10 listopada 2022

75 proc. Polek i 66 proc. Polaków oburzonych słowami Kaczyńskiego o piciu kobiet [SONDAŻ OKO.press]

Jeśli Kaczyński chciał gderaniem na „dające w szyję" młode kobiety utwardzić swój elektorat, to udało się to w niewielkim stopniu. Wszystkie inne grupy, nawet najstarszych i najbardziej religijnych, zareagowały złością - dowodzi najnowszy sondaż Ipsos dla OKO.press

Dawno już nikomu nie udało się tak sprowokować opinii publicznej jak Jarosławowi Kaczyńskiemu, gdy 5 listopada 2022 na spotkaniu wyborczym popisał się stwierdzeniem, że młode kobiety "dają w szyję", czyli piją tyle co młodzi mężczyźni i dlatego nie mają dzieci.

„Nie jestem zwolennikiem bardzo wczesnego macierzyństwa, no bo kobieta też musi dojrzeć, żeby być dobrą matką, ale jak do 25. roku daje w szyję – to trochę żartuję – ale to nie jest dobry prognostyk w tych sprawach (...) Jeżeli się utrzyma taki stan, że do 25. roku życia dziewczęta, młode kobiety, piją tyle samo, co ich rówieśnicy, to dzieci nie będzie

Anna Mierzyńska analizowała w OKO.press reakcję sieci: "Kaczyński wypowiadając w Ełku jedno zdanie, dokonał rzeczy niemożliwej. Przebił się przez polityczną bańkę, wykreował internetowy trend, wywołał reakcję celebrytek, które nie mieszają się do polityki, wkurzył tysiące osób. 75-letni polityk jest powszechnie wyśmiewany i przeklinany. Stał się masowo rozpoznawalnym symbolem dziaderstwa, seksizmu i patriarchatu".

Postanowiliśmy sprawdzić, na ile to prawda, na reprezentatywnej próbie Polek i Polaków. Ukończony w środę wieczorem 9 listopada sondaż Ipsos daje jednoznaczny wynik: 70 proc. badanych reaguje ze złością: 29 proc. ocenia, że słowa Kaczyńskiego to "bzdura" , a 41 proc. uznaje je za "oburzające, obrażają kobiety". Tylko 15 proc. broni wypowiedzi Kaczyńskiego jako "prawdy, którą należało powiedzieć", a kolejne 11 proc. lekceważy sprawę ("politycy mówią czasem takie rzeczy"):

Wybierając taką kafeterię odpowiedzi kierowaliśmy się obserwacjami zarówno głosów zwykle krytycznych wobec PiS (bańki opozycyjne), jak mediów propisowskich, w których pojawia się obrona słów prezesa lub ogólne ich bagatelizowanie.

Odpowiedzi kobiet były bardziej krytyczne: "oburzenie" wskazało 47 proc., a "bzdurę" 28 proc. (razem 75 proc.). Wśród mężczyzn odpowiednio 35 i 31 proc. (razem 66 proc.)

Tak zatem wyglądała pierwsza odpowiedź osób badanych.

Daliśmy im jednak możliwość powtórnego wybrania (innej) odpowiedzi, z czego skorzystały w umiarkowanym stopniu wybierając średnio po 1,3 odpowiedzi. Jak widać na wykresie poniżej, ocen przychylnych Kaczyńskiemu i neutralnych przybyło niewiele. Z drugiego wyboru korzystały przede wszystkim osoby, które uważają, że wypowiedź była zarówno bzdurna, jak obraźliwa wobec kobiet. Te dwa wskazania stanowiły równo trzy czwarte (75 proc.) zsumowanych odpowiedzi pierwszego i drugiego wyboru.

Wśród wszystkich odpowiedzi kobiety były znowu bardziej zdecydowane, choć okazało się, że potępienie rewelacji prezesa nie jest tak ograniczone genderowo, jak mógl na to liczyć.

Wśród wszystkich wskazań** kobiet aż 85 proc. stanowiła „bzdura" i „oburzenie, obraża kobiety". Wśród mężczyzn ten odsetek też był wysoki, ale nie aż tak: 68 proc.

Statystycznie więcej kobiet (64 proc.) niż mężczyzn (47 proc.) wybrało - jako jedną z dwóch odpowiedzi - "oburzenie, obraża kobiety", a więcej mężczyzn (18 do 13 proc.) lekceważyło sprawę twierdząc, że "politycy czasem mówią takie rzeczy".

"Bzdura" była wybierana równie często. "Prawdę" - w słowach Kaczyńskiego dostrzegło 19 proc. panów (o ile to słowo pasuje) i tylko 14 proc. pań, ale ta ostatnia różnica nie okazała się statystycznie istotna.

Hipoteza karmienia elektoratu hejtem niezbyt potwierdzona

Cała Polska - a w każdym razie media - zachodzą w głowę, po co Jarosław Kaczyński wygaduje takie rzeczy. Oto kilka hipotez:

  • chce w ten sposób odwrócić uwagę opinii publicznej od poważnych problemów i tarapatów, w jakich znalazła się władza PiS (inflacja, kryzys energetyczny, konflikt z UE i zablokowanie wypłat z Funduszu Odbudowy);
  • dostarcza rozrywki (ang. infotainment), która jest "towarem" na rynku politycznym, niezależnie do pewnego stopnia od tego, czy emocje jakie budzi przekaz są pozytywne czy negatywne. Tak czy inaczej obecność medialna słów Kaczyńskiego zwiększa tzw. dostępność poznawczą PiS i jej lidera (zgodnie z popularnym powiedzeniem "dobrze, czy źle byle po nazwisku");
  • chce zwrócić na siebie uwagę, być na świeczniku, co oznacza także podkreślanie swej roli jako osoby publicznej i lidera partii, może w ten sposób umacniać pozycję w partii; niewykluczone, że dochodzi do tego zwykła próżność;
  • chce wzmocnić postawy swego elektoratu, utwardzić "partyjne jądro", zatrzymać ewentualny odpływ zwolenników.

Tę ostatnią hipotezę systematycznie rozwija w OKO.press Michał Danielewski. Jego zdaniem "sens peregrynacji prezesa PiS po kraju polega na mobilizowaniu partyjnych dołów i najbardziej zaangażowanych zwolenników. To rodzaj katechezy, z liderem obozu władzy jako naczelnym katechetą, który podczas spotkań formuje wiernych i przekazuje im fundamentalne prawdy objawione, z którymi mają ruszyć w świat, by przekonywać agnostyków i niewiernych. Wśród osób sympatyzujących z opozycją to narracyjne tournée budzi często zdumienie, wesołość lub lekceważenie: oto Kaczyński odleciał, oderwał się od rzeczywistości, majaczy, ba, pojawiają się przestrzeni publicznej głosy, stwierdzające, że prezes oszalał. Otóż nikt tu nie odleciał ani nie oszalał. Lider PiS w sposób spójny przygotowuje sobie grunt pod kampanię wyborczą”.

Byłoby to zatem strategia na trudne czasy, kiedy pozyskanie nowych zwolenników nie wydaje się możliwe i trzeba to odłożyć np. do czasu poprawy sytuacji gospodarczej albo naprawy relacji z Komisją Europejską.

Czy to się udało? Odpowiedź przynosi wykres, w którym przedstawiamy odpowiedzi największych sześciu elektoratów oraz ciekawej grupy osób, które zadeklarowały, że nie będą głosować:

Jak widać, udało się w ograniczonym stopniu. Elektorat PiS jest, owszem. jedyna grupą, w której najczęściej wskazywano, że Kaczyński mówi prawdę, ale wskażnik 43 proc. (w dwóch wyborach) jest daleki od zwykłego poziomu dyscypliny tej grupy. Aż 36 proc. wskazań na bzdurę i oburzenie (plus 7 proc. osób unikających odpowiedzi), wskazują, że nawet wśród najwierniejszej z wiernych słowa prezesa budziły oburzenie. Jeśli Kaczyński chce zatrzymać podmywanie swego poparcia, to musi zacząć mówić o czym innym. Może na przykład o mężczyznach?

W elektoratach opozycji, jak zwykle, najbardziej radykalne i zarazem podobne okazały się grupy KO i Lewicy. Ciekawy jest wynik konfederatów: dostrzegaja "bzdurę" tak często jak opozycja demokratyczna, ale "obrazę kobiet" - znacznie rzadziej. Zgodnie ze swoim "męskim" profilem i mizoginicznym nastawieniem.

Nawet w Polsce starych, niewykształconych i religijnych...

Jak w wielu sondażach OKO.press, zarysował się podział według kategorii socjoekonomicznych. Przede wszystkim wieku, może dlatego, że cała wypowiedź dotyczyła osób młodych (do 25 lat) i była nacechowana wyższościowym podejściem "starszego pana", czy mówiąc złośliwie "zarozumiałego dziadersa". Reakcja badanych przed trzydziestką jest wręcz "porażająca": 1 proc. widzi "prawdę", a 11 proc. lekceważy wypowiedź, reszta jest wściekła.

Charakterystyczne, że nawet w kategorii 60+ dominowało "oburzenie", ale jednocześnie aż 30 proc. osób uznało wypowiedź za prawdziwą. Zapewne taka była rachuba Kaczyńskiego, że odwoła się do rozczarowania czy niechęci osób starszych wobec młodych kobiet, które są w Polsce znane z radykalnych poglądów. Ale te rachuby nawet tutaj zawiodły.

Działał też czynnik niższego wykształcenia, który może skłaniać do łatwiejszego przyjmowania stereotypowych wyjaśnień, a nawet spiskowych teorii.

I wreszcie, najwierniejszy dziś sojusznik Jarosława Kaczyńskiego, czyli Kościół i jego wpływ na serca i umysły. Jak widać, profile odpowiedzi osób, które regularnie korzystają z instytucji Kościoła katolickiego (uczestniczą w praktykach religijnych kilka razy w tygodniu, raz w tygodniu lub 1-2 razy w miesiącu) i tych, którzy chodzą na mszę tylko od wielkiego dzwonu (kilka razy do roku) lub wcale, różnią się w znacznym stopniu (każdorazowo istotnym statystycznie). Ale nawet wśród super-regularnych katolików, dominują tym razem emocje i oceny krytyczne, choć więcej jest prób zrozumienia prezesa lub pominięcia jego słów lekceważeniem.

Dodajmy, że wszystkie te czynniki socjoekonomiczne są ze sobą powiązane, a także łączą się w charakterystykach elektoratów, zwłaszcza ludowego elektoratu PiS z nadreprezentacją ludzi starszych, mniej wykształconych i bardziej religijnych (por. nasze analizy czynnika religijności, oraz wieku, jako wyznaczników postaw politycznych).

*Sondaż Ipsos dla OKO.press, 7-9 listopada 2022, metodą CATI (telefonicznie), na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1015 osób

**Mówimy tu o odsetku wskazań, a nie osób badanych. Te liczby nie pokrywają się, bo każda osoba mogła wybierać więcej niż jedną odpowiedź

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne