0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Lewis Hine, domena publiczna via Wikimedia CommonsFot. Lewis Hine, dom...

Ostatnie dokonania w dziedzinie "sztucznej inteligencji", w postaci ChatGPT i mu podobnych, sprzyjają dyskusji na temat przyszłości kapitalizmu. Pełno rozważań, optymistycznych i pesymistycznych, że wkraczamy do zupełnie innego świata.

Jednocześnie wystarczy zerknąć na podstawy naszego systemu, takie jak organizacja pracy, by zauważyć całkowicie inną tendencję: ciągoty do tego, by przywrócić stare praktyki wprost z XIX wieku. Pod niektórymi względami przyszłość kapitalizmu zaczyna niebezpiecznie przypominać jego przeszłość.

Najlepiej widać to na przykładzie ścisłego centrum kapitalistycznego świata, czyli Stanów Zjednoczonych.

Przeczytaj także:

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Nielegalna praca dzieci…

W lutym tego roku Departament Pracy USA ogłosił, że jedna z największych firm zajmujących się czyszczeniem żywności musi zapłacić półtora miliona dolarów kary. Za co? Chodziło o złamanie regulacji związanych z zatrudnianiem dzieci.

Wykryto, że firma zatrudniała przynajmniej 102 osoby w wieku od 13 do 17 lat – pracowały one na nocnych zmianach, w dodatku w niebezpiecznych warunkach, przy chemikaliach, z użyciem między innymi pił ręcznych.

Troje dzieci odniosło rany.

„Te dzieci nigdy nie powinny być zatrudnione w zakładach przetwórstwa mięsa, do takich sytuacji dochodzi, gdy pracodawcy nie biorą na siebie odpowiedzialności za przestrzeganie prawa pracy dzieci” – mówiła Jessica Looman z Departamentu Pracy.

Ze śledztwa, które przeprowadził „New York Times”, wynika, że problem jest dużo głębszy i nie ogranicza się do pojedynczego incydentu. Dotyczy on głównie dzieci, które są migrantami. Weźmy Carolinę Yoc, piętnastolatkę pracującą w fabryce znajdującej się w Grand Rapids, stan Michigan. Jak wyznała, często odczuwa bóle brzucha z powodu pracy – nie jest pewna, czy powodem jest stres, czy może głośna maszyneria wokół niej.

„Fabryka była pełna nieletnich pracowników, takich jak Carolina, którzy samotnie przekroczyli południową granicę, a teraz spędzali długie godziny pochyleni nad niebezpiecznymi maszynami, wbrew przepisom dotyczącym pracy dzieci. W pobliskich fabrykach inne dzieci zajmowały się dużymi piecami (…) wszystkie pracowały dla giganta przetwórczego Hearthside Food Solutions, który rozsyłał te produkty po całym kraju” – relacjonuje Hannah Dreier, dziennikarka „New York Timesa”.

…i próby jej zalegalizowania

Wydawałoby się, że takie reportaże powinny tylko zachęcić władze do jeszcze baczniejszego monitorowania amerykańskich firm pod kątem pracy dzieci. Rzeczywiście, takie sygnały wysyła administracja Joe Bidena, prezydenta z Partii Demokratycznej.

W USA jednak pozostaje jeszcze kwestia prawa stanowego. W wielu stanach rządzą zaś przedstawiciele Partii Republikańskiej, którzy mają na ten problem zupełnie inne spojrzenie.

Republikanie próbują przepchnąć szereg zmian w prawie (w niektórych wypadkach już to zrobili), które nie tylko nie zaostrzają regulacji związanych z zatrudnianiem dzieci, ale wręcz je osłabiają lub znoszą.

Tym samym zachęcają firmy do zatrudniania niepełnoletnich pracowników – nie tylko tych, którzy niedawno przybyli do USA.

Zatrudnianie dzieci 15- i 16-letnich

Na początku marca Sarah Huckabee Sanders, gubernatorka stanu Arkansas, zatwierdziła Youth Hiring Act – ustawę, która ułatwia zatrudnianie dzieci w wieku 15 i 16 lat. Zniesiono obowiązek posiadania przez nie specjalnego dokumentu, na którym znajdowały się między innymi szczegółowy plan ich pracy oraz pozwolenie ze strony rodzica lub opiekuna.

Na podobne ruchy szykują się kolejne stany, między innymi Missouri, Iowa oraz Minnesota.

Na przykład ustawa przygotowywana przez stan Iowa chce zezwolić na zatrudnianie dzieci od 14. roku życia do wykonywania niektórych zadań w zakładach pakowania przetworów mięsnych.

Ma ona też chronić pracodawców, gdyby dziecko uległo wypadkowi.

Za staraniami Partii Republikańskiej stoi silne lobby biznesowe. Ustawa w Iowa jest popierana między innymi przez Americans for Prosperity, konserwatywną organizację wspieraną przez znanego miliardera Charlesa Kocha.

Skąd się w ogóle bierze ten trend? Dlaczego lobby biznesowemu i Republikanom tak zależy na poluzowaniu prawa do zatrudniania dzieci?

„Wydaje się, że w obliczu niedoboru pracowników, którego można było uniknąć, część reprezentantów biznesu i ustawodawców wolałaby raczej poszerzyć pulę wyzyskiwanych pracowników o znajdujące się w trudnej sytuacji dzieci, niż poprawić warunki pracy, aby przyciągnąć pracowników w odpowiednim wieku” – tłumaczy Terri Gerstein z Harvard Law School.

Jak pisze Gerstein, badania z 2022 roku pokazały, że nawet drobna podwyżka płac w branży przetwórstwa mięsa – o niespełna trzy dolary za godzinę – mogłaby przyciągnąć dodatkowych pracowników. Podobnie jak ubezpieczenia zdrowotne. Ale dzieci są tańsze.

Stare problemy

Taniość dziecięcej pracy to jeden z powodów, dla których stała się ona tak popularna w początkowych fazach rozwoju przemysłowego kapitalizmu, czyli w XVIII i XIX wieku. Jak zauważa holenderski historyk Jan Lucassen w książce "The Story of Work", szczególnie chętnie wykorzystywano dzieci, które nie znajdowały się pod opieką dorosłych, czyli najczęściej sieroty. To też przypomina obecną sytuację w USA, gdzie często zatrudnia się nielegalnie te dzieci, które wyemigrowały do Stanów i nie ma przy nich rodziców.

Niemniej proceder zatrudniania dzieci na przełomie XVIII i XIX wieku stał się powszechny i nie ograniczał się tylko do sierot. Dobrym przykładem jest miejsce, w którym rozpoczęła się rewolucja przemysłowa, czyli Wielka Brytania.

„Badania wykazały, że średni wiek, w którym brytyjskie dzieci rozpoczynały pracę na początku XIX wieku, wynosił 10 lat, choć różnił się znacznie w zależności od regionu. Na terenach przemysłowych dzieci rozpoczynały pracę średnio w wieku 8,5 lat” – pisze historyczka Emma Griffin.

Stosunkowo szybko zaczęto też zauważać, z jakim wyzyskiem wiąże się ten proceder. W 1842 roku opublikowano w Wielkiej Brytanii Raport na temat dziecięcej pracy.

Okazało się, że dzieci otrzymują średnio pięciokrotnie mniejsze wynagrodzenie niż dorośli i pracują czasem po 14 godzin dziennie w warunkach zagrażających ich zdrowiu i życiu.

Pierwsze regulacje Brytyjczycy wprowadzili już w 1833 roku, kolejne w 1842 – czyli roku wydania raportu. Były one na początku bardzo zachowawcze – na przykład ustawa z 1833 roku ograniczała się do zakazu zatrudniania dzieci poniżej 9. roku życia i ograniczania czasu pracy dla dzieci w wieku 9-13 lat.

Potem przyszły kolejne prawa i tak krok po kroku, także dzięki upowszechnieniu obowiązkowej edukacji, radzono sobie z dziecięcą pracą. Choć warto pamiętać, jak długotrwały był ten proces. Na przykład w USA na poziomie federalnym uregulowano ten problem dopiero w 1938 roku dzięki Fair Labor Standards Act administracji Roosevelta.

Wydawałoby się, że w ten sposób udało się w końcu wypracować pewien cywilizacyjny standard, ale jak pokazuje przykład USA – ten standard wcale nie jest nienaruszalny.

Cywilizowanie kapitalizmu

W tej samej ustawie, w której administracja Roosevelta regulowała prawo dotyczące pracy dzieci, wprowadzono też w USA 40-godzinny tydzień pracy, płacę minimalną i płacę za nadgodziny.

To nie jest przypadek – wszystkie te zmiany były procesem cywilizowania kapitalizmu i dbania o to, by korzyści z postępu i rozwoju gospodarczego płynęły do wszystkich, nie tylko do najbogatszej części społeczeństwa.

Jak zauważa wspomniany Lucassen, kapitalizm sam w sobie nie niósł jeszcze powszechnego dobrobytu. Realny dochód robotników angielskich niemal stał w miejscu przed 1820 rokiem, a przez kolejne 50 lat rósł bardzo powoli. Fatalne warunki pracy i zamieszkania tylko pogarszały sprawę.

Dopiero od lat 70. XIX wieku zaczęły się poprawiać takie wskaźniki będące miarą dobrobytu jak długość życia czy śmiertelność niemowląt.

To wymuszone przez klasę pracowniczą zmiany – zalegalizowanie związków zawodowych, ubezpieczenia społeczne, płace minimalne, urlopy, weekendy, a także zakaz wykorzystywania pracy dzieci – pozwoliły wreszcie na stopniową poprawę warunków.

Kapitalizm zaczął przypominać to, z czym kojarzy się dzisiaj w krajach rozwiniętych, dopiero w efekcie socjalnej korekty.

Czasem wprowadzanej zresztą ze strachu przed ruchami socjalistycznymi, a potem także partiami komunistycznymi. Tym sposobem po drugiej wojnie światowej powstały wreszcie tak zwane państwa dobrobytu.

Przeszłość, która nadejdzie?

Wygląda jednak na to, że wielu chciałoby dziś tę socjalną korektę naruszyć. Przykład Partii Republikańskiej, która luzuje regulacje w sprawie pracy dzieci, należy do najbardziej efektownych przykładów tego zjawiska, ale nie jest jedynym.

Jednym z najcięższych bojów, jakie musieli toczyć pracownicy w XIX, a nawet na początku XX wieku, dotyczył możliwości zakładania i zapisywania się do związków zawodowych. Ich próby były często brutalnie tłumione, czasem nawet z użyciem armii. W USA za przełom uchodzi słynny strajk we Flint, w fabryce General Motors, z lat 1936-1937, który zapoczątkował falę uzwiązkowienia.

I choć dziś pracownicy krajów rozwiniętych nie muszą się na szczęście obawiać starć z armią, to okazuje się, że założenie lub zapisanie się do związku zawodowego wciąż nie jest takie proste.

Wiele firm stara się na różne sposoby to utrudniać, na przykład przeprowadzając szeroko zakrojone kampanie zniechęcające pracowników, by wstępować do związków.

W USA przybrało to takie rozmiary, że słynny komik i komentator polityczny John Oliver poświęcił temu cały odcinek swojego programu. Na jego celowniku znalazł się między innymi Amazon.

Zarzuty wobec Amazona pojawiają się także w Polsce. W lutym 2023 roku posłowie i posłanki Lewicy złożyli zawiadomienie do prokuratury za to, że ich zdaniem szefostwo łódzkiego oddziału Amazona uniemożliwiło zorganizowanie referendum strajkowego, nie wpuszczając do środka przedstawicieli związkowych.

Gig economy i rosnące nierówności

Problemem są także nie tylko działania poszczególnych firm, ale ogólniejsze trendy gospodarcze. Przykładem tzw. gig economy, gdzie zatrudnienie na etat jest raczej niepraktykowane, co znacząco utrudnia organizację związków zawodowych czy jakiekolwiek zbiorowe działania pracownicze.

A jednak pracownicy tego sektora coraz częściej starają się temu zaradzić. Brytyjscy kurierzy Deliveroo od 2017 roku walczą o prawo do założenia organizacji, która zbiorowo mogłaby reprezentować ich interesy.

Patrząc na ich zmagania, trudno powstrzymać się przed wrażeniem, że są zmuszeni toczyć boje, które ich poprzednicy z innych branż odbyli sto lat temu.

Na jeszcze ogólniejszym poziomie – o powrocie pewnych aspektów starego modelu kapitalizmu świadczą dane na temat nierówności społecznych. W USA przybrały one taki rozmiar, że amerykańskie media mówią czasem o drugiej epoce pozłacanego wieku (Gilded Age).

Ta pierwsza rozciągała się mniej więcej od zakończenia wojny secesyjnej do końcówki XIX wieku i jest uważana za okres wielkich nierówności społecznych. Podobna metafora została też użyta przez autorów World Inequality Report – wielkiego raportu z 2022 roku na temat nierówności społecznych przygotowanego przez Paris School of Economics (w badaniach brał między innymi słynny ekonomista Thomas Piketty).

Lekcje z historii

To wszystko nie znaczy, że możemy dosłownie wrócić do XIX-wiecznego modelu kapitalizmu. Struktura gospodarki, poziom rozwoju technicznego, globalne wyzwania (kryzys klimatyczny) czy sytuacja geopolityczna są zbyt odmienne, by to było możliwe.

Rzecz w tym, by nie brać za pewnik zdobyczy pracowniczych i socjalnych mających 100 lat lub więcej, bo – jak pokazują przytoczone przykłady – niektóre z nich mogą być zadziwiająco łatwo rozmontowane lub podważone.

Zastanawiając się nad rozwojem XXI-wiecznego kapitalizmu, nie powinniśmy zapominać o potrzebie ochrony tego, co w jego ramach wywalczono w ciągu ostatniego wieku czy dwóch.

Poprzednia epoka narastających nierówności i lekceważenia praw pracowniczych była zwieńczona ogromnymi niepokojami społecznymi i trzeba było aż dwóch wojen światowych, by bogate państwa zaakceptowały bardziej równościowy model państwa dobrobytu. Obyśmy tym razem wyciągali wnioski wcześniej.

;
Tomasz Markiewka

Filozof, autor książek „Język Neoliberalizmu” (Wydawnictwo Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, 2017) i "Gniew" (Wydawnictwo Czarne, 2020)

Komentarze