Prawa autorskie: Kuba Atys / Agencja Wyborcza.plKuba Atys / Agencja ...
12 października 2022

Zasiłki to kasa za „nicnierobienie". Szkodliwy stereotyp wraca w ustach Tuska

Przewodniczący PO twierdzi, że „system wsparcia" w Polsce zachęca do niepracowania. Nie ma na to dowodów. Same świadczenia w Polsce są niskie, rządy nie waloryzują ich latami. To szkodliwy, antagonizujący stereotyp

Donald Tusk szykuje się do przyszłego rządzenia. Podczas otwartych spotkań z wyborcami w tym właśnie duchu odpowiada na pytania: mówi o przyszłej Polsce po PiS. Ze spotkania z 8 października w Kluczborku wynotowaliśmy następującą myśl:

„Uczciwy i kompetentny rząd to nie jest synonim rządu bezwzględnego, który coś musi zabierać. Natomiast ta dystrybucja może być na dużo wyższym poziomie. Może być lepiej kierowana. […]

Tu nie chodzi nawet o 500 plus, tylko o cały system wsparcia, który bardzo często, niestety, oznacza wsparcie dla nic nierobienia.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

[…] wszystkie decyzje, jakie będą niezbędne, podejmiemy, żeby w Polsce ten, kto będzie lepiej przygotowany do pracy i będzie pracował ciężej, będzie pracował wydajniej, będzie w związku z tym lepiej i więcej zarabiał. Ta zależność musi być absolutnie jednoznaczna. Więcej pracujesz, więcej zarabiasz. To jest dla mnie jeden z priorytetów”.

Sprawny Tusk

Po pierwsze, jego spotkanie i wypowiedzi podczas spotkania w Kluczborku nie szły w kierunku atakowania programu 500 plus.

Po raz kolejny - to stały już element jego wystąpień publicznych od miesięcy - padła jednoznaczna deklaracja: 500 plus nie zabierzemy.

Szef PO wielokrotnie podkreślał wcześniej, że opozycja nie może iść do wyborów z zapowiedzią zabrania czegokolwiek Polakom. I przyznał też, że zabranie programu 500 plus oznaczałoby bardzo trudną sytuację życiową dla wielu rodzin.

Widać, że przewodniczący PO i były premier dobrze radzi sobie z tłumem. Wie, co zgromadzeni w sali gimnastycznej w Kluczborku chcą usłyszeć, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że pełne nagranie ze spotkania zostanie przesłuchane przez pracowników rządowej propagandy spod znaku TVP, a każda wpadka zostanie politycznie wykorzystana do ataku.

Tym bardziej interesujące jest, że choć jest bardzo zdecydowany w kwestii nieruszania 500 plus (pomimo negatywnego nastawienia do programu części słuchaczy), pozwala sobie na negatywną uwagę na temat całego systemu wsparcia socjalnego.

To jasne, że to ukłon w stronę pytających i neoliberalnie nastawionej części elektoratu PO. Tusk mówi, że priorytetem jest dowartościowanie pracy i podwyżki dla sfery budżetowej. Część tych podwyżek – jeśli PO będzie współtworzyło kolejny rząd, a obietnicę uda się spełnić – popłynie do osób, które zawodowo zajmują się przyjmowaniem wniosków o pomoc socjalną i czuwaniem nad systemem zasiłków.

Te osoby doskonale wiedzą, że system pomocy socjalnej nie jest systemem zachęcania do niepracowania. Tak naprawdę jest wręcz przeciwnie.

Trzy wątki

„Polityk KO poruszył trzy ważne wątki w dyskusji o świadczeniach pieniężnych: poziom, powszechność i bezwarunkowość. Bardzo dobrym przykładem podejścia do tych spraw była reforma becikowego” – przypomina w komentarzu dla OKO.press prof. Ryszard Szarfenberg z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista od świadczeń społecznych.

Becikowe to było wprowadzone w 2006 roku, jeszcze w trakcie rządów PiS jednorazowe świadczenie w wysokości 1000 złotych. Było to świadczenie powszechne i bezwarunkowe - niczego od kobiet w ciąży nie wymagano w zamian za wsparcie.

„Działania PO-PSL polegały na tym, że nie waloryzowano świadczenia, wprowadzono kryterium dochodowe typu »nie dla bogatych« oraz warunek trzech wizyt u ginekologa” – mówi prof. Szarfenberg – „Niewaloryzowanie i kryteria dochodowe uzasadnia się tym, że zmniejsza to koszt świadczeń, gdyż tracą na wartości i są dla mniej licznej grupy odbiorców. Z kolei warunki behawioralne wprowadzane są, aby zachęcić odbiorców świadczeń do zachowań, które wydają się dla nich dobre, co jest dość oczywiste przy warunku wizyt u ginekologa”.

Nicnierobienie - mylące określenie

Prof. Szarfenberg zwraca uwagę, że nie tylko becikowe jest dziś dostępne za "coś robienie". To choćby wszelkie świadczenia dla bezrobotnych.

„Wsparcie pieniężne dla nich czy to z urzędów pracy, czy z ośrodków pomocy społecznej, wymaga od bezrobotnych, aby szukali pracy, przyjmowali jej oferty, aby uczestniczyli w szkolenia i programach aktywizacyjnych itp. Możliwe, że chodziło o to, że w Polsce należy naśladować Anglię, która nawet w świadczeniach dla osób z niepełnosprawnościami i dla rodzin z dziećmi wymaga z grubsza tego samego, co od bezrobotnych.

W praktyce oznacza to, że jeżeli osoba z niepełnosprawnością czy rodzic nie szuka pracy, nie przyjmuje jej ofert, nie bierze udziału w programach aktywizacji, to może oczekiwać ostrzeżeń i sankcji zasiłkowych, np. obcinanie świadczeń o określony procent. Są to negatywne bodźce, ale mogą być stosowane również bodźce pozytywne, np. podjęcie pracy jest premiowane dodatkiem do płacy, udział w programie aktywizacyjnym - dodatkiem do świadczenia".

O tym, jak bardzo mylące może być określenie "za nicnierobienie", przekonujemy się, analizując świadczenie pielęgnacyjne i specjalny zasiłek opiekuńczy.

"Przyznawane są one pod warunkiem niepodejmowania lub rezygnacji z pracy" - przypomina prof. Szarfenberg - "Wygląda to więc na prototyp świadczenia »za nicnierobienie«, ale przecież opiekunowie dzieci czy osób dorosłych z niepełnosprawnością opiekują się podopiecznymi. Opieka ta jest oczywiście »coś robieniem« i to bardzo ważnym dla podopiecznych i społeczeństwa".

Popularny stereotyp

Słowa Tuska odwołują się też do popularnego – szczególnie wśród części wyborców opozycji – mitu, że w Polsce nie warto pracować, bo z pieniędzmi z pomocy socjalnej można sobie spokojnie poradzić. Wpisując w wyszukiwarkę hasło „czy można żyć z socjalu” trafimy na artykuł z tego roku na portalu Superpożyczka.pl, w którym anonimowy autor udowadnia, że z dwójką dzieci można spokojnie otrzymać 6-8 tys. złotych miesięcznie, a następnie podaje kwoty na łączną sumę 4416 złotych miesięcznie na rękę (i jednorazowe becikowe, więc nie ma sensu wliczać go do miesięcznego dochodu).

Mamy tu założenie maksymalnych możliwych kwot dodatku mieszkaniowego i zasiłku celowego (który otrzymuje się na konkretny cel i za każdym razem decyzję podejmuje się osobno). Oraz maksymalnej kwoty zasiłku dla bezrobotnych (kwotę zawyżono), która obowiązuje tylko przez pierwsze trzy miesiące. Na takich błędach i przekłamaniach opierają się popularne mity o wygodnym życiu na socjalu.

Nawet więc przyjmując te wszystkie założenia, mamy 4,4 tys. złotych na rodziców i dwójkę dzieci. A najpewniej będzie to mniej, szczególnie po pierwszych trzech miesiącach. Trudno nazwać to zachętą do niepracowania. Wręcz przeciwnie – takie kwoty zmuszają do znalezienia dodatkowego źródła dochodu.

Niskie, niedostępne

Analizowaliśmy już w styczniu 2021 to, jak można przeżyć z socjalu. Wnioski były podobne. Zasiłki często są jedynie czasowe (co skłania do poszukiwania innego źródła dochodu), większość z nich jest na bardzo niskim poziomie, od lat nie są waloryzowane, więc ich wartość spada.

Pamiętajmy też, że nie jest tak, że zasiłki są w Polsce łatwo dostępne.

Prawo do zasiłku ma mniejszość zarejestrowanych w urzędzie bezrobotnych. W 2020 roku było to zaledwie 16 proc.

System wsparcia socjalnego, który Tusk oskarża o zachęcanie do „nicnierobienia”, jest zdecentralizowany, składa się na niego wiele różnych małych świadczeń. Większość z nich jest trudno dostępna i przeznaczona dla osób w naprawdę trudnej sytuacji życiowej. Wiele z nas słyszało anegdoty o rodzinach wygodnie żyjących na „socjalu” wartym tysiące złotych, ale w tych anegdotach zawsze brakuje jasnego wyróżnienia, o jakie świadczenia chodzi i na ile osób rozkłada się ten dochód.

Prof. Szarfenberg kończy swój komentarz filozoficznie:

„Można postawić ogólne pytanie, po co w ogóle mamy jakiekolwiek wsparcie pieniężne dla obywateli i cudzoziemców w Polsce? Odpowiedź »aby coś robili« może prowadzić do absurdu, bo przecież wsparcie pieniężne to nie wynagrodzenie za jakąś aktywność. Może być to też banał, gdy oczekuje się, że za zasiłek na dzieci rodzina zakupi dzieciom lepszej jakości żywność. Czy takie zakupy na rynku nie są »cośrobieniem«, które jest dobre dla dzieci?”.

Dowartościowanie budżetówki

A na zakończenie warto jeszcze odnieść się do ostatniej obietnicy Tuska w przytoczonym na początku cytacie – że dopilnuje on tego, by cięższa, bardziej wydajna praca oznaczała większe dochody. Politycznie jest to zrozumiała obietnica – odnosi się właśnie do osób, które mają poczucie niesprawiedliwości, że inni pracują mniej lub wcale, a zarabiają podobnie lub nawet lepiej.

Praktycznie jednak jest to obszar, którego rząd nie jest w stanie wyregulować. „Ciężkość” pracy między zawodami jest niemożliwa do zmierzenia, a o wysokości zarobków pracowników decydują pracodawcy, siła przetargowa organizacji pracowniczych i rynek.

Rząd decyduje natomiast o wysokości pensji budżetówki i tutaj ewentualny przyszły rząd obecnej opozycji może mieć dużo do powiedzenia. Szczególnie, że obecny sprawia, że pracownicy budżetówki w czasach kilkunastoprocentowej inflacji realnie ubożeją. Dobrze, że Tusk nie boi się o tym mówić, pomimo tego, że wobec urzędników istnieją podobne stereotypy, jak wobec pomocy socjalnej – że są niepotrzebni i wydaje się na nich zbyt dużo pieniędzy. Tymczasem dziś jest to bardzo ważny obszar, który wymaga pilnego dofinansowania.

Wyłączną odpowiedzialność za wszelkie treści wspierane przez Europejski Fundusz Mediów i Informacji (European Media and Information Fund, EMIF) ponoszą autorzy/autorki i nie muszą one odzwierciedlać stanowiska EMIF i partnerów funduszu, Fundacji Calouste Gulbenkian i Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute).

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne