W odpowiedzi na szkolne strajki min. Zalewska tworzy legendę reformy, w której decydujący był głos rodziców. Rzeczywiście MEN zorganizował masę chaotycznych spotkań, bez planu i dokumentacji. Nie rozmawiano o najważniejszej zmianie - ustroju szkolnego. A tego dotyczą protesty ZNP, samorządowców, ekspertów, fundacji edukacyjnych i stowarzyszeń rodziców

W odpowiedzi na piątkowy (10 marca 2017) strajk rodziców przeciwko reformie edukacji min. Zalewska wydała oświadczenie, w którym stwierdza:


Reforma jest wynikiem rzetelnej diagnozy potrzeb edukacyjnych, w której decydujący głos mieli rodzice. To właśnie z nimi prowadziliśmy rozmowy na temat podstawowych kierunków zmian. Każdy głos został wysłuchany

Anna Zalewska, Oświadczenie MEN i wypowiedź ministry - 10/03/2017

Grafika: OKO.press


Nie było ani diagnozy, ani prawdziwej debaty o zmianie ustroju szkolnego


To stwierdzenie miało zapewne pacyfikować nastroje przed strajkiem  ZNP 31 marca 2017, kolejnymi strajkami rodziców (raz  w miesiącu)  i zniechęcać do akcji zbierania podpisów pod referendum w sprawie reformy (już jest ponad 400 tysięcy podpisów).

Jest jednak podwójnie fałszywe.

Nie było „rzetelnej diagnozy potrzeb edukacyjnych”

W programie wyborczym PiS zapowiadał nowy ustrój szkolny (osiem lat podstawówki i czteroletnie liceum/pięcioletnie technikum) operując ideologicznymi ogólnikami typu:

  • „młodzież jest gorzej wykształcona, nauczyciele rozgoryczeni, szkoła praktycznie przestała wychowywać, a ignorancja stała się jednym z wielkich problemów dzisiejszego społeczeństwa”,
  • „oczywiste jest i to, że wprowadzenie gimnazjów okazało się błędem”,
  • „licea trzyletnie straciły swoją funkcję ogólnokształcącą i doprowadziły do fragmentaryzacji nauczania”,
  • poprzednie ekipy cechował „syndrom niewolniczej imitacji” rozwiązań światowych,
  • „potrzebne jest ponowne wprowadzenie do szkół funkcji wychowawczej” w tym zwiększenie roli oceny z zachowania,
  • wprowadzimy do nauczania treści „stanowiące o polskiej tożsamości i formujące doświadczenie naszego narodu”.
  • Zobacz kluczowe fragmenty programu PiS

    Wykształcenie ogólne uległo zapaści, a wykształcenie techniczno-zawodowe zostało zdegradowane. Młodzież jest gorzej wykształcona, nauczyciele rozgoryczeni, szkoła praktycznie przestała wychowywać, a ignorancja stała się jednym z wielkich problemów dzisiejszego społeczeństwa.

    Oczywiste jest i to, że wprowadzenie gimnazjów okazało się błędem. Koncepcja gimnazjów nie była przemyślana. Nie przewidziano ani poważnych problemów wychowawczych, ani kłopotów w programach nauczania: nie wiadomo było, jaka jest rola gimnazjów w procesie kształcenia i jakie mają być proporcje między zakresem nauczania w gimnazjum i w liceum.

    Licea trzyletnie straciły swoją funkcję ogólnokształcącą i doprowadziły do fragmentaryzacji nauczania. Ponadto w praktyce okres nominalnie trzyletni trwał dwa i pół roku, gdyż ostatni semestr stanowiły preparacje do matury. Koniecznością jest zatem wydłużenie liceum do lat czterech, a tym samym wygaszanie gimnazjów. W ten sposób przywrócone zostanie czytelny scenariusz – zwany spiralnym – powtarzania i rozszerzania materiału, od szkoły podstawowej, aż po liceum. Wersja uproszczona z ostatnich lat szkoły podstawowej zostanie odpowiednio wzbogacona i pogłębiona w nauczaniu licealnym.

    Osobnym problemem – jednym z najtrudniejszych – jest ponowne wprowadzenie do szkół funkcji wychowawczej i to w szerokim sensie tego słowa. Powtórzmy raz jeszcze, że historia szkół III RP może być opisana jako stopniowy i coraz szybszy proces rezygnacji z celów wychowawczych. Słowo „wychowanie” rozumiemy w sensie szerokim – od stosownego języka i umiejętnego zachowania do obowiązków natury społecznej, moralnej i obywatelskiej. Do tych celów musi być dostosowany przejrzysty program dydaktyczny, a jego realizacja musi odbywać się z taką samą konsekwencją jak realizacja innych programów oraz, co oczywiste, postępy uczniów muszą być równie obiektywnie i rygorystycznie oceniane. Ocena z tzw. zachowania będzie miała daleko idące skutki: zostanie wliczona do średniej, a także, zbyt niska, uniemożliwi promocję do następnej klasy.

    Do nowego ustroju szkolnego musi być dostosowany program kształcenia i wychowania. Program nauczania będzie miał charakter integrujący. Zrezygnujemy z systemu testowego także w trakcie matury. Absolwenci polskiej szkoły powinni posiadać wspólny zasób wiedzy, znajomość wspólnych symboli, odwołań, wyobrażeń, stanowiących o polskiej tożsamości i formujących doświadczenie naszego narodu. Stąd przywrócone zostanie odpowiednia ranga nauczania literatury i historii, jedno i drugie w porządku chronologicznym. Wykształcenie ogólne w zakresie humanistyki musi obejmować znajomość podstawowych dzieł literatury i dobrą znajomość dziejów.

    Prowadzone do tej pory nauczanie sfragmentaryzowane doprowadziło do odpowiedniego sfragmentaryzowania umysłów młodych ludzi, a tym samym sfragmentaryzowanie ich obrazu świata. Wykształcenie ogólne musi być istotnie ogólne, co oznacza odejście od skrajnego profilowania, które wprowadzono w ostatnich dziesięcioleciach. Wprowadzony przez resort oświaty pomysł, by młody człowiek profi lował swoją drogę edukacyjną w wieku 15, czy 16 lat był niedorzeczny, a nade wszystko szkodliwy. Wykształcenie ogólne – należy to podkreślić – obejmować musi przedmioty kanoniczne, z jednej strony, literaturę, języki i historię, z drugiej przedmioty ścisłe i przyrodnicze takie jak matematyka i fizyka, uzupełnione nauką programowania. Hybrydyczne ciekawostki, a także tzw. bloki programowe, jakie ostatnimi czasy zagościły w polskich liceach nie przyczyniają się do wykształcenia ogólnego, lecz je osłabiają. Rozważamy także – odpowiadając na apel polskich historyków i filologów – stosowne wzmocnienie roli języków starożytnych w uzgodnionej formule.

MEN Anny Zalewskiej przystąpiło do realizacji programu PiS, konsekwentnie nie przyjmując żadnych kontrargumentów. Nie przywołano badań czy ekspertyz, które potwierdzałyby konieczność drastycznej zmiany ustroju szkolnego, a jeśli to robiono, to fałszując ich wymowę. Jak pisał do MEN dr Mikołaj Herbst z Instytutu Badań Edukacyjnych, „sposób wykorzystania wyników badań w uzasadnieniu projektu ustawy likwidującej gimnazja jest manipulacją, która godzi w wiarygodność MEN”



Trzymając się tej ideologii reformy MEN zignorował  wiele argumentów merytorycznych wskazujących, że

reforma pogorszy zaspokojenie potrzeb edukacyjnych, zwłaszcza uczniów ze środowisk i rodzin o mniejszym kapitale kulturowym.

Krytycy protestowali,  apelowali i ostrzegali, że:

  • skrócenie edukacji ogólnej (z dziewięciu do ośmiu lat) odwróci efekt wyrównywania szans edukacyjnych;
  • likwidacja gimnazjum (nawet w przypadku przekształcenia w inną szkołę) to zaprzepaszczenie dorobku kilku tysięcy zespołów nauczycielskich, aktywnej i relatywnie młodszej kadry, a także degradacja zawodowa ponad 7 tys. dyrektorek/ów;
  • umieszczenie w jednej szkole uczniów w wieku 7-15 lat jest ryzykowne dla młodszych dzieci (już w tej chwili najwięcej agresji jest w podstawówkach);
  • reforma spowoduje ogromny chaos, konieczność tworzenia filii szkół, dowożenia dzieci;
  • podstawy programowe powstają w pośpiechu, ich jakość jest kiepska, a treści często zideologizowane i anachroniczne;
  • za duży jest nacisk na tradycyjne nauczanie przedmiotowe zamiast podejścia interdyscyplinarnego i problemowego;
  • za słabe są zachęty do samodzielności nauczycieli i uczniów;
  • reforma będzie generować wysokie koszty (MEN mówi o 900 mln, samorządy szacują je na kilka miliardów).


Nie było prawdziwej debaty o reformie

Anna Zalewska chwali się przeprowadzeniem debaty „Uczeń. Rodzic. Nauczyciel – Dobra zmiana” na niespotykaną do tej pory skalę. Twierdzi, że od lutego do czerwca 2016 odbyło się blisko 200 spotkań w całym kraju, w których uczestniczyło ponad 20 tys. osób. To mogą być prawdziwe dane.

„Każdy rozmawiał z każdym” – powiedziała podczas podsumowania w Toruniu 27 czerwca 2016 (mówiła non stop przez 103 minuty). Wszystko wskazuje jednak na to, że „debaty” były masowym i posunięciem propagowania „dobrej zmiany”, a nie prawdziwą naradą nad tym, czy i jak reformować edukację. Decyzje zapadały w innym trybie.

„Nie wiemy jakie zostały podjęte ustalenia. Nie dowiemy się też, jaki był ich  program. Nie poznamy protokołów z debat. MEN odmówiło nam dostępu do tych informacji uzasadniając, że

były to spotkania robocze i jako takie nie podlegają prawu dostępu w trybie informacji publicznej. Zatem resort każdą zmianę może w obecnej chwili wzbogacić komentarzem, że to zostało to przedyskutowane lub pojawiło się w debatach,

a my jako ich uczestnicy i obserwatorzy nadal nie wiemy, jakie tezy, propozycje i rozwiązania na tych debatach się pojawiły – pisze Iga Kaźmierczyk ekspertka fundacji Przestrzeń dla Edukacji na stronie Instytutu Obywatelskiego.

Debaty nie dotyczyły kluczowej sprawy ustroju szkolnego. Nawet przyjmując założenie o przywróceniu czteroletniego liceum, możliwe było przecież zachowanie gimnazjów, albo w modelu 6 + 3 + 4 (w Norwegii edukacja trwa 13 lat) albo przy skróceniu podstawówki o rok: 5 + 3 + 4.

Podobnie intensywne, chaotyczne i bezowocne były dyskusje (podobno aż) 1 667 ekspertów.

Dopiero kilka ostatnich spotkań otwarto dla publiczności. Wymiana zdań pomiędzy ekspertami toczyła się na zamkniętej platformie internetowej. Nie wiadomo, czy te wypowiedzi zostały w jakikolwiek sposób przeanalizowane.

„Harmonogram spotkań powstawał w trakcie. Nie były moderowane, ich przebieg był swobodny. Każdy z uczestników mógł mówić, co tylko chciał i ile chciał – o ile pozwolili na to inni uczestnicy. Siedząc w jednej sali, nie wiedzieliśmy nawet, jakie instytucje reprezentujemy” – pisze Kaźmierczyk.

Na debacie w MEN 14 marca 2016 wiceminister Marzena Drab przywitała kilkadziesięcioro nauczycieli z całego kraju, życzyła im owocnych obrad i wyszła. Nikt nie zapisywał wniosków. Tematy były od sasa do lasa: wychowanie przedszkolne. Nauka pisania w przedszkolu czy szkole?, „rozmowa o podręcznikach”, edukacja polonistyczna – lista lektur, nowe media w edukacji.

  • Przeczytaj relację z debaty 14 marca 2016 r.

    Pierwsza Debata Ekspertów Dobrej Zmiany – wielkie nieporozumienie!

    Wiceminister Marzena Drab rozpoczęła spotkanie, po czym … życzyła nam owocnych obrad i wyszła. Tak ma wyglądać ogólnopolska debata o systemie oświaty? W jaki sposób MEN chce wyciągać wnioski z tych spotkań, jeśli nikt z MEN nie jest obecny na spotkaniu? Spotkanie – bez obecności pani Marzeny Drab – toczyło się samo. Nie określono jego celów, wytycznych (poza tym, co można pobrać ze strony), nikt tego spotkania fachowo nie moderował.

    14 marca 2016 r. Aleja Szucha 25. Jest godzina 13.30, wchodzimy do gmachu Ministerstwa Edukacji Narodowej. Od razu zauważamy stolik, gdzie leży lista, na której każdy „Ekspert Dobrej Zmiany” ma się podpisać. Większość z 44 osób umieszczonych na liście jest już podpisanych, a do debaty mamy jeszcze pół godziny. Wielu uczestników przyjechało z daleka. Jest ktoś ze Śląska, ktoś z Krakowa oraz Lublina. Każdy otrzymuje teczkę, która zawiera: program spotkania, propozycję zmian w podstawie programowej wychowania przedszkolnego (podstawy do klas I-III nie ma!), czyste kartki oraz długopis.

    program_EDZ1

    Wchodzimy do sali konferencyjnej. Jest spora, ale nie wszystkie osoby mogą usiąść na zewnątrz stołów ustawionych w prostokąt. Część siedzi w środku, plecami do innych. Czekamy. Czekamy na kogoś z ministerstwa, kogoś kto otworzy debatę i zajmie miejsce wśród nas. Liczymy, że będzie to minister Zalewska. Mamy jednak świadomość, że to mało prawdopodobne, gdyż rano minister była we Wrocławiu. Czekamy zatem na innych przedstawicieli MEN. W podgrupach rozmawiamy o temacie dzisiejszego spotkania, przeglądamy program. Pada dużo pytań, na które mamy nadzieję uzyskać odpowiedź.

    Punktualnie o 14:00 wchodzi na salę Marzena Drab, wiceminister edukacji. Wita wszystkich, dziękuje za przybycie, podkreśla także, że „edukacja jest wielką odpowiedzialnością”  i … życzy udanej debaty, po czym wychodzi oddając głos Beacie Kozyrze i Jolancie Dobrzyńskiej. Żadna z pań nie jest przedstawicielką MEN. W kilku słowach wstępu wyjaśniają, że są uczestnikami jak pozostali, jedynie społecznie podjęły się prowadzenia debaty. Zostaliśmy więc sami, bez gospodarza spotkania i  z pytaniami, na które nikt nie zna odpowiedzi.

    Na wstępie dowiadujemy się, że to spotkanie jest inne niż pozostałe (z dalszego kontekstu wnioskujemy, że dotyczy to spotkań marcowych), gdyż naszym zadaniem jest dostosować obecną podstawę programową do zmian wprowadzonych w tym roku. Pełniące rolę prowadzących wyjaśniają, że trzeba „uratować sytuację” i podstawy programowe muszą zostać przygotowane do końca marca. Dopiero w kwietniu i maju zaczną się prace nad zmianami, które obejmą kolejne lata. Zaniemówiliśmy…

    W dyskusji polecono nam skupić się na obszarze 13. i 14. podstawy programowej wychowania przedszkolnego i zastanowić się „czy nauka pisania ma się odbywać w szkole czy w przedszkolu”. Powinniśmy się zatem odnieść do poszczególnych zapisów projektu i wypowiedzieć się na ich temat. Wypowiada się pierwszych kilka osób.

    W końcu zadajemy pytanie: „Czy to nie jest tak, że jeśli chcemy rozmawiać o tym, co szczegółowo mamy robić z dziećmi w przedszkolu, to powinniśmy zadać sobie najpierw pytanie, jakiego absolwenta przedszkola oczekujemy?” Bardzo szybko dowiadujemy się, że nie jest to przedmiotem debaty i że nie mamy na to czasu, że naszym zadaniem jest tylko skonsultowanie wprowadzonych do podstawy zmian.

    Dyskusja trwa dalej. Mija połowa czasu przeznaczonego na debatę. Nadal rozmawiamy o tym, czy uczyć w przedszkolu pisania czy nie. Zastanawiamy się np. nad tym czy wprowadzać 22 czy 24 znaki polskiego alfabetu!!! W końcu przechodzimy do edukacji matematycznej. Przy tej okazji znów padają pytania o cele edukacji, lecz ponownie skupiamy się na nieścisłościach w zapisie kolejnych punktów. Zebrani zauważają, że nie dotarliśmy nawet do trzeciego punktu planu przewidzianego na dziś, a przed nami jeszcze takie tematy, jak „rozmowa o podręcznikach”, „nowe media w podstawie programowej” oraz „edukacja polonistyczna – propozycje lektur”. Wszyscy na sali zaczynają dostrzegać beznadziejność sytuacji: brak gospodarzy, brak informacji o autorach zmian w podstawach programowych, brak wcześniejszej informacji o programie spotkania, brak osób przygotowanych do jej profesjonalnego poprowadzenia, brak wcześniejszej znajomości celu spotkania …. można by wymieniać jeszcze długo.

    W tym miejscu pojawia się ważne pytanie dotyczące podstawy programowej dla edukacji wczesnoszkolnej – jeśli tematem debaty jest również ten etap edukacji, to dlaczego na spotkanie nie przygotowano propozycji podstawy programowej dla klas I-III? Pojawiają się zniecierpliwione głosy osób z sali, które przyjechały na debatę rozmawiać o zmianach na etapie edukacji wczesnoszkolnej.

    Czy tak powinny wyglądać konsultacje?

    Potencjał grupy, który został uwidoczniony w pierwszej części spotkania został tak bezsensownie zaprzepaszczony! Doświadczenie nauczycieli z wieloletnim stażem, wykładowców akademickich, metodyków, ludzi z ogromną wiedzą i pomysłami, pragnących realnych zmian w edukacji, gotowych poświęcić swój wolny czas, a nawet jeszcze dopłacić (koszty dojazdów na debaty nie są zwracane przez MEN), by móc porozmawiać o edukacji w Ministerstwie – wszystko co zostało użyte w sposób instrumentalny, aby móc napisać że „debata odbyła się”. Wszyscy poczuliśmy się oszukani. Nie zgadzamy się na taką formę konsultacji!

    Ani przed, ani na spotkaniu nie określono celu czy formy dyskusji. Nie wiemy do kogo trafią ustalenia, które poczyniliśmy podczas dzisiejszej rozmowy, nie wiemy czy grupy ekspertów, które spotkają się w sobotę będą znały wnioski, które zostały przez nas wypracowane. W czasie spotkania osoby, które zgłaszały swoje postulaty miały spisać je na kartce i zostawić prowadzącym. Reszta ma swoje uwagi i postulaty przesłać na forum zamkniętej grupie ekspertów. A my nie mamy nawet pewności, czy zostaną one przeczytane przez kogokolwiek.

    W toku debaty nie uzyskaliśmy odpowiedzi na podstawowe pytania: czy pojawią się jakieś dodatkowe zmiany w podstawie programowej dla klas I-III, kto jest autorem przedstawionej propozycji podstawy programowej dla przedszkoli, kiedy i w jakiej formie otrzymamy do wglądu protokół z dzisiejszego spotkania, a także jak będzie wyglądał przepływ informacji pomiędzy uczestnikami kolejnych debat. Po wyjściu z sali nie wiemy także, czy nasza rola w konsultacjach już się zakończyła, czy przewidziane są dla nas kolejne zadania.

    Nie zgadzamy się, żeby naszymi nazwiskami podpisano przedstawione dziś zmiany, które wejdą od września do szkół i przedszkoli. Oczekujemy prawdziwych, profesjonalnie przygotowanych i rzetelnie przeprowadzonych konsultacji. Nie wyrażamy zgody na marnowanie potencjału drzemiącego w ekspertach powołanych do udziału w debatach. Chcemy rozmawiać o przyszłości polskiej szkoły, o jej celach i wizji absolwenta przedszkola i szkoły.

    Podczas debaty wielokrotnie było podkreślane, że odbiorcą  wprowadzanych zmian jest dziecko i o jego dobro musimy dbać, konstruując tak ważny dokument. Niestety, mamy poważne wątpliwości, czy gospodarze, których na dzisiejszym spotkaniu zabrakło, pamiętają o tym fakcie. Wiele razy od listopada słyszeliśmy od minister Zalewskiej, że zmiany motywowane są „dobrem dziecka”. Może pora wyjaśnić nam, jak „dobro dziecka” rozumie się w MEN. My rozumiemy je dalece inaczej.

    Magdalena Milczewska, Wiktoria Kowalska

Kto przeciw? Nie widzę

Min. Zalewska wielokrotnie podkreślała, że poparcie dla reformy jest bardzo duże. Jednocześnie odmawia wzięcia pod uwagę argumentów, a nawet spotkania z organizacjami i instytucjami, które poddały reformę krytyce. Wśród nich jest ZNP, czyli największy nauczycielski związek zawodowy, wszystkie organizacje zrzeszające samorządy (do gmin przez powiaty aż po metropolie), Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty, koalicje organizacji pozarządowych „Nie dla chaosu w szkole”, stowarzyszenia rodziców. Min. Zalewska zdawkowo odpowiedziała na wątpliwości rzeczników praw obywatelskich i praw dziecka, nie bierze pod uwagę stanowiska wielu naukowców, w tym negatywnych recenzji podstaw programowych. ignoruje głos rektorów największych polskich uczelni.  Pomysły Zalewskiej krytykowało  nawet Rządowe Centrum Legislacji.



Reforma według sondaży? Siedmiolatki – owszem….

PiS powołuje się na to, że reforma jest zgodna z życzeniami rodziców. Ma argument w postaci silnego w ostatnich latach rządu PO-PSL ruchu  oporu przeciwko zmianom w edukacji Karoliny i Tomasza Elbanowskich. Ich stowarzyszenie skierowało do Sejmu poprzedniej kadencji trzy obywatelskie projekty, wszystkie zostały odrzucone:

  • w 2011 r. za wycofaniem obniżenia wieku szkolnego (350 tys. podpisów);
  • w listopadzie 2013 roku – o referendum w sprawie sześciolatków i likwidacji gimnazjów (prawie milion podpisów);
  • w marcu 2014 – żeby to rodzice decydowali o tym, kiedy posyłać dziecko do szkoły (300 tys.).

W sprawie wieku szkolnego argument PiS jest prawdziwy, wciąż dominuje przekonanie, że sześć lat to było za wcześnie.

W sondażu IPSOS dla OKO.press z września 2016 aż 64 proc. oceniło, że to dobrze, że wiek szkolny został podniesiony do 7 lat, a tylko 24 proc. uznało, że źle.



… gimnazja już nie, a …

Po wprowadzeniu gimnazjów – wbrew wielu danym o skuteczności nauczania i wychowania przez te szkoły – utrzymywała się społeczna niechęć do nich. W sondażu IBRiS tuż przed wyborami (15–16 października 2015) przeciwników gimnazjów było aż 68 proc., we wcześniejszych sondażach (np. SW Research) przeciw była zwykle połowa, a około jedna trzecia za.

Obecnie, w trakcie przygotowań do reformy ta niechęć słabnie, a w grudniowym sondażu IPSOS dla OKO.press zwolenników i przeciwników likwidacji gimnazjów było już (statystycznie) tyle samo, przy czym osoby najmłodsze, które same ukończyły gimnazjum były przeciw likwidacji, a popierali ją zwłaszcza ludzie starsi oraz zwolennicy PiS


Likwidacja gimnazjów: dobrze czy źle? Sondaże OKO.press we wrześniu i grudniu

Odpowiedzi dobrze (kolor zielony), źle (czerwony) i trudno powiedzieć (szary) w proc.

Odpowiedzi we wrześniu 2016
 
Odpowiedzi w grudniu 2016


… ogólnie dominuje niechęć do reformy

Min. Zalewska przedstawia oponentów jako garstkę krytyków, którzy niepotrzebnie upierają się, skoro sprawa jest przesądzona zgodnie z życzeniem rodziców. Ostatni sondaż IPSOS dla OKO.press tego nie potwierdza.

Za reformą w wersji PiS , czyli „od września 2017, zgodnie z planem rządu”, jest tylko jedna trzecia badanych (32 proc.), tyle samo osób (31 proc.) uważa, że „taka reforma nie powinna być w ogóle wprowadzana”. Nieco mniej (27 proc.) wybrało wariant „powinna zostać przesunięta o rok i przedyskutowana”.



System jest drożny, niech rodzice nie zawracają głowy

Jednym z problemów reformy jest tzw. kumulacja roczników, kiedy we wrześniu 2019 r. na egzaminie do liceów spotkają się ostatni rocznik likwidowanego gimnazjum i pierwszy rocznik, który będzie kończył wydłużoną ośmioletnią szkołę podstawową. Na obawy rodziców, że ograniczy to szans eich dzieci min. Zalewska odpowiedziała 9 stycznia 2017  tak:

„Prawo oświatowe wyraźnie wskazuje, że

oprócz liceum jest branżowa szkoła, technikum, wszystkie te systemu są drożne.

Po każdym typie szkoły będzie można zdać maturę. W związku z tym, nasza analiza przewiduje jednoznacznie, że nie będzie problemów z podwojonym rocznikiem”.

W systemie problemu nie ma. Mają go tylko rodzice.


Abonament na wolność słowa

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym