0:00
Prawa autorskie: AFPAFP
22 sierpnia 2022

Amerykańska IRA albo 370 mld dolarów, które (być może) uratują świat od przegrzania

Przytłoczeni zatrutą Odrą, inflacją, recesją – mogliście nie odnotować, że coś drgnęło w USA w kwestii polityki klimatycznej. „Coś” to tzw. Inflation Reduction Act, który nie jest tylko o inflacji, najwyższej w USA od początku lat 80. XX wieku, a przede wszystkim o klimacie

Wydrukuj

Na zdjęciu: Prezydent Biden podpisuje Inflation Reduction Act, 16 sierpnia 2022 w Białym Domu. Po lewej stronie, za liderem senackiej większości Chuckiem Schumerem, stoi senator Joe Manchin, od którego głosu zależało uchwalenie ustawy przez Senat. Foto: Mandel Ngan / AFP

Ustawa IRA zakłada redukcję emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych przez inwestycje w czystą energię wspomagane przez system ulg podatkowych, pożyczek i grantów. Klimatyczna część pakietu warta jest ok. 370 mld dolarów (1,75 biliona złotych) i stanowi ok. połowę całości, wartej ok. 740 mld dolarów.

Eksperci i analitycy polityki klimatycznej zwracają uwagę, że ta swoista „tarcza antyinflacyjna” – czy może raczej proklimatyczna - prezydenta Bidena daje szanse zrealizowania ambitnego celu obniżki emisji zakomunikowanego w maju. Chodzi o redukcję emisji o 50 proc. (względem poziomu z 2005 roku) do końca tej dekady. To z kolei jest krokiem niezbędnym do osiągnięcia zerowych emisji netto w połowie wieku.

Tradycyjnie już, gdy piszemy o celach redukcji emisji, należy wspomnieć, że globalnym celem jest właśnie zerowa emisja netto (czyli z uwzględnieniem pochłaniania przez np. lasy czy mokradła) do roku 2050. Tak ustalono na szczycie klimatycznym w Paryżu w roku 2015.

Oczywiście redukcja emisji nie jest celem samym w sobie, a narzędziem do ograniczenia wzrostu średniej temperatury atmosfery ziemskiej do „znacznie poniżej 2°C” do końca wieku. Tylko w ten sposób będziemy w stanie spowolnić i ograniczyć skutki zmian klimatycznych, których doświadczamy już teraz – vide ekstremalnie wysokie temperatury i susze w Europie, Chinach, USA, Afryce subsaharyjskiej i w wielu innych miejscach.

USA to historycznie największy emitent gazów cieplarnianych. W latach 1850-2021 gospodarka amerykańska wypuściła do atmosfery 509 mld ton dwutlenku węgla. Drugie w rankingu Chiny odpowiadają za niecałe 285 mld ton, a trzecia Rosja – za nieco ponad 172 mld ton. Przy czym emisja per capita to ok. 17 ton w przypadku USA, a tylko 8,5 w Chinach (dane za rok 2019).

Emisje spadają za wolno

Emisje USA co prawda zmniejszają się, ale zbyt wolno. Szacuje się, że aktualny spadek emisji względem 2005 roku to zaledwie 17 proc., a bez pakietu Bidena pogłębiłby się tylko do ok. 30 proc. w roku 2030.

Nie oznacza to, że redukcja o założone 50 proc. do 2030 roku jest przesądzona. Jak wynika z trzech niezależnych analiz wpływu pakietu „IRA”, pomoże on zredukować amerykańskie emisje o nieco ponad 40 proc. Oczywiście i te wyliczenia obarczone są niemałym ryzykiem, wynikającym np. ze zbyt optymistycznych założeń co do tempa budowy niezbędnej infrastruktury, stopnia wewnętrznego skonfliktowania amerykańskiej polityki oraz po prostu ludzkiej natury.

Serwis E&E News, specjalizujący się w informacjach z dziedziny polityki klimatu i ochrony środowiska, podaje np., że „Teksas, który jest potęgą w produkcji energii odnawialnej, mógłby eksportować ogromne ilości energii wiatrowej i słonecznej do sąsiednich regionów — gdyby miał do tego zdolność przesyłową. Ale politycy z Teksasu od dawna sprzeciwiają się połączeniu z sieciami sąsiadujących stanów, obawiając się, że doprowadzi to do przejęcia regulacyjnej kontroli nad stanowym systemem elektroenergetycznym przez rząd federalny”.

Demokrata w królestwie Trumpa

Co tam Teksas – sam fakt uchwalenia pakietu to niespodzianka, bo rządzący Demokraci, oprócz tego, że polityka klimatyczna to dla Republikanów niemalże komunizm, długo zmagali się z oporem wewnątrz własnego obozu. Na wielu agencyjnych zdjęciach z podpisania pakietu Biden ściska rękę senatorowi Joe Manchinowi.

Nieprzypadkowo Manchin znalazł się obok prezydenta w tej właśnie chwili – to od jego głosu przez wiele miesięcy zależały losy pakietu w amerykańskim Senacie, równo podzielonym między Demokratów i Republikanów. Ostatecznie Manchin zagłosował „za” – głosy w Senacie rozłożyły się równo 50 do 50, co umożliwiło oddanie przeważającego głosu wiceprezydentce Kamali Harris.

Kim jest senator Manchin? W kontekście „IRA” to przede wszystkim weteran-lobbysta ropy i gazu, cieszący się ogromnym wsparciem finansowym przemysłu, którego istnieniu zagrażają – przynajmniej w teorii – kolejne inicjatywy na rzecz redukcji emisji.

Senator Manchin – posiadający udziały w firmie trudniącej się… sprzedażą węgla - oczywiście nie doznał nagłej iluminacji klimatycznej i nie wsparł nagle pakietu Bidena, bo zależy mu, by jego dzieci i wnuki nie żyły na planecie smaganej 50-stopniowymi upałami…

Ceną za poparcie Manchina będzie np. wsparcie dla technologii wychwytu i przechowywania dwutlenku węgla (carbon capture and storage, CCS), w teorii skutecznego narzędzia ograniczania emisji z sektora ropy, gazu i węgla. W teorii – ponieważ w praktyce, uważają klimatolodzy, CCS to w istocie listek figowy mający „zazielenić” wydobycie i spalanie paliw kopalnych tak, by można było torpedować dyskusję na temat ich końca.

„Z pozoru [technologie CCS] wydają się doskonale rozsądnym rozwiązaniem, ale prawda jest taka, że jest to rozwiązanie pochłaniające mnóstwo energii, drogie, trudne technicznie i niosące ze sobą znaczące ryzyko, np. wycieku [składowanego pod ziemią dwutlenku węgla]. Firmy wydobywcze będą chciały wykorzystać technologię CCS do wyciśnięcia ostatniej kropli ropy ze złóż (…). Poza tym liczbę instalacji CCS należałoby do 2030 roku zwiększyć niemal 60-krotnie, by wywarły jakikolwiek wpływ na emisję. Nie wydaje się to prawdopodobne” – pisze w wydanej niedawno książce „Hothouse Earth” („Przegrzana Ziemia”) geolog prof. Bill McGuire.

Czy Republikanie obalą IRA po wyborach?

Jednak gdyby nie Manchin, Demokraci najprawdopodobniej nie stanęliby nawet na progu szansy przegłosowania pakietu. Manchin, przez miesiące odsądzany od czci i wiary – jak pisze „The New York Times” – w sposób, jaki dotychczas amerykańscy liberałowie wszelkich odcieni rezerwowali dla Donalda Trumpa i jego kamaryli, to senator z jednego z najbardziej „trumpistowskich” stanów, Wirginii Zachodniej.

W 2020 roku Trump bez żadnego problemu wygrał tam głosowanie, bijąc Bidena z przewagą aż 39 punktów proc., lepiej wypadając tylko w Wyoming. Gdyby nie mandat Manchina w Senacie, pakiet Bidena najpewniej przepadłby, bo Republikanie jak jeden mąż zagłosowaliby przeciw. Co zresztą zrobili zarówno w Izbie Reprezentantów, jak i w Senacie.

No właśnie, Republikanie… W USA nadchodzą tzw. mid-terms, czyli odbywające się w połowie kadencji urzędującego prezydenta (stąd nazwa) wybory do Izby Reprezentantów i do części (35 mandatów ze 100) Senatu. Jak wskazują symulacje wyborów przeprowadzane przez portal fivethirtyeight.com,

Demokraci mają spore szanse na utrzymanie co najmniej status quo w Senacie (80 proc. szans na 47-54 mandatów), ale już nie w Izbie Reprezentantów, gdzie prognozę wskazują wyraźnie na Republikanów – 80 proc. szans na uzyskanie od 211 do 250 mandatów, przy czym do większości w 435-osobowej Izbie trzeba minimum 218 mandatów.

Czy Republikanie będą dążyć do „odkręcenia” pakietu Bidena? Nie jest to wykluczone - od czasów Trumpa polaryzacja amerykańskiej polityki nieustannie rośnie. Niemniej „odkręcenie” wcale nie jest przesądzone, nawet w przypadku sukcesu wyborczego Republikanów.

Po pierwsze dlatego, że wiele z nowych inwestycji w czystą energię będzie realizowanych w stanach rządzonych przez partię Trumpa, wylicza miesięcznik „The Atlantic”. Po drugie, upadek „IRA” pociągnąłby za sobą likwidację wsparcia dla CCS, na które tak bardzo liczy bliskie nie tylko Manchinowi, ale i Republikanom lobby paliw kopalnych.

I wreszcie, gdy inwestycje ruszą, może okazać się, że demontaż pakietu Bidena nie opłaca się Republikanom politycznie – z prostego powodu, że to ich wyborcy znajdą przy tych inwestycjach pracę i utrzymanie.

Uniezależnić się od Chin

Pakiet ma również drugi cel: zmniejszenie emisji ma nastąpić siłami głównie amerykańskiego przemysłu. Ten plan ma oczywiście drugie dno o charakterze geopolitycznym i wymierzony jest przeciwko Chinom.

„Nowe prawo wpływa nie tylko na przyszłość polityki klimatycznej Stanów Zjednoczonych. Wprowadza również szeroko zakrojone środki mające na celu wsparcie krajowego przemysłu, w tym produkcję technologii czystych energii - wiatru, energii słonecznej, baterii i kluczowych minerałów wymaganych do ich produkcji, z myślą o wyrównaniu szans w handlu z Chinami i zapewnieniu dostępu do niezbędnych surowców. W ten sposób Stany Zjednoczone wprowadzają nie jedną, ale dwie wyraźne zmiany w swojej polityce zagranicznej: odnowione przywództwo klimatyczne oraz politykę przemysłową mającą na celu zmierzenie się z chińską konkurencją i zwiększenie bezpieczeństwa energetycznego” – pisze miesięcznik „Foreign Affairs”.

Niektórzy komentatorzy uważają, że klimatyczny „wyścig zbrojeń” między USA a Chinami to znakomita wiadomość. W reakcji na wizytę spikerki Izby Reprezentantów Nancy Pelosi na Tajwanie na początku sierpnia 2022 Pekin zawiesił klimatyczną współpracę z USA. Współpracę, która nie układała się najlepiej już od dłuższego czasu, bo Chińczycy nie przyjmowali dobrze amerykańskich zabiegów, próśb i (dyplomatycznie wyrażanych) gróźb, by zwiększyć swoje ambicje klimatyczne. Pekin uważał – i nadal uważa, o czym za chwilę – że Amerykanie żądają wysiłku, którego sami nie chcą ponieść.

Wizyta Pelosi na Tajwanie i uchwalenie pakietu Bidena sygnalizują „koniec nadziei, że USA mogą wpływać na Pekin poprzez apele oparte na poczuciu wzajemnej odpowiedzialności [za klimat]. Nadszedł czas rywalizacji” – napisał w analizie portal Politico Europe.

Czy USA go zrealizują

Pakiet Bidena – jak się wydaje – nie zaprowadzi USA i Chin z powrotem do rozmów przy klimatycznym stole. Gdy Nicholas Burns, ambasador USA w Pekinie, podniósł sprawę podjęcia współpracy, chińskie ministerstwo spraw zagranicznych odpowiedziało chłodno: „Dobra wiadomość [o uchwaleniu pakietu]. Ale naprawdę liczy się to, czy USA go zrealizuje”.

Chińczycy dobrze wiedzą, gdzie uderzyć, by Amerykanów zabolało – bo to Chiny, nie Ameryka, przodują w inwestowaniu w odnawialne i inne niskoemisyjne źródła energii, elektromobilność itd. – a wszystko, albo co najmniej większość z tego to produkty rodzimego przemysłu, zarabiającego miliardy na eksporcie, w tym do USA. Pakiet Bidena ma to zakończyć, a geopolityczna rozgrywka USA-Chiny wejść w nową fazę. Czy klimat na tym zyska?

„»Wyścig zbrojeń« na czystą energię między USA a Chinami – dwoma światowymi supermocarstwami i dwoma największymi emitentami gazów cieplarnianych – od dziesięcioleci był marzeniem zwolenników [akcji na rzecz] klimatu. Być może właśnie się rozpoczął” – pisze Politico Europe.

Udostępnij:

Wojciech Kość

W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne