Wieczorem 7 lutego zmarł Jan Olszewski, wielki adwokat w procesach politycznych PRL, premier III RP. Przypominamy fascynujący poradnik, który w 1977 roku napisał dla opozycji - jak rozmawiać, czy raczej nie rozmawiać ze Służbą Bezpieczeństwa. Aktywistka Klementyna Suchanow: rada, by zachować godność - aktualna. Paweł Kasprzak: dziś ta sama kuchnia policyjna

Jan Olszewski miał  bogaty, pasjonujący życiorys. W 1956 roku opublikował (napisany wspólnie z Walerym Namiotkiewiczem, późniejszym sekretarzem przywódcy PRL Wiesława Gomułki) jeden z najważniejszych artykułów popaździernikowej odwilży w tygodniku „Po Prostu” – „Na spotkanie ludziom z AK”. Domagał się lepszego traktowania dawnych żołnierzy podziemia, prześladowanych w okresie stalinizmu. Był jednym z najsłynniejszych adwokatów w procesach politycznych. Bronił Melchiora Wańkowicza, dwóch najważniejszych dysydentów lat 60. – Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, a także satyryka Janusza Szpotańskiego i Wojciecha Ziembińskiego działacza KOR a potem ROPCiO, prawicowego ruchu obrony praw człowieka.

W latach 80. – bronił m.in. Lecha Wałęsy, Zbigniewa Romaszewskiego, Zbigniewa Bujaka. Zasłynął też mową w procesie zabójców ks. Jerzego Popiełuszki, z upoważnienia prymasa Józefa Glempa był oskarżycielem posiłkowym.

W latach 90., kiedy dawny obóz opozycji podzielił się na rywalizujące partie polityczne, Jan Olszewski stał się jednym z kluczowych polityków prawicy. Został premierem rządu RP (1991-1992), dziś idealizowanego przez PiS.

Rząd Olszewskiego był jednak raczej uznawany za słaby – był też rządem mniejszościowym, co ułatwiło jego upadek. Bezpośrednią przyczyną stało się ujawnienie przez Antoniego Macierewicza, ministra spraw wewnętrznych, „listy agentów” (bierzemy ją w cudzysłów, bo na liście znaleźli się ludzie, których związki ze służbami PRL miały różny charakter, w tym ofiary służb). Rząd Olszewskiego upadł w czasie „nocy teczek” 4 czerwca 1992 roku.

W ostatnich latach Olszewski uważany był za nestora i autorytet prawicy – chętnie cytowany w tej roli w prorządowych mediach. Jak wynika z sondażu OKO.press z grudnia 2016, 10 proc. Polek i Polaków uznaje go za najwybitniejszego polityka po 1989 roku (można było wskazać dwie osoby). Wśród zwolenników PiS – aż 23 proc., częściej wybierali tylko Andrzeja Dudę, Beatę Szydło, Lecha i Jarosława Kaczyńskich.

Najwybitniejsi politycy po 1989 r. Wybory wszystkich badanych w proc. Można było wskazać dwie osoby

Najwybitniejsi politycy po 1989 r. Wybory zwolenników PiS w proc.

OKO.press  przypomina z okazji Jego śmierci niesłychanie ciekawy dokument. Broszura „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa” stanowi dowód zasług Jana Olszewskiego dla antykomunistycznej opozycji demokratycznej, czyli dla wolnej Polski.

Ściąga dla opozycjonistów. Czepiajcie się niedoróbek w wezwaniach

W 1977 roku w podziemiu ukazała się napisana przez Olszewskiego (ale wydana anonimowo) broszura „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”, która była ściągą dla opozycjonistów: uczyła ich, jakie mają prawa i ostrzegała, czego mogą się spodziewać po SB. Miała niecałe 20 stron.

„Na niezależną działalność społeczną (bez względu na jej treści) władze krajów bloku wschodniego są w stanie reagować tylko za pośrednictwem policji i organów ścigania” – pisał Olszewski we wstępie.

Tak wtedy myślała cała opozycja, Sierpień 1980 nie wydawał się możliwy.

Broszura była praktycznym poradnikiem – napisanym przez prawnika, ale prostym, jasnym i klarownym językiem – jak zachowywać się w kontaktach z SB. Dzieliła się na takie rozdziały, jak „wezwanie” czy „zatrzymanie”.

Potężne podziemne wydawnictwo NOWA opublikowało ją w nakładzie 40 tys. egzemplarzy. Miała potem wiele wydań: w archiwum Ośrodka „Karta”, gromadzącym prasę i wydawnictwa ukazujące się w PRL poza cenzurą, zachowało się 9 różnych edycji. 6 z nich ma niewielki format – idealny do schowania w kieszeni.

Olszewski pisał we wstępie, że SB działa „najprzeróżniejszymi, zwykle bezprawnymi metodami”. To zdanie było kluczowe. PRL nie była państwem prawa tak jak III RP – od wielu decyzji nie można się było odwołać, a Trybunał Konstytucyjny nie pilnował przestrzegania konstytucji (powołano go dopiero w 1982 roku, a zaczął orzekać w 1986).

Z drugiej strony, władze PRL przestrzegały własnych przepisów i procedur – nie zawsze i nie w stu procentach, ale na tyle często, że opozycjoniści mogli je wykorzystywać w grze z milicją i SB. 

Broszura Olszewskiego to właśnie podręcznik takiej gry. Doradza np., że zgodnie z kodeksem postępowania karnego (kpk) organ wzywający obywatela do stawienia się (np. w komendzie) ma obowiązek wypełnić wszystkie znajdujące się tam rubryki.

Tymczasem SB często nie wypełniała dwóch kluczowych – „nr sprawy” oraz „w charakterze”. W tej drugiej często zaś wpisy pozostają w sprzeczności z przepisami – pisano byle co, np. „w sprawie urzędowej” albo „w sprawie złożenia wyjaśnień”. Wezwanie przygotowane w sposób nieprzepisowy jest nieważne i można je zignorować — mówi adwokat. I dalej: 

„Natomiast temu, kto stosuje się do nieformalnego wezwania w imię «świętego spokoju» i dobrych stosunków z MO czy SB, wcześniej czy później zostanie przedstawiona propozycja współpracy. Gdyż z reguły nieformalne wezwanie jest pierwszym etapem, na którym SB nawiązuje kontakt z obywatelem (…) SB nie rozmawia z tymi, którzy – obojętnie z jakich powodów – nie chcą z SB rozmawiać, bo to jest czas dla niej stracony”.

Uważajcie na szantaże. Niczego nie podpisujcie, odpowiadajcie „nie”

Cała broszura jest podręcznikiem takich trików – i opisem sposobów działania SB.

Jeżeli ktoś nie odmówi zdecydowanie przy pierwszym spotkaniu zaczynają się telefony, wizyty w pracy i w domu, propozycje spotkań, nieformalne wezwania w sprawie przeprowadzenia niepotrzebnych formalności (a naprawdę wezwania na rozmowę). Potem są prośby o podpisanie zobowiązania do milczenia – rzekomo przedstawiane przez oficera kontrwywiadu.

„Jest to najzwyklejszy bluff, jeden z wielu, którymi SB stara się nas zwykle zaskoczyć. Żaden ubek nie przedstawia się jako ubek. Każdy przedstawia się jako pracownik kontrwywiadu”.

Po podpisaniu jakiegokolwiek zobowiązania SB ma już delikwenta na haczyku. Może go straszyć konsekwencjami niewywiązania się ze zobowiązania – chociaż taki papier ma, jak mówi Olszewski, „taką samą moc prawną, jak tekst, że od 13 kwietnia nie będzie się oglądało telewizji, czyli nie ma żadnej mocy prawnej, choćby był podpisany w obecności samego ministra spraw wewnętrznych”.

Zdarzają się również szantaże – SB wycina niektóre słowa z tekstu albo przekleja podpis, a potem szantażuje obywatela groźbą ujawnienia tego zobowiązania wśród przyjaciół i znajomych.

„Jeżeli kogokolwiek dziwią te metody, niech sięgnie do niedalekiej przeszłości [Olszewski ma na myśli czasy stalinowskie]. W Urzędzie Bezpieczeństwa w stosunkach z obywatelem wszystkie metody są dozwolone”.

Doradzał, żeby nie wchodzić w dyskusje z oficerami SB — na wszystkie żądania odpowiadać „nie”. 

„Niczego nie podpisywać, żądać protokołowania wszystkich rozmów, podawać je do wiadomości publicznej, pisać zażalenia do prokuratury. Jest to na razie jedyny sposób, dzięki któremu każdy z nas indywidualnie może się uwolnić od nacisków, szantażu, osaczenia, działania przeciw sobie, a także zachować spokój wewnętrzny”.

Metodą nacisku są też zatrzymania na 48 godzin. SB traktuje to jako łamanie charakterów. Te zatrzymania, pisze Olszewski, rzadko kończą się aresztowaniem. Natomiast oficerowie mogą straszyć zatrzymanych — np. pokazując im wypełniony wniosek o aresztowanie na 3 miesiące (co w rzeczywistości zdarza się to rzadko). 

Zgodnie z przepisami milicjant ma obowiązek podać przyczynę zatrzymania.

Często mówi „kazali mi”, a niekiedy „nie bądź taki ciekawy, bo dam w mordę”.

Trzeba napisać skargę do prokuratury, poucza adwokat. Nie będzie na nią odpowiedzi, ale niech pozostanie na piśmie ślad bezprawnego zachowania.

Nie dajcie się nabrać na sztuczki. Nie dyskutujcie

Z oficerami nie trzeba rozmawiać! – podkreśla Olszewski.

Odmowa zeznań nie oznacza rezygnacji z obrony, tylko jej odsunięcie do momentu procesu. Wówczas będzie wam pomagał obrońca.

Olszewski ma też dużo do powiedzenia o technikach stosowanych w czasie przesłuchania. Esbecy mogą np. pokazywać skonfiskowane u przyjaciół zdjęcia z przyjęć czy urodzin, twierdząc, że wykonali to „ich ludzie” i dodając „my i tak wszystko wiemy”. Tymczasem z faktu, że coś wiedzą może niewiele wynikać. Żeby to coś miało znaczenie, musi się znaleźć w podpisanym zeznaniu.

Jednym z ich najważniejszych celów jest złamanie solidarności aresztowanych. W tym celu manipulują zeznaniami przyjaciół, pokazując wyrwane z kontekstu fragmenty, próbując zmusić oskarżonych do obciążania się nawzajem.

Inną techniką są próby zaprzyjaźniania się – prowadzenie luźnej rozmowy, częstowanie herbatą czy papierosami. Nie należy się na to nabierać.

Olszewski: „Wagę dowodu ma tylko to, co zostało podpisane. Dlatego protokół sporządzany jest często po wielogodzinnych przesłuchaniach, gdy przesłuchujący wie, że zmęczenie odbiera drugiej stronie chęć do walki o precyzję sformułowań. Może także zacząć wmawiać, że przesłuchiwany powiedział coś, czego w istocie nie powiedział.

Należy więc od początku domagać się formułowania pytań i zapisywania ich do protokołu (a później odmawiać odpowiedzi). Nie należy natomiast prowadzić żadnych rozmów poza protokołem”.

Nie należy – a jest to często popełniany błąd – przekonywać funkcjonariuszy. Ich celem jest zebranie zeznań, które staną się podstawą aktu oskarżenia – przypomina adwokat. I na koniec:

„Będąc w śledztwie pamiętajmy, że kiedyś opuścimy te mury i będzie trzeba spojrzeć kolegom w oczy”.  

„Największą naszą siłą i najlepszą obroną jest zachowanie godności osobistej” – radzi w innym miejscu Olszewski.

Klementyna Suchanow*: „zachowanie godności osobistej” – aktualne

Podobne wycieczki historyczne mogą się wydać zwykłemu obywatelowi zbyt pochopne, za daleko idące. Gdzie tam SB do ludzi Brudzińskiego – zapytacie? Te ciemne moce jednak tkwią w narodzie.

Dzisiejszy autorytaryzm wykorzystuje stare, dobrze zakorzenione w tradycji służb metody. Świat się zmienia, a podchodzenie do protestujących ludzi wciąż takie samo, czy w Rosji, czy w Turcji, czy u nas.

W szczegółach druczków policyjnych czy paragrafów kodeksów następują modyfikacje, ale rady Jana Olszewskiego są uniwersalne.

