24 kwietnia 2020

Za kłamstwa, narażanie życia obywateli, nękanie medyków. Lekarze oskarżają Szumowskiego i Radziwiłła

„Proszę o wszczęcie postępowania wobec kolegi Łukasza Szumowskiego...” - zaczyna się wniosek do Rzeczniczki Odpowiedzialności Zawodowej. Drugi podobny, dotyczy Konstantego Radziwiłła, również lekarza, a obecnie wojewody mazowieckiego. Medycy mają dość kłamstw - także o majowych wyborach, i nękania przez prokuraturę

"Kolega Konstanty Radziwiłł, wojewoda mazowiecki. Zarzuty? Narażanie pacjentów i personelu medycznego na zagrożenie życia i zdrowia, wielokrotne łamanie Kodeksu Etyki Lekarskiej".

"Kolega Łukasz Szumowski? Niedopełnienie obowiązków Ministra Zdrowia, narażanie pacjentów i personel medyczny na zagrożenie zdrowia i życia i łamanie Kodeksu Etyki Lekarskiej".

Porozumienie Chirurgów "SKALPEL" ruszyło z akcją wysyłania do Rzeczniczki Odpowiedzialności Zawodowej Naczelnej Izby Lekarskiej wniosków o wszczęcie postępowania wobec ministra i wojewody.

Lista przewin jest długa: od nieodpowiedzialnego popierania pomysłu wyborów korespondencyjnych w maju, kłamstwa dotyczące lekarzy i fałszowanie obrazu stanu epidemii w Polsce, po narażanie życia i zdrowia personelu i pacjentów DPS.

"To symboliczny gest sprzeciwu. Obecna sytuacja to wynik lat zaniedbań i ignorowania personelu medycznego, teraz próbuje się ją rozwiązać w najgorszym możliwym stylu " - mówi OKO.press Krzysztof Hałabuz - członek Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie i prezes Porozumienia Chirurgów "SKALPEL".

View post on Facebook

Wybory - świadome narażanie życia obywateli

Minister zdrowia, choć jest posłem wybranym z listy PiS, długo wydawał się przeciwnikiem zawziętych działań obecnej władzy nakierowanych na przeprowadzenie wyborów w maju za wszelką cenę,

Tradycyjne głosowanie w środku pandemii wydawało się zbyt ryzykownym postulatem, nawet jak na PiS. Stąd rząd wrzucił pomysł wyborów korespondencyjnych, jako bardziej bezpiecznych, i argumentował, że niebezpiecznie byłoby wyborów nie przeprowadzać.

O tym, że to bzdura, pisaliśmy już tutaj:

Wbrew oczekiwaniom lekarzy i epidemiologów, którzy alarmowali, że również o wyborach korespondencyjnych podczas epidemii nie może być mowy, Szumowski uznał, że są bezpieczne.

Zdaniem lekarzy, nie są. „Uważamy, że przeprowadzenie wyborów w trakcie epidemii - tuż przed jej szczytem to świadome tworzenie ryzyka i narażanie Polaków na zachorowanie na COVID-19” - mówiła w wywiadzie dla Rzeczpospolitej przewodnicząca Porozumienia SKALPEL, Katarzyna Pikulska.

Jakie jest zagrożenie?

„W wypadku głosowania korespondencyjnego mamy dwie drogi transmisji wirusa: podczas kontaktu wyborcy z listonoszem - trzeba założyć, że nie każdy będzie miał maseczkę i rękawiczki, a potem listonosza z komisją wyborczą i członków komisji z kartami. Dodajmy, że na papierze wirus jest w stanie przetrwać do kilku dni” - wyjaśnia Hałabuz.

Pikulska i Hałabuz nie wykluczają, że jeśli do wyborów korespondencyjnych dojdzie, lekarze wystosują wobec rządzących pozew zbiorowy, tak jak zrobili to lekarze we Francji.

Trzech lekarzy złożyło tam pozew przeciwko premierowi oraz minister zdrowia za świadome narażanie obywateli na zakażenie. Do akcji przyłączyło się już 600 medyków.

Zakłamany obraz epidemii

„Ze statystyk wynika, że szczyt zachorowań wciąż przed nami. Prawdopodobnie wypadnie za dwa, trzy tygodnie” - szacuje Hałabuz. Do właściwej oceny zagrożenia potrzebny jest jednak jasny obraz stanu epidemii w Polsce. Zdaniem medyków, informacji jest ciągle zbyt mało, a rządowe statystyki nie odzwierciedlają skali problemu, bo:

  • liczby zgonów mogą być zaniżane

„Była taka sytuacja w szpitalu MSWiA w Warszawie. Lekarze stwierdzili 30 zgonów, a tego samego dnia w oficjalnych statystykach podano 8” - mówi Hałabuz.

Przekłamanie do niedawna było systemowe. Z końcem marca pojawiły się wytyczne z ministerstwa dla lekarzy - koronawirusa jako przyczynę zgonu można wpisać dopiero jeśli u pacjenta zakażenie potwierdzono testem PCR. „Takie testy są mało dostępne, a ludzie umierają też w domach"- tłumaczy Hałabuz. „Więc nawet w przypadku śmierci pacjenta z pełnymi objawami i wynikami badań wskazującymi na koronawirusa w Polsce jako przyczynę zgonu wpisywano chorobę współistniejącą".

  • nie wiemy o wszystkich zakażeniach

„Choć liczba testów się zwiększa, wciąż jest ich relatywnie mało. To może się przekładać na zaniżone statystyki” - uważa dr. Hałabuz. „Musimy założyć, że chorych jest o wiele więcej".

Szumowski: Mało testów? Wina lekarzy

Z testami wiążę się też inna przewina ministra, której lekarze nie mogą mu wybaczyć. Minister wciąż zapewnia, że dostęp do testów jest zapewniony, a w Polsce możemy robić 20 tys. testów dziennie. Pytany o to, dlaczego w takim razie tylu się nie robi, odpowiedział, że nie wie i zasugerował, że to wina lekarzy, którzy nie kierują pacjentów na badania.

Dr Hałabuz uważa, że to bzdura, do tego bardzo dla lekarzy krzywdząca. „Nie znam lekarzy, którzy woleliby nie kierować na testy. Znam za to przypadki kiedy medycy nie mogą tego zrobić, bo w ich placówce nie ma takiej możliwości. Czasem brakowało nawet wymazówek do pobrania materiału" - mów doktor Hałabuz i zwraca uwagę, że problem pojawia się też na poziomie laboratoriów, które nie są w stanie przyjąć kolejnych próbek. „Zdarza się, że pobieramy wymazy, ale laboratorium ich nie przyjmuje, bo mają ich już za dużo, a diagnostów jest za mało".

W rozmowie z TOK FM lekarze zwracali też uwagę, że na zbyt małą liczbę robionych testów wpływa też to, że:

  • wytyczne GIS wciąż zakładają testowanie osób, które wykazują objawy albo wiadomo, że miały kontakt z osobą zakażoną, co nie pozwala wykrywać potencjalnie dużej grupy chorujących bezobjawowo;
  • na testy nie mogą kierować lekarze rodzinni, tylko szpitalni lub sanepid. A dostęp do nich jest utrudniony;
  • chociaż przybywa karetek i mobilnych punktów testowania, kieruje do nich wyłącznie sanepid, do którego trudno się dodzwonić.

Szumowski wciąż „nie wie” dlaczego się nie testuje, chociaż trochę ostrożniej wypowiada się na temat winy lekarzy. Próby zrzucania winy na personel medyczny robią się jednak coraz bardziej zuchwałe.

„Nonszalancja” medyków

W Polsce 17 proc. wszystkich przypadków koronawirusa wykryto u personelu medycznego. To jeden z najwyższych współczynników w Europie. Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska uznał, że lekarze sami są sobie winni, bo nie przestrzegają procedur. "Taka nonszalancja niektórych medyków, szczególnie tych starszych (...) Jak się okazuje, niestety personel medyczny w wielu wypadkach zaraził swoich pacjentów” - powiedział w Trójce.

To oskarżenie dodatkowo zbulwersowało lekarzy. „Wciąż są oddziały gdzie maski z odpowiednimi filtrami i kombinezony są całkowicie niedostępne. Kiedy wirus zaczynał się rozprzestrzeniać był jeszcze czas na przygotowania, ale wtedy mówiono nam, że żadnego zagrożenia nie ma"- mówi dr Hałabuz.

Ziobro zgłasza do prokuratury

Wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł w obliczu kryzysu w zakażonych DPS-ach gdzie działy się dantejskie sceny, a personel dyżurował w minimalnym składzie bez przerwy - wydał nakazy pracy. Tak się złożyło, że niektóre trafiły do samotnych matek wychowujących kilkumiesięczne dzieci i emerytowanych lekarzy w grupie największego ryzyka.

Jak można zachęcić personel do pracy w DPS-ach? Zdaniem Hałabuza tylko zapewniając środki ochronne, odpowiednie godziny pracy - nie więcej niż 8 godzin w pełnym stroju ochronnym i zachęcając odpowiednią do zagrożenia gratyfikacją.

Na taki pomysł nikt nie wpadł. Za niestawienie się na wezwanie, Radziwiłł karał grzywnami, a minister Ziobro zapowiedział wszczęcie wobec tych osób postępowania prokuratorskiego.

Hałabuz zwraca uwagę, że kryzys w DPS-ach tylko uwidocznił problem przepracowania personelu medycznego, który dotychczas łatał braki kadrowe.

„Nie bierzemy kolejnej pracy i kolejnej doby dyżuru, bo tak lubimy nie mieć czasu wolnego. Taki schemat pracy wykształcał się latami - inaczej szpitale nie miałyby obsady. Teraz kiedy ze względu na koronawirusa lekarze i pielęgniarki musieli zostać w jednym miejscu pracy, widać to wyraźnie".

Prokuratura powinna się raczej zająć wojewodą Radziwiłłem, który dopuścił do sytuacji, w której personel DPS-ów narażał życie i zdrowie pracując bez zabezpieczeń i w zbyt małym składzie - uważa dr Pikulska - i rządem, który doprowadził do obecnej sytuacji latami zaniedbań, niedofinansowania i ignorowaniem protestów pracowników służby zdrowia.

Udostępnij:

Marta K. Nowak

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne