0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.plAgnieszka Sadowska /...

„Zmarł z powodu wyziębienia” – napisał nam wieczorem w środę 10 listopada Rawand, Irakijczyk, z którego informacji korzystaliśmy już parokrotnie. Dodał, że białoruscy pogranicznicy zabrali 14-letniego chłopaka do szpitala. Kilka razy dopytywaliśmy Rawanda, czy młody Kurd nie został zabrany, by ratować mu życie. I czy jest pewien, że doszło do tragedii. „100 proc.” – odpisał. Kiedy zmarł? "Now" - teraz.

Wkrótce potem wiadomość o śmierci chłopca potwierdził nam inny migrant, z którym mamy kontakt. Wsyar napisał: "Child is dead. Yes".

Nie udało nam się uzyskać potwierdzenia w kilku innych naszych źródłach z tego obozu. Łączność z nimi staje się coraz trudniejsza, bo wyczerpują się powerbanki i ich telefony komórkowe zamierają. Pytanie strony białoruskiej mijałoby się z celem, podobnie jak polskich władz, bo tragedia wydarzyła się na terenie Białorusi.

„Pomocy, zamarzniemy” – wiadomości o takiej treści dostajemy od wtorku od migrantów i uchodźców, którzy wpadli w pułapkę białoruskiego reżimu i koczują nieopodal przejścia w Kuźnicy. Obóz powstał w poniedziałek 8 listopada, kiedy służby białoruskiego reżimu przejęły kontrolę nad pokojowym marszem organizowanym przez Kurdów.

Przeczytaj także:

„Moim zdaniem w najbliższym czasie migranci nie zostaną wypuszczeni. Obóz będzie regularnie rozciągany wzdłuż granicy, będą akcję niszczenia płotu, tak, by jak najbardziej osłabić Polskę i zmusić ją do ustępstw. Niestety, będą trupy” – mówił w środę rano OKO.press białoruski pogranicznik, który pracuje ok. 50 km od obozu w Kuźnicy. Jak widać, najprawdopodobniej miał rację. Jeśli informacje Irakijczyków się potwierdzą to będzie pierwsza ofiara w powstałym w poniedziałek obozie.

Już wcześniej dochodziło tam do niepokojących scen. Na jednym z nagrań w mediach społecznościowych widać, jak białoruskie służby transportują na noszach jakąś osobę. Przed nimi idzie ratownik medyczny. Do tej pory nie udało nam się dowiedzieć, co się wydarzyło. Kobietę, która zasłabła, widać było z kolei na propagandowym filmie Sputnika.

Szacuje się, że tuż przy polskiej granicy i okolicznych lasach może koczować nawet dwa tysiące osób. Pilnują ich uzbrojeni pogranicznicy i wojskowi, którzy uniemożliwiają przyjezdnym powrót do Mińska lub Grodna. Często też strzelają w powietrze, by nastraszyć koczujących i wymusić spokój. We wtorek i w środę Białorusini przywieźli do obozu wodę i jedzenie. Nie było go jednak dużo. Jedna z osób, z którą mamy kontakt, dostała tylko butelkę wody. Druga napisała, że ludzie musieli walczyć o jedzenie.

Udostępnij:

Szymon Opryszek

Szymon Opryszek - niezależny reporter, wspólnie z Marią Hawranek wydał książki "Tańczymy już tylko w Zaduszki" (2016) oraz "Wyhoduj sobie wolność" (2018). Specjalizuje się w Ameryce Łacińskiej. Obecnie pracuje nad książką na temat kryzysu wodnego. Autor reporterskiego cyklu "Moja zbrodnia to mój paszport" nominowanego do nagrody Grand Press i nagrodzonego Piórem Nadziei Amnesty International.

Przeczytaj także:

Komentarze