Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Iga Kucharska / OKO.pressIl. Iga Kucharska / ...

Alergie sezonowe nie są już tylko prywatnym dramatem ludzi z paczką chusteczek w kieszeni. Stały się jednym z najbardziej namacalnych przykładów tego, jak zmiany środowiska wchodzą do nosa, płuc i układu odpornościowego.

Katar sienny to określenie niemal komicznie łagodne. Kojarzy się z kichaniem na łące, majówką przerwaną przez pyłki, ewentualnie z sezonowym dyskomfortem, który da się przeczekać.

Medycyna używa precyzyjniejszej nazwy: alergiczny nieżyt nosa. Mówimy o przewlekłej chorobie zapalnej, zależnej od przeciwciał IgE, często współistniejącej z zapaleniem spojówek, astmą, zaburzeniami snu, spadkiem koncentracji i gorszą wydajnością w pracy lub szkole. „Nature Reviews Disease Primers” opisuje alergiczny nieżyt nosa jako jedną z najczęstszych przewlekłych chorób na świecie, powodującą istotne obciążenie zdrowotne, społeczne i ekonomiczne.

Skala jest ogromna. Europejskie Obserwatorium Klimatu i Zdrowia, prowadzone przy Europejskiej Agencji Środowiska, podaje, że

alergia na pyłki może dotyczyć nawet ok. 40 proc. populacji Europy,

a objawy u osób szczególnie wrażliwych mogą pojawiać się już przy niskich stężeniach pyłku w powietrzu. W praktyce oznacza to miliony ludzi, którzy przez wiele tygodni w roku funkcjonują gorzej: śpią płycej, częściej sięgają po leki, mają problemy z nauką, pracą i aktywnością fizyczną.

Polska nie jest wyjątkiem.

Według danych NFZ na alergie choruje u nas ok. 12 mln osób,

z czego ok. 8 mln ma alergiczny nieżyt nosa, a ponad 4 mln zmaga się z astmą.

NFZ podkreśla też, że nieleczona alergia może prowadzić do astmy, co dobrze pokazuje, dlaczego sezonowego kataru nie warto traktować wyłącznie jako uciążliwości kosmetycznej.

Przeczytaj także:

Klimat wydłuża sezon na kichanie

Alergik jest dziś trochę jak człowiek obserwujący kalendarz, w którym ktoś po cichu dopisuje dodatkowe tygodnie. Wiosna zaczyna się wcześniej, jesień przeciąga się dłużej, zimy są łagodniejsze, a rośliny reagują na to szybciej niż nasze systemy ochrony zdrowia.

Jednym z najczęściej cytowanych badań w tej sprawie jest analiza opublikowana w „Proceedings of the National Academy of Sciences”. Naukowcy przeanalizowali dane z 60 stacji monitorujących pyłki w Ameryce Północnej z lat 1990-2018. Wynik: sezony pyłkowe wydłużyły się średnio o 20 dni, a stężenie pyłków wzrosło o 21 proc. Autorzy powiązali znaczną część tych zmian z ociepleniem klimatu wywołanym działalnością człowieka.

Europa idzie podobną drogą. W raporcie „Lancet Countdown” dla Europy z 2026 r. wskazano, że zmiany klimatu wydłużyły sezon pyłkowy o 1-2 tygodnie. Chodzi przede wszystkim o wcześniejsze kwitnienie roślin takich jak brzoza, olcha czy oliwka, ale także o nasilające się ryzyko związane z gatunkami inwazyjnymi, w tym ambrozją, której pyłek należy do najbardziej alergizujących.

Mechanizm jest dość prosty. Wyższe temperatury przyspieszają początek sezonu wegetacyjnego. Większe stężenie dwutlenku węgla działa na wiele roślin jak nawóz: rosną bujniej i mogą produkować więcej pyłku. Dłuższy okres bez przymrozków oznacza, że rośliny mają więcej czasu na kwitnienie.

A ponieważ różne gatunki pylą w różnych momentach roku, wydłużenie i przesunięcie sezonów sprawia, że u osób uczulonych na kilka alergenów przerwy między kolejnymi falami objawów robią się coraz krótsze. Przeglądy dotyczące alergii pyłkowej w zmieniającym się środowisku podkreślają, że cieplejszy klimat wpływa zarówno na długość sezonu pylenia, jak i na zasięg występowania roślin alergennych.

W Polsce szczególnie ważna jest brzoza, olcha, leszczyna, trawy, bylica i coraz częściej ambrozja.

Ekspertki cytowane przez serwis Nauka o Klimacie zwracają uwagę, że w części regionów Europy sezony pyłkowe brzozy zaczynają się wcześniej i przez to trwają dłużej, choć lokalny obraz zależy nie tylko od temperatury, ale też od opadów, wiatru, miejskiej zabudowy i składu roślinności.

Alergia nie jest prostym termometrem klimatu. Nie wystarczy powiedzieć: jest cieplej, więc wszyscy kichają bardziej. Ale trend jest wystarczająco wyraźny, by mówić o zdrowotnym koszcie ocieplenia. Zmiana klimatu nie tworzy alergii od zera, lecz podkręca ekspozycję: daje roślinom dłuższy sezon, przesuwa ich zasięgi i zwiększa liczbę dni, w które układ odpornościowy alergika jest prowokowany do reakcji.

Prawda czy fałsz?

Alergie sezonowe są dziś częstsze i cięższe niż kilkadziesiąt lat temu.

Sprawdziliśmy

Wiele danych wskazuje, że alergie sezonowe są dziś częstsze, dłuższe i bardziej dokuczliwe. Ocieplenie klimatu sprawia, że rośliny pylą wcześniej i dłużej, a wyższe stężenie CO₂ może zwiększać produkcję pyłku.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Smog robi z pyłku bardziej brutalnego przeciwnika

Jest jeszcze drugi winowajca: zanieczyszczenie powietrza. I tu historia robi się niemal kryminalna, bo pyłek nie działa sam. W mieście spotyka spaliny, pył zawieszony, tlenki azotu, ozon i mikroskopijną chemię codziennego ruchu ulicznego. Efekt?

Alergen trafia do dróg oddechowych w towarzystwie substancji drażniących, które mogą wzmacniać stan zapalny.

Europejska Akademia Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI) zwraca uwagę, że krótkotrwała ekspozycja na zanieczyszczenia powietrza ma znaczenie dla chorób alergicznych i astmy, a ograniczanie emisji powinno być traktowane nie tylko jako polityka klimatyczna, ale również zdrowotna.

Polskie badania dobrze wpisują się w ten obraz. Niedawno opisywano wyniki prac krakowskich naukowców z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, według których pyłki PM2,5 mogą nasilać reakcje alergiczne na pyłek m.in. brzozy. To szczególnie istotne w miastach, gdzie alergik nie oddycha czystym pyłkiem roślinnym, ale mieszaniną biologii i smogu.

W praktyce oznacza to, że ten sam gatunek drzewa może być dla organizmu większym problemem przy ruchliwej ulicy niż w czystszym środowisku. Pył zawieszony drażni nabłonek dróg oddechowych, uszkadza barierę śluzówkową i ułatwia alergenom kontakt z układem odpornościowym. Dlatego alergia miejska bywa cięższa, bardziej „astmatyczna”, częściej połączona z kaszlem, dusznością i przewlekłym stanem zapalnym.

To jeden z paradoksów współczesnej zieleni miejskiej. Miasto potrzebuje drzew, bo obniżają temperaturę, wiążą zanieczyszczenia, poprawiają mikroklimat i psychikę mieszkańców. Ale źle zaprojektowana zieleń — z dominacją silnie alergizujących gatunków, sadzonych masowo wzdłuż ulic — może dokładać alergikom kolejny problem.

Rozwiązaniem nie jest betonowanie placów, lecz mądrzejsza polityka sadzeń: większa różnorodność, unikanie nadreprezentacji silnie pylących gatunków, monitorowanie ambrozji, lepsze prognozy pyłkowe i walka ze smogiem.

Układ odpornościowy, który zgubił instrukcję obsługi

Alergia sezonowa zaczyna się od rośliny, ale rozgrywa się w człowieku. Pyłek brzozy czy traw nie jest trucizną. Dla większości organizmów to niewinny fragment środowiska. Problem polega na tym, że układ odpornościowy alergika zachowuje się tak, jakby do nosa dostał się pasożyt albo poważny patogen.

W uproszczeniu wygląda to tak: organizm wytwarza przeciwciała IgE przeciwko danemu alergenowi. IgE przyczepiają się do komórek tucznych i bazofilów. Przy kolejnym kontakcie z alergenem dochodzi do ich aktywacji i wyrzutu mediatorów zapalnych, m.in. histaminy. Stąd świąd, kichanie, wodnisty katar, łzawienie oczu, obrzęk śluzówki i uczucie, że twarz postanowiła wypowiedzieć posłuszeństwo.

Dlaczego u jednych ludzi taki mechanizm się uruchamia, a u innych nie? Geny mają znaczenie, ale nie tłumaczą gwałtownego wzrostu częstości alergii w nowoczesnych społeczeństwach. Dlatego od lat mówi się o hipotezie higienicznej, a dziś coraz częściej o szerszej hipotezie bioróżnorodności. Jej sens jest prosty: układ odpornościowy dojrzewa w dialogu z mikroorganizmami, roślinami, zwierzętami, glebą, jedzeniem i otoczeniem. Jeśli ten dialog zostanie zubożony, odporność może gorzej uczyć się tolerancji.

Fińskie badanie opublikowane w PNAS pokazało, że nastolatki żyjące w bioróżnorodnym środowisku miały bardziej zróżnicowany mikrobiom skóry i rzadziej wykazywały cechy atopii. Autorzy wiązali ten efekt m.in. z większą obecnością określonych bakterii środowiskowych i sygnałów immunologicznych sprzyjających tolerancji.

Ale wcale nie wystarczy mniej sprzątać, żeby pozbyć się alergii. Współczesne dane są bardziej skomplikowane. Badania nad mikrobiomem, stylem życia, dietą, antybiotykami, zanieczyszczeniami i urbanizacją pokazują raczej sieć zależności niż jeden prosty przełącznik. Ogólny kierunek jest czytelny: alergie sezonowe są chorobą na styku immunologii i środowiska. Nie da się ich zrozumieć, patrząc wyłącznie na nos pacjenta. Trzeba patrzeć także na miasto, klimat, mikrobiom, powietrze i sposób życia.

Leczenie objawów: potrzebne, ale niewystarczające

Większość alergików zaczyna leczenie dopiero wtedy, gdy objawy są już w pełnym rozkwicie. To trochę tak, jakby próbować zamykać okna dopiero po tym, jak w mieszkaniu pojawił się dym. Doraźne leczenie ma sens, ale jego skuteczność zależy od tego, kiedy i jak się je stosuje.

Nie wdając się w szczegóły medyczne, podstawą są leki przeciwhistaminowe, donosowe glikokortykosteroidy, krople do oczu, czasem leki przeciwleukotrienowe i preparaty łączone. Najnowsze zalecenia ARIA-EAACI dotyczące leczenia donosowego wskazują, że decyzje terapeutyczne powinny uwzględniać nasilenie choroby, preferencje pacjenta i dostępność leków, a rekomendacje faworyzują m.in. donosowe połączenia leku przeciwhistaminowego z glikokortykosteroidem w określonych sytuacjach klinicznych.

Ale czy nie można zrobić czegoś, by mieć z alergiami spokój raz na zawsze? Tutaj największe nadzieje rodzi immunoterapia, czyli dobrze znane potoczne odczulanie.

Immunoterapia alergenowa polega na regularnym podawaniu kontrolowanych dawek alergenu — podskórnie albo podjęzykowo — po to, by układ odpornościowy przestał reagować na niego jak na zagrożenie. Z czasem odpowiedź immunologiczna przesuwa się w stronę tolerancji: spada reaktywność komórek tucznych i bazofilów, zmienia się profil limfocytów T, rośnie znaczenie przeciwciał blokujących, takich jak IgG4, a reakcja IgE-zależna zostaje osłabiona.

EAACI opisuje immunoterapię alergenową jako obszar zaleceń klinicznych dotyczących nie tylko leczenia objawów, ale również zapobiegania rozwojowi chorób współistniejących u osób z alergią, w tym astmy.

Przegląd badań dotyczących czasu trwania immunoterapii wskazuje, że 3 lata leczenia podskórnego albo podjęzykowego mogą przynosić korzyści kliniczne i zmiany immunologiczne utrzymujące się po zakończeniu terapii. Inne opracowania podkreślają, że immunoterapia ma długoterminowe i modyfikujące przebieg choroby działanie w alergicznym nieżycie nosa.

Dlaczego więc nie odczulają się wszyscy?

To leczenie wymaga czasu, dyscypliny, kwalifikacji alergologicznej i pieniędzy. Klasyczne odczulanie podskórne oznacza wielokrotne wizyty, zwykle przez kilka lat. Terapia podjęzykowa jest wygodniejsza, ale także wymaga regularności. Do tego dochodzą ograniczenia refundacyjne, dostęp do specjalistów i zwykła ludzka niecierpliwość. Wielu pacjentów woli połknąć tabletkę niż planować trzyletnią strategię.

Idzie nowe

Najciekawsze badania ostatnich lat próbują rozwiązać największą słabość odczulania: jego uciążliwość. Klasyczna immunoterapia działa, ale wymaga cierpliwości. A cierpliwość jest zasobem deficytowym, zwłaszcza gdy objawy wracają co roku, a poprawa nie przychodzi po pierwszej dawce.

Jednym z kierunków jest immunoterapia wewnątrzwęzłowa, czyli podawanie alergenu bezpośrednio do węzła chłonnego pod kontrolą USG. Pomysł jest kuszący: skoro węzły chłonne są miejscem intensywnej edukacji komórek odpornościowych, można spróbować dostarczyć alergen właśnie tam, w małej dawce i w mniejszej liczbie podań. Część badań sugerowała, że trzy takie iniekcje mogą poprawiać objawy alergicznego nieżytu nosa i spojówek, ale przeglądy pozostają ostrożne: metoda wydaje się obiecująca i dość bezpieczna, lecz dowody skuteczności są nadal niespójne i nie wystarczają do rutynowego zastosowania.

Drugim kierunkiem są terapie skojarzone, np. łączenie immunoterapii z lekami biologicznymi. Preparaty, takie jak przeciwciała blokujące IgE albo szlaki interleukin związanych z zapaleniem typu 2, są już stosowane w wybranych ciężkich chorobach alergicznych, m.in. w astmie, atopowym zapaleniu skóry czy przewlekłym zapaleniu zatok z polipami nosa.

Ich rola w typowej sezonowej alergii jest jednak ograniczona: są drogie, wymagają kwalifikacji i zwykle są zarezerwowane dla cięższych fenotypów chorób. Przeglądy dotyczące terapii biologicznych w alergicznym nieżycie nosa wskazują na potencjał tej klasy leków, ale nie czynią z nich jeszcze masowego rozwiązania dla sezonowego kataru siennego.

Najbardziej futurystyczny kierunek badań to szczepionki mRNA przeciw alergiom.

Po pandemii COVID-19 sama technologia mRNA przestała brzmieć egzotycznie, ale w alergologii jej zastosowanie jest szczególnie ciekawe, bo cel jest inny niż w klasycznych szczepionkach. Nie chodzi o to, by pobudzić układ odpornościowy do walki z wirusem. Chodzi o to, by nauczyć go nie przesadzać.

W 2025 r. w „Journal of Clinical Investigation” ukazała się praca zespołu z Cincinnati Children's Hospital i University of Pennsylvania dotycząca terapii mRNA-LNP, czyli mRNA zamkniętego w nanocząsteczkach lipidowych.

W modelach mysich alergii taka terapia zmniejszała eozynofilię, produkcję śluzu i nadreaktywność dróg oddechowych, a jednocześnie zwiększała produkcję swoistych przeciwciał IgG przy utrzymaniu niskiego poziomu IgE. Autorzy opisali to jako wczesny dowód koncepcji dla potencjalnego zastosowania tzw. alergenoswoistej technologii mRNA-LNP w reakcjach IgE-zależnych.

Penn Medicine pisał o tych wynikach wprost: przyszłe szczepionki mRNA mogą być kiedyś testowane i dostosowywane do różnych alergii sezonowych oraz pokarmowych. Cincinnati Children's cytowało Drewa Weissmana, współtwórcę technologii mRNA nagrodzonego Noblem, który wskazywał, że alergenoswoista terapia mRNA-LNP może być obiecującym podejściem do zapobiegania i leczenia chorób alergicznych u ludzi.

Czy alergiom można zapobiegać?

Zależy od poziomu, na którym zadajemy pytanie.

Na poziomie jednostki można zrobić sporo. Wczesna diagnostyka ma sens, bo pozwala odróżnić alergię na brzozę od alergii na trawy, roztocze czy pleśnie. Regularne stosowanie leków donosowych przed szczytem sezonu bywa skuteczniejsze niż chaotyczne leczenie po fakcie.

Immunoterapia u właściwie dobranych pacjentów może zmienić przebieg choroby, a nie tylko przykrywać objawy. Monitorowanie pylenia i jakości powietrza pomaga planować aktywność. Oczyszczacze powietrza, płukanie nosa solą fizjologiczną, mycie włosów po dniu spędzonym na zewnątrz czy niewietrzenie mieszkania w szczycie pylenia nie są cudownymi metodami, ale mogą zmniejszać ekspozycję.

Na poziomie populacji sprawa jest trudniejsza, ale ważniejsza. Jeśli klimat wydłuża sezony pyłkowe, a smog wzmacnia reakcje alergiczne, to leczenie pacjentów bez zmiany środowiska przypomina dokładanie kolejnych filtrów do budynku, który cały czas stoi w dymie. Potrzebne są lepsze systemy monitorowania pyłków, ostrzeżenia dla alergików i astmatyków, polityka czystego powietrza, sensowne planowanie zieleni miejskiej oraz kontrola gatunków inwazyjnych, takich jak ambrozja.

Prewencja immunologiczna, np. przyszłe szczepionki mRNA dla osób z wysokim ryzykiem atopii, pozostaje na razie obietnicą badawczą. Prewencja środowiskowa jest za to możliwa już teraz, choć politycznie mniej efektowna niż nowy lek. Mniej spalin, mniej pyłu zawieszonego, więcej różnorodnej zieleni, mniej betonu i lepsze ostrzeganie przed pyleniem nie zlikwidują alergii, ale mogą zmniejszyć ich ciężar.

Prawda czy fałsz?

Smog, zanieczyszczenie powietrza, nasila objawy alergii sezonowych.

Sprawdziliśmy

Smog może nasilać objawy alergii sezonowej, bo zanieczyszczenia powietrza działają na drogi oddechowe jak dodatkowy czynnik drażniący. Pył zawieszony, tlenki azotu czy ozon uszkadzają i podrażniają nabłonek nosa oraz oskrzeli.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Czy alergie można pokonać?

Pyłki były z nami od zawsze, układ odpornościowy bywa kapryśny, a środowisko zmienia się szybciej, niż medycyna potrafi reagować. Na to nic nie poradzimy. Jeśli jednak przez pokonanie rozumiemy zmianę alergii z choroby chaotycznej, źle kontrolowanej i bagatelizowanej w stan przewidywalny, wcześnie diagnozowany i skutecznie modyfikowany — wtedy odpowiedź jest bardziej optymistyczna.

Już dziś mamy leczenie objawowe, które działa lepiej, niż wielu pacjentów sądzi, pod warunkiem że jest stosowane regularnie i odpowiednio wcześnie. Mamy immunoterapię, która jako jedyna uczy układ odpornościowy tolerancji i może dawać korzyści po zakończeniu leczenia. Mamy leki biologiczne dla cięższych przypadków. Mamy eksperymentalne strategie, które próbują skrócić odczulanie. Mamy wreszcie platformy mRNA, które w laboratorium pokazują, że tolerancję być może da się projektować precyzyjniej niż kiedykolwiek wcześniej.

Największym błędem byłoby jednak czekać na cudowną szczepionkę, jednocześnie ignorując powietrze, którym oddychamy. Alergie sezonowe są chorobą XXI w. nie dlatego, że brzoza nagle stała się naszym wrogiem. Stały się nią dlatego, że zmieniliśmy klimat, miasta, mikrobiologiczne otoczenie i rytm życia.

Medycyna może nauczyć organizm większej tolerancji. Ale równie ważne jest to, czy my nauczymy się większej odpowiedzialności za środowisko, które ten organizm codziennie drażni.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Na zdjęciu Marcin Powęska
Marcin Powęska

Biolog, dziennikarz popularnonaukowy, redaktor naukowy Międzynarodowego Centrum Badań Oka (ICTER). Autor blisko 10 000 tekstów popularnonaukowych w portalu Interia, ponad 50 publikacji w papierowych wydaniach magazynów „Focus", „Wiedza i Życie" i „Świat Wiedzy". Obecnie publikuje teksty na Focus.pl.

Komentarze