Ekolodzy to ekoterroryści. Naukowcom, którzy popierają protest w Puszczy Białowieskiej należy odbierać tytuły naukowe. Takie sądy wygłasza Artur Hampel, wiceprzewodniczący Fundacji Devana. I przy różnych okazjach popiera Lasy Państwowe i Ministerstwo Środowiska. Czy on i Fundacja Devana to nowe "zielone ludziki" Szyszki?

„Dopóki nie dopuszczono jako strony w postępowaniu Podlaskiego Oddziału Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, nie było problemu z kontrolowaniem populacji kornika drukarza w Puszczy Białowieskiej” – pisze w facebookowym wpisie Artur Hampel. „Sytuacja zmieniła się diametralnie, gdy swoje roszczenia artykułowała wyżej wymieniona organizacja, żądając zaniechania walki z kornikiem drukarzem” – oskarża.

I zapowiada, że wkrótce ujawni „pełną dokumentację obrazującą nie tylko genezę powstania katastrofy o rozmiarach klęski żywiołowej w Puszczy Białowieskiej”. A także poda imiona i nazwiska osób, które „pełniąc funkcje publiczne oraz społeczne przyczyniły się do destrukcji najcenniejszego lasu w Europie”.

Wpis Hampela jest coraz częściej cytowany przez media, i to nie tylko prawicowe, również naTemat.pl bezkrytycznie przedrukowało główne tezy Hampela i kończy tekst wizją zagłady Puszczy z winy ekologów.



„Geneza katastrofy”, czyli Hampel oskarża

Wpis „Puszcza Białowieska – geneza katastrofy” na Facebooku pojawił się 16 czerwca 2017 roku. Hampel pisze, że cała historia obecnej gradacji zaczęła się w 2008 roku. Wtedy Nadleśnictwo Białowieża poinformowało o zainfekowanych świerkach w Rezerwacie Krajobrazowym Władysława Szafera. I zwróciło się o pozwolenie na wycinkę zaatakowanych przez owada drzew do Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego. Urząd przekierował prośbę nadleśnictwa do Ministerstwa Środowiska.

Po drodze Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska dopuścił do postępowania administracyjnego na prawach strony Pracownię na rzecz Wszystkich Istot. I to jej sprzeciwom miał ulec resort środowiska. „Przysłowiowym gwoździem do trumny było w 2012 roku drastyczne obniżenie etatu cięć przez ówczesnego ministra środowiska z pominięciem wszelkich reguł ustanawiania tegoż etatu a jedyną przesłanką do jego obniżenia były roszczenia niektórych aktywistów z organizacji pozarządowych mianujących siebie same ekologicznymi” – ocenia Hampel.

W efekcie, zdaniem wiceprezesa Devany, nie można było walczyć skutecznie z kornikiem, który rozlazł się na całą Puszczę. A to doprowadziło „nie tylko do z klęski o rozmiarach klęski żywiołowej, ale przede wszystkim do strat wielkiej wartości”.

We wpisie straszy paragrafami kodeksu karnego i liczbą lat odsiadki, które grożą za ich złamanie. I załącza skany dokumentów urzędowych, które dotyczą sprawy.

Wycinka nie zwalczy kornika, ale zniszczy Puszczę

„To absurd” – odpowiada na  te „rewelacje” Radosław Ślusarczyk, prezes Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. „Decyzja o zaniechaniu cięć była przecież po stronie resortu środowiska, i była słuszna, bo kornik drukarz nie stanowi zagrożenia dla Puszczy Białowieskiej. Zdecydowana większość naukowców w Polsce i na świecie wypowiada się jasno: walka z kornikiem drukarzem w lasach naturalnych jest po prostu skazana na niepowodzenie”.

Zdaniem Adama Bohdana, który w 2008 r. reprezentował podlaski oddział Pracowni na rzecz Wszystkich Istot (dziś jest w Fundacji Dzika Polska), argumentacja Hampela nie ma żadnego sensu. Z tego powodu, że w tamtym czasie kornik był równomiernie rozmieszczony w całej Puszczy. „Był w rezerwatach i poza nimi. A także w Parku Narodowym i po stronie białoruskiej Puszczy” – mówi Bohdan. „W związku z tym wycinka w jednym rezerwacie – Szafera – i tak nie miałaby sensu, bo nie miałaby żadnego wpływu na całkowitą populację tego owada w Puszczy” – tłumaczy.

Podkreśla też, że w tamtym okresie leśnicy i tak usuwali drzewa kornikowe w innych częściach lasu. „Skoro więc pomimo tych wycinek doszło do gradacji, to świadczy to tylko i wyłącznie o nieskuteczności cięć sanitarnych jako metody walki z kornikiem drukarzem” – mówi Bohdan.

Dokładnie takie stanowisko wyraził w niedawnej rozmowie z PAP prof. Martin Schroeder. „Jeśli gradacja kornika ma miejsce na całym obszarze, na którym tereny chronione i niechronione – czyli te, gdzie stosuje się cięcia sanitarne – stanowią mozaikę, to mało jest prawdopodobne, że usuwając zaatakowane drzewa, zwalczymy kornika” – powiedział jeden z najważniejszych i uznanych na świecie specjalistów od tego owada z Szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego w Uppsali

Na zagrożenia dla bioróżnorodności, jakie stanowią cięcia sanitarne, wskazywali również uczestnicy II Międzynarodowej Konferencji o Lasach w Neuschönau w Niemczech. Napisali w tej sprawie nawet list do ministra środowiska Jana Szyszki.

Przed masową wycinką w Puszczy Białowieskiej ostrzegali również polscy naukowcy. Na przykład badacze skupienie wokół inicjatywy „Nauka dla Przyrody” zwracali uwagę na to, że określenie „katastrofa”, czy „katastrofa ekologiczna” odnośnie gradacji kornika w Puszczy jest nadużyciem i nieprawdą.

„Prawica kocha mieć wroga” – mówi Ślusarczyk z Pracowni. „Więc im bardziej naukowcy z całego świata mówią, że trzeba chronić Puszczę, tym bardziej prawica i tacy ludzie jak Hampel i Fundacja Devana będą poszukiwali wroga. A wrogiem teraz stała się Pracownia, która właśnie w swoim działaniu kieruje się najnowszą naukową wiedzą” – dodaje.

Devana, czyli nowa Santa?

Kim jest wiceprezes Fundacji Devana, który przedstawia się jako leśnik, dziennikarz, publicysta?

„Hampel i Devana mają wypełnić lukę, jaka powstała po niesławnym stowarzyszeniu Santa, które skompromitowało się niemerytorycznymi i prorosyjskimi wypowiedziami” – mówi OKO.press Radosław Ślusarczyk.

Santa to organizacja, która wspiera w Puszczy politykę cięć Lasów Państwowych i resortu środowiska. Jej prezes Walenty Wasiluk mówił OKO.press, że Puszczę Białowieską może uratować tylko aneksja tego terytorium przez Rosję.

Z kolei wiceprezes Leon Chlabicz przekonywał, że „przyroda nie potrzebuje ochrony”. A „drzewo jest przygotowane na to, że zostanie ścięte”, bo z natury chce służyć człowiekowi i na tym polega sens jego istnienia. Obydwaj panowie twierdzili też, że za ekologami broniącymi Puszczy stoi lobby żydowskie.

„Ponieważ Santa straciła wiarygodność – również lokalnie – to zaistniała potrzeba zastąpienia jej kimś bardziej merytorycznym i przekonywającym. Ale mechanizm jest dokładnie taki sam: oskarżanie ekologów, w tym Pracowni, o wszystko co złe w Puszczy. Robiła to Santa, teraz robi to Hampel. Zmienił się aktor, ale rola została taka sama” – tłumaczy Ślusarczyk.



Leśnik, ale niepraktykujący

Według informacji, które Hampel podaje na swoim profilu Facebooku, ukończył Technikum Leśne w Goraju. Pisze również, że uczył się na Wydziale Leśnym Politechniki Białostockiej. Ale według naszych informatorów dopiero studiuje leśnictwo na tej uczelni.

Pracował w Lasach Państwowych. Potem m.in. w John Deere, firmie produkującej sprzęt rolniczy i leśny. Również harvestery służące do wycinki drzew.

Kariera dziennikarska Hampela przede wszystkim związana jest z portalem wiadomosci24.pl. Pisał tam od września 2012 roku. Głównie na tematy przyrodnicze, np. o owadach. Teksty niekiedy ilustrował własnymi zdjęciami. Jest autorem kilku tekstów o łowiectwie, w których broni myśliwych i polowań. Przeprowadził wywiad z czynną miłośniczka polowań Dorotą Durbas-Nowak, Dianą, z którą w 2015 roku założył Devanę.

W 2015 roku zaczął publikować  teksty o Puszczy Białowieskiej. Powtarzał w nich ministerialne argumenty za wycinką. Tak pisał np. o manifestacji poparcia leśników dla szefa resortu z 23 marca 2017 roku. „Pikietujący doceniają wysiłek obecnego ministra Jana Szyszko w pracach związanych z uporządkowaniem kwestii dotyczących zwłaszcza lasów gospodarczych Puszczy Białowieskiej”. OKO.press ujawniło później, że nie wszyscy leśnicy przyjechali tam z własnej woli.



„Z OKO.press nie rozmawiam”

Fundacja Devana figuruje w rejestrze KRS pod numerem 0000581315. Zadzwoniliśmy do Hampela, by porozmawiać o działalności fundacji i jej wiceprezesa. Ten odmówił. „Na dzień dzisiejszy nie mam ochoty rozmawiać z portalem OKO.press. Jak zaczniecie pisać prawdę i obiektywnie, to może wtedy wrócimy do rozmowy”. Następnie zadzwoniliśmy na numer Fundacji Devana. Ponownie odebrał Hampel. I znów nie udało się uzyskać żadnej informacji. „Jeszcze jeden telefon i będę traktował to jako nękanie” – zagroził.

Kilka godzin po naszym telefonie, a także przesłaniu zapytań do innych członków zarządu, informacja o tym, że Hampel jest wiceprezesem Devany, zniknęła z jego profilu na Facebooku.

Fundacja obrony myśliwych i leśników

Fundacja Devana została zarejestrowana 22 października 2015 roku. Jej siedzibą jest Szczawno-Zdrój (woj. dolnośląskie). Według KRS, w skład zarządu – poza wiceprezesem Hampelem – wchodzą prezes Wojciech Bołoz i wspomniana wcześniej Dorota Durbas-Nowak. Oboje polują. Durbas-Nowak jest autorką myśliwskiego bloga Jagermeisterin, czyli kobieca strona myślistwa, a Bołoz był publicystą myśliwskiego czasopisma „Brać Łowiecka”. Wspólnie z Romualdem Krysztofińskim, czwartym członkiem zarządu, tworzył blog myśliwski „Buce w zielonych kapelusikach„. Treści z bloga często były publikowane na fanpejdżu Devany.

Hasło Devany to „Dla natury – Dla łowiectwa – Dla ludzi”. Główną misją jest „ochrona dobrego imienia myśliwych i leśników, racjonalne podejście do zagadnień ochrony przyrody, jej użytkowania”. A także udział w konsultacjach społecznych i kreowaniu zmian prawnych, które uwzględniają interesy „zarówno zwykłych członków społeczeństwa, jak również grup społecznych jak myśliwi, leśnicy, rolnicy”.

Internetowe poszukiwania wskazują na jeszcze jeden adres – devana.pl. Został wykupiony przez antymyśliwskiego aktywistę, który publikuje tam treści krytykujące polowania, Devanę i samego Hampela.



„Mówimy językiem argumentów, nie nienawiści”

„Fundacja zrodziła się jako odpowiedź na wszechobecne ataki na myśliwych, leśników oraz na osoby wspierające łowiectwo i leśnictwo” – czytamy na facebookowym fanpejdżu fundacji.

„Mówimy językiem argumentów, nie nienawiści” – przekonuje Devana. Ale z tym ostatnim jest już gorzej. Wystarczy przejrzeć wpisy.

Ostatni pochodzi z 8 marca 2017 roku. To udostępniony z YouTube krótki film „Antypokot„. Amatorska produkcja wykpiwa Zenona Kruczyńskiego, kiedyś myśliwego, dziś aktywistę ekologicznego, autora książki „Farba znaczy krew”. Obrońcy przyrody są w filmie określani mianem „zielonych dżihadystów”, którzy twierdzą, że miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt. Po czym film podaje, że w roku 1934 Adolf Hitler został nagrodzony przez amerykańską fundację właśnie za stosunek do zwierząt. „Przypadek?” – czytamy na ekranie.

Film wskazuje też na głównych „animatorów zielonego dżihadu”, m.in. Adama Wajraka i koalicję Niech Żyją. A także Pracownię na Rzecz Wszystkich Istot, którą kilka miesięcy później, w czerwcu 2017 roku, Hampel oskarży o „katastrofę” w Puszczy Białowieskiej.

Fundacja Devana była też jedyną organizacją, która skierowała protest do ministra Szyszki przeciwko niedopuszczeniu Polskiego Związku Łowieckiego do udziału w warszawskiej edycji Dnia Ziemi (w 2016 roku) organizowanej rzez Fundację Ośrodka Edukacji Ekologicznej.

Polowanie na posłankę

Sposób działania Devany bardzo dobrze obrazuje sprawa ataku organizacji na posłankę .Nowoczesnej Ewę Lieder. Sprawę opisał Front Antyłowiecki. Posłanka miała rzekomo powiedzieć z mównicy sejmowej, że łoś jest zwierzęciem drapieżnym. Fundacja Devana z tej okazji przygotowała satyryczny rysunek wraz ze złośliwym komentarzem.

Prawda okazała się  jednak inna, bo posłanka Lieder niczego takiego nie powiedziała. Ale to co mówiła, jest bardzo nie na rękę wielu myśliwym: „Dla zachowania wysokich standardów ochrony przyrody w naszym kraju konieczne jest uruchomienie rzetelnych badań konsekwencji przyrodniczych gospodarki łowieckiej”.

„Zapobiegłoby to sytuacjom, jakie znamy z niedalekiej przeszłości, kiedy kilkanaście lat temu nieprawidłowe zarządzanie populacją łosia doprowadziło do jej załamania i wprowadzenia zawieszenia na odstrzał lub gdy nadmierny odstrzał kopytnych w latach 90. ubiegłego wieku niebezpiecznie wpłynął na stan ochrony dużych drapieżników w Puszczy Białowieskiej”.

Przeciw ekologicznemu lewactwu

Hampel reprezentuje Devanę w mediach. Np. 17 kwietnia 2016 roku w programie telewizyjnym „Głos regionów„, który był poświęcony Puszczy Białowieskiej. Stanął twardo po stronie resortu środowiska i Lasów Państwowych. „Trzeba się zastanowić, czy w ogóle podejmować jakiekolwiek dyskusje z drugą stroną na temat Puszczy Białowieskiej” – mówił, odnosząc się do postulatu środowisk ekologicznych o objęciu Parkiem Narodowym całej Puszczy .

Pojawił się też 25 sierpnia 2016 roku w programie znanego narodowca Mariana Kowalskiego i kontrowersyjnego pastora Pawła Chojeckiego na kanale „Pod prąd” na Youtube.

„Puszcza Białowieska to tester tego, co lewactwo może zrobić z majątkiem narodowym” – mówił Artur Hampel. – „I – o zgrozo – w Puszczy im się to udało w 100 procentach”.

I znów chwalił Lasy Państwowe. Przy innych okazjach działaczy organizacji ekologicznych wprost nazywał „ekoterrorystami”.



„Naukowcy za dużo sobie pozwalają”

Trudno powiedzieć, czy Devana wciąż działa, bo profil na Facebooku wydaje się być już martwym. Tak czy inaczej, Hampel nie wycofał się z aktywności na temat Puszczy Białowieskiej.

Pojawił się podczas I Ekologicznego Forum Młodzieży. Imprezie zorganizowanej przez Lasy Państwowe, podczas której w dniach od 9 do 10 czerwca w Hajnówce gościła gościła głównie młodzież z techników leśnych z całej Polski. Oglądając relacje z tego wydarzenia trudno nie odnieść wrażenia, że jego głównym celem było wpojenie uczniom przekonania, że w Puszczy doszło do katastrofy ekologicznej.

Przy tej okazji w rozmowie z TV Republika Hampel mówił, że konflikt w Puszczy będzie się zaostrzał. Twierdził, że aktywiści ekologiczni próbują w ten sposób odwrócić uwagę od tego, iż to ich naciski spowodowały, że odstąpiono od walki z kornikiem drukarzem.

„Nie rozumiem części środowiska naukowego, które wspiera ekologów, ewidentnie manipulując faktami. Myślę, że należałoby powołać jakąś komisję, które odbierałaby tytuły naukowe” – powiedział.

Do intrygującej wymiany opinii doszło już po zakończeniu wywiadu, gdy kamera jeszcze nagrywała. „Bardzo się cieszę, że udało mi się wtrącić to odbieranie tytułów naukowych. To powinno wejść w życie.

Naukowcy za dużo sobie pozwalają” – powiedział Hampel. „Naukowcy są teraz ideologami” – dopowiedział dziennikarz TV Republika.

Według niektórych źródeł Hampel był w jakiś sposób zaangażowany w organizacją I Ekologicznego Forum Młodzieży. Najprawdopodobniej to on nagrywał krótkie wywiady z młodzieżą, które można obejrzeć na fanpejdżu wydarzenia.

Później pojawił się m.in. w programie Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać” (29 czerwca 2017 r.). W materiale filmowym był prezentowany jako dziennikarz i fotograf. Powtórzył swoją tezę, że za sytuację w Puszczy Białowieskiej ponosi odpowiedzialność Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.

„Leśnicy go nie lubią”

Jednak raczej nie ma szans na to, by Devana zdobyła taką pozycję, jak kiedyś Santa. „W środowisku białowieskich leśników Hampel nie jest lubiany” – mówi nasz informator. „Mają go dosyć, bo jest arogancki w zachowaniu. Ale trochę się go obawiają, ze względu na jego domniemane bądź realne kontakty w Lasach Państwowych bądź Ministerstwie Środowiska” – dodaje.

Hampel buduje swoją pozycję poprzez powtarzanie rzeczy, które są na rękę resortowi środowiska i Lasom Państwowym. Rządy PiS zdążyły nas już przyzwyczaić do tego, że często na autorytety w danej dziedzinie kreuje się osoby, które „idą po linii partii”. Przyszłość Hampela i Devany w kontekście Puszczy Białowieskiej pozostaje więc otwarta.


Abonament na wolność słowa:

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym