0:000:00

0:00

Prawa autorskie: 17.08.2023 Warszawa , ulica Wiejska . Liderzy partii opozycyjnych - przewodniczacy Nowej Lewicy Wlodzimierz Czarzasty , Robert Biedron , szef PO Donald Tusk , prezes PSL Wladyslaw Kosiniak-Kamysz oraz przewodniczacy Polski2050 Szymon Holownia zaprezentowali liste wyborcza tzw. paktu senackiego . Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Wyborcza.pl17.08.2023 Warszawa ...

Opozycja nie skorzystała z okazji, by z podpisania paktu senackiego zrobić polityczne święto. Senackiemu porozumieniu opozycyjnych formacji nie towarzyszyła żadna wielka feta. Liderzy opozycji (wyłącznie mężczyźni) ogłosili, że pakt stał się faktem, trzymając wspólnie baner. Wspólne zdjęcie i tyle.

A jednak błędem byłoby przegapienie tego momentu i odbieranie mu politycznej wagi. Pakt senacki to ważny krok opozycji w kierunku wyborczego zwycięstwa.

W niemal każdym ze stu okręgów senackich opozycja wystawi jednego kandydata lub kandydatkę. Dzięki temu głosy na opozycję nie będą się kanibalizowały. Ma to dać sygnatariuszom paktu co najmniej 65 miejsc w przyszłym Senacie.

W kilku okręgach wystartują kandydaci niezależni, ale z poparciem paktu senackiego (np. Krzysztof Kwiatkowski w Łodzi).

Przeczytaj także:

„Najważniejsze, że liderzy stanęli obok siebie”

„Tak jak nam się udało z wzajemnym szacunkiem, ze zrozumieniem własnych racji ,ustalić jedną listę do Senatu, tak po wyborach będzie nam łatwiej ustalić także współpracę po wygranych wyborach” – mówił w trakcie ogłoszenia paktu Donald Tusk.

Pakt jest symbolicznie ważny, bo pokazuje zdolność opozycji do współpracy.

Tym bardziej zastanawiające jest, dlaczego nie świętowano go bardziej hucznie.

„Sukces paktu senackiego ogłosimy z wielką pompą” – zapowiadał jeszcze kilka tygodni temu jeden z negocjatorów w rozmowie z OKO.press. Ostatecznie było nadzwyczaj skromnie. A przecież opozycja umie organizować wydarzenia „z wielką pompą”. Umie to Platforma Obywatelska (przykładem Marsz 4 Czerwca), umie to również, choć na mniejszą skalę, Lewica (kilka ostatnich konwencji).

Dlaczego nie przygotowaliście listy tych stu nazwisk? – dopytywali dziennikarze w czwartek.

„To nie nazwiska są tu najważniejsze. Najważniejsze jest, że liderzy stanęli obok siebie” – odpowiadali politycy opozycji.

Ogłoszenie odbyło się w pośpiechu, z wyczuwalnym poczuciem ulgi. Niektórzy politycy dobiegli w ostatniej chwili, bo brali jednocześnie udział w trwających w szaleńczym tempie obradach Sejmu, podczas których PiS przegłosował sobie referendum. Referendum, które de facto da partii rządzącej dodatkowe pieniądze i czas antenowy podczas kampanii wyborczej. To pokazuje, w jakich warunkach opozycja jest zmuszona prowadzić swoją kampanię.

Ale ten pośpiech był też związany z trudnościami w negocjacjach. Liderzy chcieli uchwycić ten moment, kiedy wszyscy zgodzili się na wszystko i nie przeciągać sprawy ani o godzinę dłużej.

Tuż po zakończeniu obrad wielu posłów wracało na kampanijny szlak, przerzucali się nazwami miejscowości, do których właśnie jadą.

Jest już nowy odcinek naszego Programu Politycznego, w którym Dominika Sitnicka i Agata Szczęśniak opisują i komentują rzeczywistość polityczną. Lekko, często zabawnie, ale zawsze kompetentnie i jednak na poważnie. Bo ta śmieszno-straszna polityka, to rzecz poważna:

Pakt senacki, czyli „anty-PiS”

„Jesteśmy gotowi, żeby stanąć w twarzą w twarz z PiS-em i wygrać te wybory” – powiedział w czwartek na współprzewodniczący Lewicy Robert Biedroń.

Pakt senacki zakłada, że w wielu okręgach wyborczynie i wyborcy będą musieli zacisnąć zęby. Ci o bardziej lewicowych przekonaniach czasem znajdą na liście raczej konserwatywnego kandydata (np. Michała Kamińskiego w okręgu nr 41 w Warszawie). A osoby bardziej konserwatywne będą zmuszone wskazać kandydatkę progresywną (np. Annę Górską w Słupsku w okręgu nr 63)

Jednak w ogólnym rachunku, w skali Polski pakt reprezentuje całą różnorodność opozycji.

To właśnie w wyborach do Senatu wyborcy będą mogli oddać się swojemu odruchowi „anty-PiS”. Cała pomysł na pakt senacki na tym polega. Zwolennicy opozycji mają zagłosować na kogoś, kto jest przeciwko władzy i nie zaglądać mu zbyt głęboko w poglądy.

W wyborach do Sejmu wyborczynie będą już mogły realizować inne polityczne potrzeby i w każdym okręgu dostaną szeroką ofertę.

