Prawa autorskie: EU//Claudio CentonzeEU//Claudio Centonze
20 lipca 2021

Komisja wysyła list ostatniej szansy. Rząd PiS wykona wyrok TSUE albo będzie płacił

Ursula von der Leyen zapowiada, że Komisja Europejska skorzysta ze swoich "traktatowych uprawnień". Chodzi o kary finansowe dla Polski za ignorowanie postanowień Trybunału Sprawiedliwości UE

"Dziś wysłaliśmy list, w którym prosimy Polskę, by wyjaśniła, jak stosuje się do środka tymczasowego i wyroku TSUE, chroniąc sędziowską niezależność. Komisja Europejska nie zawaha się skorzystać ze swoich traktatowych uprawnień" - napisała na Twitterze 20 lipca 2021 po południu przewodnicząca KE Ursula von der Leyen.

źródło: Twitter

Pismo, które skierowała do polskiego rządu, to ostatnie ostrzeżenie. Komisja od kilku dni przysłuchuje się, jak politycy PiS i Solidarnej Polski perorują w mediach, że nie zamierzają wykonać postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE o środkach tymczasowych z 14 lipca i wyroku z 15 lipca.

TSUE najpierw m.in. zamroził działanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego w sprawach dotyczących sędziowskich immunitetów. A kolejnego dnia orzekł, że polski system dyscyplinarny dla sędziów, którego Izba ta jest elementem, jest w całości niezgodny z prawem UE.

W obliczu takich decyzji Luksemburga Polska powinna jak najszybciej wyłączyć Izbę Dyscyplinarną.

Stało się jednak inaczej: serdeczna wobec PiS I prezes SN Małgorzata Manowska 15 lipca postanowiła, że wręcz pobudzi ją do działania. Powołała się przy tym na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Bo na polecenie władz upolityczniony TK orzekł, że środki tymczasowe TSUE są sprzeczne z polską konstytucją, dając rządzącym argument przeciwko unijnemu Trybunałowi. Politycy PiS od razu ruszyli z medialną ofensywą.

Ignorowanie postanowień i wyroków TSUE to jawne łamanie traktatów, podważające sens polskiego członkostwa w Unii Europejskiej.

Dlatego Komisja Europejska nie ma wyboru: jeżeli w ciągu miesiąca polski rząd się nie opamięta, zamierza zareagować. Jak?

Kiedy kary finansowe?

Ursula von der Leyen zapowiada, że KE zrobi użytek ze swoich uprawnień opisanych w traktatach. Chodzi o możliwość wnioskowania do TSUE o kary finansowe dla Polski:

  • za niezastosowanie się do wyroku Komisja może złożyć skargę zgodnie z procedurą z art. 260 Traktatu o Funkcjonowaniu UE;
  • za ignorowanie środków tymczasowych, KE może złożyć wniosek dodatkowy, zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem Trybunału na podstawie art. 279 TFUE.

W swoim twitterowym wpisie Von der Leyen odnosi się do obu tych przypadków, więc Komisja najpewniej złoży w TSUE i skargę, i wniosek.

W OKO.press pisaliśmy, że obie procedury wymagają czasu, a to dlatego, że unijny Trybunał działa w granicach prawa, pozwalając obu stronom sporu na wyjaśnienia. Nieco krócej (2-3 miesiące) trwa procedura w przypadku środków tymczasowych - pośpiechu wymaga właśnie ich "tymczasowość". Skarga z art. 260 może czekać na rozpatrzenie Trybunału nawet rok.

Jeżeli PiS nie zrobi kroku w tył, pierwsza decyzja o ewentualnych karach finansowych zapadnie najpewniej na jesieni. Ile zapłacimy? Trudno powiedzieć. W przypadku Puszczy Białowieskiej TSUE zasądził Polsce 100 tys. euro za każdy kolejny dzień wycinki. Gdyby rząd PiS nie chciał zapłacić, w ostateczności kary pieniężne KE będzie mogła potrącić Polsce z dotacji z budżetu UE.

Im szybciej zacznie działać, tym lepiej.

"Chcemy otrzymać wyraźne potwierdzenie ze strony polskiej, że Izba Dyscyplinarna nie będzie kontynuowała jakichkolwiek działań, zarówno w sprawach karnych jak i dyscyplinarnych. I że Polska będzie szanowała decyzję TSUE" - komentowała w rozmowie z TVN24 20 lipca wiceprzewodnicząca KE Věra Jourová.

Coraz gorzej z praworządnością

Również 20 lipca 2021 Komisja po raz drugi w historii opublikowała doroczny raport o stanie praworządności w państwach członkowskich UE. Każdemu państwu poświęcono w nim osobny rozdział, podzielony na cztery części: wymiar sprawiedliwości, środki przeciwdziałania korupcji, pluralizm mediów oraz inne kwestie instytucjonalne.

Raport dotyczący Polski nie pozostawia złudzeń: stan praworządności stale się pogarsza.

W części poświęconej wymiarowi sprawiedliwości czytamy m.in. że:

  • polskie "reformy" wciąż są dla KE niepokojące, bo od 2015 roku PiS stale zwiększa wpływ władzy wykonawczej i prawodawczej na władzę sądowniczą, zagrażając sędziowskiej niezależności;
  • coraz mniej obywateli i firm wierzy w niezależność wymiaru sprawiedliwości;
  • Krajowa Rada Sądownictwa działa, choć jej niezależność jest wątpliwa;
  • atakowany jest Sąd Najwyższy, także poprzez zmiany w prawie;
  • w maju 2021 Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu potwierdził nieprawidłowości w procedurze nominowania sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

W części poświęconej korupcji Komisja stwierdza, że istnieje ryzyko wykorzystywania postępowań antykorupcyjnych w prokuraturze do celów politycznych. A to dlatego, że Centralne Biuro Antykorupcyjne jest podporządkowane władzy wykonawczej, a Minister Sprawiedliwości jest także Prokuratorem Generalnym. Raport mówi o strukturalnych słabościach systemu i braku postępów we wdrażaniu programu na lata 2018-2020.

Choć polski rynek medialny był dotąd zróżnicowany, wkrótce może się to zmienić. Komisja wspomina o przejęciu koncernu Polska Press przez Orlen i o argumentach podnoszonych przez RPO. W raporcie znalazła się też wzmianka o planowanych zmianach w prawie podatkowym, które mogą uderzyć w media zdominowane przez zagraniczny kapitał. Oraz o coraz słabszej ochronie dziennikarzy i dziennikarek, także przed fizyczną przemocą.

Wśród pozostałych problemów KE wymienia notoryczny brak konsultacji zmian w prawie. Wskazuje także, że niektóre przepisy ustaw antycovidowych były podważane przez polskie sądy. Polskie społeczeństwo obywatelskie dla KE pozostaje "dynamiczne". Musi jednak mierzyć się z problemami: zagrożeniami dla praw kobiet i atakami na osoby LGBT.

Szczegółowo ustalenia raportu opiszemy jeszcze w OKO.press.

Komisja wstrzyma wypłaty?

Komisja nie bez powodu przyspieszyła publikację tegorocznego raportu o dwa miesiące. Zgodnie z zapowiedziami komisarzy ma on pomóc KE przy ewentualnym uruchomieniu rozporządzenia "pieniądze za praworządność".

Chodzi o mechanizm pozwalający Komisji wnioskować o zawieszenie wypłat z budżetu UE dla tych krajów, które łamią praworządność. Bo, jak argumentuje Unia, problemy z praworządnością mogą przekładać się na problemy w ściganiu przestępców przywłaszczających sobie unijne fundusze. Rozporządzenie weszło w życie 1 stycznia 2021 roku,

Mechanizm nie został jeszcze wykorzystany, a od UE domaga się tego Parlament Europejski. Nie dalej jak 20 lipca wiceprzewodnicząca PE, socjalistka Katarina Barley, przekonywała w mediach, że Komisja powinna natychmiast zablokować fundusze dla Węgier i Polski. Parlament uważa, że KE nie wypełnia swoich traktatowych obowiązków i straszy pozwem do TSUE.

"Parlament Europejski to ciało polityczne, żąda działań. Byłoby nieodpowiedzialne, gdybyśmy już pierwszego dnia obowiązywania rozporządzenia uruchomili procedurę przeciwko państwu członkowskiemu. Musimy przygotować sprawę, dokonać oceny na podstawie nowych kryteriów. [...] Potrzebujemy więcej czasu. Komisja zdaje sobie sprawę, że pierwsze przypadki skończą się przed Trybunałem" - tłumaczyła Věra Jourová w TVN24.

Z wypowiedzi komisarzy Didiera Reyndersa (ds. sprawiedliwości) i Johannesa Hahna (ds. budżetu) wynika, że pierwsze kroki Komisja podejmie jesienią 2021 roku. Czeka jeszcze na wyrok TSUE, do którego Polska i Węgry zaskarżyły całe rozporządzenie, domagając się stwierdzenia, że łamie ono traktaty.

"Komisja wykorzystała wszystkie narzędzia, jakie miała do dyspozycji. [...] Uruchomiliśmy szereg procedur przeciwnaruszeniowych, które kończą się w TSUE. Wygraliśmy każdą z takich spraw. Udało nam się również przyjąć mechanizm warunkowości. Nie chcę przesądzać, że użyjemy go przeciwko Polsce, ale musimy dokonać właściwej oceny sytuacji. Działamy w granicach naszych kompetencji" - mówiła dziś Jourová.

Zapewniła, że po stronie Komisji jest wola polityczna, by bronić niezależności polskich sądów.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne