0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. OLEG PETRASIUK / 24th Mechanized Brigade of Ukrainian Armed Forces / AFPFot. OLEG PETRASIUK ...

Od 2022 roku Rosja wielokrotnie zakłócała działania systemów GPS i innych systemów nawigacji satelitarnej, głównie w obszarze Morza Bałtyckiego. Miało to negatywny wpływ przede wszystkim na lotnictwo i żeglugę morską. Od niedawna jednak sytuacja stała się jeszcze groźniejsza.

Rosja zaczęła stosować tzw. spoofing GPS, który polega na tym, że nadajniki przesyłają do odbiorców fałszywe współrzędne lokalizacyjne zamiast prawdziwych. Powoduje to, że np. ukraińskie drony, atakujące terytorium Rosji, błędnie określają swoją lokalizację i zbaczają z kursu. To prawdopodobnie spoofing GPS spowodował, że ukraińskie drony pojawiły się niedawno w przestrzeni powietrznej Finlandii, Łotwy, Litwy i Estonii.

Tak tę technikę opisał brytyjski „The Telegraph”: „Najpierw Rosja oślepia odbiornik GPS drona impulsem o dużej mocy, odcinając go od prawdziwych sygnałów satelitarnych – jest to technika znana jako »zagłuszanie«. Zdezorientowany odbiornik przechodzi w tryb wyszukiwania, skanując na ślepo w poszukiwaniu sygnału, na którym mógłby się zlokalizować. W tym momencie Rosja nadaje fałszywy sygnał, silniejszy niż cokolwiek innego na niebie, który oszukuje drona i powoduje, że jego namierzenie jest oparte na nieprawdziwych danych”.

Kreml wykorzystał te incydenty do oskarżenia państw bałtyckich, że umożliwiły Ukrainie wystrzeliwania dronów ze swojego terytorium. Litwa, Łotwa i Estonia zdecydowanie temu zaprzeczają.

Jednak przekierowywanie dronów to nie wszystko.

Spoofing GPS stanowi zagrożenie także dla samolotów i statków, poruszających się w rejonie Morza Bałtyckiego.

Na dodatek Rosja ostatnio rozbudowała niezbędną do tego rodzaju ataków infrastrukturę.

Tysiąc dni z zakłóceniami

Rosja od początku pełnoskalowej agresji na Ukrainę zakłóca sygnały nawigacji satelitarnej. Jak wyliczają analitycy PISM w najnowszym raporcie „Biała księga rosyjskich aktów sabotażu i dywersji wobec członków Rady Państw Morza Bałtyckiego”, od 1 marca 2022 do 31 marca 2026 dni z problemami (od niewielkich po obejmujące znaczne terytoria poszczególnych państw) było:

  • w Polsce – 1028 dni,
  • na Litwie – 997 dni,
  • na Łotwie – 1055,
  • w Estonii – 1041,
  • w Finlandii – 1127,
  • w Szwecji – 625,
  • w Norwegii – 889,
  • w Danii – 478,
  • a w Niemczech – 211”.

Przeczytaj także:

Zakłócenia pojawiały się falami, a ich zasięg się zmieniał. W zasadzie stały się normą w Zatoce Fińskiej, ostatnio także w państwach nadbałtyckich i Norwegii.

„Źródła zakłóceń sygnału zlokalizowane były głównie w obwodach królewieckim oraz leningradzkim.

Negatywnie oddziaływały nie tylko na ruch lotniczy, ale także na bezpieczeństwo cywilnej żeglugi morskiej” – podkreślają analitycy PISM.

Pojawiły się oficjalne zalecenia, by w czasie żeglugi nie polegać tylko na systemach satelitarnych. W ruch poszły tradycyjne metody nawigacji: mapy i kompasy.

Zakłócenia odczuwali też mieszkańcy terenów przygranicznych. Nie działały sieci telefonii komórkowych ani popularne aplikacje z mapami. A w litewskiej Kłajpedzie podczas ataków ukraińskich dronów na Rosję nie dało się korzystać z miejskiego systemu rozkładu jazdy komunikacji publicznej (używa on sygnałów GPS do aktualizacji czasu przejazdu autobusów).

33 nowe anteny

O zakłóceniach alarmowały też kolejne statki i samoloty, w tym te przewożące unijnych polityków. W marcu 2024 roku zakłócenia sygnału GPS zgłosił pilot brytyjskiego samolotu linii RAF, na którego pokładzie był ówczesny brytyjski sekretarz obrony Grant Shapps.

Rok później samolot wojskowy przewożący hiszpańską minister obrony Margaritę Robles doświadczył podobnych zakłóceń w pobliżu Kaliningradu. Zaś samolot z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen zgłosił taki sam problem podczas lotu do Bułgarii. Z kolei 21 maja 2026 brytyjski samolot przewoził brytyjskiego sekretarza obrony Johna Healeya – i znów GPS został zakłócony.

Zakłócenia podczas przelotów polityków były prawdopodobnie rosyjską demonstracją zdolności do zagrożenia bezpieczeństwa nawet osób doskonale chronionych. Ale te same problemy dotykają też pasażerów zwyczajnych lotów i rejsów.

We wrześniu 2025 samolot norweskiej linii lotniczej Widerøe musiał przerwać lądowanie w Vardo z powodu utraty sygnału GPS. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

26 maja 2026 Darius Kuliesius, zastępca szefa litewskiego urzędu regulacyjnego ds. komunikacji, przedstawił najnowsze dane dotyczące infrastruktury wykorzystywanej przez Rosję do zagłuszania GPS. Poinformował, że Rosja zwiększyła w Królewcu liczbę anten, emitujących fałszywe sygnały dezorientujące systemy lokalizacji.

Na początku 2025 roku Rosja miała trzy takie anteny. Teraz jest ich 36.

Atakują z Królewca

„Sporadyczna ingerencja w sygnały GPS zaczęła się od szczytu NATO w Wilnie w 2023 roku. Teraz zbudowali infrastrukturę. Ingerencja w satelitarne systemy lokalizacji stała się systemową, permanentną, niekończącą się rosyjską prowokacją przeciwko bezpieczeństwu europejskiemu” – powiedział Kuliesius.

Centrum operacji zniekształcania sygnałów satelitarnych znajduje się niedaleko polskiej granicy, w Obwodzie Królewieckim.

Ta rosyjska enklawa między państwami należącymi do NATO nazywana jest dziś najbardziej zmilitaryzowanym obszarem w Rosji, stanowiącym bazę wojskowych operacji elektronicznych.

To umiejscowienie jednoznacznie wskazuje, że tworzona w Królewcu infrastruktura nie jest związana wyłącznie z wojną w Ukrainie, raczej – z ewentualnym atakiem wobec państw NATO (choć Kreml tłumaczy to obroną przed NATO). Lub co najmniej z prowadzeniem takich operacji przeciw NATO, które eksperci nazywają działaniami „tuż poniżej progu wojny”. Czyli jeszcze nie wojna, ale też i nie pokój. Właśnie w tej nieokreślonej przestrzeni mieszczą się ataki polegające na spoofingu sygnałów GPS.

Polska też w ich zasięgu

Z litewskich analiz wynika, że nowe anteny służące do zakłócania mają duży zasięg – do 450 kilometrów. Oznacza to, że Rosja jest dziś w stanie zakłócać systemy GPS na terenie całej Litwy i Łotwy, częściowo Estonii, a także na wyspach szwedzkich i duńskich. Zagrożenie dotyczy też ogromnej części Polski.

W obszarze rosyjskiego oddziaływania znajdują się m.in. Trójmiasto, Olsztyn, Białystok, Warszawa, Szczecin, Poznań i Lublin. Oraz oczywiście pas polskich wód na Bałtyku.

Jak zauważają amerykańscy analitycy z think tanku Robert Lansing Institute, taka infrastruktura oznacza, że „​​Moskwa może wpływać nie tylko na regiony przygraniczne, ale także na strategiczną infrastrukturę głęboko w Unii Europejskiej i NATO. Obejmuje to potencjalne zagrożenia dla lotnictwa, portów morskich, węzłów logistycznych, infrastruktury energetycznej i usług cyfrowych, które zależą od satelitarnej synchronizacji czasu i współrzędnych.

Stwarza to nowy rodzaj zagrożenia asymetrycznego, którym nawet bez ataków rakietowych, Rosja mogłaby zdestabilizować europejskie procesy gospodarcze i bezpieczeństwo transportowe”.

Nie paraliż, ale ryzyko awarii

Spoofing GPS jest szczególnie niebezpieczny, ponieważ osoba używająca GPS-u (np. pilot w samolocie) często nie zdaje sobie sprawy z zakłóceń. Wcześniej, gdy sygnał był jedynie zagłuszany, pilot natychmiast orientował się w sytuacji. Ale przy pozyskiwaniu fałszywych danych lokalizacyjnych

samolot może po prostu zaktualizować system nawigacyjny do nowych współrzędnych i skierować się na inną trasę bez wiedzy pilota.

To samo dotyczy oczywiście innych urządzeń.

„W lotnictwie cywilnym zwiększa to ryzyko błędów nawigacyjnych i sytuacji awaryjnych, natomiast w transporcie morskim i biznesie niesie ze sobą ryzyko opóźnień, strat finansowych, sporów ubezpieczeniowych i wyższych kosztów logistycznych” – stwierdzili eksperci z Robert Lansing Institute.

Tańsza wojna elektroniczna

Po czym dodali uspokajająco: „Większość nowoczesnych samolotów pasażerskich i dużych lotnisk nie opiera się wyłącznie na GPS i posiada zapasowe systemy nawigacyjne. (…) Oznacza to, że ​​Kreml nie jest obecnie w stanie całkowicie sparaliżować europejskiego lotnictwa. Może jednak systematycznie zwiększać obciążenie systemów bezpieczeństwa i stwarzać trwałe zagrożenie dla transportu cywilnego. (…)

Europa powinna traktować fałszowanie sygnałów GPS nie jako odosobnione incydenty techniczne, lecz jako formę hybrydowej agresji ze strony Rosji”.

Spoofing GPS to kolejny element generowania przez Rosję niskiego, ale trwałego poziomu niestabilności wschodniej flanki NATO. Kreml ma świadomość, że militarnie nie jest w stanie konkurować z NATO, jeśli chodzi o operacje konwencjonalne. Dlatego wykorzystuje narzędzia do walki elektronicznej. Są tańsze i nie niosą ryzyka wojskowej odpowiedzi ze strony NATO. Za to wywierają istotną presję psychologiczną i powodują utrudnienia logistyczno-ekonomiczne.

Na zdjęciu Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska

Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.

Komentarze