08 grudnia 2021

136 krajów za globalnym minimalnym podatkiem CIT. Co to jest i kto zyska najwięcej?

Globalna reforma podatkowa OECD jest historyczna dlatego, że w ogóle powstała. „Porozumienie podatkowe miało skończyć z rajami podatkowymi. Zamiast tego zostało przez nie napisane” - piszą najostrzejsi krytycy. Mają rację?

Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) ogłosiła na początku października, że 136 państw przyłączyło się do międzynarodowego porozumienia w sprawie ustanowienia minimalnego globalnego podatku CIT w wysokości 15 proc. Ustalenia z Paryża stanowią efekt kilku miesięcy intensywnych negocjacji w ramach OECD oraz G20.

Na początku uczestniczyły w nich tylko największe gospodarki świata (w ramach G7), które w maju uzgodniły, że wprowadzą minimalną stawkę podatku CIT. Następnie w lipcu pierwszą wspólną propozycję OECD i G7 zaakceptowało około 100 państw. Sprzeciwiały jej się nadal niektóre państwa (m.in. Irlandia czy Węgry).

Ostatecznie jednak porozumienie zaakceptowały państwa, które łącznie odpowiadają za ponad 90 proc. światowej gospodarki – w tym wszystkie państwa G20 i OECD.

Do porozumienia nie dołączyły cztery państwa — Kenia, Nigeria, Pakistan i Sri Lanka — ponieważ twierdzą, że sprzyja ono głównie budżetom gospodarek wysoko rozwiniętych.

Liderzy polityczni świata zachodniego twierdzą, że osiągnięte porozumienie jest prawdziwą rewolucją. Ustalenia OECD zachwalał Joe Biden: „To dyplomacja, która zmienia światową ekonomię i dotrzymuje słowa danego naszym ludziom”. Sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych Yanet Yellen stwierdziła, że „porozumienie zakończy niszczący, podatkowy wyścig na dno”. Przewodnicząca Komisji Europejskiej, Ursula von der Leyen ogłosiła z kolei, że osiągnięte porozumienie jest „historyczne” i „stanowi duży krok w kierunku uczynienia globalnego systemu podatkowego sprawiedliwym”.

W rzeczywistości jednak, o czym głośno mówią przedstawiciele organizacji walczących o sprawiedliwość podatkową, reforma OECD stworzona została przez najbogatsze państwa i służy głównie ich interesom. Rzeczywiście zapewni większe wpływy podatkowe, ale głównie najbogatszym krajom. Aby jednak zrozumieć, dlaczego tak jest, musimy przyjrzeć się, co zmieni nowe porozumienie podatkowe.

Miliardy znikające w rajach podatkowych

Transfer zysków przez korporacje do korzystnych jurysdykcji podatkowych przyprawia państwa o duży ból głowy. Z najbardziej wiarygodnych szacunków — przeprowadzonych w 2015 roku przez ekonomistów Thomasa Tørsløva, Ludviga Wiera and Gabriela Zucmana - wynika, że międzynarodowe korporacje sztucznie transferują do rajów podatkowych około 36 proc. swoich zysków. To około 600 miliardów dolarów z 1,7 biliona dolarów zysków. Skąd pochodzą zyski. W skali świata około 35 proc. z nich transferowanych jest z państw UE, 30 proc. z krajów rozwijających się, a 25 proc. ze Stanów Zjednoczonych.

Co więcej, aż 80 proc. zysków ląduje w rajach podatkowych takich jak Irlandia, Luksemburg czy Holandia. Oznacza to, że zyski globalnych korporacji znikają w państwach, które należą do grona krajów wysoko rozwiniętych oraz są członkami Unii Europejskiej.

W jaki sposób transferuje się zyski do rajów podatkowych? Korporacje wykorzystują do tego transakcje transgraniczne między podmiotami powiązanymi w ramach grup kapitałowych. Większość dużych, transnarodowych podmiotów to w rzeczywistości konglomeraty, zrzeszające do kilkudziesięciu spółek. Przykładowo, pod Alphabet (Google) kryje się około 15 filii, działających w różnych państwach i w różnych sektorach gospodarki.

Istnieją trzy główne sposoby na unikanie podatków.

Po pierwsze, poprzez eksport usług i towarów po zaniżonych cenach między spółkami z wykorzystaniem polityki cen transferowanych. Przykładem takiego mechanizmu jest słynna „podwójna irlandzka z holenderską kanapką” (z ang. double Irish with Dutch sandwich), dzięki której do 2017 roku Google zaoszczędził 1 bilion dolarów na podatkach.

Po drugie, poprzez pożyczki i odliczenie płatności odsetkowych. Przykładowo Facebook zaciąga pożyczkę od swojej irlandzkiej filii, a następnie odlicza płacone od niej odsetki od podatków należnych w Stanach Zjednoczonych.

Po trzecie, poprzez aktywa niematerialne, czyli przenoszenie licencji, patentów i znaków towarowych do rajów podatkowych. Kiedyś przeniesienie działalności firmy do innego państwa wymagało wybudowania fabryki i zatrudnienia pracowników. Dziś wystarczy zarejestrować patent na spółkę operującą w raju podatkowym. W praktyce oznacza to kilka kliknięć myszą. Sposób ten stał się szczególnie popularny w ostatnich dekadach wraz ze wzrostem znaczenia sektorów IT i ICT.

Dwa filary porozumienia

Ostatecznie porozumienie podatkowe, zaproponowane przez OECD, składa się z dwóch filarów i powinno wejść w życie w 2023 roku.

Pierwszy filar ma zapewnić bardziej sprawiedliwą dystrybucję wpływów podatkowych na świecie. Dotyczyć będzie największych korporacji – takich, które rocznie wykazują obrót w wysokości 20 mld euro oraz rentowność (stosunek zysku przed opodatkowaniem do przychodu) na poziomie przynajmniej 10 proc. W obecnym systemie spółki te opodatkowane są tam, gdzie zadeklarują swoje zyski. Prowadzi to do transferu zysków z państw, gdzie korporacje zarabiają, do tych, w których mogą zapłacić najniższe podatki.

W nowym systemie spółki mają zacząć płacić podatki tam, gdzie prowadzą realną działalność gospodarczą, czyli osiągają przychody ze sprzedaży dóbr i usług.

Przykładowo mający swoją siedzibę w Dublinie Facebook zostanie zobowiązany do płacenia podatków w tych krajach, gdzie zarabia, czyli głównie w Stanach Zjednoczonych. Konkretnie, realokowane będzie 25 proc. zysków powyżej 10 proc. progu rentowności.

Drugi filar zakłada ustanowienia minimalnej efektywnej stawki podatku CIT w wysokości 15 proc. dla firm, których roczne przychody przekraczają 750 mln euro. Minimalny CIT obejmie zagraniczne filie dużych korporacji transnarodowych.

O co konkretnie chodzi? Posłużmy się znów przykładem Facebooka. Jeżeli amerykański gigant technologiczny zapłaci w Irlandii CIT na poziomie 3 proc., to Stany Zjednoczone będą mogły domagać się od spółki uzupełnienia należności podatkowej (do wysokości 15 proc.).

Oznacza to, że efektywnie największe korporacje powinny płacić przynajmniej 15 proc. podatku CIT bez względu na to, gdzie deklarują swoje zyski.

Chodzi tu przede wszystkim o takie spółki jak Amazon, Facebook, Alphabet (właściciel Google), Netflix, Apple czy Microsoft, znane również jako Krzemowa Szóstka (z ang. Silicon Six). Z analizy Fair Tax Foundation wynika, że w latach 2011-2020 zapłaciły one jedynie 3,6 proc. podatku dochodowego.

Jaki efekt dla wpływów podatkowych będzie miało nowe porozumienie? Odpowiednie symulacje przeprowadziło EU Tax Observatory, pracujące przy Paris School of Economics. Wynika z nich, że reforma globalnego systemu podatkowego przyniesie korzyści głównie krajom najzamożniejszym.

  • Przy stawce 15 proc. kraje Unii Europejskiej zyskają w pierwszym roku łącznie 64 mld euro dodatkowych wpływów - w tym najwięcej Belgia (20 mld) oraz Niemcy (8 mld) - a po 10 latach 72 mld rocznie.
  • W skali świata najwięcej zyskają Stany Zjednoczone (w 1 roku 51 mld dodatkowych wpływów, a po 10 latach 53 mld rocznie).

Istotne są jednak statystyki dotyczące wpływów podatkowych w podziale na poziom rozwoju państwa. Okazuje się, że na nowym układzie podatkowym kraje o wysokich dochodach zwiększą wpływy z CIT o 18 proc., kraje o wyższych średnich dochodach 3 proc., a kraje o niskich dochodach jedynie 1 proc.

Skąd takie różnice? Głównie stąd, że większość dużych korporacji wywodzi się z państw bogatych i również tam generuje największe przychody.

Głos Polski – za, a nawet przeciw

Na początku propozycji podatkowej OECD sprzeciwiała się również Polska. Minister finansów, funduszy i polityki regionalnej, Tadeusz Kościński od początku zaznaczał, że minimalny podatek nie może wpłynąć na opodatkowanie zagranicznych spółek, które inwestują w Polsce. W tej opinii nie był zresztą odosobniony – podobne zastrzeżenia zgłaszały między innymi Węgry czy Estonia.

Chodziło o to, aby minimalny podatek nie zwiększył efektywnego podatku płaconego przez firmy, które prowadzą w Polsce rzeczywistą działalność gospodarczą. Przykładowo, jeżeli spółka wybudowała w Polsce fabrykę i zatrudnia pracowników, to nie powinna być objęta minimalnym podatkiem CIT. Natomiast podatek miałby już dotyczyć spółek, które wyłącznie rejestrują działalność w danym kraju, a równocześnie nie zatrudniają pracowników i nie inwestują w kapitał rzeczowy.

Do porozumienia wprowadzono jednak mechanizm wyłączenia rzeczywistej działalności gospodarczej (z ang. substance based carve-out). Na czym polega? W pewnym uproszczeniu: mechanizm ten pozwala na zmniejszenie należnego minimalnego podatku o 10 proc. siatki płac oraz 8 proc. aktywów materialnych. Ma on chronić konkurencję podatkową między państwami.

Jeżeli Polska tworzy sprzyjające warunki do prowadzenia działalności gospodarczej dla zagranicznych spółek, to powinna móc z tego korzystać, o ile zatrudniają one w naszym kraju pracowników i inwestują w kapitał materialny.

Rozwiązanie to jest jednak silnie krytykowane, ponieważ znacznie zmniejsza wynikające z reformy nowe wpływy podatkowe. Z wyliczeń wspomnianego wcześniej EU Tax Observatory wynika, że bez mechanizmu wyłącznie rzeczywistej działalności gospodarczej dodatkowe wpływy podatkowe w państwach Unii Europejskiej wyniosłyby nie 64 miliardy, a 83 miliardy, czyli o ponad 20 proc. więcej.

Dzięki uwzględnieniu powyższego mechanizmu Polska dołączyła do porozumienia już w lipcu, potwierdzając tym samym swoje zainteresowanie wypracowaniem nowego reżimu podatkowego. Jakie korzyści osiągniemy z proponowanych rozwiązań?

Szacunki wskazują, że polski budżet mógłby zyskać około 2 mld euro. Jednak gdyby nie stosować mechanizmu wyłączenia rzeczywistej działalności gospodarczej, byłoby to 3,7 mld euro.

Czy to dużo? W 2018 roku wpływy do budżetu z tytułu CIT wynosiły około 44 mld zł. Oznacza to, że porozumienie podatkowe w obecnym kształcie zwiększy wpływy CIT o około 20 proc.

To sporo w odniesieniu do wpływów CIT, ale niewiele, gdy chodzi o budżet w całości. W 2018 roku całkowite wpływy budżetowe wyniosły 410 mld. Jak możemy szybko policzyć, na reformie globalnego systemu podatkowego polski budżet zyska około 2 proc. dodatkowych wpływów podatkowych.

Historyczne, lecz zupełnie nieadekwatne porozumienie

Porozumienie, do którego dołączyła większość najważniejszych gospodarek świata, to historyczna szansa na reformę archaicznego systemu podatkowego. W ostatnich dekadach w światowej gospodarce zaszły zmiany, które umożliwiły dużym korporacjom ucieczkę z podatkami przed aparatem fiskalnym państwa. Globalizacja pozwoliła z łatwością tworzyć zagraniczne filie w dowolnym miejscu na świecie. Rozwój technologiczny przyczynił się z kolei do opracowania nowych metod unikania podatków. To wszystko prowadzi do coraz większego poczucia niesprawiedliwości podatkowej w społeczeństwie.

Podatki płacą wszyscy, oprócz tych, których naprawdę na to stać.

A potrzeby rosną i to nie tylko efekt epidemii COVID-19, ale również potężnych wyzwań cywilizacyjnych – potrzeb cyfryzacji gospodarek, walki ze zmianami klimatu czy przeciwdziałania negatywnym skutkom starzenia się społeczeństw.

Reforma zaproponowana przez OECD jest historyczna, ale tylko pod tym względem, że w ogóle została zaproponowana. Poza tym, została skrytykowana przez większość organizacji, które zajmują się kwestiami sprawiedliwości podatkowej.

Kierowniczka zespołu polityki podatkowej Oxfam, Susana Ruiz stwierdziła: „Porozumienie podatkowe miało skończyć z rajami podatkowe raz i na zawsze. Zamiast tego zostało przez nie napisane”. Koordynatorka podatkowa Eurodad, sieci organizacji pozarządowych kontrolujących globalny system finansowy twierdzi z kolei:

„Jeżeli ktokolwiek potrzebował lepszych dowodów na to, że globalne zasady opodatkowania nie powinny być ustalane przez tajemnicze ciała, w których kraje nie są traktowane na równych warunkach, to jest to. OECD stworzyło porozumienie, które silnie sprzyja interesom większych i bogatych państw, kosztem najuboższych krajów”.

Dodatkowo, grono ekonomistów zrzeszonych w ramach niezależnej komisji podatkowej ICRICT wystosowało list otwarty, w którym nazywa reformę OECD „globalnym układem podatkowym dla najbogatszych”. Wśród sygnatariuszy znaleźli się między innymi noblista Joseph Stiglitz, gwiazda światowej ekonomii Thomast Piketty czy specjalista od podatków Gabriel Zucman.

Trzy główne zarzuty

Na czym polega problem? Istnieją de facto trzy główne zarzuty wobec reformy.

Po pierwsze, proponowana stawka minimalnego podatku jest zbyt niska. Przypomnijmy, że jeszcze w kwietniu administracja prezydenta Stanów Zjednoczonych, Joe Bidena proponowała, aby minimalna stawka wyniosła 21 proc. Z czasem jednak głównie pod naciskiem Irlandii, stawka ta została zmniejszona do 15 proc.

Stawka 15 proc. jest znacznie mniejsza niż ta rekomendowana przez panel FACTI przy Organizacji Narodów Zjednoczonych (między 20-30 proc.) oraz komisję IRICT (25 proc.).

Dodatkowo, symulacje EU Tax Observatory pokazują dokładnie, o ile zwiększyłyby się wpływy podatkowe państw przy wyższych stawkach (bez mechanizmu wyłączenia realnej działalności gospodarczej). I tak przy stawce 21 proc. wpływy w UE wyniosłyby 170 mld euro, przy 25 proc. już 230 mld, a przy 30 proc. aż 320 mld. Z kolei przy stawce 15 proc. byłoby to wyłącznie 83 mld euro, czyli prawie czterokrotnie mniej niż przy najwyższej stawce.

Po drugie, w toku negocjacji nie uwzględniono głosu najmniej zamożnych państw. W OECD, w ramach którego toczyły się rozmowy nad reformą podatkową, zrzeszone jest 38 wysoko rozwiniętych i demokratycznych państw. OECD stworzyło system włączenia innych zainteresowanych państw spoza OECD do negocjacji (z ang. The Inclusive Framework). W październiku łącznie 123 państwa dołączyły do dyskusji.

Jednak, jak wskazuje sieć organizacji pozarządowych Eurodad, ponad 1/3 państw nie została włączona do rozmów. Przykładowo, z 54 krajów Afryki mniej niż połowa uczestniczyła w negocjacjach.

Co więcej, twierdzi się, że głos mniejszych państw był ignorowany. Jakiś czas temu organizacja ATAF (z ang. African Tax Administration Forum) zaproponowała w imieniu 38 państw z Afryki własną, prostszą reformę podatkową, która zwiększałaby sprawiedliwość podziału wpływów podatkowych.

Po trzecie, mechanizm wyłączenia rzeczywistej działalności gospodarczej jest niepotrzebny i źle zaprojektowany Uwzględnia on bowiem nie tylko działalność takich spółek jak firmy z sektora wydobywczego, ale też na przykład banków. Wiemy natomiast, że sektor finansowy również unika płacenia podatków i to prawdopodobnie na dużą skalę. Dodatkowo sam mechanizm znacząco uszczupli dodatkowe wpływy budżetowe. Czy świat potrzebuje silniejszej konkurencji podatkowej? Raczej nie. Zdecydowanie natomiast potrzebuje uzupełnienia braków budżetowy, szczególnie w kontekście kryzysu wywołanego COVID-19. Wobec tego eksperci z EU Tax Observatory sugerują, aby z tego mechanizmu całkowicie zrezygnować. Korzyści byłyby wymierne – również dla Polski.

Pozostaje mieć nadzieję, że przynajmniej część z tych postulatów zostanie jeszcze uwzględniona w porozumieniu.

Udostępnij:

Nikodem Szewczyk

Ekonomista i socjolog. Współpracuje z ośrodkiem analitycznym SpotData i Fundacją Instrat. Wcześniej pracował w Instytucie Badań Strukturalnych. Zajmuje się głównie nierównościami, polityką publiczną i rynkiem pracy

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne