0:00
09 września 2021

Ziobro broni swoich "reform", porównując Polskę do Hiszpanii i Niemiec. Pokazujemy różnice

Minister Ziobro uważa, że Komisja Europejska dopuściła się wobec Polski agresji i hipokryzji. Bo nie reaguje na identyczne, a wręcz gorsze standardy sądownictwa w Hiszpanii i Niemczech. Tłumaczymy, dlaczego przykłady Ziobry nie mają sensu

Wydrukuj

Komisja Europejska we wtorek 7 września 2021 ogłosiła, że złożyła do Trybunału Sprawiedliwości UE wniosek o finansowe kary dla Polski. Zdaniem KE rząd PiS nie wykonał w pełni wyroku TSUE z 15 lipca i nie zastosował się do środka tymczasowego ogłoszonego dzień wcześniej. Choć UE domaga się jej unieszkodliwienia, Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, w nieco ograniczonej formie, działa dalej.

Na decyzję KE błyskawicznie zareagował minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Podczas zwołanej tego samego dnia konferencji prasowej działania Komisji porównał do "prawnej wojny hybrydowej". Mówił o "agresji" KE wobec Polski i próbie "ograniczenia naszej suwerenności".

Przede wszystkim jednak argumentował, że Komisja traktuje Polskę niesprawiedliwie. Bo, choć zdaniem Ziobry ma ku temu podstawy, nie krytykuje systemu wymiaru sprawiedliwości w Hiszpanii i w Niemczech. Politycy PiS i Solidarnej Polski upodobali sobie te przykłady i wyjmują je z szafy, ilekroć unijne instytucje piętnują ich "reformę" sądownictwa.

Ale choć na pierwszy rzut oka trafne, porównanie do Hiszpanii i Niemiec to sprytna manipulacja i próba odwrócenia uwagi od sedna problemu: zagrożenia niezależności sądownictwa, trójpodziału władz i praworządności przez partię Jarosława Kaczyńskiego.

Hiszpania nie aż tak podobna

Ziobro wskazuje, że istotą wątpliwości Komisji Europejskiej i TSUE jest sposób powoływania w Polsce członków Krajowej Rady Sądownictwa, a zwłaszcza 15 członków-sędziów. Po zmianach PiS są oni wybierani nie przez środowisko sędziowskie, a przez Sejm.

Minister podkreśla, że polska reforma była wręcz wzorowana na rozwiązaniach hiszpańskich. Bo w Hiszpanii KRS także wybiera parlament i to w dodatku taką samą większością głosów (3/5), jak w Polsce po "reformie" Ziobry.

Jak wiemy model hiszpański do dnia dzisiejszego nie budzi wątpliwości Komisji Europejskiej ani TSUE. Mimo że przecież w wyborze tych sędziów do tamtejszej Rady Sądownictwa również uczestniczą politycy, tamtejszy parlament, taką samą większością głosów.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

W 2017 roku, gdy polskie zmiany w KRS były w trakcie procedowania, hiszpańska sędzia Nuria Díaz Abad, ówczesna Przewodnicząca Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa (ENCJ) dementowała rzekomą identyczność obu systemów.

W OKO.press wyjaśnialiśmy już, na czym polegają różnice:

  • Zgłaszanie kandydatur: w Hiszpanii zgłosić może się każdy sędzia, który ma poparcie 25 członków samorządu sędziowskiego albo stowarzyszenia sędziowskiego; w Polsce poparcia mogą udzielić obywatele (w liczbie co najmniej 2 tys.) lub jakichkolwiek 25 sędziów;
  • Zatwierdzanie kandydatur: w Hiszpanii spośród zgłoszeń właściwych kandydatów wybiera Komisja Wyborcza złożona z sędziów Sądu Najwyższego; w Polsce kryteria formalne bada Marszałek Sejmu, a decydują kluby poselskie, Prezydium Sejmu i komisja sejmowa;
  • Kryteria wyboru: w Hiszpanii Senat i Kongres Deputowanych wybierają po sześciu kandydatów, czyli w sumie 12, z czego trzech musi być sędziami hiszpańskiego SN, trzech musi mieć co najmniej 25-letni staż zawodowy; w Polsce decyduje wyłącznie Sejm, który "w miarę możliwości, uwzględnia potrzebę reprezentacji w Radzie sędziów poszczególnych rodzajów i szczebli sądów". Parytetów nie ma.
W rezultacie polski system znacznie mocniej opiera się na decyzjach polityków i daje im znacznie większą możliwość wpływu na ostateczny kształt KRS.

W dodatku, choć Sejm ma co do zasady głosować nad listą członków do KRS większością 3/5, to jeżeli taką większością nie uda się wybrać członków KRS, może ponownie głosować nad tą samą listą już bezwzględną większością.

System hiszpański to dla Polski zresztą marny wzór do naśladowania. Był krytykowany m.in. przez Europejską Sieć Rad Sądownictwa. Poziom niezależności sądów w Hiszpanii KE określiła ostatnio jako niski. "Dobrze" lub "bardzo dobrze" ocenia tę niezależność 38 proc. obywateli (spadek o 6 pkt. procentowych w porównaniu z 2020 rokiem). Komisja wskazuje na strukturalne problemy m.in. właśnie z wyborem członków KRS i sugeruje zmianę systemu tak, by go odpolitycznić.

Niemcy jednymi z najbardziej niezależnych w UE

Zdaniem Ziobry koronnym dowodem na hipokryzję Komisji Europejskiej jest fakt, że nie krytykuje systemu sądownictwa w Niemczech. A tam w procesie wyboru sędziów odpowiednika Sądu Najwyższego bierze udział 16 osób powołanych przez Bundestag (niekoniecznie posłów) i 16 ministrów sprawiedliwości krajów związkowych. Na czele tak uformowanej komisji stoi federalny minister sprawiedliwości.

"To tak jakbym ja stał na czele takiej komisji. On podejmuje decyzję na wniosek uczestników, decyduje, kto będzie sędzią niemieckiego SN" - mówił na konferencji Ziobro.

Okazuje się, że zdaniem KE i zdaniem TSUE ten totalny udział czynnika politycznego, całkowite upolitycznienie procesu powoływania sędziów, nie jest problemem. I nie budzi żadnych wątpliwości co do przyszłej niezawisłości tak wyłonionych sędziów. 
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Przykład Ziobry wydaje się racjonalny. Znów jednak diabeł tkwi w szczegółach.

Jak pisaliśmy w OKO.press, środowisko sędziowskie w Niemczech asystuje przy procesie wyboru sędziów do SN za sprawą Presidialrat, prezydium danego sądu federalnego, które opiniuje kandydatury.

Jego opinia nie jest wiążąca, lecz w praktyce jest nie do pomyślenia, aby została zignorowana. Niemiecki system ma też długą tradycję i opiera się na dobrym obyczaju.

Jak czytamy w ostatnim raporcie o stanie praworządności w UE, poziom postrzeganej niezależności sądów i niezawisłości sędziów w Niemczech pozostaje wysoki. Aż 76 proc. niemieckiego społeczeństwa ocenia go jako "dość dobry" lub "bardzo dobry". Zastrzeżeń co do funkcjonowania systemu nie zgłaszają ani niemieckie Stowarzyszenie Sędziów i Prokuratorów, ani niemiecka Izba Adwokacka, ani niemiecka Federalna Izba Adwokacka.

"Niezależność niemieckich systemów wymiaru sprawiedliwości zapewniają liczne gwarancje prawne, obejmujące w szczególności kontrolę sądową zgodności z prawem wszelkich decyzji dotyczących sądownictwa, takich jak powołania, oceny zawodowe, awanse, sankcje dyscyplinarne i odwołania. Ponadto niemiecki system wymiaru sprawiedliwości zawiera szereg elementów samoregulacji sądowej" - pisze KE.

Skoro system działa i nie zagraża niezależności sędziów, KE ani TSUE nie mają powodów, by go krytykować.

Polskie reformy na ogromną skalę

Tymczasem w Polsce poziom wiary społeczeństwa w niezależność sędziów stale się obniża: tylko 29 proc. ocenia ją jako "całkiem dobrą" lub "bardzo dobrą". W gronie przedsiębiorców takie pozytywne oceny wystawiło polskim sądom zaledwie 18 proc. badanych. W 2020 roku było to odpowiednio 34 i 27 proc.

Przeciwko "reformom" rządu PiS opowiedziały się też wyraźnie stowarzyszenia niezależnych sędziów, prokuratorów, Naczelna Rada Adwokacka i Rzecznik Praw Obywatelskich.

Powodem, dla którego Komisja Europejska postanowiła zareagować właśnie na sytuację w Polsce, nie są poszczególne elementy "reformy", a jej całokształt. Problemem jest gwałtowność i skala przeprowadzonych zmian. Polska, zamiast iść w stronę zwiększenia niezależności sądów obrać odwrotny kierunek, zasłaniając się przy tym przykładem Hiszpanii.

"Reformy przeprowadzone od 2015 r. zwiększyły wpływ władzy wykonawczej i ustawodawczej na system wymiaru sprawiedliwości ze szkodą dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów i skłoniły Komisję do wszczęcia postępowania na podstawie art. 7 ust. 1 TUE, które jest nadal w toku"

- czytamy w raporcie o stanie praworządności z lipca 2021.

Komisja wylicza, że od 2015 roku rząd PiS wdrożył w sumie 30 ustaw dotyczących "całej struktury organizacyjnej wymiaru sprawiedliwości":

  • podporządkował sobie Trybunał Konstytucyjny;
  • upolitycznił prokuraturę, m.in. łącząc funkcje Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości;
  • uzależnił wybór członków KRS od woli polityków;
  • zrobił zamach na niezależność SN i utworzył w nim kontrowersyjną Izbę Dyscyplinarną;
  • konsekwentnie zagraża niezależności sędziów poprzez system dyscyplinarny i postępowania karne.

W dodatku rządzący w Polsce politycy pozostają głusi na upomnienia Komisji. Teraz zamierzają także zignorować orzeczenia TSUE i wprost podważyć kluczowe dla funkcjonowania UE pierwszeństwo unijnego prawa nad prawem krajowym. Na to KE po prostu nie może się zgodzić.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej w Brukseli, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne