Prawa autorskie: Maciek Jaźwiecki / Agencja GazetaMaciek Jaźwiecki / A...
28 czerwca 2021

Afera mailowa. Morawiecki nie ma pieniędzy „na dzietność". W końcu zadaje kluczowe pytanie

Wyciekły kolejne maile, które miał pisać premier Mateusz Morawiecki. Premier odrzuca strategię Ministerstwa Rodziny wspierającą dzietność, która ma kosztować około 10-12 mld zł. „Dlaczego zawsze receptą mają być $$$?" - pyta. I ma rację

„Drogie Panie, rozumiem wagę problemu i trzeba tu koniecznie poprawić sytuację na froncie demograficznym, ale dlaczego zawsze receptą mają być $$$?” – tak rozpoczyna się mail, który miał być wysłany przez premiera Mateusza Morawieckiego 23 kwietnia 2021 roku do Marleny Maląg, minister rodziny i polityki społecznej; Barbary Sochy, wiceminister rodziny i polityki społecznej i Doroty Bojemskiej, przewodniczącej Rady Rodziny [pisownia oryginalna].

„Drogie Panie, rozumiem wagę problemu i trzeba tu koniecznie poprawić sytuację na froncie demograficznym, ale dlaczego zawsze receptą mają być $$$?” – tak rozpoczyna się mail, który miał być wysłany przez premiera Mateusza Morawieckiego 23 kwietnia 2021 roku do Marleny Maląg, minister rodziny i polityki społecznej; Barbary Sochy, wiceminister rodziny i polityki społecznej i Doroty Bojemskiej, przewodniczącej Rady Rodziny [pisownia oryginalna].

OKO.press zastrzega, że nie jest jasne, czy wiadomości są prawdziwe. Korespondencja między premierem Mateuszem Morawieckim a wiceminister Barbarą Sochą to kolejna rozmowa, której screeny zostały opublikowane na Telegramie (popularnym komunikatorze na Białorusi i w Rosji).

Wynika z niej, że Barbara Socha, Marlena Maląg i Dorota Bojemska proszą premiera Morawieckiego o 10 mld zł na nowy program, który ma przyczynić się wzrostu dzietności w Polsce.

Ale premier Morawiecki (jeśli to on) nie chce się zgodzić:

"Tu nie chodzi o program na kilkaset milionów, a proszą Panie o 10 mld! My tymczasem budżetowo jesteśmy w strukturalnym deficycie i 70 mld pod kreską! I nie ma możliwości dokładania tam więcej – chyba, że kosztem rosnącego zadłużenia czy też unijnej procedury nadmiernego deficytu. To akurat coś, czego powinniśmy się wystrzegać jak ognia, a Komisja i zagraniczni inwestorzy już uważnie patrzą nam na ręce (…)”.

Prosi o „radykalne ograniczenie oczekiwań finansowych”, których koszt nie przekroczy 2 mld zł albo poruszanie się w ramach wprowadzonych programów.

"Na rodziny wydajemy już kilkadziesiąt 1 000 000 000 - samo 500+ to 40,8 zasiłki macierzyńskie. Tyle samo na ulgę w PIT, do tego 300+ itd... Razem pewnie 70 000 000 000 albo więcej - i niestety nic to nie zmienia. Każdy z tych programów miał być game changerem..." – ma pisać premier.

Z treści maili nie wynika, na co dokładnie ma być przeznaczone 10-12 mld zł, o które prosi premiera Morawieckiego Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. Nie możemy zatem rozstrzygnąć, czy ma rację, czy jej nie ma odrzucając prośbę. Ale możemy przeanalizować sam kierunek myślenia o dzietności, który prezentował do tej pory PiS, a do którego odnosi się premier.

Argument I. Same pieniądze nie rozwiążą problemu dzietności

Premier Morawiecki (jeśli to on) ma rację, że same pieniądze nie rozwiążą problemu dzietności, są potrzebne, ale powinny być rozdysponowane inaczej niż do tej pory - nie tylko w formie kolejnych zasiłków. Bo te nie przyniosły żadnych efektów, jeżeli chodzi o demografię. A sytuacja rzeczywiście - jak ma pisać w mailach premier - jest poważna.

Według najnowszych danych GUS z 31 maja 2021 roku „Polska w liczbach 2021” współczynnik dzietności w Polsce w 2020 roku wynosił 1,378. Jest to najniższy wynik od 2016 roku (wtedy współczynnik dzietności wyniósł 1,357).

Źle wyglądają prognozy dotyczące dzietności. Według przewidywań ludnościowych Eurostatu z 2019 roku liczba kobiet w wieku 15-49 lata spadnie o 30 proc. w latach 2020-2050. Najsilniejszy spadek liczby kobiet w wieku 20-39 lat, a więc grupach wieku newralgicznych dla prokreacji, przewidywany jest do 2030 roku. Oznacza to, że obecna dekada jest szczególnie ważna dla możliwości spowolnienia spadku liczby urodzeń.

Mimo ogromnych nakładów na 500 plus PiS nie zatrzymał katastrofy demograficznej – po małej korekcie w 2017 roku sytuacja cały czas się pogarsza. W 2020 roku urodziło się 355 tys. dzieci, najmniej od II wojny światowej, a I kwartał 2021 był gorszy od I kwartału 2020 o ponad 5 tys. urodzeń.

Liczba urodzeń (i zgonów) w kolejnych latach od 1950 roku wygląda tak:

Premier wie. Ale na tym się kończy

Mimo wiedzy premiera (jeśli to on) PiS nadal myśli w kategoriach konserwatywnej rodziny, której trzeba zapłacić, żeby miała dzieci. Po raz kolejny ograniczył się tylko do bezpośrednich transferów finansowych. Chce:

  • kontynuować program 500 plus;
  • zrealizować propozycję z Polskiego Ładu, czyli 12 tys. zł rocznie na drugie i kolejne dzieci w rodzinie.

Te rozwiązania nie są wystarczające. Rząd chcąc poprawiać dzietność nie proponuje nowego kierunku działań i błądzi jak we mgle. Nie rozumie kobiet, dla których kluczowa jest praca i pomoc w opiece. Około milion kobiet między 25 a 49 rokiem życia deklaruje, że nie może pracować ze względu na obowiązki opiekuńcze. To fundamentalny problem kobiet, który wpływa na dzietność. PiS nie zauważa go w projekcie Strategii Demograficznej 2040 (to nowy pomysł rządu, który ma pomóc w stopniowym wzroście dzietności do takiego poziomu, aby zagwarantować zastępowalność pokoleń).

Pominął w nim też zmianę pozycji kobiet w społeczeństwie i rodzinie, która jest procesem społecznym o kluczowym znaczeniu dla zachowań dotyczących rodziny i prokreacji.

Badania wskazują na znaczenie pracy obojga rodziców dla decyzji rodziców o powiększeniu rodziny oraz udziale ojca w opiece nad dziećmi, a także rangę usług edukacyjno-opiekuńczych w łączeniu pracy zawodowej rodziców z wychowywaniem dzieci. To z kolei nadaje rangę rozwiązaniom umożliwiającym kobietom dostęp do pracy zawodowej i zachęcające mężczyzn, aby przejmowali opiekę nad dziećmi.

Rząd twierdzi jednak, że dzietność można zwiększyć kosztem okresowego wycofania się kobiet z rynku pracy. Nierespektowanie realnych potrzeb nie doprowadzi do uzyskania wzrostu dzietności, ani poprawy sytuacji kobiet na rynku pracy.

Argument II. Decydują uwarunkowania

W mailach przypisywanych Morawieckiemu ich autor zwraca uwagę, że w krajach zachodnich „mimo wyłożonych środków dzietność spada”. "Mam wrażenie, że to jednak kwestie uwarunkowań kulturowych są decydujące" – stwierdza Morawiecki (jeżeli to on).

„1,7 to wciąż daleko do 2,1 i prostej zastępowalności… ile byśmy musieli wydać, aby taką osiągnąć?! A co w tym czasie ze służbą zdrowia, edukacją, inwestycjami?? Na to też trzeba znaleźć pieniądze” – ma pisać premier.

Ma rację po raz drugi. Ale… znowu nic z tego nie wynika.

W projekcie Strategii Demograficznej 2040 w rozdziale „Trendy demograficzne w Polsce” (str. 12) rząd omawia procesy społeczne, które warunkują dzietność. Analizuje w nim trudną sytuację demograficzną w Polsce, omawia różnicę między urodzeniami a zgonami od lat 90. I robi to źle.

Skupia się na zmianach dzietności w ostatnich dwóch dekadach, a tym samym oddziela się od wszystkiego, co działo się wcześniej.

Tymczasem od końca lat 60. rozpoczęła się nowa faza trendu dzietności i ocena obecnego zróżnicowania dzietności nie może pomijać tego, co wcześniej się działo w różnych regionach Europy. W dodatku omawiając zmiany dzietności należy zwrócić uwagę na zachowania dotyczące tworzenia i rozpadu rodziny.

PiS ignoruje fakt, że sposób formowania rodziny zmienił się i coraz więcej par decydując się na dzieci, tworzy związki pozamałżeńskie.

Pisaliśmy o tym tutaj:

Rząd całą Strategię Demograficzną kieruje tymczasem do par znajdujących się w związkach małżeńskich.

Argument III. Program mieszkaniowy

Dalej premier (jeśli to on) pisze o tym, że dzietności pomoże program mieszkaniowy. To też prawda. Jednym z czynników, który ma wpływ na podejmowanie decyzji o dziecku jest ocena sytuacji mieszkaniowej. Pisaliśmy o tym tutaj:

Premier Morawiecki w korespondencji ujawnionej na Telegramie ma pisać:

„Jeżeli szukamy przełomu i flagowego projektu, to wierzę, że pomóc mogą programy mieszkaniowe. Proszę się spodziewać naprawdę szerokiego programu. Tak, żeby wreszcie Polaków, te młode małżeństwa było stać na własny dom – bez wyjeżdżania za granicę i bez czekania na 40 i kredyt do 70” - ma pisać premier Morawiecki.

I znowu premier wie, ale pomysł PiS dotyczący mieszkalnictwa, który został zawarty w Polskim Ładzie, jest wątpliwy.

„Mój dom 70 m – bez zbędnych formalności” (na podstawie zgłoszenia, bez żadnej kontroli) wydaje się nieść ryzyko dla rodzin, które porwą się na budowę własnego domku (analiza tych pułapek tutaj).

Wsparcie dla mieszkalnictwa publicznego, które jest mniej ryzykowne dla obywateli i dla klimatu, jest w Polskim Ładzie ledwie wspomniane. Króluje myślenie o budowie na własność, czy to sposobem gospodarczym, czy przez deweloperów. Pojawia się tu znowu proste: dofinansowanie kredytu mieszkaniowego po 20 tys. za pierwszą dwójkę i 60 tys. za trzecie dziecko.

Pisaliśmy o tym tutaj:

Znowu rząd ogranicza się tylko do pieniędzy.

Z punktu widzenia decyzji prokreacyjnych ten program ma poważną wadę – oznacza dla rodziny ogromny wysiłek. Budowa własnego domu czy raczej domku na zgłoszenie jest obciążająca, a wzięcie kredytu – nawet z pomocą państwa – oznacza stres i narusza bezpieczeństwo finansowe rodziny.

Szkoda, że słowa nie przerodziły się w działania

Podsumowując - zgadzamy się z premierem Mateuszem Morawieckim (jeśli to on), ale szkoda, że jego wiedza nie jest wykorzystywana w praktyce. Bo:

  • rozdawanie kolejnych środków nie poprawi dzietności w Polsce, a PiS nadal ogranicza się tylko do pieniędzy;
  • problem dzietności to przede wszystkim uwarunkowania kulturowe, ale PiS ich nie zauważa, ignoruje trendy społeczne i potrzeby kobiet;
  • mieszkanie to ważny czynnik przy podejmowaniu decyzji o dziecku, ale PiS tworząc program mieszkaniowy nadal myśli w kategoriach konserwatywnej rodziny, której trzeba zapłacić, żeby miała dzieci.

Rację ma też Socha, która zaznacza w korespondencji, że na wzrost współczynnika dzietności wpłyną znacząco trzy obszary: Opieka do lat trzech, Praca i Mieszkanie. I słusznie.

„Szacujemy, że po ich wdrożeniu na przestrzeni lat dzietność wzrośnie. Ogólny koszt tych rozwiązań to około 10-12 mld zł. To są tzw. game changers. Zaniechanie wprowadzenia istotnych zmian pogłębi przepaść demograficzną. Liczy się każdy rok. Bardzo proszę o decyzję”.

Chodzi jednak o to, że pieniądze nie pomogą, dopóki będą pompowane w zasiłki.

Afera mailowa

Dokumenty polskiego rządu po raz pierwszy pojawiły się na Telegramie 8 czerwca 2021 roku i pochodziły ze skrzynki szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Michała Dworczyka. Od tamtego czasu na komunikatorze Telegram haker codziennie ujawnia zrzuty ekranu, na których widać korespondencję prowadzoną z premierem i urzędnikami państwowych.

KPRM potwierdziła, że doszło do włamania na skrzynkę mailową Michała Dworczyka. Mimo, że mija trzeci tydzień afery mailowej – rząd nie odniósł się do treści maili. Nie zdementował informacji, które się w nich pojawiły ani nie potwierdził, czy są prawdziwe.

Wiadomości pochodzą z prywatnych adresów mailowych, ale mimo to pojawiają się w nich tematy związane z funkcjonowaniem państwa (z materiałów, które mają pochodzić ze skrzynki e-mailowej ministra Michała Dworczyka wynika m.in., że rząd analizował wyprowadzenie na ulice wojska, które miałoby zabezpieczać masowe protesty organizowane przez Strajk Kobiet po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ograniczającego prawo aborcyjne w Polsce).

Udostępnij:

Julia Theus

Dziennikarka, pracowała w „Gazecie Wyborczej” i Wirtualnej Polsce. W OKO.press od 2021 roku, absolwentka Filologii Polskiej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, stypendystka nauk humanistycznych i społecznych na Sorbonie IV w Paryżu (Université Paris Sorbonne IV).

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne