Wobec niepowodzeń najazdu na Ukrainę propaganda Kremla stara się stworzyć obraz Rosji potężnej, bo nieprzewidywalnej. Takiej, która może zabić każdego, kiedy chce i tylko dlatego, że tak jej się podoba. Oprócz tego mamy jednak operację zmiany celu wojny – by Putin mógł ją powadzić, choć nie może wygrać
Najnowszą groźbę Putin wygłosił w telewizji 1 czerwca: na specjalnym i transmitowanym w dzienniku telewizyjnym posiedzeniu swojej „Rady Bezpieczeństwa” Putin dowiedział się, że w Henniczesku na okupowanej Chersońszczyźnie w wyniku ostrzału ukraińskiego zginęło sześcioletnie dziecko.
Nie pierwsze w Rosji, bo przecież wedle oficjalnych rosyjskich danych od ukraińskich ostrzałów w wojnie wywołanej przez Putina zginęło w Rosji już 8 tys. cywili, a 18 tys. osób wojna okaleczyła. O śmierci dzieci wielokrotnie informowała telewizja, były nawet o tym osobne reportaże – ale Putin zachowuje się tak, jakby dowiedział się o tym pierwszy raz.
„Wygląda na to, że władze Kijowa postanowiły otworzyć nowy rozdział w serii zbrodni, nadać nowy wymiar całemu konfliktowi. Cóż, to był ich wybór”
– powiedział.
„Nowy wymiar” polega na ostrzeliwaniu ukraińskich miast, jak leci, i pokazywaniu tego w rosyjskiej telewizji jako sukces.
Od 22 maja rosyjski przekaz propagandowy pełen jest gróźb wobec Ukrainy. Putin i jego podwładni ostrzegają, że do tej pory się ograniczali, ale teraz pokażą światu, co potrafią. Zetrą Kijów z powierzchni ziemi albo i jeszcze coś gorszego. Nie są to pierwsze podobne groźby – teraz jednak ewidentnie ich cel jest inny.
Bo też wojna się zmieniła – i Kreml nie ukrywa, że ukraińskie drony wyrządzają armii i państwu Putina poważne szkody. O zwycięstwie nie ma już co mówić. A tradycyjne metody, które mogłyby doprowadzić do zakończenia wojny na warunkach, które można by uznać za zwycięstwo, zawiodły.
22 maja Putin opowiedział więc o ostrzale szkoły w Starobielsku i zaproponował nowy cel wojny:
zemstę.
To operacja dokładnie zaplanowana, choć nieco gorzej wykonana. Nic dziwnego, bo główną rolę powierzono tu Putinowi.
Tu od razu zaznaczę, że w sprawie ostrzału budynku szkoły w Starobielsku niczego nie da się powiedzieć na pewno – ani kto strzelał, ani w co mierzył. Wedle wersji rosyjskiej Ukraińcy ostrzelali wyższą szkołę pedagogiczną. Według Ukraińców – w budynku mieścił się ośrodek szkoleniowy dla rosyjskich sił dronowych.
W każdym razie nietrzymające się kupy i wzajemnie sprzeczne rosyjskie opowieści o Starobielsku nie pozwalają wykluczyć też wersji, że w Starobielsk strzelili sami Rosjanie – zwłaszcza że ta historia była im na tym etapie wojny bardzo potrzebna.
Na spotkaniu z „weteranami” 22 maja Putin odpalił nową narrację o zemście. Jego zadaniem było wyrażenie bólu przywódcy z powodu tragedii i pokazanie siły państwa. Tyle że zawiodła jak zwykle technika – Putin nie pozwala sobie przypiąć mikrofonu do marynarki, więc obsługiwany jest mikrofonami zbierającymi dźwięk z daleka. Ten, który dano mu 22 maja, zarejestrował, jak Putin mlaska, kiedy mówi. A gdy Putin wezwał wojskowych do wzniesienia trzykrotnego okrzyku „Uraaaaa”, czuły mikrofon wychwycił Putinowe stękanie: „chła, chła chła”.
I tym się zajął świat. „Chła, chła, chła” było obrabiane i analizowane – aż Kreml zdjął to nagranie z prezydenckiego serwisu internetowe. Co pokazuje, że ktoś się reakcji na Putina przyglądał – ale zareagował za późno (wiele to mówi o relacjach na Kremlu).
Wcześniej mlaskanie i „chła, chła, chła” rosyjska państwowa telewizja puszczała jednak przez trzy kolejne dni na początku głównych dzienników – jako początek wielkiej kampanii propagandowej.
Putin swoje przemówienie w sprawie Starobielska odczytał z kartki (co też było przedmiotem kpin – bo oburzony przywódca powinien jednak umieć coś powiedzieć z głowy; propaganda po trzech dniach wyjaśniła więc, że Putin czytał co prawda z kartki, ale tekst napisał własnoręcznie).
Przemówienie z kartki było jednak precyzyjnie skonstruowane i nadal (w przeciwieństwie do „chła, chła, chła”) jest dostępne na stronie Kremla.
Pomiędzy krwawe groźby wobec Ukrainy wpleciona tam została informacja, która nigdy wcześniej nie padła z ust Putina: że wojna, którą wywołał, wróciła do Rosji.
Że są tam ofiary cywilne. Oraz że Rosja ponosi ofiary także na froncie. Ale „wszystkie nasze straty i poświęcenia nie poszły na marne, nie ma ani jednej ofiary, ani jednej straty, która poszła na marne”. „Kraj stoi w obliczu poważnych wyzwań. Ale przejdziemy przez nie, przejdziemy przez wszystkie próby. Nie ma co do tego wątpliwości”.
Putin czyta z kratki, że musi odejść od zaplanowanej na spotkaniu z weteranami agendy, bo dzień wcześniej „neonazistowski reżim, który przejął władzę w Kijowie, przeprowadził atak terrorystyczny na akademik Starobielskiego Kolegium Pedagogicznego. Doszło do niego, gdy studenci spali”.
„Sprawa wymaga jeszcze zbadania”, ale cel zdaniem Putina na pewno był cywilny, a Ukraińcy uderzyli weń kilka razy: „Nikt nie może twierdzić, że próbowali uderzyć w jakikolwiek cel ani że bezzałogowe statki powietrzne zostały zestrzelone przez nasze własne środki i rzekomo trafiły w budynek przypadkowo” – tak, niby mimochodem, Putin opisuje obecną rosyjską rzeczywistość.
Następnie objaśnia atak na Starobielsk „katastrofalną sytuacją” Ukrainy na froncie oraz jej korupcją (to stały element rosyjskich oficjalnych przemówień; obecnie ma jednak cechy freudowskiej pomyłki).
Zapowiada kampanię informacyjną na świecie, która ma zohydzić ukraińskie ataki. Rosyjski MSZ ma „poinformować organizacje międzynarodowe i społeczność międzynarodową o tej zbrodni”. A MON ma „przedstawić swoje propozycje”.
Putin wprost zapowiada eskalację, a odpowiedzialnością za to obarcza Ukrainę.
„Reżimowi w Kijowie takie zbrodnie są z pewnością potrzebne, żeby odwrócić uwagę od wydarzeń rozgrywających się zarówno na froncie, jak i w kraju. Żeby sprowokować reakcję w Rosji, a potem, jak już to widzieliśmy, zrzucić całą winę na nas, na Rosję, na nasz kraj, za wszystkie eskalacje i za wszystkie konsekwencje takich zbrodni”.
Kiedy się to przeczyta, to widać, że operacja „Starobielsk” miała dwa cele:
To pierwsze się nie udało. Drugie jest realizowane.
Od 23 maja telewizja rozwija wątek ataku na Starobielsk. Jakby w Rosji nie było innych ofiar i innych ostrzałów.
Do tego wszyscy oficjele – jak jeden mąż – zaczynają mówić nie o „studentach” ze Starobielska, ale o „dzieciach Starobielska” i „śpiących dzieciach”.
Zmiana narracji – ze studentów na dzieci – następuje w biegu, zbyt pospiesznie.
Telewizja równocześnie pokazuje listę ofiar z datami urodzenia. Wszyscy, którzy mieli zginąć w Starobielsku (ma ich być 21), są młodymi dorosłymi, urodzonymi w latach 2004-2006. Nie mieszczą się więc w rosyjskim słowie „dieti”, a tym bardziej w angielskim „children”.
Telewizja rzuca się jednak do pokazywania sal lekcyjnych pełnych dziecięcych rysunków, małych ławek i pluszaków. To mają być sale szkoły, gdzie uczyły się „dzieci”, gdyż o uczelni mówi się teraz „szkoła”. No, ale dziecięce ławki w wyższej szkole pedagogicznej?
Czołowy „korespondent wojenny” wyłapuje niespójność i tłumaczy telewidzom, że te „dziecięce sale” miały pomóc przyszłym pedagogom wyobrazić sobie, jak wygląda szkolna klasa (znaczy – wcześniej nie chodzili szkoły?).
To nie zmienia jednak wersji o „dzieciach”. Telewizja pokazuje więc, jak „miejscowi mieszkańcy” przynoszą pod ruiny budynku pluszaki i układają je w sterty ku pamięci „zamordowanych dzieci”.
Pogrzebów dzieci ani ich rodzin w żałobie nikt nie pokazuje. Telewizja robi jednak wywiad z „ocalałą” spod gruzów i pożaru. Dziewczyna ma poranioną i poparzoną twarz, ale nietknięte sztuczne rzęsy. Po dwóch dniach ta ofiara znika z przekazu i pojawia się kolejna – z ohydnym, grubym szwem na policzku i już bez rzęs. Rozmowy z nią pokazywane są od tej pory prawie codziennie (znowu widać, że propaganda koryguje swój przekaz, badając reakcje w sieci – internet problem sztucznych rzęs, skądinąd obowiązkowego w Rosji atrybutu „naturalnej kobiecości” zauważył natychmiast).
Z rzęsami czy bez – mamy teraz wersję, że w Starobielsku zginęły „kobiety i dzieci”.
I od 23 maja dzień w dzień w telewizji nadawane są reportaże spod ruin budynku w Starobielsku. Telewizja na początku głównych dzienników pokazuje, jak akcja uprzątania budynku co chwila przerywana jest atakami dronowymi. Wyjaśnia, że takie ataki są tam na porządku dziennym. Nikt nie pyta, czy rzeczywiście w czasie tych nieustannych ataków była w tym budynku prowadzona jakaś cywilna nauka, a w akademiku naprawdę spały studentki pedagogiki. A jeśli tak, to dlaczego nikt nie zadbał o ich bezpieczeństwo?
Kreml organizuje w Starobielsku wizytę studyjną dla „zagranicznych dziennikarzy”. Zachodnie przyzwoite media, nawet jeśli – jak BBC – mają jeszcze w Rosji korespondentów, odmawiają udziału.
A w wiadomościach z wojny nagle zaczynają dominować informacje o ukraińskich atakach na place zabaw i szkoły na obszarach przyfrontowych (te budynki i place, co przyznaje sama propaganda, są dawno opuszczone). Wyłapuje, że wśród ofiar są dzieci – jak chłopczyk z Henniczeska.
24 maja Rosja przeprowadza krwawy atak na Kijów. Używa pocisku balistycznego Oriesznik. Od tego momentu opowieści o „dietiach” i pluszakach uzupełniane są obrazami płonącej Ukrainy. O Orieszniku, Iskanderach, Kindżałach i Cyrkonach (to wspaniała rosyjska broń).
Jako wiadomość „pilną” telewizyjne „Wiesti” podają depeszę o tym, że szef rosyjskiego MSZ Sergiej Ławrow wezwał amerykańskiego odpowiednika Marco Rubio do ewakuacji ambasady w Kijowie.
Takie samo wezwanie trafia do innych ambasad.
„W odpowiedzi na trwające ataki terrorystyczne reżimu w Kijowie na ludność cywilną i obiekty cywilne na terytorium Rosji, Siły Zbrojne Rosji przeprowadzają systematyczne i konsekwentne ataki na obiekty zlokalizowane w Kijowie, wykorzystywane na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy, a także na ośrodki, w których zapadają istotne decyzje” – ostrzega Ławrow.
„Musimy zaatakować – tak jak zrobiliśmy to dzisiaj, a nawet mocniej! Przecież ruiny i szare popioły, które zastępują symbole ich stolicy, są dla wroga równie demotywujące, jak utrata flagi bojowej” – kontynuuje myśl wodza naczelnego były prezydent Miedwiediew.
„Ostrzegaliśmy przed potencjalną siłą uderzenia i zademonstrowaliśmy to. Mamy wszystko, czego potrzebujemy. Jeśli ktokolwiek myśli – a niektórzy nie tylko myślą, ale wręcz mówią – że Rosji nic już nie zostało i dlatego użyła takiej broni, jest w głębokim błędzie” – ogłasza były szef MON, a obecnie sekretarz „rady bezpieczeństwa” Szojgu.
„Wszystkie nasze działania są widoczne. Demonstrujemy je, a nawet ostrzegamy przed niektórymi działaniami z wyprzedzeniem. Ambasadorów ostrzeżono. Zrobiono to całkowicie poważnie i celowo, bo w każdym razie mogło się to zdarzyć w każdej chwili” – dodaje.
