Odstraszanie za pomocą gumowych kul ma „oduczać zwierzęta przebywania w pobliżu siedzib ludzkich” – komentuje ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska.
Dzięki nowelizacji płoszenie niedźwiedzi, wilków i żubrów będzie możliwe „przy wykorzystaniu broni gładkolufowej z zastosowaniem amunicji niepenetracyjnej przez osoby posiadające pozwolenie na broń, w tym pozwolenie na broń do celów łowieckich”.
To oznacza, że zwierzęta będą płoszyć myśliwi.
„Ustawa nie jest przeciwko przyrodzie, ale chroni zarówno ludzi, jak i zwierzęta” – mówił prezydent Karol Nawrocki, podpisując ustawę.
Od ponad roku głośno jest o niedźwiedziach pojawiających się w pobliżu zabudowań na Podkarpaciu — dlatego nie było mowy o dalszym opóźnianiu prac nad nowelizacją ustawy o ochronie przyrody.
Zastosowanie broni gładkolufowej z użyciem pocisków gumowych ma zwiększyć skuteczność odstraszania dzikich zwierząt, które oswoiły się z obecnością człowieka lub zapobiegać takiemu oswojeniu. W ten sposób można zniechęcić niedźwiedzie od zbyt bliskiego podchodzenia do osiedli ludzkich. Jednocześnie strzał z takiej broni nie zagraża życiu dużych ssaków.
„Ustawa daje narzędzia grupie interwencyjnej, która w Bieszczadach monitoruje zachowanie problematycznych osobników. W razie potrzeby jej członkowie będą mogli płoszyć niedźwiedzie, wykorzystując gumową, niepenetracyjną amunicję. To na tyle bolesne, by skutecznie odstraszyć zwierzęta” – skomentowała ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska.
W 2025 roku projekt nowelizacji pozytywnie zaopiniowała Państwowa Rada Ochrony Przyrody, proponując nawet jej rozszerzenie i dopisanie wilka.
W tej sprawie eksperci są jednak podzieleni.
O ile w przypadku niedźwiedzi użycie broni gładkolufowej nie budzi zastrzeżeń, to wątpliwości co do zastosowania jej w płoszeniu wilków zgłaszał doktor Wojciech Śmietana z Fundacji Przyroda i Nauka, który zajmuje się od lat dużymi drapieżnikami w Bieszczadach.
„Wilk nie jest zwierzęciem o takiej masie ciała i budowie anatomicznej jak niedźwiedź czy żubr. Użycie pocisków niepenetracyjnych o wysokiej energii kinetycznej może w jego przypadku prowadzić do poważnych urazów, w tym uszkodzeń narządów wewnętrznych i rozerwania dużych naczyń krwionośnych”.
Śmietana uważa, że nowe prawo po prostu umożliwia płoszenie „przy użyciu amunicji mniej śmiercionośnej”. Jego zdaniem wciąż brakuje też służby, która profesjonalnie zajęłaby się tym problemem.
O potrzebie utworzenia służby ochrony przyrody od lat mówią również inne osoby zajmujące się dużymi drapieżnikami, w tym dr hab. Sabina Nowak z Uniwersytetu Warszawskiego i prezeska Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”. Podpisana przez prezydenta nowelizacja jej nie wprowadza.
Jedynym działaniem, uzupełniającym tę systemową lukę, jest wspomniana przez Paulinę Hennig-Kloskę grupa interwencyjna na Podkarpaciu. Opisywaliśmy to w OKO.press:
Problemów z niedźwiedziami można byłoby uniknąć już wcześniej, ale przez długi czas nikt nie zajmował się tą kwestią — poza grupą naukowców i pracowników parków narodowych. Od 2011 roku autorki i autorzy „Programu ochrony niedźwiedzia brunatnego w Polsce” wskazywali na konieczność powstania grupy interwencyjnej w sprawie niedźwiedzi. Nikt ich nie słuchał.
Efekt? Za każdym razem, kiedy zaistniała sytuacja konfliktowa i niedźwiedź pojawiał się w pobliżu człowieka, podejmowano chaotyczne działania, które nie rozwiązywały problemu.
Sprawa nabrała przyspieszenia dopiero w ubiegłym roku, kiedy bieszczadzkie gminy zaczęły coraz głośniej domagać się rozwiązania „konfliktu” z niedźwiedziami. Przede wszystkim przez odstrzał.
Takie postulaty padają na podatny grunt i dają argumenty zwolennikom dopisania niedźwiedzi czy wilków do listy gatunków łownych. Dlatego każde zdarzenie z udziałem dużego drapieżnika, nawet jeśli jest to obserwacja niedźwiedzia przekraczającego drogę, służy wzmacnianiu atmosfery zagrożenia.
Obecnie nie ma jednak mowy o odstrzale niedźwiedzi — deklaruje resort klimatu. Na Podkarpaciu zaczęła się akcja odławiania zwierząt i zakładania im obroży z nadajnikiem GPS. Plan obejmuje 18 niedźwiedzi.
„11 niedźwiedzi jest już stale monitorowanych w Bieszczadach. Będą kolejne. Pobrane zostały też próbki genetyczne od wybranych osobników” – podał wiceminister klimatu Mikołaj Dorożała. Dwa niedźwiedzie, uznawane za uciążliwe, zostały od razu przewiezione w inne, odległe miejsce. Dzięki obrożom z GPS będzie można poznać szlak wędrówki niedźwiedzi.
Wszystkie te działania są realizowane w ramach grupy interwencyjnej i specjalnego projektu, który potrwa do 2029 roku. W planach jest również montaż niedźwiedzioodpornych kontenerów na odpady. Pomóc może też poprawa bazy pokarmowej niedźwiedzi przez sadzenie drzew owocowych w głębi lasu oraz uruchomienie platformy do rejestrowania incydentów. Nowelizacja, zezwalająca na użycie gumowych kul, również pozwoli na skuteczniejsze odstraszanie zwierząt.
Wciąż pozostaje jednak problem niezabezpieczania resztek pożywienia oraz dokarmianie i nęcenie dzikich zwierząt przez amatorów polowań i tak zwanej fotografii przyrodniczej.
Poprawy wymaga też gospodarka odpadami, w tym częstotliwość odbioru odpadów i kwestia zabezpieczania przydomowych kompostowników. Nie powstają też zaplanowane rezerwaty przyrody w Bieszczadach. Nie wyznacza się też ostoi dla niedźwiedzi. Strefy ochrony są wciąż nieliczne i obejmują miejsca gawrowania tylko sezonowo, a nie przez cały rok. W konsekwencji niedźwiedzie nie mają spokoju nawet w miejscach zimowego odpoczynku.
Część mieszkańców Bieszczad chce walczyć z nagonką na dzikie zwierzęta. W drugiej połowie czerwca odbędzie się I Bieszczadzkie Forum Dużych Drapieżników. Jak piszą jego organizatorzy: „To miejsce na przedstawienie wyników najnowszych badań dotyczących niedźwiedzi i wilków, a także trendów, wyzwań i propozycji rozwiązań. Po raz pierwszy w jednym miejscu spotkają się mieszkańcy, specjaliści od dzikiej przyrody, przewodnicy górscy, ludzie zajmujący się turystyką, przedstawiciele samorządu, członkowie służb ochrony przyrody, dziennikarze, restauratorzy, członkowie organizacji samorządowych i w ogóle wszyscy, którym na sercu leży dobro regionu”.
Forum ma być „niekonfrontacyjnym miejscem wymiany wiedzy i nawiązywania bezpośrednich kontaktów między osobami, które mieszkają lub działają na terenie Polski południowo-wschodniej”. Jest też odpowiedzią na kampanię strachu, którą rozpętała część podkarpackich polityków i samorządów.
Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".
Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych ludziom i przyrodzie: „Syria. Przewodnik po kraju, którego nie ma”, „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy”, „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych, „Rzeki. Opowieści z Mezopotamii, krainy między Biebrzą i Narwią leżącej" i "Borsuk. Władca ciemności. Biografia nieautoryzowana".
Komentarze