„Jedna lista to były mrzonki. Pakt to potwierdził”

„Trochę posiwiałeś w ciągu tych kilku miesięcy” — zwrócił się Tusk do Zygmunta Frankiewicza (PO), który kierował zespołem negocjacyjnym. Wszyscy liderzy podkreślali, że negocjacje łatwe nie były.

W rozmowach z dziennikarzami przerzucali się zarzutami. Że Tusk chciał wycisnąć jak najwięcej miejsc dla Platformy (ostatecznie Platforma w wielu miejscach ustąpiła). Że Hołownia proponuje mało rozpoznawalne nazwiska (politycy Polski 2050 tłumaczą, że od tego są nowe siły w polityce, żeby wprowadzać nowych ludzi, którzy jeszcze nie są znani).

„Pakt senacki pokazał, jak nierealne było stworzenie jednej listy. To były mrzonki” – powiedział OKO.press jeden z polityków Lewicy.

Według naszego rozmówcy długotrwałe i szczegółowe negocjacje okręg po okręgu, ustalanie algorytmu, parytetów dla partii, a później pojedynczych nazwisk dowiodły, że opozycja nie byłaby w stanie uzgodnić wspólnej listy sejmowej.

„Wyobraża pani to sobie? Ustalanie 100 nazwisk trwało pół roku! Co by było gdyby trzeba było ustalać setki kandydatów do Sejmu”.

W przypadku paktu senackiego nigdy nie było pytania „czy”. Czy się uda? Jedyne pytanie brzmiało: „Jak?”. Odkąd opozycja zaczęła rozmowy, wiadomo było, że skończy się porozumieniem. Utrata Senatu przez opozycję nie wchodzi w grę i wiedzieli to wszyscy.

Jednak to „jak” okazało się trudne.

„Nie dajcie się oszukać tym, którzy chcą siać zamęt”

„Tylko jedna osoba będzie reprezentować pakt senacki w każdym okręgu. Tylko jedna osoba” – podkreślał Władysław Kosiniak-Kamysz (Koalicja Polska PSL).

To istota paku senackiego: wszystkie opozycyjne formacje musiały się zgodzić na jednego kandydata w każdym okręgu.

Słowa prezesa PSL to zapewne ostrzeżenie przed kandydatami Bezpartyjnych Samorządowców i Konfederacji. Obie te formacje odgrażają się, że wystawią swoich kandydatów. Tam, gdzie będą też inni kandydaci, głosy podzielą się nie między kandydata PiS i anty-PiS, ale na więcej części. A senackie okręgi są jednomandatowe – tylko jedna osoba dostaje mandat. W wielu przypadkach większa konkurencja będzie grała przeciwko opozycji.

Ale można też odczytać te słowa jako skierowane do wszystkich tych, którzy reprezentują jakiś nurt opozycji, i chcieliby wystartować. Taką osobą jest zwłaszcza Roman Giertych. Na liście paktu senackiego go nie ma, ale jeszcze niedawno zapowiadał, że wystartuje niezależnie od paktu. Start poza paktem senackim zapowiada też Joanna Senyszyn, przez większość kadencji posłanka klubu Lewicy.

Zaskakujące transfery senacko-sejmowe

Negocjacje ciągnęły się miesiącami, bo partie – zwłaszcza Platforma Obywatelska i Lewica – skorzystały z Senatu jak z okazji, żeby rozwiązać różne swoje wewnętrzne problemy.

Do Senatu trafi więc na przykład Grzegorz Schetyna, zaś wróci z Senatu zesłany tam Krzysztof Brejza. Senatorką zostanie też Małgorzata Kidawa-Błońska – jej warszawską „jedynkę” sejmową zajmie Donald Tusk.

Lewica umieściła na senackich miejscach kilkoro posłów. Poza najgłośniejszym przypadkiem posłanki Magdaleny Biejat (jej czwarte miejsce na warszawskiej liście Lewicy z puli partii Razem zajmie Dorota Olko) jest też przypadek Małgorzaty Szmajdzińskiej. Obecna posłanka z Legnicy przegrała w wewnątrzpartyjnej rywalizacji z wieloletnim, lokalnym działaczem SLD. I to Arkadiusz Sikora zajmie „jedynkę” sejmową.

Senat przyszłości

Jest jeszcze jeden aspekt porozumienia senackiego, o którym warto pamiętać.

W obecnej kadencji udało się w Senacie ocalić resztki parlamentaryzmu w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Odbywała się tam praca, której często brakowało w Sejmie. Miały miejsce debaty, których Sejm był pozbawiony. Porządnie przygotowane dyskusje z udziałem ekspertów, przedstawicieli organizacji pozarządowych czy środowisk, których dotyczyło stanowione prawo.

Mówiła o tym w wywiadzie dla OKO.press kandydatka paktu Magdalena Biejat z Lewicy:

„To jest ważna lekcja z tej kadencji: Senat potrafił wypracować taki model współpracy, a jednocześnie dbać o kulturę debaty parlamentarnej, coś, czego w Sejmie już dawno nie uświadczyliśmy. Chciałabym, żeby ta lekcja nie przepadła.

Senat stał się też miejscem, do którego uciekała się strona społeczna, kiedy nie mogła dobić się do Sejmu.

Tutaj odbywała się debata obywatelska o ubóstwie energetycznym, tutaj przychodziły organizacje związane z osobami z niepełnosprawnościami, kiedy nie zostały wpuszczone na komisję sejmową. Senat może jeszcze bardziej otworzyć się na stronę społeczną”.

;

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Uczy na Uniwersytecie SWPS. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!” W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.

Komentarze