Od głupich mandatów za sprejowanie po śniegu, po wizyty policji w domu, wezwania na przesłuchanie za dwie godziny, bicie przez policję, wrabianie ludzi w napaść na funkcjonariusza, podsłuch, werbowanie współpracowników – o tym wiemy. To się dzieje.

I tak samo ważne jest „zachowanie godności osobistej” oraz świadomość, że potem „będzie trzeba spojrzeć kolegom w oczy”.

Pytanie tylko, jakie poradniki czytają dzisiaj panowie służbiści?

*pisarka (m.in. biografka Gombrowicza), aktywistka Warszawskiego Strajku Kobiet, znana z wielu spektakularnych akcji protestacyjnych.

  • Czytaj więcej o Klementynie Suchanow

    OKO.press pisało 10 grudnia 2017 o akcji obrzucenia jajami rządowych limuzyn, o protestach przeciw zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej (balonikami z farbą w drzwi PiS, 17 stycznia 2018), o próbie zablokowania ekshumacji smoleńskiej w Łodzi 24 kwietnia 2018, protestach przeciw nowej KRS 27 kwietnia 2018, a także o szykanach, jakie spotykają Suchanow (m.in. wizyta ABW 22 grudnia 2017), podczas protestów pod Sejmem malowała w lipcu 2018 napis „Czas na sąd ostateczny”, została poturbowana. Podczas sierpniowych (2018) protestów pod Pałacem Prezydenckim po interwencji policji policji trafiła do szpitala, gdzie przeszła operację kręgosłupa. Skutki odczuwa do dziś.

    Klementyna Suchanow jest też znaną badaczką życia i twórczości Witolda Gombrowicza oraz historii i literatury Ameryki Łacińskiej, autorką m.in. „Argentyńskich przygód Gombrowicza” (2005) i „Królowej Karaibów” (2013), a także dwutomowej biografii „Gombrowicz. Ja, geniusz” (2017), która wzbudziła duże zainteresowanie.

Paweł Kasprzak*: Znałem tę broszurę na pamięć. Kuchnia policyjna jest taka sama

Pamiętam tę broszurę z dawnych czasów. Niestety, kiedy mnie pierwszy raz zatrzymali w 1977 roku (miałem 16 lat), broszury jeszcze nie było, nie mogłem jej znać. Wtedy nie przychodziło nam nawet do głowy, że można odmówić składania zeznań. Myślałem, że trzeba tak rozmawiać z esbekiem, czy milicjantem, żeby go przekonać do swoich racji, wykazać swoją niewinność. Sprawić, żeby naprawdę uwierzył, że nie zrobiłem tego, co mi zarzuca.

Obywatelskość – to że człowiek ma prawa i że oni je łamią, o tym dowiedziałem się właśnie z broszury „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa” Jana Olszewskiego.

Nauczyłem się wtedy tego na pamięć i do dziś pamiętam. Poznałem procedury, które obowiązywały w MO i SB.
To, z czym mamy do czynienia teraz jest niestety podobne. Policja wysyła źle wypełniane wezwania, albo wezwania w charakterze świadka, żeby postawić zarzuty – czyli robią tak, jak przed laty. Oczywiście system prawny jest nie do porównania, ale kuchnia policyjna, jej jawnie represyjny charakter, to jest identyczne.

* Paweł Kasprzak jest jednym z liderów ruchu Obywateli RP

  • Czytaj więcej o Pawle Kasprzaku

    Paweł Kasprzak, jeden liderów obywatelskich protestów przeciwko łamaniu konstytucji i praworządności przez PiS, które rozpoczęły się w listopadzie 2015 roku. Współtwórca ruchu Obywatele RP.

    Uczestnik i organizator wielu demonstracji, blokad, marszów w obronie praw obywatelskich, niezawisłości sądownictwa i antyfaszystowskich, które w większości relacjonowaliśmy w OKO.press. Organizator kontrmiesięcznic smoleńskich.

    W czasach PRL-u działał w opozycji. Był współzałożycielem NZS i Solidarności Polsko-Czesko-Słowackiej. Współpracował z Władysławem Frasyniukiem, działał w Pomarańczowej Alternatywie i ruchu Wolność i Pokój.

 

OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Masz cynk?