0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plFot. Patryk Ogorzale...

Fundacja Vet-Alert musiała zamknąć charytatywny gabinet weterynaryjny na skutek decyzji Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Wojewódzki Sąd Administracyjny podtrzymał decyzję Izby. Wyrok ten nie utrzymał się jednak w NSA – 16 stycznia 2026 roku uwzględnił skargi kasacyjne Fundacji oraz Rzecznika Praw Obywatelskich i uchylił zaskarżony wyrok, przekazując sprawę Wojewódzkiemu Sądowi Administracyjnemu w Warszawie do ponownego rozpoznania.

To daje nadzieję zarówno fundacji, jak i niezamożnym opiekunom zwierząt.

„W ustnych motywach uzasadnienia sąd wskazał, że rozpoznanie sprawy było niewystarczające. Szereg argumentów – w tym natury konstytucyjnej, które były w sprawie podnoszone – nie został przez sąd wojewódzki w ogóle rozpoznany, a rozpoznania wymagał. To oznacza, że sprawa nie jest zakończona, a będzie miała swój dalszy ciąg przed sądem pierwszej instancji” – komentuje adwokat dr Maciej Kiełbowski, pełnomocnik Fundacji Vet-Alert.

Sprawa dotyczy bezpłatnego leczenia zwierząt. Okazuje się, że sama taka możliwość jest sprawą kontrowersyjną. O co w tym chodzi?

Kotka pani Marii wpadła pod samochód. Przeżyła, cierpiała bardzo, umarła dopiero na drugi dzień. „Pani, a za co miałabym ją leczyć?” – odpowiada pani Maria na pytanie, czemu nie poprosiła sąsiadów, żeby zawieźli ją ze zwierzakiem na weterynarza. To częsta wiejska rzeczywistość, a problemem jest nie tylko podejście do zwierząt, ale też koszty. Pani Maria utrzymuje się z mizernej emerytury i sprzedaży darów lasów oraz jajek. Ponad 1000 zł na leczenie zwierzęcia jest poza jej zasięgiem. Konsekwencje poniosła kotka.

Przeczytaj także:

Tysiące zwierząt w Polsce nie ma zapewnionej opieki weterynaryjnej. Powód? Nie zawsze jest zaniedbanie ze strony opiekunów. Czasem mimo najlepszych chęci opiekuna psa czy kota nie stać na jego leczenie.

Ceny usług weterynaryjnych systematycznie rosną, producenci podnoszą ceny leków dla psów i kotów. To prowadzi do sytuacji, w których osoby, które robią, co w ich mocy, by zapewnić jak najlepsze warunki swoim psom czy kotom, nie są w stanie opłacić kolejnych rachunków.

To setki, a niejednokrotnie tysiące złotych.

Nawet jeśli weterynarz idzie na rękę opiekunowi zwierzęcia i obniża ceny własnych usług, to i tak ceny specjalistycznych badań oraz lekarstw są dla wielu osób nie do przeskoczenia.

Weterynarze tłumaczą stałe wzrosty cen rosnącymi kosztami utrzymania gabinetów, drożejącymi lekami czy koniecznością zakupu specjalistycznych sprzętów. Niektórzy zgadzają się rozkładać rachunki za wykonywane usługi na raty. Dla części opiekunów nawet ratalne płatności stanowią jednak wyzwanie.

Polski system nie przewiduje weterynaryjnego odpowiednika Narodowego Funduszu Zdrowia. Na rynku dostępne są prywatne ubezpieczenia dla zwierząt, ale to ciągle niszowy rynek, a koszty takich polis nie są niskie. Zaś dostępność placówek współpracujących z ubezpieczycielami też ogranicza opiekunom zwierząt pole manewru.

Charytatywny gabinet weterynaryjny

Narastający od lat problem dostrzegła Fundacja Vet-Alert – działająca od ponad dekady organizacja niosąca pomoc znajdującym się w trudnej sytuacji zwierzętom i ich opiekunom.

Jeden z jej głównych, zapisanych w statucie celów to „niesienie pomocy zwierzętom (bezdomnym lub będącym pod opieką właścicieli w trudnej sytuacji materialnej) dotkniętym poważnymi, zagrażającymi życiu schorzeniami oraz zapewnienie dostępu do usług weterynaryjnych dla uboższych właścicieli zwierząt domowych i egzotycznych”.

Założenia te, przez pierwszych siedem lat działania Fundacja realizowała, prowadząc charytatywny gabinet weterynaryjny. Tu na wsparcie mogli liczyć osoby, które nie były w stanie opłacić – częściowo lub w pełni – leczenia swoich zwierzęcych przyjaciół.

Obecnie placówka nie funkcjonuje. Jej działalność została zawieszona ze względu na wykreślenie przez Zachodniopomorską Izbę Lekarsko-Weterynaryjną z rejestru zakładów leczniczych dla zwierząt. Powodem ma być nieprowadzenie przez Fundację Vet-Alert działalności gospodarczej.

Jak mówi członkini zarządu Fundacji Magdalena Manijak, lekarka weterynarii, specjalistka chirurgii weterynaryjnej po studiach podyplomowych z zarządzania praktyką weterynaryjną i MBA dla NGO, problemy zaczęły się, gdy w 2021 roku Vet-Alert przeniósł siedzibę ze śląskiego Będzina do Koszalina. W maju Fundacja zarejestrowała gabinet w Izbie, w sierpniu otrzymała pozwolenie na działalność w nowej lokalizacji.

W styczniu 2023 roku Prezes Zachodniopomorskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej zdecydował jednak o zamknięciu placówki. Kilka miesięcy później, w maju, decyzję miejscowej Izby podtrzymała Izba Krajowa.

Jak tłumaczy Witkor Katner, rzecznik prasowy Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej, zasady świadczenia usług weterynaryjnych określa ustawa z dnia 18 grudnia 2003 roku o zakładach leczniczych dla zwierząt. To ona stanowi, że świadczenie usług weterynaryjnych (obejmujących w szczególności właśnie leczenie zwierząt) możliwe jest wyłącznie w ramach prowadzenia działalności gospodarczej. Nie jest to zatem żaden „sprzeciw” Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej, a obowiązujący stan prawny. Wynika to również ze stanowiska Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a także orzeczenia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, od którego została złożona skarga kasacyjna do NSA.

Zapytałyśmy zatem resort rolnictwa o jego stanowisko. „Ponieważ MRiRW nie uczestniczy w postępowaniu przed NSA, nie zajmowaliśmy stanowiska w tej sprawie” – odpowiedział Wydział Medialny Biura Komunikacji resortu.

Wiktor Katner wyjaśnia, że art. 16 ust. 1 i art. 17 ust. 1 ustawy o zakładach leczniczych dla zwierząt jednoznacznie przesądzają, iż działalność zakładu leczniczego dla zwierząt to działalność gospodarcza regulowana. Zgodnie z art. 16 ust. 1 ustawy o zakładach leczniczych dla zwierząt prowadzenie zakładu leczniczego dla zwierząt jest działalnością regulowaną w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 6 marca 2018 roku – Prawo przedsiębiorców.

„Krajowa Izba Lekarsko-Weterynaryjna nie jest »przeciwna leczeniu zwierząt, których opiekunowie nie mają pieniędzy«. Ale cel ten musi być realizowany z poszanowaniem przepisów. Narracja, którą próbuje narzucić Vet-Alert, jest jednostronna. Z niejasnych przyczyn dezawuuje obowiązujący stan prawny i stwarza mylne wrażenie, iż mamy tutaj do czynienia z arbitralną decyzją organów Krajowej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej” – mówi Wiktor Katner.

Sądy administracje rozstrzygną problem, ale potrwa to długo

Założyciele Fundacji zaskarżyli uchwałę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Podkreślali, że wynikająca z celów statutowych działalność charytatywna nie jest tym samym co działalność gospodarcza.

W sprawę zaangażował się rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek. Po oddaleniu przez WSA skargi Fundacji wniósł on skargę kasacyjną, w której zauważył, że wyrok WSA obarczony jest licznymi wadami i powinien podlegać uchyleniu w całości.

Zdaniem RPO przyjęcie, że tylko podmiot prowadzący działalność gospodarczą wpisany do CEIDG lub rejestru przedsiębiorców KRS może prowadzić zakład leczniczy dla zwierząt, stoi w kontrze do innych przepisów ustawy. Chodzi zwłaszcza o te, które wprost przewidują, że zakład leczniczy dla zwierząt może być prowadzony także przez „jednostkę organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej”, która nie podlega wpisowi ani do CEIDG, ani do KRS (bo wpis do tych rejestrów wymaga osobowości prawnej).

RPO zauważył, że WSA pominął argumenty natury konstytucyjnej. Gdyby uznać prowadzenie działalności gospodarczej wpisanej do CEIDG lub KRS za niezbędny wymóg prowadzenia lecznicy, to byłoby to kryterium niespełniające konstytucyjnej zasady proporcjonalności ograniczenia wolności i praw.

Jak podkreślają Magdalena Manijak i prezes Fundacji Vet-Alert Dawid Karkocha, w rejestrach poszczególnych izb weterynaryjnych widnieją placówki lecznicze dla zwierząt nietworzone przez przedsiębiorców.

  • Przykładem jest prowadzony przez Miasto Poznań gabinet weterynaryjny w miejscowym schronisku.
  • Podobna placówka działa przy schronisku w Szczecinie.
  • A przy warszawskiej Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego Klinika Weterynaryjna Małych Zwierząt oraz Przychodnia Weterynaryjna Chorób Zwierząt Egzotycznych.

Adwokatka Katarzyna Topczewska, prawniczka świadcząca pomoc prawną m.in. organizacjom, których statutowym celem jest ochrona zwierząt, zapytana o zgodność charytatywnej działalności weterynaryjnej z przepisami, komentuje:

“W mojej ocenie nie ma takich przeszkód prawnych. Zgodnie art. 5 ust. 1 ustawy o zakładach leczniczych dla zwierząt, zakład taki może być prowadzony także przez »jednostkę organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej«, która nie podlega wpisowi ani do CEIDG, ani do KRS. Art. 1 ust. 2 ustawy jednoznacznie dopuszcza tworzenie i utrzymywanie zakładu leczniczego dla zwierząt w celach niezarobkowych.

Świetnym przykładem są tutaj uczelnie rolnicze, które prowadzą własne zakłady lecznicze, nie podlegają wpisowi do CEiDG ani do KRS i nie zawsze przecież prowadzą działalność zarobkową – niejednokrotnie wyłącznie dydaktyczną”.

Wykluczenie niezamożnych opiekunów

Magdalena Manijak zauważa, że ceny leczenia zwierząt w standardowych gabinetach weterynaryjnych rosną z roku na rok. W efekcie części osób – przede wszystkim starszych czy chorych – nie stać na leczenie zwierząt.

Tacy opiekunowie wybierają często między lekami czy niezbędnymi zabiegami dla psa albo kota a swoimi własnymi. Zdarza się, że nie mają środków nawet na pozornie nieskomplikowane procedury – o bardziej zaawansowanych przypadkach, wymagających operacji czy długotrwałego korzystania z farmakologii przypadkach nie wspominając.

Artykuł 20. Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii mówi: „Lekarz weterynarii, który nie może podjąć się leczenia lub musi odstąpić od leczenia chorego zwierzęcia, powinien wskazać właścicielowi lub opiekunowi zwierzęcia możliwości uzyskania pomocy u innego lekarza weterynarii”.

W przypadku wykreślenia z rejestru wszystkich gabinetów weterynaryjnych działających charytatywnie realizacja tego zapisu w niektórych przypadkach stanie się niemożliwa. Dojdzie do sytuacji, że opiekunów niebędących w stanie opłacić kosztownego leczenia, nie stać będzie – nawet po wypadkach – na skrócenie cierpienia zwierzęcia. Eutanazja i utylizacja zwłok również nie są darmowe.

Co więcej, uniemożliwianie prowadzenia charytatywnych gabinetów weterynaryjnych ma pośrednio wpływ także na bezdomność zwierząt i przepełnienie schronisk. Świadomi kosztów ewentualnego leczenia potencjalni opiekunowie nie decydują się bowiem na adopcję. I chociaż wiedzą, że byliby w stanie zapewnić psu czy kotu odpowiednią dawkę ruchu, schronienie czy – po prostu – miłość, to cenniki gabinetów weterynaryjnych sprawiają, że postanawiają nie brać na siebie tego ryzyka.

Weterynarka dodaje:

“Twierdzenie, że charytatywne gabinety psują rynek i stanowią konkurencję dla innych lecznic, ma takie podstawy, jak założenie, że noclegownie dla osób w kryzysie bezdomności czy jadłodajnie dla ubogich są konkurencją dla hoteli i restauracji.

A przecież ani noclegowni, ani jadłodajni – z oczywistych względów – nikt zamykać nie chce”.

Nie chodzi o prawo?

Mec. Katarzyna Topczewska komentuje: – “Ta sprawa to kolejny przykład utrudniania lekarzom weterynarii prowadzenia działalności pro bono przez samorząd weterynaryjny”.

Ekspertka zauważa, że to nie pierwsza tego typu sytuacja.

“Doskonałym przykładem jest nagonka prowadzona na lekarzy weterynarii, którzy biorą udział w akcjach bezpłatnego chipowania zwierząt w chipobusach.

“Odnoszę nieodparte wrażenie, że nie o prawo tu wcale chodzi, tylko o zakazanie prowadzenia działalności charytatywnej jako takiej. Jest to dla mnie, jako dla adwokata prowadzącego sprawy pro bono na rzecz zwierząt, kompletnie niezrozumiałe. Nie wyobrażam sobie, aby moja okręgowa rada adwokacka robiła mi z tego powodu problemy” – dodaje Katarzyna Topczewska.

Takie działania powinny być wręcz przez samorząd weterynaryjny promowane, bo wpływają na pozytywny wizerunek całego środowiska. A przede wszystkim – są podejmowane dla dobra zwierząt. To powinien być cel przyświecający działalności wszystkich lekarzy weterynarii i ich władz samorządowych”.

Na zdjęciu głównym – pies Bimber z Rzeszowa na spacerze po wycięciu guza. Fot. Patryk Ogorzałek/Agencja Wyborcza.pl

;
Regina Skibińska

Absolwentka prawa, z zawodu dziennikarka, przez wiele lat związana z „Rzeczpospolitą”. Trzykrotna laureatka konkursu dziennikarskiego Polskiej Izby Ubezpieczeń i laureatka Nagrody Dziennikarstwa Ekonomicznego Press Club Polska w 2023 r. Obecnie freelancerka, pisywała m.in. do „Gazety Wyborczej”, miesięcznika „National Geographic Traveler”, „Parkietu”, Obserwatora Finansowego i Prawo.pl. Po latach mieszkania w Warszawie osiadła z gromadką kotów na Podlasiu.

Na zdjęciu Oliwia Gęsiarz
Oliwia Gęsiarz

Absolwentka położnictwa, logopedka, pedagożka. Na co dzień marketing managerka OKO.press. Poza pracą propaguje położnictwo, w którym każda osoba ma prawo zakończyć swoją ciążę wtedy, kiedy chce i tak, jak chce.

Komentarze