0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Marek Podmokly / Agencja Wyborcza.plFot. Marek Podmokly ...

Według aktualnych danych satelitarnych prawie cała powierzchnia Polski i większość obszaru Europy znajduje się pod śniegiem. Media z upodobaniem pokazują obrazki mające wywołać wrażenie, że mamy do czynienia z zimowym kataklizmem na miarę słynnej „zimy stulecia” z przełomu lat 1978/1979. Oglądaliśmy i oglądamy więc korki i karambole na drogach, a także pociąg Intercity „Biebrza” z Białegostoku do Gdyni, który utknął w śniegu gdzieś na Mazurach. Stałą pozycją stacji telewizyjnych w ostatnich dniach są rozmowy z kierowcami usiłującymi ruszyć autem spod domu do pracy i poradniki zimowego survivalu, czyli co zabrać ze sobą w podróż samochodem z – dajmy na to – Warszawy do Kielc.

Za komuny było lepiej

Innymi słowy – zima w styczniu zaskoczyła Polaków. Nic w tym dziwnego, bo od surowych zim mieliśmy prawo się odzwyczaić. Winny jest kryzys klimatyczny, za którego sprawą Polska jest już ok. 2°C cieplejsza niż w latach 50. XX wieku, co wpływa na zmniejszenie się liczby dni mroźnych i śnieżnych.

„Liczba dni z temperaturą średnią dobową < 0°C (termiczna zima) wyraźnie spada. W latach 1961-1990 notowaliśmy w naszym kraju średnio 69 takich dni. W ostatniej dekadzie [dane z lat 2011-2020 – od aut.] takich dni było przeciętnie zaledwie 48” – informuje portal Nauka o klimacie.

„Wraz z ocieplaniem się zim maleje liczba dni z pokrywą śnieżną. W okresie 1961-1990 średnia ich liczba (na nizinach) wahała się od około 40 dni na krańcach zachodnich Polski, do ponad 90 na krańcach północno-wschodnich. W latach 2011-2020 było ich od 18-20 dni na zachodzie Polski do ok. 60 dni na krańcach północno-wschodnich” – czytamy dalej.

Najnowsze dane potwierdzają trend. Przykładowo grudzień 2025 roku był cieplejszy – w niektórych regionach znacznie – od średniej wieloletniej liczonej dla lat 1991-2020, a także bardzo suchy.

A według analizy Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego liczba dni mroźnych i śnieżnych będzie niestety spadać.

Źródło: Klimada 2.0, serwis klimatyczny IOŚ-PIB

Odwilż? Byle nie za szybka

Nowy rok rozpoczął się jednak od zimy „jak za Gierka”. Prognozy wskazują, że mroźna pogoda powinna utrzymać się do końca tygodnia, by ustąpić miejsca łagodnemu ociepleniu. Według europejskiego modelu ECMWF najbliższy tydzień (12-18 stycznia) będzie chłodny lub bardzo chłodny w całym kraju. Anomalia temperatury (czyli odchylenie od średniej wieloletniej) będzie ujemna: od -0,5°C na Podhalu aż do -6,4°C na Podlasiu i -6,1°C na Suwalszczyźnie, co dla mieszkańców tych regionów oznacza średnie temperatury minimalne ok -10°C. Kolejny tydzień będzie nieco cieplejszy z dodatnimi anomaliami w przedziale 2,1°C-3,1°C. Średnie temperatury będą wahać się w przedziale od -4°C do 2°C, a średnie maksymalne od -3°C do 4°C (chłodniej będzie na północnym wschodzie kraju, na pozostałym obszarze rozpocznie się odwilż).

Przeczytaj także:

Dziennikarz i popularyzator wiedzy o meteorologii Krzysztof Drozdowski wyjaśnia, że obecny mroźny okres jest skutkiem atlantyckiego wyżu, który zablokował napływ łagodnego powietrza znad oceanu, umożliwiając rozlanie się chłodnego powietrza arktycznego po niemal całej Europie.

– Aktualnie nad Europą środkowo-wschodnią rozbudowuje się kolejny wyż, który co prawda nie będzie już ściągał chłodnego powietrza z północy, ale poskutkuje bezchmurnymi nocami. Pozbawiona otuliny chmur ziemia szybko się wychładza. Czeka nas więc krótki okres z dwucyfrowymi mrozami lokalnie nawet do -20°C – mówi OKO.press Drozdowski.

– Dopiero pod koniec tygodnia zacznie robić się trochę cieplej. Ale raczej nie grozi nam gwałtowne ocieplenie i nagłe stopnienie pokrywy śnieżnej – podsumowuje Drozdowski.

Zawartość wody w wodzie

Opad i zaleganie śniegu to dobre wiadomości, mówi OKO.press Zbigniew Kaczkowski, biolog i ekohydrolog z Uniwersytetu Łódzkiego. Należy jednak pamiętać, że do wiosny jeszcze daleko i topnienie śniegu w środku zimy nie zawsze przekłada się na poprawę warunków wodnych. Kluczowe znaczenie mają dwie kwestie: moment, w którym obecna pokrywa śnieżna zacznie się topić, oraz rzeczywista ilość wody zgromadzonej w śniegu.

– Grubość pokrywy śnieżnej nie przekłada się jeden do jednego na ilość wody, którą śnieg zawiera. Wystarczy napełnić szklankę, nawet ubitym śniegiem, i zaczekać, aż się roztopi. Śnieg, szczególnie suchy i sypki zawiera dużo powietrza, śnieg ubity będzie bardziej „uwodniony”. W tym drugim przypadku tej wody będzie oczywiście więcej, ale nigdy nie będzie jej tyle, ile wcześniej zajmował śnieg. Zamarznięta woda ma większą objętość. Krótko mówiąc, 10 cm śniegu to nie 10 mm deszczu — mówi Kaczkowski.

Z 1000 ml zebranego wczoraj świeżego śniegu (zlewka po lewej) po wytopieniu pozostało tylko 200 ml wody.

Drugą kwestią jest, czy śnieg utrzyma się do wiosennych roztopów, czy stopnieje już teraz, zimą.

– W niektórych regionach Polski obserwuje się, że odpływ wód zimowych w ostatnich latach wzrósł o 10-30 proc. Niestety, towarzyszy temu zmniejszenie się odpływu wiosennego, bo śniegu często nie ma pod koniec zimy, czego zwykle nie rekompensują wiosenne opady deszczu. Jeśli śnieg stopnieje w połowie miesiąca, a takie scenariusze pojawiają się w prognozach, to zamiast zasilania wiosennego, będziemy mieli odpływ zimowy – mówi ekspert.

Kaczkowski dodaje jednak, że nawet taki scenariusz będzie do pewnego stopnia korzystny, ponieważ woda pozostanie w bezodpływowych obniżeniach terenu – mokradłach, torfowiskach, czy polodowcowych jeziorkach. I z czasem zasili wody gruntowe.

Popsuta lodówka marki „Arktyka”

Jednak w szerszym kontekście rzadsze epizody zimowe to duży problem. Babiogórski Park Narodowy poinformował niedawno, że jeszcze 50 lat temu nawet jedna trzecia wody w polskich rzekach i źródłach pochodziła z topnienia śniegu. Dziś ten udział spadł poniżej 10 proc.

„Na Babiej Górze – miejscu, gdzie śnieg przez wieki był naturalnym magazynem wody – udział roztopów śnieżnych w bilansie wodnym zmniejszył się z 35 proc. do ok. 12 proc. Pokrywa śnieżna zalega o połowę krócej, a woda – w razie gwałtownego ocieplenia już w trakcie kalendarzowej zimy – spływa gwałtowniej, zamiast powoli zasilać gleby i potoki. Efekt? Szybsze wiosenne wezbrania, dłuższe letnie susze, zmiana siedlisk i zanikanie źródeł” – napisał BPN we wpisie w mediach społecznościowych.

Hubert Bułgajewski, dziennikarz SmogLab i ekspert w dziedzinie zmian, jakie zmiana klimatu wywiera na Arktykę, uważa, że pomimo spodziewanej poprawy stosunków wodnych w styczniu i w lutym, zmiany klimatyczne już trwałe wpływają i będą wpływać na niekorzystny bilans wodny kraju. Wystarczy spojrzeć, co dzieje się aktualnie w Arktyce, gdzie zaobserwowano rekordowo niską – jak na grudzień – objętość lodu morskiego.

– Dawniej Arktyka miała znacznie większą pokrywę lodową, a ocean między Norwegią a Grenlandią był chłodniejszy. Ta arktyczna „lodówka”, czyli naturalny klimatyzator, była silniejsza, więc zimne masy powietrza częściej spływały na południe bez potrzeby rozpadu wiru polarnego. Dziś dzieje się to znacznie rzadziej – mówi Bułgajewski.

;
Wojciech Kość

W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland. Twitter: https://twitter.com/WojciechKosc

Komentarze