0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fotografia w domenie publicznejFotografia w domenie...

Krztusiec (dawna i potoczna nazwa „koklusz”) to ostra, zakaźna choroba układu oddechowego. Wywołuje ją pałeczka krztuśca Bordetella pertussis. Źródłem zakażenia jest chory człowiek. Drobnoustrój przenosi się drogą powietrzno-kropelkową.

Zakazić się chorobotwórczą bakterią jest bardzo łatwo. Jak podawał dr Paweł Grzesiowski podczas ostatniego webinarium Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa,

ryzyko przeniesienia zakażenia z domownika na nieszczepione niemowlę waha się od 74 do 96 proc.

Niebezpieczna toksyna

Pałeczka krztuśca należy bakterii tlenowych Gram-ujemnych [chodzi o barwienie metodą Grama, które pozwala zróżnicować te organizmy na 2 grupy o odmiennej budowie ściany komórkowej, a co za tym idzie fizjologii i podatności na leki przeciwbakteryjne].

Bakterie Gram-ujemne są o tyle niebezpieczne, że produkują specyficzne toksyny. „I to jest coś, czego się w przypadku krztuśca obawiamy. Szczególnie u najmłodszych dzieci” – zaznaczył Grzesiowski. „Toksyna krztuścowa ma niestety powinowactwo do tkanki nerwowej. Jest w stanie wywołać encefalopatię krztuścową, tj. zapalenie mózgu, jego uszkodzenie, które może być nieodwracalne w skutkach” – dodał lekarz.

Przeczytaj także:

3 miesiące choroby, 12 bezdechów

Przebieg choroby jest dość charakterystyczny. Bakterie krztuśca atakują nabłonek dróg oddechowych. Dochodzi do jego masywnego niszczenia, co skutkuje bardzo ciężkim, trudnym do powstrzymania kaszlem.

Choroba prowadzi do zaburzenia funkcji rzęsek nabłonka oddechowego, a to z kolei wywołuje tworzenie się dużych ilości śluzu, którego nie sposób odkrztusić. Dochodzi do intensywnej reakcji zapalnej, która może obejmować gardło, krtań, a także tchawicę i oskrzela. Część pacjentów rozwija zapalenie płuc.

Ataki kaszlu mogą kończyć się wymiotami. Czasem prowadzą do trwających kilkadziesiąt sekund bezdechów. Bywa, że od silnego kaszlu pękają żebra, przepona. Zdarzają się też pęknięcia krtani.

Jedna z osób biorąca udział w webinarium SHL tak wspominała swoją chorobę: „Przebyłam krztusiec w grudniu 2019 roku, zakaziłam się od pacjentki. Byłam chora przez 3 miesiące. Przeszłam ok. 12 bezdechów. Krtań leczyłam 2 miesiące, a pogotowie wiozło mnie na inhalacjach z adrenaliny. Zakaziłam córkę (7 lat od szczepienia), koleżankę, pielęgniarkę w poradni, mąż przetrwał. Przez 3 miesiące spałam z ambu [samorozprężalne worki wykorzystywane do resuscytacji pacjenta, który nie oddycha lub oddycha nieefektywnie] i adrenaliną przy łóżku.

Horror. Szczepmy się, mój apel do Państwa”.

Hodowla, PCR i przeciwciała

Jak wykryć czy choroba dróg oddechowych, na jaką zapadliśmy, to właśnie krztusiec?

Najlepiej byłoby wykonać badanie molekularne, czyli PCR wykrywające DNA Bordetella. To najczulsza, ale też stosunkowo rzadko używana metoda diagnostyczna.

Inną opcją jest wyhodowanie bakterii z materiału pobranego od pacjenta z nosogardła.

„To dość trudna hodowla i śmiem twierdzić, że nikt dziś w Polsce tego robi” – mówi OKO.press dr Agnieszka Sulikowska, mikrobiolożka, specjalistka w zakresie zakażeń.

„Sprawy nie ułatwia fakt, że pacjent często się zgłasza do lekarza dopiero wtedy, gdy utrzymuje się męczący kaszel, tymczasem w jego organizmie już dawno nie ma drobnoustroju, więc hodowla i tak by pewnie nic nie dała” – dodaje lekarka.

Pozostaje trzecia metoda – niebezpośrednia, czyli wykrywanie przeciwciał przeciwko bakterii krztuśca. I przeciwciała się oznacza. „Natomiast czy robi się to powszechnie, w przypadku każdego przewlekającego się gwałtownego kaszlu, tego nie wiem” – zaznacza dr Agnieszka Sulikowska.

Najprawdopodobniej więc oficjalne dane na temat częstości występowania krztuśca odbiegają mocno (in minus) od danych faktycznych.

Co istotne, liczba wykrytych przeciwciał nie koreluje z odpornością przeciwko chorobie – przekonywał podczas webinarium SHL dr Grzesiowski. Ani zachorowanie, ani szczepienie nie chroni trwale przed infekcją, ale szczepienie chroni przed ciężkim przebiegiem choroby.

Szczepienia podstawowe i uzupełniające

W leczeniu krztuśca największe znaczenie mają leki objawowe łagodzące kaszel i zmniejszające wymioty, uspokajające.

Warto pamiętać, że podawanie antybiotyku ma sens głównie na początku choroby. Jeśli pacjent kaszle już np. od 3 tygodni (a krztusiec bywa nazywany „100-dniowym kaszlem”), antybiotyk nie ma większego zastosowania.

I tu dochodzimy do istotnej kwestii, jaką w przypadku tej choroby jest szczepienie ochronne.

Szczepionki przeciw krztuścowi weszły do powszechnego użycia w roku 1950.

W Polsce od 1960 roku szczepi się dzieci skojarzonym preparatem DiTePer (zabezpieczającym przed 3 chorobami – krztuścem, błonicą i tężcem) w ramach obowiązkowych szczepień ochronnych.

Szczepienia podstawowe stosuje się w 2., 3-4., 5-6. i 16-18. miesiącu życia. A potem w 6. i 14. roku życia podaje się (nieco inne) szczepionki w ramach tzw. szczepień uzupełniających.

Dorośli się nie szczepią

Na tym kończy obowiązek korzystania ze szczepionek przeciw krztuścowi, ale ponieważ przeciwciała po chorobie czy szczepieniu utrzymują się przez 5-7 lat, zaleca się stosowanie dawek przypominających co 10 lat. Za szczepionki zalecane polskie państwo na ogół nie płaci. Na stronie https://szczepienia.pzh.gov.pl/szczepionki/krztusiec/?strona=6#szczepionki-przeciw-krztuscowi-w-programie-szczepien-ochronnych czytamy, iż

szczepienia osób dorosłych powinny odbywać się co 10 lat

(cena szczepionki dla dorosłych chroniącej przed krztuścem, tężcem i błonicą to 100-120 zł; potrzebna jest recepta).

Przyznam, że przeczytałem tę wiadomość ze zdziwieniem. Jako wieloletni propagator i zwolennik szczepień sądziłem, że w kwestii krztuśca cała historia kończy się w dzieciństwie. Dzięki temu tekstowi wiem, że powinienem jeszcze takie szczepienie przejść. Podejrzewam, że gros czytelników też o tym nie wie. Więc jeśli doczytaliście państwo do tego miejsca i nie szczepiliście się w ciągu ostatnich 10 lat, rozważcie to, proszę.

„Bardzo mało pacjentów dorosłych szczepi się przeciwko krztuścowi” – przyznaje w rozmowie z TVN dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, konsultantka krajowa w dziedziny medycyny rodzinnej.

„Kobiety w każdej ciąży powinny się szczepić przeciwko krztuścowi, tak żeby przekazać przeciwciała swoim świeżo narodzonym dzieciom” – tłumaczy z kolei dr hab. n. med. Ewelina Gowin z Wielkopolskiego Centrum Pediatrii.

Nic nadzwyczajnego

I na koniec pytanie: Czy ostatnie medialne doniesienia na temat wzrostów zachorowań na krztusiec powinny nas zaniepokoić?

Tak wygląda liczba zachorowań na krztusiec w Polsce w latach 2008-2022:

IMG_2344

Proszę zwrócić uwagę, że średnia roczna liczba zachorowań (uwaga, tylko tych potwierdzonych!) to ok. 2-3 tys.

Przez pierwsze 2,5 miesiąca 2020 roku liczba przypadków była bliska 500. W kolejnych latach zachorowań było wyraźnie mniej, by w tym roku powrócić do sytuacji sprzed 4 lat – 460 przypadków.

„Po okresie spadku różnych zakażeń przenoszonych drogą kropelkową, związanych z czasami pandemii, z lockdownem, izolacją, używaniem maseczek, teraz te choroby wracają” – mówi OKO.press dr Agnieszka Sulikowska.

A zatem nie wydaje się, by z krztuścem działo się coś nadzwyczajnego. Ważne jest to, co będzie dalej.

„Zobaczymy, czy zakażenia będą się stabilizować, czy rosnąć” – mówił podczas wspomnianego webinarium SHL dr Paweł Grzesiowski.

Zagrożenie epidemiczne w Czechach

Media zajmowały się ostatnio głównie sytuacją w Czechach. U naszego południowego sąsiada zanotowano bowiem od początku roku do 17 marca 3101 zachorowań (najczęściej wystąpiły one w grupie wiekowej 15-19 lat). To najwięcej od 1963 roku. Zdarzył się jeden zgon.

Czy to już epidemia? „Raczej rodzaj zagrożenia epidemicznego” – uważa Grzesiowski.

„Być może wzrosty te są spowodowane tym, że Czesi lepiej diagnozują krztusiec” – mówi dr Agnieszka Sulikowska. „W Polsce można by teraz np. mówić o epidemii RSV [syncytialny wirus oddechowy]. Ale to nie epidemia RSV, tylko pojawiły się łatwo dostępne testy combo, wykrywające COVID, grypę i RSV” – mówi lekarka. „W efekcie wykrywamy znacznie więcej zakażeń RSV niż dawniej”.

Czy jakieś inne choroby zakaźne niepokoją natomiast aktualnie naszych epidemiologów?

Obserwujemy lokalne wzrosty zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby typu A [czyli żółtaczkę pokarmową] – usłyszałem na webinarium. W niektórych miejscach w kraju organizowane są nawet szczepienia interwencyjne w tym kierunku.

A krztuścowi, o ile pamiętamy o szczepieniach co 10 lat, przyglądajmy się, ale nie panikujmy.

;

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze