0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Kamila Kotusz / Agencja GazetaKamila Kotusz / Agen...

Urodziłam się w Jaworznie, w którym do dziś działa kopalnia Sobieski (Tauron Wydobycie), „siostra” pobliskiej elektrowni Jaworzno, w której w listopadzie 2020 otwarto ostatni wielki blok węglowy w Polsce (910 MW) - pisze dla OKO.press Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka opisująca sytuację w śląskim górnictwie i energetyce od 20 lat.

Tekst publikujemy w naszym cyklu „Widzę to tak” – w jego ramach od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.

Codzienne mycie okien

Z mojego osiedla dokładnie było widać węglową elektrownię, całkiem blisko było też do kopalni mego dziadka – to nieczynny dziś już Jan Kanty (za czasów pracy dziadka Komuna Paryska). Osiedle nazywa się Stałe – bo na terenie, na którym powstało, nie prowadzono prac górniczych, więc miało być bez szkód górniczych i innych „atrakcji” dobrze znanych mieszkańcom Śląska (Górnego i Dolnego), Zagłębia czy Małopolski.

Rodzina wylądowała w Jaworznie przez nakaz pracy dla dziadka – przeniesienie z Bytomia, z kopalni Dymitrow (dziś nieczynna kopalnia Centrum). Moja świętej pamięci Babcia wspominała, że choć w „Jaworzniu” (jak niektórzy tam mawiają) było lepiej, to i tu, i tu trzeba było codziennie myć okna. Nie dlatego, że mieszkańcy tego regionu to pedanci lub w weekendy nie mają niczego lepszego do roboty. Dlatego, że w powietrzu była sadza.

Dziś sytuacja jest zgoła inna. Dlaczego o tym piszę?

Od czternastu lat zajmuję się branżą węglową, ponad 70 razy byłam pod ziemią (nie, nie w zabytkowych kopalniach). Jestem naprawdę emocjonalnie związana z branżą wydobywczą. Ale nóż w kieszeni mi się otwiera, gdy wszyscy widzą, że świat się zmienia, a górnicze związki zawodowe wciąż brną w mitologizację Górnego Śląska.

Bo – o niespodzianko – Śląsk również się zmienia i to od lat, a mam wrażenie, że niektórzy teraz sobie o nim przypomnieli. I te okna, o których wspominałam, wcale nie muszą być myte już co tydzień. Słowo.

Kilkadziesiąt kopalń już zamknięto

W ciągu ostatnich 20 lat tylko na Górnym Śląsku zamkniętych zostało kilkadziesiąt kopalń. W Zagłębiu (Jaworzno to nie Zagłębie, gdyby ktoś pytał) nie ma już żadnej kopalni. Czy Sosnowiec upadł? Przeciwnie. Rozwija się całkiem sprawnie. W pozostałych miastach też Armagedonu nie było.

Przeczytaj także:

Ale już na Dolnym Śląsku w Zagłębiu Wałbrzyskim zamknięcie kopalń było tragedią. A to dlatego, że zlikwidowane zostały niemal wszystkie jednocześnie i było to faktycznie jak odcięcie tlenu dla całego regionu – i trochę z zaskoczenia. Latami bezrobocie w tym regionie utrzymywało się na poziomie 30 proc. A ludzie wykradali węgiel z biedaszybów.

Z Górnym Śląskiem jest inaczej. Po pierwsze proces „zwijania” górnictwa powoli, ale jednak trwa, a po drugie nie jest nagły. Przecież nawet dziś, gdy po raz pierwszy rząd i górniczy związkowcy na serio rozmawiają o zakończeniu fedrowania, to mowa jest o roku 2049 i rozłożeniu procesu likwidacji na 28 lat!

Oczywiście, że na przykład lipcowy pomysł zamknięcia jednym cięciem już w październiku 2020 roku kopalni Ruda (czyli de facto trzech kopalń: Halemba, Pokój i Bielszowice) byłby zabójczym ciosem dla Rudy Śląskiej, ale rozłożenie tego w czasie, zaczynając od likwidacji Pokoju w tym roku, a następnych części zakładu w kolejnych latach, jest już bardziej logiczny.

Śląsk to już nie kopalnie

Żeby nie być gołosłowną, przywołam wyliczenia Bartłomieja Derskiego z portalu WysokieNapiecie.pl. „Śląsk to także nauka, badania, rozwój i innowacje na poziomie, jakimi może się pochwalić niewiele regionów w Polsce. Według Głównego Urzędu Statystycznego nakłady na działalność innowacyjną w województwie wzrosły w latach 2005-2015 o jedną trzecią – do 3,4 mld zł rocznie, z czego w górnictwie inwestuje się… 0,00029 proc. tej kwoty.

W poziomie innowacji kuriozalnie słabo wypadają nie tylko państwowe spółki górnicze, ale cały sektor publiczny. Postęp technologiczny w regionie napędzają niemal wyłącznie firmy prywatne.

Podczas gdy udział przychodów netto ze sprzedaży produktów nowych lub istotnie ulepszonych w prywatnym śląskim biznesie przekraczał wg GUS 14 proc., to w sektorze publicznym nie osiągnął nawet 1 proc.” - pisał Derski w grudniu 2018 roku.

Z raportu Najwyższej Izby Kontroli o górnictwie węgla kamiennego wynika, że w latach 2005-2017 branża wpłaciła do budżetów państwa i gmin 64,5 mld zł przy wsparciu na poziomie 65,7 mld zł.

Obciążenia opłatami jednej tony węgla to wg GIPH 106 zł. A to oznacza, że wydobywany w coraz trudniejszych warunkach polski węgiel naprawdę nie ma już szans na odzyskanie konkurencyjności.

W UE dla węgla miejsca już nie ma

Przy czym tu nie chodzi przecież tylko o koszty, ale i o Zielony Ład Unii Europejskiej, której jesteśmy częścią. A w Unii dla węgla miejsca nie ma. Ba, zaraz nie będzie go nawet dla mniej emisyjnego gazu ziemnego.

Wiem, że usłyszę zapewne za chwilę: „Ale Chiny dalej kopią węgiel” albo „A Wielka Brytania otwiera kopalnię” (nieważne, że węgla koksującego, bazy do produkcji stali, który nawet w UE jest na liście surowców strategicznych, ale co tam).

Tylko jeśli ciągle widzi się u innych drzazgę w oku, nie widząc belki we własnym, to trochę nie w porządku. Bo ci sami wskazujący na węgiel w Chinach nie dodają już na przykład, że w koronawirusowym 2020 roku to właśnie Państwo Środka i Stany Zjednoczone odpowiadały za wzrost sektora odnawialnych źródeł energii (OZE).

Katowice to dziś inne miasto

Ktoś, kto dobrze zna Katowice, na pewno wie, jak wyglądały jeszcze nie tak dawno tereny w okolicach Spodka. Delikatnie mówiąc to miejsce po dawnej kopalni Katowice nie wyglądało zachęcająco. Dziś to wizytówka miasta.

Mam na myśli m.in. Międzynarodowe Centrum Kongresowe, Muzeum Śląskie, siedzibę NOSPR czy biurowiec KTW.

Teren dawnej kopalni Gottwald to z kolei dziś Silesia City Center. Jako współautorka wydanego z fotografem Tomaszem Jodłowskim „Drugiego życia kopalń” naprawdę dobrze przerobiłam ten temat i

jestem przekonana, że wszystkie dzisiejsze gminy górnicze poradzą sobie bez wydobycia, gdy nie zostaną postawione przed faktem dokonanym i pozostawione same sobie.

A wiele z nich może na tym jeszcze więcej zyskać niż stracić.

Ślązacy chcą dobrego miejsca do życia

Wbrew stereotypom, nie wszyscy na Śląsku są górnikami. Mieszkają tutaj również nauczyciele, lekarze, fryzjerzy, tzw. białe i błękitne kołnierzyki. Ślązacy wiedzą, że świat odchodzi od węgla, a ich małe ojczyzny zmieniają się już od 30 lat. Mają dobre i złe doświadczenia, mają obawy i nadzieje związane z transformacją. Marzą o czystym powietrzu, czystej wodzie, czystej glebie.

Chcą mieć pracę i lepiej oraz wygodniej żyć. Krótko: chcą dobrego miejscu do życia. Dzisiaj wszystkie ręce na pokład, aby złagodzić likwidację kopalń" – mówi nam Patryk Białas, radny Katowic, członek stowarzyszenia BoMiasto.

"Współcześni górnicy, wbrew stereotypom, to nie są ludzie od łopaty i kilofa. Bardzo często są to wykwalifikowani fachowcy: elektrycy, hydraulicy, operatorzy maszyn. Jeśli stworzy się do tego warunki, to bez większych problemów znajdą zatrudnienie w zielonym przemyśle: renowacja budynków, produkcja i serwis instalacji odnawialnych źródeł energii, produkcja samochodów elektrycznych, remediacja terenu, oczyszczanie wody czy recykling odpadów. Nie ma co chować głowy w piasek, tylko trzeba przygotować dla odchodzących z górnictwa miękkie lądowanie: bony na przekwalifikowanie, tworzenie nowoczesnych firm technologicznych i wsparcie dla firm tworzących nowe miejsca pracy" – dodaje.

Rząd musi pokazać plan

Rząd w projekcie Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku przekonuje, że transformacja energetyczna stworzy 300 tys. nowych miejsc pracy (kopalnie węgla kamiennego w całej Polsce zatrudniają obecnie ok. 80 tys. ludzi), ale konkretów na razie brak. A te by się przydały, by zyskać poparcie i przychylność branży górniczej.

Pierwsza z deklaracji padła – chodzi o zapowiedź budowy fabryki samochodów elektrycznych Izera w Jaworznie. Co z tego będzie? Zobaczymy.

Regiony górnicze ciężko podnoszą się po zamknięciu kopalń

O perspektywę dla Śląska zapytałam Konrada Świrskiego, profesora Politechniki Warszawskiej (Instytut Techniki Cieplnej), prezesa Transition Technologies.

"Wprowadzanie nowych technologii czy szybki wzrost zapotrzebowania na surowce zawsze oznacza okres prosperity i szybkiego rozwoju regionu. Dla odmiany – koniec danej technologii – to zawsze problemy i przejściowa zapaść gospodarcza.

Śląsk musi się zmienić, bo węgiel przestaje być wartościowym surowcem, ale na pewno nie będzie to bezbolesne.

Doświadczenie brytyjskie i niemieckie pokazują jedno – rejony górnicze ciężko podnoszą się po zamknięciu kopalń (tam wciąż wskaźniki gospodarcze tych obszarów są słabsze niż reszta kraju) niezależnie od wielkich programów pomocowych".

Z drugiej strony nie ma alternatywy – mówi nam Świrski. Jego zdaniem,

prostego pomysłu na szybkie, wielkie inwestycje dające w zamian miejsca pracy – nie ma i nie będzie.

"Koszty transformacji są gigantyczne – wystarczy popatrzeć na proponowane przez związki zawodowe wysokości górniczych odpraw i na obecne straty górniczych koncernów - to już daje kilkanaście, a może i kilkadziesiąt miliardów złotych. Kolejne programy pomocowe, inwestycje w nowe fabryki, sektory usług, sama pomoc socjalna to kilka razy tyle" – wylicza.

Wie, iż bardzo prosto jest dawać rady nie mieszkając na Śląsku i nie mając bezpośrednich związków z wydobyciem węgla i mówić brutalnie o koniecznościach zmian, które będą dotykały także rodzin i będą niosły ze sobą dramaty ludzkie, ale taka jest rzeczywistość.

"Śląsk musi się zmieniać i będzie to bardzo trudna zmiana, ale wierzę, że właśnie etos pracy, zaangażowanie i przywiązanie do tradycji w tym regionie – pomoże przejść ten czas "– ocenia Świrski.

Udostępnij:

Karolina Baca-Pogorzelska

Karolina Baca-Pogorzelska (ur. 1983) – absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, dziennikarka i autorka książek, inżynier górniczy drugiego stopnia. Współpracowała z „Rzeczpospolitą” i „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Jest współautorką książek (wraz z fotografem Tomaszem Jodłowskim) "Drugie życie kopalń", "Babska szychta" i "Ratownicy. Pasja zwycięstwa". Od 2017 roku z Michałem Potockim badała sprawę importu antracytu z okupowanego Donbasu. Za ten cykl reportaży otrzymali Grand Press 2018 w kategorii „dziennikarstwo specjalistyczne” i Nagrodę im. Dariusza Fikusa, wyróżnienia w Ogólnopolskim Konkursie Dziennikarskim im. Krystyny Bochenek i w konkursie o Nagrodę Watergate Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a także nominacje do MediaTorów i Nagrody Radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego. Książka "Czarne złoto" (napisana z Michałem Potockim) została nominowana do nagrody Grand Press dla Książki Reporterskiej Roku 2020. Obecnie dziennikarka "Wprost"

Przeczytaj także:

Komentarze