Przez chwilę wydaje się, że Amerykanie wyjadą z Kijowa. Informację, że wyjechali, podaje nawet szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas. Ale Amerykanie zostają. Europejczycy też. Do tego w ONZ w czasie debaty o „dzieciach Starobielska” Amerykanie mówią Rosjanom, że nie ma żadnych cywilizowanych podstaw do niszczenia Kijowa.
Wygląda na to, że próba przedstawienia obronnej dronowej wojny Ukrainy jako ataku się nie udaje. Świat rozumie, że Ukraina ma prawo się bronić.
Propaganda Kremla zaostrza więc przekaz: oskarża „Zachód” o to, że jest współwinny „śmierci dzieci ze Starobielska”. Bo nie potępił ataku. „Wiesti” 27 maja donoszą, że w przygotowaniu ataku „mogła uczestniczyć amerykańska CNN”, jako że robiła wcześniej reportaż o pracy ukraińskich operatorów dronów.
Sekwencja „dzieci” – „pluszaki” – „zniszczenie Kijowa” (na zdjęciu głównym) robi wrażenie nawet na kimś, kto rosyjską telewizję ogląda piąty rok. Widz nie może być pewien, czy budząc się rano, nie dowie się o nowym, horrendalnym ataku Kremla na Ukrainę. Doprowadzenie do takiego stanu jest niewątpliwie dużym osiągnięciem propagandy.
1 czerwca „Wiesi” transmitują spotkanie Putina z „Radą Bezpieczeństwa”.
Putin – pierwszy raz w dziejach tej wojny – szczegółowo dopytuje o los ofiar cywilnych. Zapowiada odwet na „sprawcach”. A prokurator generalny Bastrykin odczytuje nazwiska ukraińskich dowódców odpowiedzialnych wedle Rosji za atak. W telewizji. Chodzi o to, że te osoby mają być zabite.
Ma to już cechy krwawego nabożeństwa oszalałej sekty.
Przekaz jest tak silny, że trudno zauważyć jego nowe elementy. A tymczasem propaganda stara się grzać starciem Kijowa z powierzchni ziemi, swobodnie też opowiada o tym, że Rosja jest ostrzeliwana, że ma kłopoty z zaopatrzeniem w paliwo, a trasa z Rostowa na Krym jest pod kontrolą ukraińskich dronów i praktycznie nieprzejezdna. Więc władza stara się „organizować objazdy”. W Sewastopolu benzyna jest racjonowana i sprzedawana na kartki.
Ukraińskie trafienia, które nanosimy na naszą mapkę Rosji, pojawiają się w końcu także w oficjalnym rosyjskim przekazie. Tyle że rafineria nazywa się tam „obiektem infrastruktury cywilnej”, a przepompownia na rurociągu – „zakładem przemysłowym”. Reszta się zgadza.
W nocy z 1 na 2 czerwca Moskwa ponowiła atak na Kijów. Zginęło 21 osób. „Rosyjskie siły zbrojne przeprowadzają systematyczne ataki na ukraińską infrastrukturę wojskową, w tym na Kijów i inne miasta” – poinformował rzecznik Putina Pieskow.
„We wtorek 2 czerwca Ministerstwo Obrony poinformowało, że w nocy z 1 na 2 czerwca, w odpowiedzi na ataki terrorystyczne reżimu w Kijowie, rosyjskie siły zbrojne rozpoczęły zmasowany atak bronią precyzyjnego rażenia dalekiego zasięgu z baz powietrznych, lądowych i morskich na przedsiębiorstwa przemysłu zbrojeniowego w Kijowie, Zaporożu, Charkowie i Dniepropietrowsku [Dnieprze – red.] oraz w obwodach połtawskim, chmielnickim i sumskim, a także na ukraińskie obiekty infrastruktury paliwowej i transportowej wykorzystywane w interesie ukraińskich sił zbrojnych oraz lotniska wojskowe.
Cele ataku zostały osiągnięte, wszystkie wyznaczone obiekty zostały trafione – poinformował rosyjski resort wojskowy w oświadczeniu”.
Jak widać, celem ataku nie jest pokonanie Ukrainy, ale „odpowiedź”.
Propaganda podkreśla, że wszystko odbywa się na podstawie ścisłych rozkazów Putina. Ale kilkanaście godzin po tym, jak Putin zapowiedział „nowy wymiar konfliktu”, jego rzecznik sprostował, że nie chodzi o nowy wymiar masakry – tylko o to, że Putin dowiedział się, że na jego wojnie giną cywile, w tym dzieci. Oraz „dzieci Starobielska”.
Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?
UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.
Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze