0:00
Prawa autorskie: Krzysztof Cwik / Agencja GazetaKrzysztof Cwik / Age...
28 marca 2022

UOKiK bierze się za żarówkowe kłamstwo. Kara? Do 10 proc. rocznego obrotu Taurona, PGE i Enei

Pamiętacie jeszcze awanturę o dezinformującą kampanię z żarówkami? Akcji polskich spółek energetycznych przyjrzy się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Wydrukuj

Tuż przed pierwszym rozliczeniem w 2022 roku, spółki energetyczne rozesłały do odbiorców energii wiadomości, które miały wyjaśnić, dlaczego rachunki będą coraz wyższe. Rzekomy winny jest ten sam, co w przypadku słynnych już bilbordów z żarówką (które wciąż można zobaczyć w wielu miastach): Unia Europejska.

Tauron Sprzedaż, Enea i PGE Obrót wyliczyły "dokładnie", co składa się na rachunek odbiorcy w taryfie G, czyli dla gospodarstw domowych. W wiadomości, która trafiła do każdego klienta tych spółek, czytamy, że:

Mail rozsyłany przez spółki energetyczne

Kampania billboardowa Polskich Elektrowni skupia się nie na końcowym rachunku, ale na "kosztach produkcji energii". Aż 60 proc. tych kosztów mają stanowić "opłaty klimatyczne UE".

O tej manipulacji pisaliśmy w OKO.press kilkukrotnie:

20 proc., nie 60 proc.

Spółki węglowe próbowały wybrnąć z przekazu kampanii żarówkowej na billboardach, wyjaśniając, że przecież nie chodzi tu o wysokość finalnych rachunków, a o koszt produkcji energii. Maili wysyłanych do swoich klientów już w ten sposób tłumaczyć nie mogą.

Eksperci Forum Energii w odpowiedzi na dezinformację państwowych spółek przeprowadzili własne wyliczenia. Wynika z nich, że opłaty za emisje CO2 (czyli te "koszty polityki klimatycznej") stanowią nie 59, a ok. 20 proc. wysokości rachunku.

"Przeciętny konsument może odnieść wrażenie, że koszt uprawnień do emisji to rodzaj podatku nałożonego na odbiorców energii. Podczas gdy odzwierciedlają one raczej decyzje producenta energii, który wiedział przecież, że te uprawnienia będą drożały i nadejdzie moment, w którym przez trwanie przy węglu będzie produkował bardzo drogo, a mimo to nie dążył dostatecznie szybko do zwiększania produkcji z odnawialnych źródeł energii" - komentował wtedy Bartosz Kwiatkowski z Fundacji Frank Bold.

To właśnie ta fundacja złożyła zawiadomienie do UOKiK "o podejrzeniu stosowania praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów".

W lutym razem z Akcją Demokracją zachęcała, żeby podobne zawiadomienia złożyli odbiorcy energii. 23 lutego do delegatur w Krakowie, Wrocławiu, Katowicach, Poznaniu i Warszawie trafiły pierwsze pisma przygotowane przez aktywistów i prawników. Powstała nawet specjalna strona internetowa, gdzie wystarczy wpisać nazwę spółki, która wysłała nam maila z żarówką i uzupełnić swoje dane, żeby wysłać zawiadomienie do UOKiK.

Jak informuje Frank Bold, w ciągu miesiąca do UOKiK trafiło 2,7 tys. zawiadomień w tej sprawie.

10 proc. obrotów

"Jesteśmy przekonani, że spółki energetyczne nie powinny manipulować informacjami przekazywanymi klientom. Spółki miały czas, żeby przygotować się na to, że koszty będą rosły i dziś próbują zwalać winę na Unię Europejską" - mówił Bogumił Kolmasiak z Akcji Demokracji, który w lutym swoje zawiadomienie na Tauron złożył w delegaturze w Krakowie.

"Liczymy na to, że UOKiK nakaże spółkom zaprzestanie podawania nieprawdziwych informacji. Taka kara może wynieść nawet 10 proc. rocznych obrotów, więc konsekwencje mogą być naprawdę dotkliwe" - wyjaśniał.

Zawiadomienie ma trzy strony, a jego treść była szczegółowo konsultowana z prawnikami. Zwrócono w nim uwagę na dwie najważniejsze kwestie związane z żarówkową dezinformacją:

  • przekazanie odbiorcom energii elektrycznej informacji o podwyżce cen energii elektrycznej w sposób nieprawdziwy, nieprzejrzysty, niezrozumiały oraz wprowadzający w błąd (...)
  • nieprawdziwe wskazanie, że za 59 proc. ceny energii elektrycznej w taryfie G (dla gospodarstw domowych) odpowiada koszt uprawnień do emisji CO2, wynikający z Polityki Klimatycznej Unii Europejskiej.

"Przedsiębiorcy nie mogą kłamać. Nie wolno im też przedstawiać informacji niepełnej, która może prowadzić do niedoinformowania czy dezorientacji klienta. W kampanii polskich elektrowni doszło do wielu naruszeń zbiorowych praw konsumentów" - komentuje Bartosz Kwiatkowski z Franka Bolda.

EU ETS i rozwój Polski

W uzasadnieniu pisma czytamy, że spółki powinny "powiadomić odbiorców, w sposób przejrzysty i zrozumiały, o podwyżce cen lub stawek opłat za dostarczaną energię. Pojęcie przejrzystości i zrozumiałości było przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego, który wskazał, że »informacja powinna być zatem przedstawiona tak, aby przeciętny konsument zrozumiał przekaz, jaki informacja ze sobą niesie. Przeciętny konsument nie powinien mieć żadnych wątpliwości co do treści przedstawionej informacji, w tym także wątpliwości interpretacyjnych«".

Eksperci podkreślają w uzasadnieniu, że podwyżka cen energii jest związana przede wszystkim z cenami gazu, a nie z opłatą za emisje CO2. Jak wyjaśnialiśmy w OKO.press, wpływ na wysokość rachunków ma również wysokie zapotrzebowanie na energię po pandemicznym przestoju, rosnące ceny ropy naftowej i kurczące się zapasy węgla.

"Przedstawiona informacja jest nieprawdziwa i nierzetelna również dlatego, że Spółka nie wskazała w omawianej infografice, że:

• polityka klimatyczna Unii Europejskiej nie narzuca w żaden sposób procentowego udziału kosztów uprawnień do emisji CO2 w cenach energii; • powodem tak wysokiego udziału kosztów uprawnień do emisji CO2 w cenach hurtowych energii elektrycznej jest bezpośrednio związane z tym, że jej produkcja w Polsce jest oparta na paliwach kopalnych emitujących znaczne ilości CO2" - czytamy w uzasadnieniu.

Zyski z handlu emisjami

Aktywiści i prawnicy zaznaczają także, że EU ETS, czyli unijny system handlu uprawnieniami do emisji CO2, nie jest przeszkodą dla rozwoju Polski. Nasz kraj na tym systemie zyskuje - tylko w 2021 roku do budżetu trafiło z tego tytułu 25,5 mld zł.

Do akcji włączyła się również grupa Rodzice dla Klimatu, którzy złożyli swoje pisma do UOKiK. "Mamy prawo do rzetelnej informacji ws. kosztów prądu. Mamy prawo domagać się od spółek konkretnych planów dekarbonizacji i dostosowania do zobowiązań Porozumienia Paryskiego. I zachęcamy do tego wszystkich" - napisali na Twitterze.

W drugiej połowie lutego, kiedy do UOKiK trafiały pierwsze zawiadomienia w sprawie spółek węglowych, Młodzieżowy Strajk Klimatyczny "uhonorował" PGE, Eneę i Tauron nagrodę Złotego Wciskacza "za największy i najbardziej szkodliwy antyklimatyczny kit".

UOKiK chce wyjaśnień

Przez następne tygodnie z oczywistych względów sprawa żarówkowego kłamstwa ucichła. 23 marca Fundacja Frank Bold poinformowała jednak, że UOKiK zajmie się kampanią polskich spółek energetycznych.

"W pierwszej odpowiedzi na zawiadomienie od Frank Bold dotyczące praktyk Taurona, UOKiK poinformował, że nie podejmie działań w tej sprawie, ponieważ »informacje przekazane przez przedsiębiorcę mają charakter czysto polityczny, propagandowy, a nie komercyjny«. Jednak po kolejnej analizie urząd stwierdził, że przyjrzy się działaniom wszystkich spółek, które kierowały indywidualne komunikaty z żarówką do klientów (czyli wysyłały im maile lub pisma dołączane do rachunków za prąd) oraz że zwrócił się już do tych spółek z prośbą o wyjaśnienia w sprawie" - pisze Fundacja w swoim komunikacie.

"Prawdziwy problem z dezinformującymi wiadomościami do klientów polega na tym, że mają być one ponawiane przy okazji przesyłania klientom kolejnych rachunków" - komentuje Bartosz Kwiatkowski z Franka Bolda.

"Wielokrotne powtórzenie kłamstwa ugruntuje je w świadomości klientów. Natomiast UOKiK może zobowiązać przedsiębiorstwa do sprostowania i przekazania klientom prawdziwej informacji. I takiego działania się spodziewany, bo urząd komentując treść przekazów z żarówką napisał, iż »wiele wskazuje, że są nieprawdziwe«. Równie mocne stwierdzenia rzadko padają ze strony organów na takim etapie postępowania" – dodaje.

Kampania bilbordowa też pod lupą

Wcześniej Fundacja WWF Polska złożyła skargę do branżowego stowarzyszenia Rada Reklamy na kampanię bilbordową i internetową Polskich Elektrowni. Na której - przypomnijmy - znalazła się informacja, że za "60 proc. kosztów energii odpowiada polityka klimatyczna Unii Europejskiej".

WWF w zawiadomieniu podkreślał, że Polskie Elektrownie błędnie używają nazwy "opłata klimatyczna". Ten termin jest zarezerwowany dla opłaty nałożonej na przyjeżdżających do miejscowości uzdrowiskowych, a nie dla określenia kosztów wdrażania unijnej polityki klimatycznej. W piśmie do Rady organizacja zaznacza: "Komunikat reklamowy sugeruje, że zamierzonym efektem polityki klimatycznej Unii Europejskiej są wysokie rachunki za prąd. Nie jest to prawda".

W marcu Rada Reklamy przyznała rację Fundacji WWF. W opublikowanej 10 marca uchwale pisze o "łamaniu standardów rzetelnego przekazu reklamowego". Podkreśla, że mimo twierdzeń Towarzystwa Gospodarczego Polskie Elektrownie odpowiedzialnego za kampanię, nie jest to akcja edukacyjna.

"Kampania edukacyjna odznacza się przekazem neutralnym, obiektywnym oraz rzetelnym – mającym przy tym na celu edukowanie w zakresie tematów istotnych społecznie. W przedmiotowej sprawie doszło do skierowania przekazu wprowadzającego potencjalnych konsumentów w błąd – mając przy tym na celu pomniejszenie odpowiedzialności zaangażowanych w kampanię podmiotów – zainteresowanych usługodawców – wobec rosnących cen energii" - czytamy w uchwale.

Walka z dezinformacją

Rada podkreśla także, że autorzy kampanii celowo wprowadzają w błąd konsumentów, którzy nie mają szczegółowej wiedzy dotyczącej składowych cen energii

"W obliczu wojny w Ukrainie już chyba nikt nie ma wątpliwości, że warunkiem naszego bezpieczeństwa jest obecność w takich strukturach jak Unia Europejska czy NATO oraz walka z dezinformacją. W tym kontekście decyzja Rady Reklamy ma szczególne znaczenie" – komentuje Katarzyna Karpa-Świderek z WWF. "Reklama z jednej strony podważa wartość bycia w UE, przypisując polityce klimatycznej UE odpowiedzialność za wysokie ceny prądu, z drugiej dezinformując. Skandaliczne jest także to, że manipulacji dopuszczają się spółki Skarbu Państwa, czyli te których my wszyscy jesteśmy właścicielami. Oszukują nas za nasze pieniądze" - zaznacza.

Kampania blibordowa kosztowała 12 mln zł. Tyle, ile kosztowałoby - jak wylicza WWF - cztery duże farmy fotowoltaiczne o mocy 1 MW każda.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne