Prawa autorskie: Sylwia Penc / Agencja Wyborcza.plSylwia Penc / Agencj...
10 listopada 2022

2/3 górników uważa, że za bardzo polegamy na węglu. O dekarbonizacji mówią: „Trzeba, choć serce boli"

„Praca to jest nasz dom, a górnicy są jak jedna rodzina. To specyficzny zawód. I górnicy o tę swoją rodzinę i ten dom dbają - kiedy wiemy, że kiedyś go stracimy, serce boli"- mówi Roland Zagórski z katowickiej kopalni Wujek. "Jednocześnie wiem, że transformacja musi się odbyć"

Dwie trzecie górników uważa, że polska gospodarka jest zbyt mocno oparta na węglu. 70 proc. badanych czuje, że wciąż ma zbyt mało informacji na temat odchodzenia od węgla i przyszłości górnictwa. 63 proc. odpowiedziało, że przeciwdziałanie zmianom klimatu powinno być jednym z najważniejszych zadań Unii Europejskiej i że koszty skutków globalnego ocieplenia przewyższą koszty zielonej transformacji.

Połowa ankietowanych uważa, że zielona transformacja to szansa dla rozwoju regionów. 70 proc. czuje, że ich głos nie został wzięty pod uwagę w planowaniu transformacji.

63 proc. na pytanie o zaufanie do rządu odpowiedziało: zdecydowanie nie mam zaufania. 18 proc. "raczej nie ma zaufania". To w sumie 81 proc. pytanych.

To wyniki badań, jakie przeprowadził Instytut Spraw Publicznych. W raporcie "Co po węglu?" eksperci zapytali 300 górników ze Śląska i Wielkopolski o transformację energetyczną i przyszłość węglowych regionów.

Górnicy za transformacją, ale widzą zagrożenia

"Praca to jest nasz dom, a górnicy są jak jedna rodzina. To specyficzny zawód. I górnicy o tę swoją rodzinę i ten dom dbają - kiedy wiemy, że kiedyś go stracimy, serce boli"- mówi w rozmowie z OKO.press Roland Zagórski, przewodniczący Związku Zawodowego Górników w Kopalni “Wujek” i wiceprzewodniczący ZOK PGG. "Jednocześnie mamy świadomość, że ta zmiana musi się odbyć. Nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.

Węgiel z definicji jest zasobem odnawialnym, ale do jego odnowienia, a w zasadzie jego powstania z drzewa potrzeba setek milionów lat. Tego czasu nie mamy, więc trzeba stawiać na inne źródła.

Kibicuję planom utworzenia elektrowni jądrowej, o której słyszę od swojego dzieciństwa. Uważam, że to potrzebna inwestycja, bo już teraz, przy okazji konfliktu na wschodzie, widać, że górnictwo nie zawsze może pomóc. Trzeba działać, żeby zabezpieczyć się na przyszłość" - dodaje.

Z raportu ISP dowiadujemy się, że 67 proc. górników zgadza się ze stwierdzeniem, że odwlekanie przez rząd decyzji o odejściu od węgla pogorszyło ich sytuację. Ankietowani zwracają uwagę na to, że rząd prowadzi niespójną politykę energetyczną i nie jest konsekwentny we wprowadzaniu potrzebnych reform.

"Górnicy uważają, że polityka klimatyczna powinna być dostosowana do każdego z krajów, do ich sytuacji i posiadanych zasobów. Jeśli więc mamy rezygnować z węgla, to powinniśmy mieć alternatywę, stabilizator, który zapewni bezpieczeństwo energetyczne kraju" - mówi jedna z autorek raportu, Paulina Sobiesiak-Penszko. "W tym kontekście górnicy podkreślają, że niestety na tym etapie Polska nie jest przygotowana na odejście od węgla, ale nie jest to odpowiedzialność polityki klimatycznej Unii Europejskiej, tylko wynik zaniedbań politycznych z przeszłości i teraźniejszości" - dodaje.

Brak spójnej wizji transformacji energetycznej to największa przeszkoda w odchodzeniu od węgla, jaką wskazują przepytani górnicy. Wśród innych wymieniają m.in. zbyt mało środków w stosunku do potrzeb czy zablokowanie unijnych funduszy dla Polski.

Po co zamykać kopalnie, skoro Chiny tego nie robią?

Górnicy mają jednak też obiekcje dotyczące polityki klimatycznej w ogóle. Jeden z nich (ISP przeprowadził dodatkowo 15 pogłębionych wywiadów) mówi ekspertom: "Co z tego, że my zamkniemy kopalnie, skoro Chiny nie mają żadnych obostrzeń?". 54 proc. badanych odpowiedziało, że wdrożenie unijnej polityki klimatycznej to zagrożenie dla polskiej gospodarki (w tej grupie większość stanowią górnicy z Wielkopolski Wschodniej, których nie obejmuje umowa społeczna- o niej za chwilę).

60 proc. uważa, że Polski na zieloną transformację w szerokim wymiarze nie stać. Autorzy przyznają, że spośród 15 osób, które udzieliły wywiadów, tylko jedna uznaje wpływ człowieka na zmianę klimatu.

„Przełomem w moim myśleniu było to, jak zacząłem czytać i analizować, że my jesteśmy w stanie jako ludzkość na podstawie izotopów węgla rozpoznać, czy CO2 jest ze spalonego węgla, czy z wulkanu (...) ta świadomość zrujnowała moje myślenie o tym, że będziemy sobie spokojnie ten węgiel kopać"

- wyjaśnia rozmówca. "Szokuję ludzi, mówiąc, że to moje brzemię, z którym muszę sobie dawać radę".

Fedrowanie do 2049

Najważniejszym elementem dekarbonizacji jest podpisana w 2021 roku umowa społeczna z górnikami.

Co się w niej znalazło? Przede wszystkim – harmonogram zamykania kopalń. Ostatnie zakończą fedrowanie w 2049 roku. Pełną rozpiskę można zobaczyć w tabeli przygotowanej przez autorów raportu:

Umowa określa także, co będzie przysługiwać pracownikom likwidowanych jednostek: mogą być przenoszeni do innych zakładów, ale również skorzystać z urlopu górniczego lub urlopu dla pracowników zakładu przeróbki mechanicznej węgla. Jeśli mają przynajmniej roczny staż przysługuje im prawo do odprawy w wysokości 120 tysięcy złotych netto. W umowie są również zapisy dotyczące indeksacji płac i zobowiązanie rządu do powołania Funduszu Transformacji Śląska.

We wtorek 8 listopada 2022 roku rząd przyjął projekt dotyczący utworzenia spółki zajmującej się Funduszem. Spółka ma pomóc śląskim przedsiębiorcom w rozwoju, a także wspierać powstawanie nowych miejsc pracy.

Co z Izerą?

"Umowa społeczna była długo negocjowana i mam nadzieję, że jej warunki zostaną przez rząd spełnione"- mówi Roland Zagórski. "Żeby to się udało, rząd powinien przede wszystkim dopilnować, żeby umowa została zatwierdzona przez Unię Europejską i nabrała wartości prawnej. Tymczasem minął już ponad rok i nic się nie dzieje w Brukseli w tej sprawie - a Polskę przecież prawo unijne obowiązuje i nawet uchwalane w nocy ustawy, że prawo polskie jest ważniejsze, tego nie zmienią. Chciałbym, żebyśmy wreszcie wyszli z fazy obietnic do fazy ich spełniania" - dodaje.

Jak podkreśla, jedną z zapowiedzi rządu Zjednoczonej Prawicy była budowa fabryki samochodów elektrycznych Izera w Jaworznie. Wielu górników wiązało z tym miejscem swoją zawodową przyszłość i widziało szansę na przebranżowienie.

„Tymczasem fabryki wciąż nie ma i nie mamy pewności, czy w ogóle będzie"

- komentuje Zagórski.

Rząd wciąż utrzymuje, że w 2024 roku ruszy produkcja polskich aut elektrycznych. Fabryka, razem z firmami współpracującymi, ma zatrudnić 15 tysięcy osób. Na razie działka, na której ma powstać zakład, stoi nieruszona, a mimo to na Izerę - według informacji z sierpnia 2022 roku - wydano już 69 mln zł. To koszt, który miały pochłonąć m.in. projekty linii produkcyjnej i opracowanie koncepcji produkcji.

"Planowane na drugą połowę 2022 r. rozpoczęcie budowy fabryki, z której miałoby wyjeżdżać co najmniej 100 tys. e-aut rocznie, jest nierealne. Choć i tak to termin o rok opóźniony w stosunku do pierwotnego" - pisała w sierpniu "Rzeczpospolita".

Górnicy szukają nowej pracy

"Nam obiecano, że miejsca pracy będą. Nie czekając jednak na rząd, nasz związek zawodowy sprawy w swoje ręce, udało się znaleźć firmę, która dzięki środkom unijnym pomaga górnikom się przekwalifikować. Ponad 20 osób ma już uprawnienia do prowadzenia pojazdów ciężarowych. Polska jest jednym z potentatów na rynku transportu międzynarodowego, a kierowców brakuje, więc widzimy w tym szansę. Jednocześnie uważam, że nie możemy skupiać się wyłącznie na sektorze usług, potrzebujemy również produkcji. Bez produkcji staniemy się tylko tanią siłą roboczą dla Europy, a Śląsk dosięgnie to samo, co wydarzyło się w Wałbrzychu w latach 90. Nie wyobrażam sobie takiego scenariusza" - komentuje Roland Zagórski. "Martwię się o siebie, mam 38 lat, więc do emerytury jeszcze daleko. Martwię się o moich kolegów, czy będą mieli możliwość zmiany pracy i utrzymania godnych warunków bytowych. Górnicy są twardzi, ale im też trzeba pomóc"- dodaje.

Umowa społeczna została - jak wynika z raportu - dobrze odebrana przez śląskich górników. "Już wiemy, na czym stoimy" - mówił jeden z rozmówców ISP. Jednocześnie aż 60 proc. badanych odpowiedziała, że nie otrzymuje odpowiednich informacji o możliwości przekwalifikowania się. 71 proc. badanych uważa, że nie są wystarczająco informowani o planach rządu i pracodawcy. Zdecydowana większość górników o postanowieniach umowy społecznej dowiedziała się z mediów.

Umowa społeczna w ogniu krytyki

Pytani przez ISP górnicy wskazują również na niedociągnięcia w umowie. "To, że ktoś daje 120 tys. zł do ręki za to, że ktoś się zwolni z pracy, jest dla mnie absurdalne. Raz, że jak kogoś chcą zwolnić z innej pracy, to zwalniają. Jakaś odprawa jest, ale bez takich pieniędzy. Dwa, że te pieniądze powinny służyć temu, żeby tych górników przekwalifikować i dać im pracę"- mówi jeden z nich.

Umowa społeczna była również krytykowana przez ekspertów m.in. z fundacji ClientEarth. Prawnicy z ClientEarth podkreślali, że w obecnym kształcie nie może zostać zatwierdzona przez Komisję Europejską.

"W prawie unijnym istnieją szczegółowe przepisy dotyczące pomocy publicznej dla górnictwa węgla kamiennego i aktualnie nie przewidują one możliwości przyznawania pomocy operacyjnej dla działających kopalń.

Dodatkowym utrudnieniem jest okoliczność, że obecnie Komisja Europejska, badając proponowane przez państwo środki pomocowe, analizuje ich wpływ na klimat, a unijne prawo konkurencji znajduje się w procesie dostosowania do celu neutralności klimatycznej do 2050 roku"

- pisali w oświadczeniu z marca 2021 roku, kiedy trwały ostateczne rozmowy dotyczące podpisania umowy.

Eksperci zaznaczali, że nie widzą możliwości fedrowania aż do 2049 roku. "Tym porozumieniem rząd odbiera nam szansę na przeprowadzenie sprawiedliwej transformacji w Polsce. Jest to oszukiwanie społeczeństwa i działanie wbrew jego woli, oszukiwanie samych górników i dalsze okradanie najmłodszych pokoleń z bezpieczeństwa w przyszłości” – mówił Dominik Olędzki z Koalicji Klimatycznej.

Górnicy z kopalni węgla brunatnego pominięci

Z perspektywy górników najważniejszym "niedociągnięciem" umowy społecznej jest wzięcie pod uwagę wyłącznie kopalni węgla kamiennego. To powoduje, że benefity zawarte w umowie nie będą przysługiwać osobom zatrudnionym w kopalniach odkrywkowych węgla brunatnego na Dolnym Śląsku, w Bełchatowie i w Wielkopolsce Wschodniej. "Oczywiście związki zawodowe próbują, żeby był podobny dokument, ale strona rządowa, nie mając już dla nas pieniędzy, właściwie spisuje nas na straty" - mówi jeden z rozmówców ISP.

Jednocześnie proces dekarbonizacji w Wielkopolsce Wschodniej postępuje znacznie szybciej niż na Śląsku. Należąca do Zygmunta Solorza półka ZE PAK ogłosiła, że region będzie neutralny dla klimatu do 2040 roku.

Pan Maciej (nazwisko do wiadomości redakcji), zatrudniony w KWB "Konin" mówi w rozmowie z OKO.press, że na razie niewiele osób dostało pracę w innych spółkach należących do właściciela ZE-PAKu. Niektórzy znajdują zatrudnienie np. przy rozwijanej przez firmę Zygmunta Solorza farmie fotowoltaicznej. "Nie jest to jednak powszechna sprawa. Nie mamy nawet organizowanych szkoleń, które pomogłyby w znalezieniu innej pracy"- dodaje pan Maciej.

Nadzieję dają zapowiedzi dotyczące budowy elektrowni jądrowej w miejsce elektrowni "Pątnów". To jednak, jak podkreśla pan Maciej, bardzo świeża sprawa. "Ta wiadomość spadła na nas jak grom, wcześniej były rozmowy o małych reaktorach, a okazało się, że ma to być potężna inwestycja, która może zmienić układ sił w regionie, jeśli chodzi o przyszłość i zatrudnienie. Dopiero po tych zapowiedziach zacząłem sprawdzać, ile osób jest potrzebnych do pracy w takiej elektrowni. I byłem pozytywnie zaskoczony - to mogą być tysiące miejsc pracy. Jestem jednak przekonany, że kopalnie zakończą działanie przed otwarciem elektrowni - co się stanie z pracownikami w międzyczasie? Możliwe, że właściciel firmy pójdzie za ciosem i zacznie ich przygotowywać do pracy w elektrowni jądrowej. To wszystko domysły, bo sprawa jest naprawdę świeża" - mówi pan Maciej.

Odkrywki kończą pracę

W kwietniu 2022 spółka ZE-PAK ogłosiła, że zamknie wszystkie elektrownie węglowe do 2024 roku. Tym samym potwierdziła, że za dwa lata zamknie się także odkrywka Tomisławice - jedyna, która miała działać w Wielkopolsce do 2030 roku i zasilać w surowiec ostatnie węglowe bloki.

Państwowe odkrywki - Bełchatów, Pole Szczerców i Turów - będą działały znacznie dłużej. Według planu zostaną zamknięte odpowiednio w 2026 roku, 2038 i 2044. Także pracownicy tych odkrywek nie mają zagwarantowanych benefitów, na jakie mogą liczyć śląscy górnicy.

"Miesiąc temu z inicjatywy prezesa ZE-PAK Piotra Woźnego pojawił się pomysł, żeby zbierać podpisy pod apelem do rządu, żebyśmy zostali objęci podobnymi regulacjami, co górnicy ze Śląska. Chodzi przede wszystkim o emerytury pomostowe i odprawy" - mówi pan Maciej. "O sprawiedliwej transformacji nikt tutaj nie słyszał. Komunikacja z zarządem jest bardzo słaba. Dwa lata temu rozesłano nam dobrowolne ankiety z pytaniami o to, co chcielibyśmy robić po zamknięciu kopalni, jak chcemy się przebranżowić. Po tym nie wydarzyło się nic.

Górnicy są zwalniani, bo wydobycie u nas spada, odkrywka Drzewce została zamknięta w tym roku, Jóźwin ma zamknąć się w 2023. Tomisławice miała działać jeszcze długie lata, ale najprawdopodobniej podziała tylko do 2024. Wszyscy czekamy, co dalej. Niektórzy, w tym ja, szczęśliwie doczekają emerytury górniczej. Ale co z innymi?"

- zastanawia się.

Ościsłowo - pierwszy sygnał

Na pytanie, czy spodziewał się tak szybkiego zakończenia życia wielkopolskich odkrywek, odpowiada: pięć lat temu wyliczyłem, że zamknięcie kopalni odbędzie się w ciągu dekady. "Patrząc na daty zamykania odkrywek mogę dziś powiedzieć, że pomyliłem się o rok"- komentuje. "Pierwszą przesłanką było dla mnie to, że nie dostaliśmy koncesji dla odkrywki Ościsłowo, sprawa utknęła na uwarunkowaniach środowiskowych. To był ważny sygnał, że nie będziemy mogli zagwarantować odpowiedniej ilości węgla do elektrowni"- dodaje.

Pan Maciej mówi, że sam zdaje sobie sprawę z konieczności dekarbonizacji i hamowania zmiany klimatu. Jednak ocenia, że to nie jest powszechne przekonanie. "W ciągu ostatniego roku to się zaczęło zmieniać, bo pogoda- której przecież nie powinniśmy mylić z klimatem - daje mocne sygnały, że coś jest nie tak. Pojawia się u niektórych taka refleksja, że może ci »ekoterroryści« mieli chociaż trochę racji? Wątpliwości są, ale na pewno nie jest to powszechny pogląd w naszej branży" - wyjaśnia. "Częściej jednak słyszę nadzieję, że przez konflikt na Ukrainie węgiel jest bardziej potrzebny, więc będziemy pracować dalej. Że skoro trwa wojna, to ekologii nie ma".

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne