0:00
Prawa autorskie: JDXJDX
28 kwietnia 2021

Żukowska: wśród „wyklętych” byli zbrodniarze. Prawica oburzona, ale to prawda

W prowadzonym przez Michała Rachonia programie telewizyjnym „Woronicza 17” posłanka lewicy Anna-Maria Żukowska powiedziała, że „wyklęci” mordowali Ukraińców i Białorusinach na Kresach. Miała rację

Wydrukuj

Cały program - wyemitowany 25 kwietnia 2021 roku - można obejrzeć na stronie TVP.

Żukowska mówiła w nim o stosunkach polsko-ukraińskich.

„Z drugiej strony mamy bardzo mocne napięcia historyczne. jest kwestia Rzezi Wołyńskiej, jest kwestia band UPA, które przez odpowiednik ukraińskiego IPN są w ogóle gloryfikowane, ale z drugiej strony my też gloryfikujemy żołnierzy wyklętych, którzy też mniejszości białoruskie czy ukraińskie mordowali na ówczesnych Kresach”

[restrict_content paragrafy="0"]

- powiedziała.

W tym momencie natychmiast przerwał Żukowskiej prowadzący Michał Rachoń, a w studiu wybuchła wrzawa.

„Skandaliczne słowa, pani poseł” - komentował polityk PiS Marek Suski.

„W moim ugrupowaniu odróżniamy bandytów (…) od tych, którzy szlachetnie walczyli” - wyjaśniała Żukowska.

Całą wymianę zdań można zobaczyć tutaj:

View post on Twitter

Oburzyły się także prorządowe media. „Czy ona wie, co mówi?” - pytał portal „wPolityce” 25 kwietnia, dodając „Żukowska uparcie forsuje kłamstwa”.

Kult „wyklętych”: PO-PiS kontra lewica

Lewica wielokrotnie przeciwstawiała się polityce historycznej PiS, w której „wyklęci” są bezkrytycznie wychwalani. Kult „wyklętych” łączy PO i PiS: święto ku ich czci zostało ustanowione w 2011 roku dzięki inicjatywie ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, a „za” w parlamencie głosowali wówczas zgodnie i prawie jednomyślnie posłowie PO i PiS (SLD był przeciw).

„W szkołach wprowadziliście historyczną propagandę, zwyczajną polityczną propagandę, zamiast w miarę przynajmniej obiektywnego przekazu naukowego” - mówił jeden z liderów Lewicy Adrian Zandberg (prywatnie doktor historii) w lutym 2021 roku, komentując kult wprowadzony przez PiS.

1 marca 2021 roku - w święto „wyklętych” - młodzieżówka Lewicy zrobiła happening: przemianowała ulicę „Żołnierzy Wyklętych” na warszawskim Bemowie na ulicę „Ofiar Żołnierzy Wyklętych”.

W happeningu wzięła udział także Żukowska. Mówiła wówczas właściwie to samo, co w programie Rachonia:

„Wrzuca się do jednego worka: gen. Nil czy rotmistrz Pilecki jak Łupaszka, Ogień czy Brygada Świętokrzyska”

- mówiła. Dodawała, że wyklęci palili wioski, mordowali ciężarne kobiety i wrzucali do ognia niemowlęta, przeprowadzali czystki etniczne wśród ludności polskiej, litewskiej i białoruskiej i kolaborowali z Niemcami hitlerowskimi.

Lewica stara się odróżniać „dobrych” i „złych” „wyklętych” - bohaterów antykomunistycznego podziemia od zbrodniarzy.

„Mówię to jako wnuczka «żołnierza wyklętego», członka organizacji «Wolność i Niezawisłość»”

- dodawała polityczka Lewicy podczas happeningu 1 marca.

Tak, niektórzy popełniali zbrodnie

Żukowska ma oczywiście rację: niektórzy „wyklęci” (w tym ci, których wymieniła - „Łupaszka”, „Ogień”. „Bury” czy Brygada Świętokrzyska) - ma na sumieniu rozmaite zbrodnie, w szczególności popełniane na mniejszościach narodowych.

Jak mówił w 2019 roku w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” badający zbrodnie „wyklętych” — w szczególności popełnione na Żydach — historyk dr hab. August Grabski, mieli oni na sumieniu tysiące niewinnych cywilnych ofiar.

„Osobiście antysemickie zbrodnie podziemia antykomunistycznego szacowałbym na ponad 200 zabitych Żydów. (…) Trzeba dodać, że ofiar byłoby jeszcze więcej, gdyby nie środki obronne podjęte przez polskich Żydów: przenoszenie się do większych miast oraz powołanie żydowskiej zbrojnej samoobrony współpracującej z MO, UB i ORMO. Rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę zabitych Żydów, był gloryfikowany dziś przez prawicę dowódca Józef Kuraś, ps. Ogień. Jego oddział zabił ponad 30 Żydów, w tym kobiety i dzieci”.

Ofiarą „wyklętych” padali także Białorusini i Ukraińcy. Np. oddział „Burego” zabił około 80 prawosławnych, nieuzbrojonych mieszkańców białoruskich wiosek.

Nie wszyscy „wyklęci” walczyli o Polskę demokratyczną i nie wszyscy byli żołnierzami bez skazy. Prof. Rafał Wnuk mówił w wywiadzie dla „Wyborczej” w 2011 roku:

„«Żołnierze wyklęci» byli bardzo różni. Niektórych nie można stawiać za wzór współczesnego obywatelskiego patriotyzmu, bo pod dzisiejszą Polską by się nie podpisali i nie o taką walczyli. Zrzeszenie «Wolność i Niezawisłość» chciało budować demokratyczne państwo prawa, ale nie wszystkie organizacje podziemne popierały ten projekt”.

Polityka władzy

Sama nazwa „wyklęci” to twór polityki historycznej - jak pisaliśmy w OKO.press, została wymyślona na początku lat 90. celowo, jako część mitologii historycznej prawicy.

Nie przeszkadza to rządzącym gloryfikować „wyklętych”.

„Nie tylko najwspanialej zapisali się na kartach historii Polski, ale swoją wiernością, wiernością swoim przekonaniom, swojemu sumieniu, wiernością Rzeczypospolitej dają nam wspaniałą lekcję jak powinniśmy dbać o przyszłość Polski”

Odsłanianie niewygodnej przeszłości otoczonych oficjalnym kultem partyzantów wywołuje protesty i groźby procesów. To spotkało np. dr. Sławomira Poleszaka z IPN. W grudniu 2020 roku naukowe pismo „Zagłada Żydów” opublikowało artykuł dr. Sławomira Poleszaka, pracownika naukowego IPN, omawiający wojenną przeszłość Józefa Franczaka „Lalusia”, ostatniego „wyklętego”, zamordowanego przez SB w 1963 roku. W niezwykle drobiazgowym, liczącym 46 stron druku artykule, dr Poleszak omawiał kilka epizodów z wojennej biografii „Lalusia” (artykuł można przeczytać za darmo na stronie „Zagłady Żydów”, do czego zachęcamy – tutaj). Dr Poleszak stawiał m.in. hipotezę, że niechęć Franczaka do ujawnienia się po wojnie i pozostawanie w podziemiu wynikało z obawy przed poniesieniem odpowiedzialności za okupacyjne przestępstwa wobec Żydów.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne