Prawo i Sprawiedliwość dziś chwali się wynikami szczytu NATO w Warszawie, ale przegląd historii sprowadzania amerykańskich wojsk do Polski sugeruje raczej, że PiS do ostatniej obawiało się katastrofy. A bazy NATO w Polsce załatwili poprzednicy

Główny doradca Andrzeja Dudy ds. polityki zagranicznej udzielił obszernego wywiadu tygodnikowi „Do Rzeczy”, w którym podsumował pierwszy rok kadencji głowy państwa. Teza, że Polska powinna być wdzięczna Andrzejowi Dudzie za ustalenia lipcowego szczytu NATO pojawia się w wywiadzie aż trzykrotnie.


Nie byłoby sukcesu szczytu w Warszawie, gdyby nie sumiennie realizowana polityka cementowania państw środkowego wschodu Europy oraz przekonanie do naszych racji tych, dla których mogły być one odległe. To w ogromnej mierze zasługa prezydenta Dudy.

Krzysztof Szczerski, "Do Rzeczy" - 01/08/2016

fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. Prezydent Duda nie zdobył nic, czego nie było w 2014 roku.


Ponadto:

  • „Dzięki 12-miesięcznej pracy pan prezydent doprowadził do sytuacji, w której ten szczyt został uznany we wszystkich stolicach za historyczny”.
  • „Zapewniam, że przy innym wyniku wyborów prezydenckich rok temu rezultat szczytu w Warszawie byłby zupełnie inny, i to w gorszym kierunku”.

Teza Krzysztofa Szczerskiego jest fałszywa i sprzeczna z wcześniejszymi wypowiedziami – zarówno prezydenta Dudy jak i samego Szczerskiego.

Przynajmniej do końca 2015 roku PiS chciało bowiem, aby w Polsce były stałe bazy NATO. Nawoływanie do tego było częścią programu wyborczego Andrzeja Dudy. Pomysł upadł na początku 2016 roku.

Spór o to, w jaki sposób zwiększyć obecność sił NATO w Polsce zaczął się po kijowskim Majdanie w 2013-2014 i zwłaszcza po rosyjskiej agresji na Ukrainę i aneksji Krymu.

2014. Zanim Duda został kandydatem PiS na prezydenta

Pierwsza oficjalna zapowiedź wzmocnienia obecności wojskowej NATO padła w warszawskim  przemówieniu Baraka Obamy podczas obchodów 25. rocznicy wolnych wyborów w 1989 roku: „Polska nigdy nie będzie pozostawiona sama sobie. (…) Wczoraj ogłosiłem nową inicjatywę na rzecz umocnienia bezpieczeństwa naszych NATOwskich sojuszników i zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Będzie to oznaczać jeszcze większe przesunięcie sprzętu na potrzeby szybkiego reagowania w sytuacji kryzysowej; więcej ćwiczeń i szkoleń dla utrzymania gotowości naszych wojsk; dodatkowe siły amerykańskie – w powietrzu, na morzu i na lądzie, w tym również w Polsce”.



We wrześniu 2014 roku na szczycie w Newport zapadła decyzja, że w krajach Europy Wschodniej zostaną rozmieszczone siły NATO. Na rok przed objęciem przez Dudę urzędu prezydenta.

W deklaracji końcowej po Newport państwa NATO zapowiedziały powołanie pięciotysięcznych wojsk szybkiego reagowania, czyli tzw. „szpicy NATO”, oraz:

  • „ciągłą obecność w powietrzu, na lądzie i na morzu oraz znaczące ćwiczenia wojskowe we wschodniej części Sojuszu – obie na zasadzie rotacyjności” (punkt 7);
  •  “trwającą przez cały czas obecność odpowiednich elementów dowodzenia i kierowania, wraz ze środkami wsparcia, na terytoriach wschodnich sojuszników, z rotacyjnym udziałem ze strony sojuszników, skoncentrowaną na planowaniu i ćwiczeniu scenariuszy kolektywnej obrony (punkt 10)
  • ocenę postępu realizacji postanowień na kolejnym szczycie w Polsce w 2016 roku.

W październiku 2015 roku Polska i USA podpisały porozumienie o zlokalizowaniu w Polsce pięciu baz sprzętu armii amerykańskiej. Szefem MON był wówczas Tomasz Siemoniak – PiS rząd powstał dopiero miesiąc później.

2015. PiS w kampanii wyborczej krytykuje Newport

Sam Szczerski – w 2014 roku był eurodeputowanym Prawa i Sprawiedliwości – po szczycie NATO w Newport mówił o „szpicy”: „Te pięć tysięcy żołnierzy to symboliczna siła, która nie zmienia naszego statusu bezpieczeństwa”.

Szczerski za porażkę uznał to, że w komunikacie brak stwierdzenia, że nie obowiązuje już umowa NATO-Rosja o nierozmieszczaniu baz w krajach byłego bloku sowieckiego, oraz że NATO ma prawo do ustanowienia pełnoprawnych baz na terytorium środkowej Europy. „A nie rotacyjnie” – podkreślał.

Andrzej Duda w kampanii wyborczej – od lutego 2015 roku – dużo mówił o tzw. planie „Newport Plus”. Podczas debaty telewizyjnej z Bronisławem Komorowskim przekonywał: „Zanim dojdzie do szczytu NATO w Warszawie my powinniśmy się ubiegać o dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa w postaci twardej infrastruktury NATO w Polsce oraz baz, które powinny być w naszym kraju zlokalizowane.

To mogłyby być bazy polsko-amerykańskie” – mówił kandydat PiS, porównując Polskę do Niemiec, które były wschodnią granicą NATO przed dołączeniem Polski w 1997 roku.



2015. Prezydent Duda chce stałych baz

Po objęciu przez Andrzeja Dudę władzy w sierpniu 2015 roku minister Szczerski mówił, że ośrodek prezydencki daje sobie rok na zorganizowanie skutecznej ofensywy w celu sprowadzenia do Polski stałych baz NATO.

„Prezydent liczy, że szczyt NATO w Warszawie będzie szczytem patrzącym naprzód, a nie wstecz. Nie ma podsumować Newport, bo w Newport odpowiedź była właściwa, ale tymczasowa. To była szybka, doraźna reakcja NATO na zmianę sytuacji geopolitycznej. Szczyt w Warszawie ma dać odpowiedź trwałą i strategiczną. (…)

Modelem docelowym są pełnowymiarowe bazy NATO na terytorium środkowo-wschodniej Europy” – mówił w sierpniu 2015 roku Krzysztof Szczerski.

Także Duda mówił o stałych bazach NATO i „Newport Plus” w listopadzie 2015, podczas wizyty w Rumunii.

2016. Pałac zmienia zdanie. „Może być obecność rotacyjna”

Andrzej Duda zmienił stanowisko w lutym 2016 roku, gdy po Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium ogłosił, że koncepcja rotacyjności przestała mu przeszkadzać. Ograniczył się do stwierdzenia, że chciałby „zwiększenia obecności sił NATO w Europie środkowo-wschodniej i Polski”. Dodał też:

„Ta stała obecność nie musi polegać na stałych bazach, w których są stałe jednostki. To może być obecność o charakterze rotacyjnym, ale ta rotacja musi być na tyle intensywna, aby w praktyce oznaczała stałość”. Tym samym PiS wróciło do postanowień z Newport.

Między lutym a czerwcem 2016 politycy PiS i Pałacu Prezydenckiego nagle ograniczyli oczekiwania wobec lipcowego szczytu w Warszawie. Prasa sugerowała, że postanowienia szczytu w Newport są zagrożone. Negocjacyjna pozycja Polski osłabła po tym, jak PiS odrzucił przyjęcie uchodźców i podjął wojnę z Trybunałem Konstytucyjnym.

Ponadto uwaga świata przeniosła się ze z konfliktu Rosji z Ukrainą na Bliski Wschód, skąd przez Morze Śródziemne i Turcję do Europy zaczęły napływać  setki tysięcy uchodźców uciekających przed tzw. Państwem Islamskim.

W maju 2016 – czyli dwa miesiące przed szczytem w Warszawie – minister Szczerski nie tylko nie mówił już o stałych bazach NATO i Newport Plus, ale przygotowywał opinię publiczną na czarny scenariusz:  „Pan prezydent jeździ do wszystkich naszych sojuszników. Sytuacja jest bardzo trudna i musimy przekonywać sojuszników w NATO, żeby wsparli polskie bezpieczeństwo. Trwają bardzo trudne negocjacje, proszę nie myśleć, że to jest proste”.



2016. PiS wysyła Wojsko Polskie na wojnę z Daesh

W czerwcu PiS podjął decyzję o włączeniu się w walkę z Państwem Islamskim.  Decyzję Andrzej Duda podpisał 19 czerwca, dwa kontyngenty Wojska Polskiego zdążyły dotrzeć na Bliski Wschód 5 lipca, tuż przed szczytem. Ponadto cztery samoloty F16 i 150 żołnierzy oraz pracowników obsługi wykonuje misję rozpoznawczą Kuwejcie. 60 żołnierzy i personel – misję szkoleniową w Iraku. „Wojska specjalne będą zajmowały się szkoleniem milicji chrześcijańskich” – tłumaczy Bartłomiej Misiewicz, rzecznik MON.

2016. Szczyt NATO w Warszawie, czyli Newport plus południe

Postanowienia szczytu NATO w Warszawie nie idą ani o krok dalej niż to, co uzyskał w 2014 roku rząd Platformy Obywatelskiej i prezydent Bronisław Komorowski. W sprawach dotyczących Polski postanowiono:

  • rozmieścić na terenie Polski i państw bałtyckich – za zasadzie rotacyjnej – cztery grupy batalionowe;
  • powiększyć liczebność wojsk szybkiego reagowania NATO do 40 tys. żołnierzy. Mają być one zdolne w kilka dni znaleźć się na linii konfliktu na wschodniej lub południowej flance NATO;
  • uruchomić specjalny program dla Ukrainy. NATO ponownie potępiło agresję Rosji na Ukrainę i uznało aneksję Krymu za naruszenie zasady suwerenności państw.

Tymczasem minister Szczerski  twierdzi, że „dzięki 12-miesięcznej pracy pan prezydent doprowadził do sytuacji, w której ten szczyt został uznany we wszystkich stolicach za historyczny”. Z punktu widzenia Polski historyczny owszem, w tym sensie, że wszystko było wiadomo dwa lata przed szczytem.


Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press