0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Petros Karadjias / POOL / AFP)Petros Karadjias / P...

Z prof. Ahmetem Sözenem, politologiem, specjalistą relacji międzynarodowych, członkiem i założycielem licznych think thanków badających konflikt cypryjski, wieloletnim negocjatorem po stronie Turków cypryjskich (ang. Turkish Cypriots) oraz aktywistą pokojowym rozmawiamy o genezie konfliktu na Cyprze, szansach na jego rozwiązanie, nowym modelu rozumienia wieloletnich konfliktów, wpływie Turcji oraz Unii Europejskiej na sytuację w regionie oraz nauczkach płynących z Cypru dla innych regionów objętych konfliktem.

Kacper Max Lubiewski: O konflikcie na Cyprze zazwyczaj mówi się, że jest zamrożony, ale co to tak naprawdę znaczy? Jak wygląda sytuacja na miejscu?

Prof. Ahmet Sözen: Zacznijmy od krótkiego historycznego kontekstu. Cypr był najpierw częścią Imperium Osmańskiego od połowy XVI wieku aż do końca Drugiej Wojny Światowej, a następnie kolonią brytyjską do 1960 roku. Podstawowym pytaniem, gdy z wyspy wycofywali się Brytyjczycy, było, kto będzie rządził Cyprem i na jakich zasadach. Grecka społeczność popierała wtedy ideę enosis, czyli zjednoczenia z kontynentalną Grecją, a społeczność turecka – taksim, czyli podzielenie wyspy na dwa państwa. W momencie wycofania się Brytyjczyków nie udało się wprowadzić w życie żadnej z wizji i Cypryjczykom zaproponowano rozwiązanie jednopaństwowe: wspólną republikę dla obu grup etnicznych.

To państwo przetrwało zaledwie trzy lata, bo w grudniu 1963 r. wybuchły poważne zamieszki. Wszystko zaczęło się od śmierci dwóch Turków cypryjskich z rąk grecko-cypryjskich policjantów. W ciągu dwóch dni rozruchów zginęło 364 osób z tureckiej społeczności i 174 z greckiej; wysiedlono ponadto ok. 27 tysięcy Turków z ich domów oraz odebrano im stanowiska w państwowej administracji. W 1964 r. ONZ wysłało na Cypr siły pokojowe, ale nie zdały się one na wiele, bo dziesięć lat później dochodzi do zamachu stanu, w wyniku którego władzę przejął opowiadający za enosis Nikos Sampson. 5 dni później inwazję na Cypr przeprowadza Turcja, powołując się na potrzebę ochrony społeczności tureckiej.

Na zdj. prezydent Cypru, Nikos Christodulidis (z lewej); lider Turków cypryjskich, Tufan Erhurman (z prawej) i osobista wysłanniczka Sekretarza Generalnego ONZ ds. Cypru Maria Angela Holguin.

KML: To rozpoczyna podział Cypru na de facto dwa państwa.

AS: Dokładnie tak. W wyniku inwazji pod kontrolę Turcji trafiło 36 proc. wyspy i przesiedlono ponad 180 000 Greków cypryjskich oraz 50 000 Turków cypryjskich. Łącznie zginęło ok. 8 000 osób. Społeczność międzynarodowa postrzega północną część wyspy, jako tereny Republiki Cypru okupowane przez Turcję, lecz od 1983 r. mamy tak naprawdę do czynienia z dwoma państwami, choć Turecka Republika Cypru Północnego jest uznawana tylko przez Turcję.

Na wyspie mamy też dwie niezależne brytyjskie bazy wojskowe oraz tzw. Zieloną Linię patrolowaną przez siły pokojowe ONZ-u. Konsekwencje podziału Cypru na dwie części były najbardziej bolesne w pierwszych latach po wojnie: śmierć bliskich, utrata domu i trauma dotknęła prawie wszystkich Cypryjczyków. Od tego czasu minęło jednak ponad 50 lat, więc sytuacja wygląda dziś inaczej. Dla strony greckiej jest to głównie sprawa utraconego honoru narodowego oraz własności na północy, które zostały przejęte przez Turków.

Społeczność turecka żyje jednak dużo gorzej: mieszkamy w państwie nieuznanym prawie przez nikogo, więc nasze paszporty są nic nie warte.

Handel, międzynarodowe pożyczki, sport czy wymiana kulturowa – jesteśmy w dużej mierze odcięci od świata, choć część z nas jest w stanie starać się o cypryjski bądź turecki paszport.

KML: Dwie strony wielokrotnie negocjowały sposoby na możliwe zakończenie konfliktu.

AS: Negocjacje pokojowe rozpoczęły się jeszcze w latach 70., choć ostatnie z nich upadły w 2017 roku. Istotnym punktem w tej chronologii był tak zwany Plan Annana, autorstwa byłego Sekretarza Generalnego ONZ, z 2004 roku, który zakładał federację inspirowaną szwajcarskimi kantonami; 65 proc. Turków cypryjskich zagłosowało za, ale aż 76 proc. Greków cypryjskich przeciw.

Problemem od dłuższego czasu jest to, że strona grecka zdaje się fundamentalnie nie zgadzać na żadną propozycję podziału władzy ze społecznością turecką. Status quo jest dla nich przecież zdecydowanie lepszy, a na kompromisie mogą tylko stracić. Grecy cypryjscy mówią często, że turecka strona jest faworyzowana w międzynarodowych negocjacjach, bo jesteśmy małą społecznością i domagamy się więcej niż nam przysługuje. Turcy cypryjscy obawiają się jednak bycia zdominowanymi w zwyczajnym państwie unitarnym właśnie ze względu na swoją liczbę.

Przeczytaj także:

KML: Na ile konflikt cypryjski ma jeszcze w sobie elementy etniczne i ksenofobiczne? Czy może od pewnego czasu rozgrywa się tylko na poziomie polityki i dyplomacji?

AS: Dzięki Bogu, że nie jest już etniczny! Od 1974 r. nie doszło do żadnych znaczących starć między dwoma stronami, głównie ze względu na stacjonujące na wyspie siły tureckie i oenzetowskie. Do 2003 roku sytuacja tutaj była gorsza niż w Niemczech podczas Zimnej Wojny – przekroczenie Zielonej Linii było praktycznie niemożliwe, ale od tego czasu sytuacja jest dużo lepsza. Członkowie obu społeczności regularnie przekraczają granicę, idąc do pracy, na zakupy czy do restauracji. Panuje pewna atmosfera szacunku – nikt nie odważyłby się zaatakować dziś cywila z drugiej społeczności.

Ostatnie wydarzenia z Gazy, Ukrainy czy Sudanu sprawiły, że zacząłem myśleć o Cyprze nie tylko jako o przypadku zamrożonego konfliktu, ale też modelu jego rozwiązania. Co prawda nikt nigdy nie podpisał tutaj żadnej deklaracji pokoju, ale czy patrząc na Bliski Wschód, nie chcielibyśmy, żeby choć trochę przypominał Cypr? Nie chcę umniejszać wagi naszego konfliktu: na Cyprze nie ma pokoju i obie strony żyją z konsekwencjami przemocy strukturalnej. Cypr powinien jednak inspirować inne narody pogrążone w konflikcie.

KML: Niektórzy aktywiści i specjaliści stosunków międzynarodowych przecierają pewnie oczy ze zdumienia, czytając, że konflikt, który od 50 lat posunął się nieznacznie, może pomóc nam rozwiązać inne międzynarodowe spory.

AS: Model oparty na osobnych regionach zamieszkania, możliwości swobodnej podróży po całym terytorium, bliskich relacjach między społeczeństwem czy braku okupacji wojskowej to coś, co w naszym przypadku powstało zupełnie organicznie, lecz skutecznie zapobiega wybuchom przemocy. Dlaczego nie mógłby sprawdzić się też gdzie indziej?

Ważnym jest tutaj rozróżnienie na kilka rodzajów przemocy: mamy przemoc bezpośrednią, przemoc strukturalną i przemoc kulturową. Na Cyprze nie rozwiązaliśmy jeszcze tych dwóch ostatnich, bo nasz system utrzymuje w patowej sytuacji Turków cypryjskich i obie strony są wobec siebie do pewnego stopnia uprzedzone. Są jednak miejsca na naszej planecie, dla których priorytetem jest zatrzymanie przemocy bezpośredniej i tutaj faktycznie możemy być dobrym przykładem. Coraz więcej ekspertów kategoryzuje Cypr jako model przejściowy między otwartym konfliktem a pokojem. Sam jestem romantykiem i idealistą – całą swoją karierę spędziłem, pisząc o pokoju i pracując na jego rzecz. Ale obrazki z Gazy i z Ukrainy przypomniały mi, jak wiele już osiągnęliśmy i że bezpieczeństwo, w którym żyjemy, jest niezwykle cenne.

KML: Jeśli potraktujemy jednak Cypr jako trwający konflikt, to jakie kroki mogłyby podjąć obie strony, żeby doprowadzić do jego rozwiązania?

AS: Cypr jest o tyle ciekawym przykładem, że nasi przywódcy nigdy nie zaimplementowali poważnych środków budowania zaufania (ang. confidence building measures) – oprócz być może otwarcia Zielonej Linii. Cypryjczycy nie podjęli także żadnych znaczących wspólnych inicjatyw czy inwestycji. To w praktyce oznacza, że nie istnieje kultura współpracy między obiema społecznościami, a to moim zdaniem sprawia, że rozwiązanie federalne jest mało prawdopodobne.

Zanim zaczniemy myśleć o jakimkolwiek zjednoczeniu i wspólnym państwie, powinniśmy zwiększać poziom współpracy między naszymi przedsiębiorcami, edukatorami czy artystami. The sky is the limit! Szczególnie ważnym wydaje mi się współpraca w obszarze wspólnych wyzwań, jak zmiana klimatu i produkcja energii – jesteśmy małą wyspą, więc dlaczego nie powinniśmy np. wspólnie rozbudowywać odnawialne źródła energii? Musimy też koniecznie włączyć społeczeństwo obywatelskie w proces polityczny: negocjacje między obiema stronami są prawie zupełnie zamknięte dla wszystkich spoza świata polityki, co utrudnia tworzenie kreatywnych rozwiązań oraz budowanie legitymacji wśród społeczeństwa.

Rozwiązanie konfliktu na Cyprze będzie musiało mieć też komponent bezpieczeństwa: wielu Greków cypryjskich obawia się, że Turcja będzie mogła wpłynąć na życie całej wyspy, jeśli dojdzie do podziału lub ustanowienia federacji. To racjonalny argument, który także dotychczas nie został satysfakcjonująco zaadresowany przez stronę turecką.

KML: Zostańmy więc na chwilę przy Turcji: jaki wpływ ma sytuację na Cyprze? I jak do konfliktu cypryjskiego ma się jej postępująca autokratyzacja pod rządami Erdoğana?

AS: Nastawienie Turcji wobec konfliktu na Cyprze zmieniało się dosyć znacząco. Przez długi czas Turcja traktowała naszą społeczność po macoszemu, żeby potem intensywnie angażować się w nasze sprawy. Turcy przez większość czasu widzieli siebie, jako naszych patronów i obrońców – szczególnie gdy Grecy stanowczo opowiadali się za enosis. Po inwazji w 1974 turecki rząd sprowadziła też na Cypr ok. 120 000 osadników z Turcji kontynentalnej, których potomkowie stanowią dzisiaj połowę całego społeczeństwa Północnego Cypru.

Należy jednak podkreślić, że dzisiaj zdecydowana większość z nich identyfikuje się z wyspą, a nie macierzą.

Od 2017 roku Turcja jest dużo bardziej agresywna wobec Greków cypryjskich – obstaje przy podziale wyspy na dwa państwa, bo Erdoğan widzi w tym szansę na zwiększenie swoich wpływów na Bliskim Wschodzie.

Co ciekawe, Turcy cypryjscy są jednak zdecydowanie bardziej lewicowi, świeccy i pokojowo nastawieni niż tureckie społeczeństwo, więc wielki plan Erdogana może mu nie wyjść.

KML: Co z Unią Europejską? Czy Bruksela bardziej pomaga czy przeszkadza w rozwiązaniu konfliktu na Cyprze?

AS: Unia Europejska to ciekawy przypadek, bo oczywiście pomaga w mediacjach konfliktu, ale z drugiej strony złamała własne prawa, pozwalając Cyprowi dołączyć w swe szeregi, mimo nierozwiązanego konfliktu terytorialnego. Był to skutek interwencji Grecji, którą cypryjscy politycy szantażowali emocjonalnie, skarżąc się, że obiecano im enosis, a potem zostawiono ich na pastwę Turcji.

Grecja dziś nie jest już tak zainteresowana rozwiązaniem konfliktu na Cyprze jak kiedyś, a Unia nie chce rozzłościć Turcji zbytnim zaangażowaniem, więc Bruksela stopniowo wycofuje się z roli mediatora. Gdybym miał formułować jakieś rady, powiedziałbym, żeby Unia zwróciła się bezpośrednio ku rządowi Północnego Cypru; tylko oni mają legitymację wśród większości Turków cypryjskich, a organizacje samorządowe, z którym Bruksela woli współpracować, mają ogromny problem z korupcją.

KML: Dokąd zmierza konflikt na Cyprze? Czego możemy się spodziewać w następnych latach?

AS: Najprawdopodobniejszym wydaje się scenariusz, w którym brak rozwiązania konfliktu stanie się naszym konfliktem. Status quo jest wystarczająco wygodny dla obu stron, które obawiają się, że na procesie pokojowym mogą tylko stracić. Młodzi ludzie wiedzą bardzo niewiele na temat historii Cypru i wielkie idee mojego pokolenia, jak enosis czy taksim, nie przemawiają do nich.

Grupy skrajnie prawicowe także są niewielkie i nie udaje im się obudzić silnego nacjonalizmu po obu stronach. Nie sądzę, żebyśmy na Cyprze mogli kiedykolwiek osiągnąć sprawiedliwość w pełnym tego słowa znaczeniu, właśnie dlatego, że stało się tu tak wiele niesprawiedliwości. Rozwiązanie naszego konfliktu nigdy nie będzie opierało się na powrocie do jakiejś mitycznej przeszłości, a raczej na oddaniu części godności obu społecznościom. Najpierw jednak musimy doprowadzić do sytuacji, w której obie strony poczują, że dzięki pokojowi coś zyskają.

;
Na zdjęciu Kacper Max Lubiewski
Kacper Max Lubiewski

Autor publikacji „Smolanim - Leftists. Voices of the Israeli Left in a post-October 7th world", aktywista klimatyczny i pokojowy, student historii i socjologii na Uniwersytecie Humboldta.

Komentarze