzekają na brak miejsc do legalnego przetestowania możliwości swoich maszyn. W Krakowie ten argument może wybrzmiewać z nieco większą mocą. Choć w stolicy Małopolski działa już jeden taki obiekt, miasto w końcu nie wybudowało ogólnodostępnego toru szkoleniowego, którego projekt zwyciężył w budżecie obywatelskim z 2014 roku. Trudno jednak zgodzić się z argumentacją osób, które tak usprawiedliwiają brawurową, nocną jazdę. W podobny sposób można uzasadnić potrzebę postrzelania z broni palnej w miejskiej przestrzeni tam, gdzie w okolicy brakuje otwartych strzelnic. W końcu obie te sytuacje stwarzają ogromne ryzyko dla zdrowia i życia.

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Przeczytaj także:

Komentarze