0:00
Prawa autorskie: fot. Katarzyna Pierzchałafot. Katarzyna Pierz...
11 stycznia 2023

Antyterroryści z podnośnika strażackiego zaglądali w okna aktywistów. „Cyrk”, „upadek”, „obciach”

Członkowie oddziałów kontrterrorystycznych wisieli przez godzinę w koszu na podnośniku pod oknami mieszkania, które wynajęli członkowie Lotnej Brygady Opozycji. Chodziło o to, by ewentualnie spacyfikować ich skandowanie pytań do prezesa PiS podczas miesięcznicy.

Wydrukuj

10 stycznia 2023, 08:30, poranek w Parku Saskim w Warszawie, tuż przy pl. Piłsudskiego, jest nieco inny niż "zwykły" 10 dzień miesiąca. Co prawda jest mrowie granatowej policji, są rzędy policyjnych transporterów, są szpalery policjantów strzegące miejsca, gdzie za pół godziny pojawią się politycy PiS, by złożyć kwiaty pod pomnikiem smoleńskim i Lecha Kaczyńskiego.

Są też całe połacie parku wydzielone taśmą policyjną i psy wyszkolone w poszukiwaniu materiałów wybuchowych - oraz dziesiątki krążących tajniaków. Są też demonstrujący, ale jedynie kilkanaście osób – sympatyków Lotnej Brygady Opozycji, która co miesiąc od lat organizuje kontrmiesięcznicę. Nie ma za to nikogo z samej LBO.

„Nie odbierają. Dzwoniłam do wszystkich” - mówi jakaś zatroskana aktywistka.

„Gdzie oni są?”, wypytują przybyli.

Kilka minut przed dziewiątą rano tajemnica się rozwiewa – Lotna robi relację live z mieszkania, w którym się zaszyli. Ich okna są blisko pl. Piłsudskiego – na drugim piętrze. A z kosza wysięgnika straży pożarnej, przez okna do mieszkania zagląda im dwóch policjantów, ubranych i wyglądających jak antyterroryści.

Wynajęte mieszkanie

Tita Halska, członkini LBO, tłumaczy, że wynajęli mieszkanie w bloku, bo wiedzieli, że tym razem Jarosława Kaczyńskiego prawie na pewno – ze względu na problemy z kolanem – nie będzie na miesięcznicy. Ale nie byli tego na 100 proc. pewni.

Mieszkanie miało być wyjściem awaryjnym, na wypadek, gdyby prezes Kaczyński jednak się pojawił, np. na wózku inwalidzkim. „W to wątpię, bo to przecież to zbawca narodu, który nie chce pokazywać swoich słabości' – zaznacza. Ale gdyby tak się stało, to z okien mieszkania chcieli skandować do niego pytania, jakie co miesiąc mu zadają.

„Jeśli zaś nie pojawi się, to sobie wypijemy kawusię, zjemy śniadanie i będziemy mieli miły poranek”, dodała.

fot. Katarzyna Pierzchała / OKO.press

Rankiem już mieli pewność, że prezesa PiS nie ma w grupie polityków, którzy przyjdą pod pomniki – TVP Info robiła relację na żywo z obrzędów. Ale ok. 08:00 rano, do drzwi, najpierw sąsiadów, a potem ich, zaczęli stukać policjanci. Skąd wiedzieli, gdzie ich szukać?

Członkowie Lotnej byli już wielokrotnie śledzeni, wręcz inwigilowani przez policję, czasem 2 dni przed miesięcznicą, czasem przed i po jakimś happeningu lub pikiecie.

Wielokrotnie też pojazdy policji jeździły za nimi po mieście, co aktywiści udowadniali, filmując je. Gdy idą na akcję, wyłączają więc telefony. Tak też zrobili, zanim dotarli do mieszkania blisko pl. Piłsudskiego.

Ale to lokum już dwukrotnie wcześniej wynajmowali, by z balkonów tego bloku – niektóre są korytarzami – skandować pytania do Jarosława Kaczyńskiego. Akcje się udały, ale policja dowiedziała się, że w tym bloku spędzili noc.

„Dlatego nas tutaj rano szukali”, tłumaczy Halska. I dodaje, że niechcący pomogli mundurowym siebie znaleźć – szklane drzwi do korytarza prowadzącego m.in. do ich mieszkania zakleili czarną folią, rozsypali pod nimi mąkę i napisali „REMONT”. To naprowadziło funkcjonariuszy na to, gdzie szukać.

Przybyli komandosi pod okienko

Stukanie do drzwi co kilka minut nie było więc zaskoczeniem dla aktywistów. Nie odpowiadali, mówili szeptem, cicho się poruszali. Ale zaskoczył ich widok kosza z podnośnika straży pożarnej, który zawisł z 1,5-2 m przed ich oknami, a w którym siedziało 2 policjantów, ubranych i wyglądających jak antyterroryści.

Mieli przypięte liny i kaski ochronne – byli gotowi do działań na wysokościach.

„Najpierw był ciężki szok i niedowierzanie. Potem nas to rozśmieszyło”, opisuje Tita. Tadeusz Kaczmarski, członek Lotnej, wychylił się przez okno i zapytał policjantów w koszu strażackim: „Sypaną czy rozpuszczalną? Jaką panowie zamawiają? Czy herbatkę?”.

Potem Stanisława Skłodowska wystawiła przez okno talerzyk ze świeżo upieczonymi ciastkami. „Może rogalika?”.

06 20230110 PJA07365_

„Nie, jestem na diecie” odpowiedział jeden z antyterrorystów. Drugi, że już jadł śniadanie.

Halska zapytała o podstawę prawną ich działań. „Jesteśmy tutaj dla państwa bezpieczeństwa”, mówił ten z lewej.

„A co sądzicie, by nam groziło?”

Policjanci zwiesili głowy i zamilkli.

„Oni teraz jak Emilewicz – nagle ogłuchli” - komentowała Stasia Skłodowska. I prosiła ich, by zjechali na dół, bo dostaną zapalenia płuc. „Martwię się o was. Oprócz tego, że za ten podnośnik płacimy, to jeszcze za wasze zwolnienie będziemy płacić” - dodawała.

Michał Różankowski, członek zarządu KOD Małopolski, opozycjonista uliczny zaprzyjaźniony z Lotną: „Czy macie polecenie, żeby wejść?”.

„To się jeszcze okaże” odpowiada jeden z policjantów w koszu. Sugestia była silna – wejdą, jeśli aktywiści będą skandować pytania.

Fot. Katarzyna Pierzchała / OKO.press

„Wybijanie okna i wprowadzanie do mieszkania komandosów, by ewentualnie zabrać komuś megafon? To nie mieściło nam się w głowie. Akcja byłaby niewspółmierna do okoliczności. Szczerze? Uratowaliśmy ich tyłki, że nie sprowokowaliśmy ich do siłowego wejścia do mieszkania”, uważa Halska.

Ale nie zdecydowali się krzyczeć nie ze względu na antyterrorystów, ale dlatego, że nie było prezesa PiS. Bo to do niego kierują swoje hasła (np. „Jarosław, kazałeś lądować bratu?”, „Balbina, gryzie cię sumienie?”).

„Mieliśmy się o to pytać marszałek Witek?”, ironizuje Halska.

„Gaz się ulatnia”. „Żadnego zgłoszenia o wycieku nie mieliśmy”

W czasie gdy antyterroryści „zabezpieczali działanie podnośnika” - tak jeden z nich określił to, co tam robią - zwyczajny oddział policji próbował dostać się do mieszkania aktywistów. Krążyli po korytarzach małego bloku. Najpierw blisko lokalu, pod jego drzwiami, a potem już na dole klatki schodowej.

Policjanci nie wpuszczali do bloku dziennikarzy. „Pod kątem pirotechnicznym będzie sprawdzany budynek”, tłumaczyła policjantka z zakrytym imiennikiem i zakrywając kominem twarz — jest ok. 10°C ciepła. Jej kolega, także z niewidocznym imiennikiem, ma inne tłumaczenie. „Gaz się ulatnia” mówi poważnie.

fot. Katarzyna Pierzchała /OKO.press

Tuż po jego słowach dwójka mieszkańców kamienicy weszła do budynku, a policjanci bez słowa ich wpuścili. Pytam mieszkańców, czy wiedzą coś o tym, by ulatniał się tam gaz. Nic nie wiedzą. Pytam policjantów, czy ewakuowali już mieszkańców? „Do rzecznika komendy stołecznej”, policjantka powtarza to aż 6 razy, nie chcąc odpowiedzieć na proste pytanie.

Dzwonimy do warszawskiej straży pożarnej, czy miała zgłoszenie z policji, by w tym budynku na ul. Królewskiej doszło do wycieku gazu.

Oficer prasowy Komendanta Miejskiego PSP Warszawy mł. bryg. Artur Laudy obiecuje to sprawdzić. 2 godziny później oddzwania, bo zobaczył na Twitterze filmik z akcji policji, na której widać było też ich strażaków i podnośnik. „Byliśmy na miejscu, ale jako zabezpieczenie obchodów smoleńskich. Ale zgłoszenia o wycieku gazu nie mieliśmy”. Podkreślmy to – to strażacy, którzy byli tuż pod budynkiem.

Grzegorz Cendrowski, rzecznik Polskiej Spółki Gazownictwa, która prowadzi pogotowie gazowe, twierdzi, że gdy dochodzi do wycieku gazu, standardowo ewakuuje się ludzi z budynku. „I nie wpuszczamy nikogo do środka” zaznacza, gdy opisujemy sytuację. Pogotowie Gazowe w stolicy także nie dostało żadnego zgłoszenia o wycieku gazu pod adresem na Królewskiej.

Gorący ziemniak dla policji?

W związku z sytuacją i akcją, chcieliśmy zapytać policję w Warszawie o to:

  • Jakie zadanie mieli antyterroryści, którzy przez ok. 1 godzinę w koszu strażackim, na wysięgniku, wisieli przed oknem mieszkania nr (do wiadomości redakcji), w którym siedzieli członkowie Lotnej Brygady Opozycji?
  • Jakie zagrożenia dla członków Lotnej istniały, skoro ww. antyterroryści tłumaczyli swoją obecność przed tymże oknem słowami "Jesteśmy tu dla państwa bezpieczeństwa"?
  • Po co zgromadzono wokół budynku ogromne siły policji, zaś cały oddział dobijał się do mieszkania nr (do wiadomości redakcji)?
  • Gdzie i jak policjanci odnotowali wyciek gazu w tym budynku - mówił o nim jeden z mundurowych?
  • Dlaczego o tym wycieku gazu nie zostali poinformowani mieszkańcy budynku?
  • Dlaczego mieszkańcy budynku byli wpuszczani do niego, mimo że - jak informował mundurowy - jest wyciek gazu i z tego powodu innych osób nie wpuszczają?
  • Dlaczego policja o tym rzekomym wycieku nie poinformowała ani straży pożarnej, która była kilka metrów od budynku, w wozie strażackim, ani tym bardziej Pogotowia Gazowego?
  • Czy to możliwe, że policjant kłamał, by nie wpuścić dziennikarza do środka budynku, aby coś (co?) ukryć przed opinią publiczną?
  • Jeśli tak, to czy i jakie kroki zostaną/ zostały powzięte wobec ew. mundurowego, który mógł się dopuścić złamania art. 44 Prawa Prasowego (tłumienie krytyki prasowej)?

Sprawa jednak wydaje się gorącym kartoflem dla policji.

Rzecznik prasowy Komendanta Stołecznego Policji nadkom. Sylwester Marczak, od rana nie odbierał od nas telefonu. Nie odpowiedział na pozostawione wiadomości.

Zespół prasowy KSP nie chce mówić o sprawie. Odsyła do oficera prasowego komendy, na której terenie miała miejsce sytuacja – Rejonowa Warszawa I na ul Wilczej. Podinsp. Robert Szumiata – ów oficer – odbiera, ale twierdzi, że jest na urlopie i trzeba rozmawiać z jego zastępcą.

Jest nim kom. Marcin Żórawski, ale też nie odbiera telefonu, ani nie odpowiada na naszego maila z pytaniami. Dzwonimy więc do podinsp. Mariusza Stoczkowskiego, zastępcy komendanta komisariatu na ul. Wilczej, dowodzącego ową akcją przy pl. Piłsudskiego. "Nie życzę sobie telefonów do mnie" – oznajmia, gdy słyszy pierwsze pytanie. Odsyła do rzecznika i rozłącza się.

Fot. Katarzyna Pierzchała / OKO.press

„Boże, jeżeli istniejesz, chroń policję przed jej przełożonymi”

Lotna podkreśla, że tym razem to nie oni wykonali happening, a policja. Podobnie najwyraźniej uważają setki tysięcy Polaków, którzy w ciągu kilkunastu godzin oglądali relacje ze zdarzeń. Filmiki i zdjęcia z akcji policji, 10 stycznia 2023 roku były hitem w polskim Twitterze i Facebooku.

View post on Facebook

Relacja live z wydarzeń z mieszkania Lotnej, po 12 godzinach na FB ma prawie 2 tys. lajków i prawie tysiąc podań dalej. Krótki filmik LBO kondensujący to, co się wydarzyło – ponad 800 podań i 1.1 tys. lajków na FB, oraz ponad pół miliona wejść na TT. Tylko jedna z 4 relacji video/foto autora niniejszego artykułu, ma blisko 220 tys. wyświetleń na samym Twitterze.

Szybko pojawiają się memy wyśmiewające policjantów. A to antyterroryści stojący w koszu podnośnika pytają przez okno na 2 piętrze: „Przyjmują państwo kolędę?”. A to „Czy mają państwo chwilę, by porozmawiać o Jezusie?” ewentualnie dopytują czy mieszkańcy zamawiali mycie okien. Policjanci przywożą też pizzę i piwo lub z kosza strażackiego podnośnika z głupia frant wypalają: „Którędy do najbliższej Żabki?”.

Są też sceny z Alternatywy 4, w których, jeden z mieszkańców na wysięgniku podglądał Balcerkową w kąpieli oraz z „Psów” Pasikowskiego („Pan porucznik to mnie nie pamięta, ale kiedyś razem podglądaliśmy z podnośnika Lotną”).

Prawie wszystkie komentarze są niekorzystne dla policji. Najczęściej podkreślają, jak tym razem się ośmieszyła. Padają słowa: „groteskowe”, „Bareja”, „folwark plus”, „żenada, upadek”, „absurd”, „cyrk”, „kompromitacja”, „obciach”, „chory kraj” itp.

Jerzy Dziewulski, b. szef antyterrorystów, który kierował ich działaniami podczas 13 zamachów terrorystycznych, też nie znał litości dla KSP. „Widziałem wiele w tej robocie. Widziałem bohaterstwo, ale i głupotę, nieudolność dowodzenia, włazidupstwo, niekompetencyjność, ale nie wyobrażałem sobie tego, co zobaczyłem na tym filmie. Boże /jeżeli istniejesz/chroń policję przed jej przełożonymi”.

W rozmowie z OKO.press Dziewulski jednak przyznaje, że w czasach gdy on pracował w antyterrorystach, też zdarzały się podobnie kompromitujące sytuacje. Ale to był PRL – zaznacza. „Kiedyś zastępcy komendanta głównego uciekł kanarek i siadł na rynnie. Kogo wzięli, by ptaka ściągnąć? Nas uruchomili - antyterrorystów”, wspomina sytuację sprzed ponad 30 laty. Tamte działania przełożonych jednak ratuje fakt, że robili coś pożytecznego – ratowali kanarka. „Ale tutaj pacyfikowane mają być osoby, które chcą tylko krzyczeć z okna. Ja tego nie rozumiem” - mówi.

Jest tak zaskoczony tymi zdarzeniami, że wątpi, by byli ludzie z oddziałów antyterrorystycznych. Jednak wielokrotnie sam zwracałem się do nich „antyterroryści” i nie prostowali. To samo robili członkowie Lotnej. Zaś na ramieniu jednego z nich widać było emblemat BOA Warszawa - oddziałów kontrterrorystycznych.

Dziewulskiemu żal „tych gliniarzy, którzy dostają debilne polecenia”. Mówi o „granicy godności”, która przebiega powyżej 10 lat służby. „Jak ma się za sobą 2-5 lat” to można się urywać z tego zawodu. Ale po 12-13 latach to jest niewykonalne – nie jest łatwe zostawić to, czego się w policji nauczyłeś. Już ważne jest tylko utrzymanie rodziny. Policjanci mają wtedy przerąbane do bólu” - kończy.

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne