28 maja 2022

24. dzień strajku głodowego Kurdów w Lesznowoli. Interweniują politycy, Straż Graniczna nie reaguje

Drugi już strajk głodowy w ośrodku zamkniętym w Lesznowoli trwa 24. dzień i póki co nie widać szans na jego zakończenie. Protestujących wspierają aktywiści, którzy chcą prowadzić negocjacje, interweniują też politycy, a straż graniczna sugeruje, że… mężczyźni w pokojach podjadają ciastka 

Strajk głodowy w ośrodku zamkniętym dla cudzoziemców rozpoczął się 4 maja, początkowo prowadziło go aż 23 mężczyzn, obecnie protestuje 10. To Kurdowie pochodzący z Iraku oraz Turcji. Mężczyźni przedstawili swoje żądania na piśmie, przede wszystkim domagają się zwolnienia z detencji. To już drugi strajk głodowy w Lesznowoli, pierwszy prowadziła grupa Syryjczyków, zakończył się zwolnieniem mężczyzn z detencji.

26 maja grupa aktywistów demonstrowała swoją solidarność z głodującymi pod Komendą Straży Granicznej w Warszawie. 27 maja aktywiści pojechali z protestem pod ośrodek zamknięty w Lesznowoli. To odpowiedź na – ich zdaniem – bezczynność polskich służb oraz ignorowanie strajkujących.

Na zdjęciu: protest aktywistów pod ośrodkiem 26 maja 2022 r. Fot. Bartosz Rumieńczyk.

Głuchy telefon

O szczegółach rozmawiamy z Maciejem, aktywistą, który od początku wspiera protestujących w Lesznowoli. „Staramy się o dopuszczenie niezależnego negocjatora od tygodnia. Pierwsze pismo do Straży Granicznej zostało wysłane w zeszły piątek wieczorem, drogą mailową. Od poniedziałku bombardujemy ich kolejnymi interwencjami. Jako że dziś mija ustawowy czas na odpowiedź na pierwsze pismo i nie ma żadnej rekacji, jedziemy z demonstracją pod ośrodek” – relacjonuje.

Maciej przekonuje, że aktywiści są od tygodnia zbywani, co potwierdzamy w rozmowie z posłem Tomaszem Aniśko z Zielonych. Aniśko jest jednym z parlamentarzystów interweniujących w sprawie Lesznowoli. Wraz z Małgorzatą Tracz z Zielonych oraz dwiema parlamentarzystkami Lewicy: Darią Gosek-Popiołek i Katarzyną Kretkowską wizytował wczoraj ośrodek. Poseł Zielonych prowadzi także korespondencję ze Strażą Graniczną w sprawie dopuszczenia negocjatorów, choć jak wynika z relacji pracowników jego biura, jest to korespondencja jednostronna.

Pismo z prośbą o dopuszczenie negocjatorów biuro poselskie Tomasza Aniśko wysłało do placówki Straży Granicznej 24 maja. Co więcej, proponowano, że jeśli negocjatorzy zostaną dopuszczeni, strajk zostanie zawieszony. Pracownicy biura wielokrotnie telefonowali do Straży Granicznej, by uzyskać odpowiedź.

W jednej z rozmów usłyszeli, że decyzja w sprawie negocjacji została podjęta, o czym SG miała posła zawiadomić mailowo, jednak żadna wiadomość jak dotąd do Aniśko nie dotarła. Ostatnią próbę kontaktu z SG pracownicy biura poselskiego posła Aniśko podjęli 27 maja o godzinie 15. Oczywiście bez rezultatu.

Rozmawialiśmy z podejmującymi interwencję parlamentarzystami, którzy zgodnie przekonują, że Straż Graniczna nie traktuje protestu poważnie.

Tomasz Aniśko usłyszał sugestię: „Mężczyźni nie jedzą posiłków na stołówce, ale w pokojach podjadają ciastka”.

Z kolei w korespondencji z nami z 18 maja rzeczniczka Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej zaznaczyła, że „część z (protestujących mężczyzn – red.) na własny koszt zakupiła także produkty żywnościowe, które znajdują się w ich pomieszczeniach mieszkalnych”.

Jeden z mężczyzn zasłabł

Tego, czy mężczyźni „podjadają ciastka” zweryfikować oczywiście w stanie nie jesteśmy, natomiast wiemy, że protestujący przebywają w detencji od wielu miesięcy, także dłużej niż przewidziane w przepisach pół roku i to nie z własnej winy. To rodzi u nich frustrację oraz obciąża ich psychiczne, co potwierdzają parlamentarzyści, gdy pytamy ich o stan mężczyzn. Słyszymy, że jest „kiepski” i że są wyraźnie zmęczeni.

„Jedna osoba w trakcie spotkania z nami zasłabła i została wyprowadzona. Mężczyzna wyglądał na osobę, która jest w bólu, wskazywał na brzuch. Wiem, że to mężczyzna, który wcześniej trafił do szpitala” – przekazał nam poseł Tomasz Aniśko.

Aniśko dopytywał o stan mężczyzny oraz jego historię medyczną. Od władz ośrodka usłyszał, że po jednodniowej interwencji szpitalnej jego stan się poprawił.

Podobne informacje przekazywała nam rzecznik, pisząc o podawaniu jednemu z mężczyzn, który 18 maja zdecydował się na tzw. suchą głodówkę, kroplówki. Według informacji rzecznik, mężczyzna przerwał suchą głodówkę po dwóch dniach ze względu na złe samopoczucie. „Mężczyzna był poddany konsultacji lekarskiej, jego stan poprawił się, po podaniu kroplówki, na której podłączenie wyraził zgodę. Jeszcze tego samego dnia jego stan poprawił się. Ponownie podjął protest w tej formie w dniu 23 maja. Jest stale monitorowany przez służbę zdrowia”.

Nie udało nam się uzyskać odpowiedzi, czy obecnie jest to jedyna osoba, która prowadzi suchą głodówkę. Aktywiści przekonują, że na tak radykalny protest zdecydowali się już wszyscy głodujący.

Czekają nawet 10 miesięcy

Wiemy, że w gronie protestujących są Kurdowie pochodzący z Iraku oraz z Turcji. Wielu z nich ma swoich reprezentantów prawnych. Jak pisaliśmy już w OKO.press, część z nich była wielokrotnie push-backowana oraz doświadczyła przemocy na granicy. Są wśród nich też osoby, które ubiegają się o ochronę międzynarodową w Polsce z powodu prześladowań politycznych.

„Wśród strajkujących są osoby, które czekają na rozpatrzenie swojej sprawy sześć, osiem, dziesięć miesięcy”

– mówi nam Aniśko i wyjaśnia, że mimo dopuszczanych prawnie sześciu miesięcy w detencji są rozmaite furtki, która pozwalają detencję przedłużać.

Pisaliśmy o tych furtkach w OKO.press – chodzi choćby o opóźnienia w rejestrowaniu wniosków, które mogą trwać dłużej niż miesiąc, co Straż Graniczna zrzuca na karb np. braku tłumacza lub przeciążenie liczbą składanych wniosków. Jednakże od prawników pracujących w organizacjach pozarządowych słyszymy, że opóźnienia w rejestracji wniosków to stała praktyka od początku kryzysu na granicy polsko-białoruskiej.

Daria Gosek-Popiołek informuje nas, że Straż Graniczna przekonywała parlamentarzystów o sprawnym przekazywaniu wszystkich dokumentów do Urzędu ds. Cudzoziemców. „Dużym problemem okazuje się więc niedofinansowanie samego urzędu, który nie jest w stanie rozpatrywać złożonych wniosków w terminie” – mówi Gosek-Popiołek.

„I mimo że to nie jest wina cudzoziemców, to i tak muszą ponosić tego konsekwencje” – dopowiada Aniśko.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne