Efekt prodemograficzny programu 500 plus się wyczerpał, w 2018 urodzi się nieco ponad 390 tys. dzieci, ok. 10 tys. mniej niż w 2017. Wciąż ubywa rodzących pierwsze dziecko, kobiety rodzą coraz później. Sam program, choć ważny, już nie wystarczy. Potrzebne jest nowe myślenie - o zwiększeniu bezpieczeństwa zatrudnienia i solidnym wsparciu opieki nad dzieckiem

Od stycznia do września 2018 roku urodziło się w Polsce 296,4 tys. dzieci – wynika z najnowszych danych GUS opublikowanych 27 listopada 2018 roku. W tym samym czasie w 2017 roku było to 306,1 tys., czyli notujemy spadek o blisko 10 tys. w porównywalnym okresie. A został jeszcze kwartał.

 

Tablica ze statystykami ludności: stan i ruch naturalny
Źródło: GUS

Wygląda na to, że w 2017 wystąpił efekt gigantycznego programu 500 plus (czyli przyrost urodzeń żywych o niecałe 20 tys. w stosunku do 2016 roku), ale w 2018 stracimy co najmniej połowę tego efektu. Przy obecnej polityce państwa nie ma żadnych szans na powrót do poziomu 413 tys. urodzeń w 2010 roku, nie mówiąc już o 550 tys. z początku transformacji (1990) czy 700 tys. z roku 1980.

Żeby tropić trendy – a nie przedstawiać szczątkowe dane – warto przyjrzeć się temu, co mówią nam statystyki ostatnich dwunastu miesięcy, czyli tzw. suma krocząca. Porównajmy zatem liczbę urodzeń pomiędzy październikiem a wrześniem w latach 2016-2017 i 2017-2018.

Miesięczna liczba urodzeń rosła do jesieni 2017, potem zaczęła spadać. Rok 2018 – poza styczniem i lipcem – był już systematycznie gorszy – miesiąc do miesiąca – niż 2017.

Liczba żywych urodzeń w ostatnich dwunastu miesiącach (tzw. suma krocząca) spadła poniżej 400 tys. – dokładnie do 392,3 tys. We wrześniu 2017 było to 400,8 tys., dokładnie o 8,5 tys. więcej niż w tym roku. Na podstawie informacji z MZ Rafał Mudry przedstawił wykres sumy kroczącej:

Tendencja spadkowa pozwala prognozować, że rok 2018 skończy się wynikiem znacznie poniżej 400 tys. urodzeń, niewiele ponad 390 tys.

  • Zobacz dane dla ostatnich 24 miesięcy

    • wrzesień: 2017 – 34,4 tys.  / 2018 – 32 tys.
    • sierpień: 2017 – 36,5 tys. / 2018 – 35 tys.
    • lipiec: 2017 35,1 tys. / 2018 – 36 tys.
    • czerwiec: 2017 – 33,8 tys. / 2018 – 32,8 tys.
    • maj: 2017 – 35,9 tys. / 2018 – 32,2 tys.
    • kwiecień: 2017 – 30,2 tys. / 2018 – 31,7 tys.
    • marzec: 2017 – 34,7 tys. / 2018 – 31,9 tys.
    • luty: 2017 –  31,2 tys. / 2018 – 29,3 tys.
    • styczeń: 2017 – 34,2 tys. / 2018 – 35,5 tys.
    • grudzień: 2016 – 30,3 tys. / 2017 – 28,7 tys.
    • listopad: 2016 – 32,3 tys. / 2017 – 31,9 tys.
    • październik: 2016 – 32,2 tys. / 2017 – 35,3 tys.

Efekt programu 500 plus się wyczerpał, czy może nigdy go nie było?

OKO.press – w konsultacji z autorytetami w dziedzinie demografii m.in. prof. Ireną Kotowską z SGH – już w lipcu 2017 r. ostrzegało, że „500 plus” nie jest skutecznym mechanizmem nowoczesnej polityki demograficznej. Wzrost dzietności, który obserwowaliśmy w 2017 r. – ponad 400 tys. urodzeń – był splotem wielu czynników. Obserwowaliśmy przede wszystkim realizację odroczonych decyzji prokreacyjnych kobiet urodzonych w wyżu lat 80-tych.

A to nie tyle wzrost, co zmiana kalendarza urodzeń.

Pisaliśmy w artykule o 500 plus, że kobiety podejmowały odwlekaną decyzję o drugim (trzecim) dziecku z uwagi przede wszystkim dzięki temu, że mają większe poczucie bezpieczeństwa zatrudnienia w wyniku poprawie sytuacji na rynku pracy (spadek bezrobocia związany z ustąpieniem recesji). Ten czynnik – jak odkryliśmy – brał pod uwagę sam ustawodawca. Do rządowego uzasadnienia projektu ustawy „500 plus” załączono wykres, który pokazuje związek między stopą bezrobocia rejestrowanego i współczynnikiem dzietności. W skrócie – im więcej pracy, tym więcej dzieci.

Wykres zależności stopy bezrobocia do współczynnika dzietności

Ważne były też odroczone efekty polityki prorodzinnej, którą – szczególnie pod koniec drugiej kadencji – wprowadził rząd PO-PSL. Chodzi o:

  • dłuższe i elastyczne urlopy rodzicielskie;
  • podwyższenie świadczenia rodzicielskie do wysokości 1000 zł na dziecko przez 52 tygodnie (tzw. kosiniakowe, od nazwiska ówczesnego ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza);
  • stworzenie Karty Dużej Rodziny – system zniżek dla rodzin wielodzietnych uprawniający przysługujący w instytucjach kultury, transporcie i punktach rekreacyjnych w całym kraju;
  • mechanizm „złotówka za złotówkę” w progach dochodowych uprawniających do świadczeń – przekroczenie progu dochodowego o kilka złotych nie oznacza utraty świadczenia (obowiązuje we wszystkich świadczeniach oprócz „500 plus”) ;
  • wyższe ulgi podatkowe na dzieci.

Kontynuacją tej polityki prorodzinnej był program „Rodzina 500 plus„. Trudno oszacować jego efekt „netto”, bo obok dopłaty 500 zł działały inne czynniki. W 2017 roku wyniósł maksymalnie 20 tys. urodzeń. W 2018 ten efekt w co najmniej połowie zniknie.

Coraz mniej Polek decyduje się na dziecko

Nie nastąpiły głębsze zmiany postaw, ani systemu wsparcia macierzyństwa i dlatego 500 plus nie zatrzyma nadciągającej katastrofy. Przyrost 2017 r. zawdzięczamy głównie powiększaniu się rodzin, które już miały dziecko. Wciąż spada jednak ogólna liczba kobiet, które w ogóle decydują się na dziecko.

Liczba urodzeń pierwszych, drugich i trzecich (2009-2017)

Z roku na rok przesuwa się też wiek, w którym kobiety decydują się na macierzyństwo. W tym momencie średnia to już 28 lat.

Zachęta 500 plus nie tylko nie zwiększyła liczby kobiet, które decydują się na pierwsze dziecko, ale także nie przyspieszyła tej decyzji.

Pisaliśmy – za ekonomistami m.in. dr Małgorzatą Starczewską-Krzysztofek z Uniwersytetu Warszawskiego – że konsekwencją zmniejszenia ubóstwa i podnoszenia dobrobytu gospodarstw domowych, które decydują się na dzieci, jest mniejsza motywacja do posiadania większej ich liczby. Rodziny są skupione na podnoszeniu statusu materialnego i inwestowaniu w rodzinę. A to oznacza, że z czasem także liczba osób decydujących się na drugie i trzecie dziecko znacząco zacznie spadać.

Optymizmem nie napawają też statystyki dotyczące liczby kobiet w wieku rozrodczym w Polsce. Z materiałów przygotowanych dla nas przez prof. Irenę Kotowską z SGH jasno wynika, że maleje nie tylko ogólna liczba kobiet (wykres niżej), ale przede wszystkim liczba kobiet w wieku o najwyższej płodności: 25-29 i 30-34 lata. W stosunku do 2015 roku spadek liczebności tych grup wyniesie odpowiednio:

  • w  2020 – 14 proc i 12 proc,
  • w 2025 – 30 proc. i 24 proc.,
  • w 2030 – 36 proc i 38 proc.

Liczba kobiet w wieku 15-49 lat (w tys.). 2013-2050

Jako pierwsi zwróciliśmy też uwagę na aspekt ekonomiczny polityki demograficznej. Wzrost liczby urodzeń rzędu maksymalnie 20 tysięcy dzieci rocznie uzyskano przy pomocy nakładów rzędu dwudziestu kilku miliardów złotych, co oznacza, że jedno dziecko ekstra kosztowało w 2017 roku budżet ok. milion złotych (oczywiście efekt demograficzny nie był jedynym, a nawet nie był najważniejszym celem programu 500 plus). Porównywaliśmy to z kosztami dzieci z procedury in vitro: z rządowego programu w latach 2014-2016 koszt jednego dziecka z in vitro wyniósł ok. 25 tys., a w programach samorządowych ok. 30 tys., o czym pisaliśmy tutaj.

Co zrobić by zminimalizować kryzys?

raporcie „Niska dzietność w Polsce w kontekście percepcji Polaków” pod redakcją prof. Ireny Kotowskiej, pytano o powody opóźniania lub rezygnacji z potomstwa. Respondenci wskazywali najczęściej 11 czynników:

  • trudne warunki materialne (85 proc.)
  • brak pracy i niepewność zatrudnienia (85 proc.),
  • niemożność zajścia w ciążę (85 proc.),
  • złe warunki mieszkaniowe (74 proc.),
  • brak odpowiedniego partnera (69 proc.),
  • ryzyko chorób genetycznych dziecka (69 proc.),
  • niepewność przyszłości (67 proc.),
  • trudności godzenia pracy i rodzicielstwa (63 proc.),
  • wysokie koszty wychowania dzieci (62 proc.),
  • brak miejsc lub zbyt wysokie opłaty w żłobkach i przedszkolach (61 proc.),
  • zbyt niski zasiłek na urlopie macierzyńskim lub wychowawczym (60 proc.).

Dopłata 500 zł do dziecka zmniejsza pierwszą barierę – trudnych warunków materialnych – i ułatwia wydawanie pieniędzy na wychowanie dziecka. Jeśli państwo ma aspiracje, by zatrzymać postępujący kryzys demograficzny musi realnie wspierać te osoby, które mają problem z płodnością. Do takiej wizji nie przybliża nas ani decyzja o wycofaniu publicznego finansowania in-vitro, ani próby ustawowego ograniczenia możliwości mrożenia zarodków.

Trzeba też przeformułować myślenie o roli kobiety. Na dziecko decyduje się kobieta, która ma zapewnione bezpieczeństwo pracy, z możliwością elastycznego zatrudnienia na niepełny etat, elastyczne godziny pracy, pracę częściowo w domu itp. Dlatego rząd powinien wdrożyć politykę, która będzie wspierać aktywizację zawodową kobiet. Trzeba rozwijać sieć żłobków i przedszkoli, jednocześnie wprowadzając zapisy, które umożliwią równy podział opieki nad dzieckiem. Takim rozwiązaniem są dłuższe, płatne urlopy tylko dla drugiego rodzica – najczęściej ojca. Zwłaszcza, że wciąż małe zaangażowanie ojców w opiekę nad dzieckiem jest istotnym powodem rezygnacji kobiet z kolejnych dzieci.

Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". Wcześniej członek zarządu Fundacji "Trans-fuzja". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym