0:00
21 grudnia 2022

Czy policja odpowie za fałszywe oskarżenie fotoreporterki OKO.press? Grozi za to do 2 lat więzienia

Katarzyna Pierzchała dokumentowała malowanie napisu przez aktywistów na płocie przy pomniku smoleńskim, nie biorąc w tym udziału. W notatce z wydarzenia policjanci wyraźnie to zapisali. Mimo tego na komendzie uznali ją za sprawczynię wykroczenia i skierowali wniosek do sądu

Wydrukuj

Aktywiści Lotnej Brygady Opozycji od lat podczas miesięcznicy smoleńskiej towarzyszą na pl. Piłsudskiego Jarosławowi Kaczyńskiemu, który odwiedza tego dnia pomnik katastrofy smoleńskiej. Zadają mu pytania o katastrofę, pytają nie tylko przez megafony, gdy świta polityków składa kwiaty pod monumentem, ale też starają się w inny sposób dotrzeć do prezesa PiS.

8 października 2022, dwa dni przed kolejną miesięcznicą, wykonali happening – na stalowym płocie okalającym odkrywki fundamentów Pałacu Saskiego, tuż przy pomniku smoleńskim, napisali sprejami „Gdzie jest raport? Świrze”. Nie pierwszy już raz – miesiąc wcześniej wykonali podobną akcję z podobnym pytaniem. Policja próbowała przeszkadzać, ale bez większych efektów.

Napis aktywiści zaimpregnowali tym razem by – tak jak to miało miesiąc wcześniej – "panowie w garniturach" nie zamalowali go szybko. "Nam zależy na tym, by Jarosław Kaczyński na to pytanie odpowiedział" - tłumaczyła Tita Halska, członkini LBO w relacji live. Sprawdzała też, czy prezes PiS podczas składania kwiatów będzie dobrze widział napis. "Znakomicie! Z miejsca pod pomnikiem nie da się go przeoczyć" – chwaliła.

W dostępnej na FB relacji na żywo wyraźnie widać kto maluje napis. Oprócz aktywistów są jeszcze co najmniej 4 osoby, które dokumentują akcję w tym troje dziennikarzy/ fotoreporterów współpracujących z OKO.press: Robert Kuszyński, Katarzyna Pierzchała (także fotoreporterka obywatelska) i autor niniejszego tekstu – Krzysztof Boczek.

Akcję całą można też zobaczyć w innych materiałach wideo. Podkreślmy – reporterzy w żaden sposób nie biorą udziału w malowaniu napisu.

Gdzie jest rapoprt - wł
Widok na płot z napisem "Gdzie jest raport? Świrze". Foto Katarzyna Pierzchała / OKO.press

„Nie muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem”

Całą trójkę dziennikarzy policjanci spisali. Tłumaczyli, że to na sytuację, gdyby potrzeba było świadków zdarzenia. Kuszyńskiego i Pierzchałę spisywali z ich legitymacji prasowych, ja też zaznaczałem, że jestem dziennikarzem. Policja miała więc pełną świadomość, kim jesteśmy i co robimy.

Jednak niecałe 2 tygodnie po akcji Kuszyński i Pierzchała dostali wezwania na przesłuchania jako „podejrzani” o wykroczenie - umieszczanie znaków na płocie bez zgody administratora. Przesłuchanie odbyło się w komisariacie na Zakroczymskiej. "Pokazałem znów legitymację prasową, powiedziałem w jakim celu tam byłem. Policjantka dopytywała jak długo fotografuję i m.in. skąd wiedziałem o akcji" - relacjonuje Kuszyński. To ostatnie stanowi tajemnicę dziennikarską więc nie odpowiedział. W jego przypadku KSP już nie wracała do sprawy po złożonych zeznaniach.

Katarzyna Pierzchała dostała analogiczne wezwanie, ale nie poszła na przesłuchanie. "Nic złego nie zrobiłam, nie muszę udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Zresztą oni doskonale wiedzą, że tego płotu nie malowałam, więc to forma świadomego nękania. Sądzą, że jak raz, drugi się ją wezwie na przesłuchanie, to jej się odechce” – tłumaczy.

Dodaje, że od lat dokumentuje akcje i demonstracje Lotnej Brygady Opozycji, więc już wcześniej była na podobnych przesłuchaniach. Pytali: po co te zdjęcia, z czego się utrzymuje... "Co to za pytania do dziennikarzy?" - irytuje się.

Była zdziwiona, gdy w grudniu 2022 Komenda Rejonowa Policji Warszawa I – czyli na Zakroczymskiej - już w piśmie informowała ją, że skierowała wniosek do sądu o jej ukaranie. 8 października miała nanieść napis „Gdzie jest raport? Świrze” na 9 przęsłach płotu, bez zgody zarządzającego tym miejscem, tj. „na szkodę Pałac Saski sp. z o.o. tj. o czyn z part 63a par. 1 Kodeksu Wykroczeń".

Policja informowała ją, że ma prawo w ciągu 7 dni złożyć „stosowne wyjaśnienia” w sądzie Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia. Pierzchała nie zrobiła tego. "Dla zasady – to kolejna próba nękania. Chcę na sali sądowej usłyszeć, dlaczego mnie oskarżają, dlaczego kłamią i jakie mają dowody, jeśli je mają" – tłumaczy.

Co ciekawe, Tita Halska, która jest członkinią Lotnej, ale nie brała udziału w akcji tylko ją relacjonowała na żywo na FB nie dostała ani wezwania na przesłuchanie, ani też policja nie założyła jej sprawy w sądzie. "Być może nie zostałam nawet spisana. Tak czasem bywa" – sądzi Halska.

Autor niniejszego tekstu także nie dostał żadnego wezwania na przesłuchanie ani tym bardziej nie został oskarżony o malowanie.

Policja milczy

Pierzchała skierowała do Komendy pismo, w którym poprosiła o przesłanie notatki służbowej, na podstawie której skierowano wniosek do sądu o ukaranie jej. „Notatka jest mi niezbędna, aby przed rozprawą w sądzie wiedzieć, którzy funkcjonariusze fałszywie mnie oskarżyli, tym samym swoimi podpisami potwierdzili nieprawdę” - argumentowała.

Sprawa już 7 grudnia wpłynęła do sądu. Pierzchała jest oskarżona razem z sześciorgiem członków Lotnej Brygady Opozycji i „przyjaciół”, którzy faktycznie malowali napis, nie kryjąc tego.

Chciałem zapytać policjantów w Komendzie na Zakroczymskiej:

  • Kto sporządził notatkę, która oskarża Katarzynę Pierzchałę o to, że malowała na płocie?
  • Czy prowadzący sprawę zadał sobie trud obejrzenia krótkiej relacji filmowej, którą można znaleźć w sieci?

Dzwoniłem wielokrotnie do asp. Agnieszki Arciszewskiej, która prowadzi sprawę, oraz na numery telefonów jej wydziału. Nikt nie odbierał. Wydzwaniałem także do oficera prasowego tej komendy, podinsp. Roberta Szumiaty oraz jego zastępcy, kom. Marcina Żurawskiego – też nie odbierali. Na pytania wysłane mailem nie dostaliśmy odpowiedzi.

„Własnym oczom nie wierzę”

20 grudnia Pierzchała uzyskała dostęp do dokumentacji swojej sprawy w sądzie. „Własnym oczom nie wierzę” - pisała na świeżo z czytelni. W notatce sporządzonej przez sierż. szt. Konrada Głowackiego pod pomnikiem smoleńskim tuż po akcji malowania najpierw wymienione są osoby, które miały popełnić wykroczenie. I tutaj jest lista członków Lotnej z pełnymi danymi.

Na kolejnej stronie zaczyna się od nowego akapitu „Ponadto, jako świadkowie wykroczenia zostały wylegitymowane osoby...” i tutaj są wypisane dane Pierzchały oraz Kuszyńskiego.

Dosłownie na następnej stronie dokumentacji już mamy notatkę urzędową przygotowaną przez asp. szt. Annę Cybulską z Wydziału Prewencji KRP Warszawa I. Czytamy w niej: „Występują trudności z przesłuchaniem ww. (Pierzchała - red.) w charakterze osoby podejrzanej o popełnienie wykroczenia, zasadnym jest odstąpić od tej czynności i skierować wniosek o ukaranie Katarzyny Pierzchała bez przesłuchania”.

Podkreślmy, że strony, na których są wykluczające się informacje - jedna, że jest świadkiem, i druga, że jest sprawczynią, sąsiadują w aktach sprawy!

Kolejny jest już wniosek do sądu o jej ukaranie, w którym asp. Agnieszka Arciszewska pisze, że „w świetle zebranych dowodów (sic!) okoliczności popełnienia wykroczenia nie budzą wątpliwości”!

W wykazie dowodów napisano „Pałac Saski sp. z o.o.”.

Świadkami ma być siódemka policjantów, która brała udział w akcji.

Do innych dowodów wpisana jest m.in. pierwsza notatka urzędowa – ta sporządzona na miejscu, która wyraźnie mówi, że Pierzchała jest tylko świadkiem zdarzenia, a nie sprawcą!

„Kto fałszywie oskarża...”

Konrada Siemaszko, prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka: „Ta sytuacja może budzić poważne wątpliwości, bo policja powinna zawsze odróżniać osoby biorące udział w wydarzeniu, od dziennikarzy, dziennikarek relacjonujących to wydarzenie, by ci nie musieli się obawiać, że będą ścigani za rzekomo nielegalne działania uczestników protestu”.

Seweryn Blumsztajn, prezes Towarzystwa Dziennikarskiego, nie ma wątpliwości, z czym mamy do czynienia: „Wiadomo, że sąd tego nie klepnie. To element presji na media, typowy SLAPP - policja wypisuje absurdalne oskarżenia wobec dziennikarzy, by ich zmęczyć, by im się odechciało relacjonować wydarzenia, płacić za adwokata, a potem chodzić do sądu. Żal mi, że na to się wydaje nasze pieniądze, a sądy tracą czas. To państwo absurdów”.

Radosław Galusiakowski, adwokat często broniący pro publico bono aktywistów, twierdzi, że to, co zrobiła policja, można uznać za „fałszywe oskarżenie”. I wymienia art. 234 KK.: „Kto, przed organem powołanym do ścigania lub orzekania (...) fałszywie oskarża inną osobę o popełnienie tych czynów zabronionych lub przewinienia dyscyplinarnego, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

„Tu fałszywie oskarża policja, ale fałszywość musi być umyślna, a nie powstać w efekcie pomyłki czy niechlujstwa. Policjanci więc dość łatwo się w tej sytuacji wybronią. Powiedzą, że nie doczytali, przeproszą i to się rozmyje” - uważa Galusiakowski.

"Policjanci mogą więc tak działać celowo i będą bezkarni, bo mogą się łatwo wybronić?".

"Myślę, że tak" – kończy adwokat.

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne