Minister Zalewska wciąż ignoruje związkowy postulat 1000 zł podwyżki, dając w zamian kilka bonusów. Proponuje za to, by w przyszłości wysokość pensji nauczycieli uzależnić od sytuacji gospodarczej. To niezły pomysł, który pozwoliłby uniknąć degradacji ich zarobków na tle całej budżetówki - są już na minusie 1263 zł. Strajk w szkołach coraz bliżej

Impas to słowo, które najdelikatniej opisuje stan negocjacji między związkami zawodowymi a szefową MEN. 31 stycznia 2019 minister Anna Zalewska przedstawiła te same propozycje co przed tygodniem. W skrócie:

  • chce przyspieszyć o trzy miesiące 5 proc. podwyżkę obiecaną już w 2017 roku;
  • w dodatku nie pokazuje skąd weźmie dodatkowy miliard, by przyznać ją już we wrześniu 2018 (budżet przeszedł przez senat bez poprawek);
  • proponuje kilka drobnych dodatków (o tym więcej niżej) i pomoc w negocjacjach płacowych z samorządami (sic!).

Wszystkie te propozycje pozostają w rażącej dysproporcji do żądań związkowców z ZNP (1000 zł netto więcej dla każdego i każdej), a nawet z „Solidarności” (15 proc.).

Zalewska: nauczyciele jak gospodarka

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” (31 stycznia) Zalewska napomknęła, że konieczna jest przebudowa całego systemu wynagradzania nauczycieli. „Uważam, że trzeba na stałe wprowadzić przepis dotyczący podwyżek wynagrodzeń albo wręcz mechanizm uzależnienia pensji nauczycieli od sytuacji w gospodarce. Z określeniem, co będzie w przypadku niższego wzrostu gospodarczego”.

Minister chce w ten sposób odwrócić uwagę od postulatu związkowców, na który nie chce się zgodzić. Ale niezależnie od intencji zaproponowała ciekawy mechanizm waloryzacji nauczycielskich płac, który uczyniłby zarobki tej grupy zawodowej mniej podatnymi na arbitralne decyzje kolejnych rządów, w których zwykle pozycja ministra oświaty jest słaba.

Jak rosły wynagrodzenia nauczycieli?

Pensje nauczycieli były najbliżej średniej w gospodarce narodowej (412 zł różnicy) w 2012 roku – tuż po fali podwyżek z czasów rządu PO-PSL. W latach 2007-2012 pensje wzrosły w sumie o 35 proc. Potem nastąpił długi okres stagnacji. W 2016 roku luka płacowa między średnimi zarobkami w budżetówce a wynagrodzeniem nauczycieli wynosiła już 938 zł.

Wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela a średnia płaca w gospodarce narodowej

2007-2018*

Pensje nauczycieli drgnęły w 2017 roku – w drugim roku rządu PiS – gdy minister Anna Zalewska ogłosiła waloryzację płac w wysokości 1,3 proc., czyli 40 zł więcej do pensji dla nauczyciela dyplomowanego. W 2018 roku nauczyciele dostali dodatkowe 3,75 proc. w skali roku (5 proc. podwyżka przyznana w drugim kwartale roku).

W „budżetówce” wzrost był znacząco szybszy. Średnia w pierwszych trzech kwartałach roku 2018 wyniosła 4 573 zł brutto. Według danych GUS to wzrost o 6,9 proc. w stosunku do analogicznego okresu w 2017 roku. Liderem wzrostu są sektory górnictwa, budownictwa, a także najniżej wynagradzanych – pomocy społecznej i opieki zdrowotnej (ok. 9 proc.).  Za to najmniejszy wzrost odnotowano właśnie w edukacji (4,8 proc.). To dobitnie pokazuje, że podwyżki MEN nie dorównują wzrostowi wynagrodzeń w budżetówce, a z roku na rok pozycja płacowa nauczycieli zamiast rosnąć wraz z rosnącym uposażeniem, obniża się.

W 2018 roku luka wynosiła już 1263 zł.

1000 zł w górę przybliżyłoby do średniej jak nigdy…

Postulat związkowców – 1000 zł w górę – mógłby nadgonić tę lukę. Nauczyciele na najwyższym stopniu awansu zawodowego (dyplomowani) już po kwietniowej podwyżce 2018 r. zarabiali 3 317 zł brutto.Weźmiemy pod uwagę ich zarobki (bez dodatków), bo to największa grupa nauczycieli.

W gospodarce narodowej średnia płaca w trzecim kwartale 2018 r. (ostatnie dane GUS) wynosiła 4 580 zł. Gdyby postulat związkowców został spełniony, różnica między tymi dwoma parametrami wynosiłaby 263 zł i byłaby najniższa w historii.

Impas w negocjacjach

Minister Zalewska w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” mówiła, że rząd nie jest w stanie tak szybko nadrobić zaległości. Zamiast tego MEN konsekwentnie proponuje:

  • przyspieszenie już zaplanowanej podwyżki. Zgodnie z rządowym planem z września 2017 roku, kolejne 5 proc. rząd miał przyznać w styczniu 2019. Minister chce, by stało się to cztery miesiące wcześniej – we wrześniu 2019 roku;
  • wprowadzenie jednorazowego świadczenia dla stażystów: 1000 zł na start;
  • zwiększenie godzin do dyspozycji dyrektorów (według minister nauczyciele mieliby dzięki temu dostać pieniądze za dodatkowe zajęcia z budżetów samorządowych);
  • rozszerzenie dodatku za wyróżniającą się pracę dla wszystkich nauczycieli niezależnie od stopnia awansu zawodowego;
  • ustalenie stałego niezmiennego dodatku za wychowawstwo (obecnie średnia to 137 zł);
  • przywrócenie obowiązku corocznego uchwalania regulaminów wynagradzania nauczycieli i uzgadniania ich ze związkami zawodowymi zrzeszającymi nauczycieli (art. 30 Karty Nauczyciela).

Zalewska konsekwentnie obarcza odpowiedzialnością za wypłaty samorządy, bo to one „ustalają wysokość dodatków”. Związkowcy domagają się jednak uregulowania kwestii wynagrodzenia zasadniczego, a nie dodatków, a za to odpowiada rząd. W takiej sytuacji scenariusz ogólnopolskiego strajku w oświacie jest coraz bardziej realny.


"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Masz cynk?