Padł ofiarą nienawiści, której próbował przez całe życie przeciwdziałać, robiąc swoje i przekonując, że miłość ma wszystkich połączyć. Takie miasto chciał zbudować i zbudował. Taki kraj mu się marzył, co okazało się piękną utopią. Był głęboko wierzącym chrześcijaninem, silny wiarą w miłość. Ale także niewierzący byli zaproszeni do jego mszy ludzko-ludzkiej

Od rana napływały nieoficjalne informacje, że organizm Pawła Adamowicza jest w stanie krytycznym, że doszło do śmierci mózgowej. Około godziny 12.00 lekarze informowali, że „stan jest wciąż bardzo ciężki, rokowania niepewne, walczymy”.

Nie brzmiało to dobrze. Lekarze prosili też o modlitwę.

Informację o śmierci prezydenta Gdańska podano ostatecznie o 14.40.

Co można napisać w takiej chwili? Smutek, rozpacz, oburzenie i przerażenie. Co za makabra, straszne, przerażające, koszmar — słychać w redakcji. Nie będę tego rozwijał, żeby nie narazić OKO.press na komentarz „konia kują, a [dziennikarska] żaba podstawia nogę”.

Raz zaznałem jego życzliwości, kiedy w 2014 roku zaprosił nas do debaty o edukacji obywatelskiej w Europejskim Centrum Solidarności, którego był dumnym ojcem. W panelu było nas czworo: prof. Henryk Samsonowicz, publicysta Jan Wróbel, edukatorka z CEO Alicja Pacewicz i ja.

Na kolację przyszedł z żoną i córką, rozmawialiśmy o najważniejszych rzeczach, czyli o perspektywach demokracji i planach na życie naszych dzieci.

Byliśmy zaskoczeni jego delikatnością i skromnością, jakby nie był od 20 lat prezydentem wspaniałej polskiej metropolii.

Padł Paweł Adamowicz ofiarą – najpewniej – człowieka ogarniętego paranoją własnej krzywdy i zemsty na władzy (tej poprzedniej), którą obarczył winą za to, co go w życiu spotkało. Ale zgadzamy się z tymi, którzy widzą w tej makabrycznej zbrodni pośredni skutek klimatu nienawiści i pogardy, jaki tworzy w Polsce rządząca prawica na czele z PiS, prezydentem, wspierana przez prorządowe media.

Obiektem tej nienawiści są ci, którzy myślą inaczej, którzy podważają prawo władzy do rządów z naruszeniem demokracji, którzy są oburzeni – jak mówił Wiktor Osiatyński – przyjęciem za oczywiste, że z tytułu zwycięstwa wyborczego władzy wolno wszystko.

Sam Adamowicz był przez władze PiS i media PiS kreowany na jednego z liderów III Rzeczpospolitej odsądzanej od czci i wiary, poniżanej, atakowanej kłamstwem i pomówieniem, złodziejskiej republice kolesi, używanej jako układ odniesienia do samochwalstwa rządów dobrej zmiany.

OKO.press poświęciło tej narracji nieskończoną liczbę tekstów i analiz.

Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę — ludowe porzekadło wyraża wiarę w sprawiedliwość, ale tę burzę zebrał Paweł Adamowicz, a ci którzy sieją wiatr leją teraz łzy i apelują, by zaniechać mowy nienawiści.

Oby tak się stało. Oby.

Zanim to jednak nastąpi, podziękujmy Pawłowi Adamowiczowi za Gdańsk, który stał się dumą całej Polski. Miasto, któremu zawdzięczamy Sierpień 1980, od którego wszystko się zaczęło, potrafiło udźwignąć swą legendę.

Prezydent zbudował – może nie całkiem własnoręcznie – pomniki prawdziwie polskiej polityki historycznej. Nie tylko Europejskie Centrum Solidarności. A jaki tam jest Teatr Szekspirowski!

Także Muzeum II Wojny Światowej – humanistyczna opowieść o zbrodni i nieszczęściu II wojny światowej. Przesłanie tego schowanego głęboko w ziemi muzeum – podbijanego właśnie przez „dobrą zmianę” – jakoś kojarzy się z Pawłem Adamowiczem. Jego rzecznik i przyjaciel Antoni Pawlak pisał dziś w OKO.press, jak ludzkim, jak delikatnym był człowiekiem.

Nasuwa się skojarzenie ze słynnym cytatem ze „Ślubu” Gombrowicza o religii, w której „między nami Bóg nasz się rodzi i z nas. I kościół nasz nie z nieba, ale z ziemi. Religia nasza nie z góry, lecz z dołu. My sami Boga stwarzamy i stąd się poczyna msza ludzko ludzka, oddolna, poufna”.

Był przy tym Adamowicz głęboko wierzącym chrześcijaninem, wiarą w miłość. I za to chcemy mu szczególnie gorąco podziękować, w takiej mszy chcieliśmy z nim brać udział, czuliśmy się do niej zaproszeni.

Wielkim przeżyciem OKO.press była jego mowa z maja 2017, kiedy poprowadził Trójmiejski Marszu Równości. Mówił:

„Jak słyszycie, że ktoś jest zboczony, że ktoś jest zepsuty, to powiem tak: ten jest zboczony, który sieje nienawiść, ten jest zepsuty, który odnosi się do drugiego z wrogością, trzyma rękę wyciągniętą w nienawiści, chce rzucić kamieniem, chce potraktować go pałką, ten który mówi złe słowa, złą energię wysyła do drugiego człowieka, ten jest, przepraszam, zboczony. My jesteśmy najnormalniejsi na świecie”.

Padł ofiarą nienawiści, której próbował przez całe życie przeciwdziałać, robiąc swoje i przekonując, że miłość ma wszystkich połączyć. Takie miasto chciał zbudować, i zbudował. Taki kraj mu się marzył, co okazało się piękną utopią.

Nie jest jasne, czy polityczne zabójstwo i tragiczna śmierć Pawła Adamowicza jest w stanie zawrócić Polskę z drogi zboczonej nienawiści, w jaką popadła. Skłonić nas wszystkich do budowania normalności, w jaką wierzył prezydent.


Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press